Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 stycznia 2015

Elżbieta Wardęszkiewicz "Klucz" | recenzja przedpremierowa |


AUTOR: Elżbieta Wardęszkiewicz
TYTUŁ: Klucz
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura współczesna, obyczajowa
PREMIERA: styczeń 2015 rok 
ILOŚĆ STORN: 423

Mela od wczesnego dzieciństwa była bita przez ojca, który w młodości przeszedł przez piekło obozu koncentracyjnego. Trudne doświadczenia życiowe dziewczyny oprócz traumy, którą pozostawiły, sprawiły jednocześnie, że na wiele rzeczy została zahartowana. Głęboko do serca wzięła sobie słowa matki: "Zapamiętaj na całe życie: Licz tylko na siebie. Wtedy się nie zawiedziesz. To jest klucz do sukcesu". Starała się żyć według tego przesłania, jednak jej życie - choć pasjonujące - nigdy nie miało jej rozpieszczać.

"Klucz" jest debiutancką książką Elżbiety Wardęszkiewicz, która z wykształcenia jest lekarzem medycyny. Czytając książki "świeżych" autorów zawsze staram się być wyrozumiała i przymykać oko na niewielkie niedociągnięcia. W książce Pani Elżbieta porusza naprawdę trudne tematy, ponieważ przemoc w rodzinie jest i zawsze będzie. Zbyt często jesteśmy jej świadkami, a co gorsza uczestnikami. Jestem trochę zaskoczona, ponieważ pierwsza książka danego autora jest pewnego rodzaju wizytówką jego twórczości, dlatego podziwiam odwagę autorki, że postanowiła poruszyć tak trudną kwestie w swojej pierwszej książce. Czy jej się to udało? Przekonajmy się o tym wspólnie. 

Zaczynając czytać książkę poczułam atmosferę jaka towarzyszyła mi wtedy kiedy byłam dzieckiem. Dzięki temu przypomniałam sobie swoje dzieciństwo, co ostatecznie zachęciło mnie do dalszego poznania losów Meli. Miałyśmy wiele wspólnego, a jednym z takich najważniejszych podobieństw był ojciec Meli, który momentami przypominał mi charakter mojego taty. I tak wraz z główną bohaterką po kolei poznawałam całej jej życie. Czułam się tak jak gdybym czytała pamiętnik jakieś młodej dziewczyny, która jest zwyczajną nastolatką, a później już dorosłą kobietą z wieloma problemami. Bo problemów jej nie brakowało. Pomijając ojca, który wyżywał się na niej nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Było także nieudane małżeństwo, które początkowo dawało jej nadzieję na normalną rodzinne. Była córka, którą główna bohaterka praktycznie sama musiała wychowywać. W pracy również było różnie. Przykrości było wiele, ale ona nigdy nie miała zamiaru się poddać. Pomimo wielu trudności z jakimi przyszło się zmierzyć Meli, były także chwile radości, które dawały nadzieje na lepsze życie. Różne wyjazdy, poznawanie nowych ludzi, romanse, dawały jej wytchnienie od codziennych trosk. Wszystko to wpływa na jakość książki, jej wielowątkowość. Czytając sami widzimy jak wszystko potrafi zmienić się w zaledwie kilka miesięcy. 

 Jeżeli chodzi o samą Melę to bardzo ją polubiłam wtedy, kiedy była dzieckiem, a później nastolatką. Gdy stała się dorosłą kobietą wiele rzeczy zaczęło mnie irytować. Nie można odmówić jej zaradności i odwagi, bo wiele sytuacji wymagała od niej tych obu cech. Jednak nie podobało mi się to, że została w późniejszych latach przedstawiona jako symbol pożądania mężczyzn. Już na studiach miała tylko i wyłącznie przyjaciół płci męskiej, gdyż jej uroda odpychała inne koleżanki. Takie eksponowanie cech, w dodatku głównej bohaterki wpływa na to, że czytelnik przestaje po postu darzyć sympatią daną postać. W dodatki Mela musiała być we wszystkim najlepsza co czasami wpływało na nierealność całej historii. I tak właśnie momentami wydarzenia wydawały mi się zbyt proste, aby mogły być prawdziwe. Dodatkowo nie rozumiem dlaczego nikt nie zwrócił uwagę na obrażenia Meli, która niemal codziennie była bita przez ojca. Trudno tego nie zauważyć, chyba, że rodzice dobrze maskowali siniaki córki. Tą kwestię jednak zostawiam samej autorce. 

Jeżeli chodzi o styl pisania  to widać, że jest on jeszcze nie wyćwiczony, ale przy tym możemy nazwać go lekkim, ponieważ książka momentami wciąga i pomimo wielu stron bardzo szybko można się z nią uporać. To co mnie denerwowało to wielokrotne powtarzanie tych samych zdań. Brakowało mi różnorodności słów, a przy tym przyłapałam autorkę na tym, że niektóre sytuacje opisywała zbyt długo, zbyt szczegółowo.  Niektóre wątki skonstruowane przez pisarkę były bardzo ciekawe jak na przykład wychowywanie córki przez Melę, kłopoty rodzinne czy też wyjazdy za granicę, w których sama bohaterka poznała wielu nowych ludzi i zmierzyła się z różnymi problemami takimi jak nielegalny handel. Z drugiej strony mamy romans Meli, którego opisy bardzo mi się dłużyły i przez nie chciałam niejednokrotnie odłożyć książkę, jednak gdy już dobiegły końca na nowo wczytywałam się w perypetie Meli. Plusem książki są również opisy pracy lekarza to jaką trudną, ale wdzięczną pracą jest ten fach. Myślę, że duży wpływ miały tutaj doświadczenia autorki, która jak już wspomniałam, jest lekarzem medycznym. Czytałam ten wątek z zapartym tchem i zamarzyłam o tym, żeby tak jak Mela być lekarzem. 

Książka bardzo wysysa emocjonalnie, szczególnie jeżeli jesteś osobom wrażliwą i tak jak ja przejmujesz się losami bohaterów. Moim zdaniem "Klucz" wymaga czasu, skupienia, czasami też i cierpliwości, a także zrozumienia dla niektórych wydarzeń i postaci. Najlepiej nie czytać żadnej innej książki, bo myślami i tak będziecie powracać do historii Meli. Nie byłam spokojna dopóki nie skończyłam tej książki. Tak jak gdybym zaglądała do całego życia innego człowieka - tak właśnie czułam się podczas czytania tej pozycji.  Po jej przeczytaniu czuje jak gdyby jakiś ciężar opuścił moje barki. Musiałam wziąć na nie całe troski Meli, ale czy każdy z nas jest na to gotowy? Na to pytanie każdy z Was musi sobie odpowiedzieć. 

Samo zakończenie książki jest jakby urwaniem historii w pół zdaniu. Jednak dla zainteresowanych mam nie zwykle radosną nowinę. Mianowice powstaje kontynuacje tej powieści, której tytuł brzmi: "Bez czci, bez wiary". Czy ja po nią sięgnę? Musze Wam powiedzieć, że sama nie wiem. Na dzień dzisiejszy czuję się wypompowana i najchętniej nie wracałabym do tej historii.  Ponadto wydaje mi się, ze szybko o niej zapomnę. Czas jednak pokaże, czy będę miała okazję zmierzyć się z kolejnymi losami Meli. Prawdę powiedziawszy to chciałabym towarzyszyć jej aż do starości.  

Tymczasem zostawiam Wam tym razem wolną rękę jeżeli chodzi o tą pozycję. Moja recenzja jest tylko nakierowaniem, a teraz sami musicie zdecydować czy chcecie ją przeczytać. Ostateczną ocenę oczywiście wystawię i czekam na to czy ktoś z Was zdecyduje się z nią zmierzyć. 

CZARNY KRUK OCENIA:
6/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwo Novae Res
Fakt ten nie miał wpływu na moją recenzję. 

Recenzja dostępna również na: 
- lubimyczytać -


* opis z okładki książki

środa, 8 października 2014

Mikołaj Więckowski "Śmierć moja"


AUTOR: Mikołaj Więckowski 
TYTUŁ: Śmierć moja
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura współczesna
DATA WYDANIA: 8 kwietnia 2014 roku
ILOŚĆ STRON: 122
CENA: 23 zł

     Nie ważne co przeżyjemy, nie ważne co zrobimy, nie ważne kim jesteśmy, nie ważne ile posiadamy pieniędzy i tak na końcu naszego życia spotkamy JĄ. Bez względu na wszystko i tak nas dopadnie. Chodzi oczywiście o śmierć, która dla niektórych jest obrazem okrucieństwa i niesprawiedliwości, a także przyczyną strachu, lęku. Dla innych zaś jest ona czymś niosącym ulgę, czymś tajemniczym, czymś co da w końcu ukojenie. Dość pesymistyczny wstęp recenzji? Niestety, ale to prawda, którą każdy z nas prędzej czy później pozna. 
     Autor książki stawia takie pytania jak: Czy śmierć rzeczywiście przychodzi po nas niezależnie od naszej woli? Czego może doświadczyć dusza balansująca na granicy życia i snu wiecznego ciała? Czy w zaświatach można spotkać ludzi takich jak my? Odpowiedź na te pytania musimy szukać w książce pt. "Śmierć moja", ale pod warunkiem, że jesteśmy gotowi odbyć dość niecodzienną podróż. 
    " Razem z bohaterem, który trafił do świata, w którym wcale nie zamierzał się znaleźć, odwiedzimy miejsca mniej lub bardziej osobliwe, spotkamy postaci o niekoniecznie przyjaznych zamiarach oraz staniemy się świadkami wydarzeń, które całej wędrówce nadadzą specyficzną symbolikę."
    "Śmierć moja" jest debiutem Mikołaja Więckowskiego, a więc już na wstępie tej recenzji chciałabym poinformować Was, że będę patrzeć na książkę właśnie pod kątem młodego debiutanta. Postaram się zbytnio nie krytykować, podpowiedzieć jakie wady ma książka, a także zachęcić Was do sięgnięcia w przyszłości po tą książkę, ponieważ porusza ona moim zdaniem dość ciekawą tematykę. Tematykę, którą bardzo lubię i której szukam, ale niestety nie znajduję. Właściwie to fabuła zachęciła mnie do bliższego zapoznania się z książką. Uwielbiam takie mroczne klimaty, pewne niepewności  z nutką strachu. Czułam, że książka być może nie sprosta moim oczekiwaniom tak do końca, ale pokładałam w niej dużo swoich nadziei. Czy aby nie za dużo?
     Zanim jednak przejdę do analizy treści chciałam jeszcze zwrócić uwagę na tytuły rozdziałów, które były napisane w języku łacińskim co jest moim zdaniem bardzo oryginalnym podejściem do tematu. Nie martwcie się, że ich nie zrozumiecie. Autor o to zadbał i na samym końcu książki macie te wyrażenia przetłumaczone na nasz ojczysty język. Niektóre z tych zwrotów bardzo zapadły mi w pamięci i dały do myślenia. Wspomnę też przy okazji o oprawie graficznej, która jest bardzo klimatyczna i w pewien sposób wprowadza czytelnika w świat, który ma zamiar przestawić nam autor. 
     Bardzo podobał mi się świat, w którym znalazł się nasz główny bohater. Jest on zawieszony między życiem a śmiercią. Zostaje tam przywitany przez czarnowłosą, nagą piękność, która częstuje go papierosem. Taka pani jak z okładki. Następnie odwiedza on różne pokoje i doświadcza  rzeczy z którymi w jakiś sposób musi sobie poradzić. Spotyka na swojej drodze różne, dziwaczne stwory, a także jest światkiem równie dziwnych sytuacji.  W tym właśnie świecie nie on jeden jest uwięziony, ponieważ jest tam dość specyficzne zbiorowisko różnych postaci. Okazuje się, że nie ma ucieczki z tego chorego świata, który jest rodzajem zaświatów. Samobójstwo tu nie pomoże, wielu próbowało. Jedynym wyjściem jest udanie się do Handlarza. Jednak cena jaką chcę za wolność dla wielu jest zbyt wysoka..
     Póki co moja recenzja przedstawia książkę w jak najbardziej dobrym świetle, jednak muszę Was rozczarować i napisać, że nie jest ona tak dobra jak Wam się mogło przez te kilka akapitów wydawać. Jest to dość trudna książka, w której miejscami łatwo się pogubić. Należy ją czytać z dużą uwagą. Temat śmierci jest trudnym tematem i zdaję sobie sprawę, że wielu z nas się go boli. Podobało mi się bardzo podejście autora do śmierci. Miał dobry pomysł, który nie został wykorzystany do końca. Początek był bardzo ciekawy, niestety później nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Pomimo niewielkiej liczbie stron nie mogłam się z nią uporać w tak krótkim czasie jakim bym chciała. Momentami marzyłam o zakończeniu o tym żeby się wreszcie skończyła. I skończyła tak jak wszystko się kończy. 
    Natomiast nie mogę odmówić Mikołajowi Więckowskiemu talentu, ponieważ tak jak już wspomniałam początkowo książka mnie naprawdę wciągnęła, ale później chyba sam autor się pogubił. Klimat jaki jest obecny w książce to chyba jej najlepsza cecha. Pragnę napisać, że bardzo trzymam kciuki za samego autora i mam nadzieję, że nie zniechęcić się negatywnymi opiniami, bo to dopiero jego początki, a musimy pamiętać, że początki są najgorsze. Osobiście widziałabym styl pisania Pana Mikołaja w jakiś dobrym horrorze, no ale cóż to takie moje małe marzenie :) 

CZARNY KRUK OCENIA: 
6/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res.
Fakt ten nie miał wpływu na moją opinię.

czwartek, 4 września 2014

Izabela Sowa 'Powrót'

AUTOR: Izabela Sowa
TYTUŁ: Powrót
WYDAWNICTWO: Znak
GATUNEK: literatura współczesna
DATA WYDANIA: 25 sierpnia 2014 roku
ILOŚĆ STRON: 240
CENA: od 21 zł do 35 zł

Dorotka rozczarowała wszystkich – zamiast skończyć ASP, zajęła się robieniem tatuaży, zamiast realizować gotowy scenariusz, zdecydowała się napisać swój własny – wyjechała.
Teraz wraca: do kraju, do rodziców, do siebie.
I choć nadal nie pasuje do wyobrażeń swoich bliskich, nie chce się już buntować i walczyć.  Nadal robi wszystko po swojemu, zadziwia wyglądem i pomysłami na życie. 

''Powrót'' Izabeli Sowy to opowieść o młodej kobiecie, której wydaje się, że dawno opuściła szkołę złudzeń, bo stanęła oko w oko z tym, przed czym ucieka pokolenie trzydziestolatków – z dorosłością. Okazuje się jednak, że życie potrafi zaskoczyć bardziej niż magia krainy Oz. 
  Czy Dorotka okaże się na tyle silna, by na przekór wszystkim podążać swoją drogą?
  Do sięgnięcia po tą właśnie pozycję zachęcił mnie już sam opis z okładki. Po nim spodziewałam się historii o twardej młodej kobiecie, która podąża za marzeniami i zrobi dla nich wszystko. Niestety, ale już na wstępie muszę napisać, że bardzo się zawiodłam. Być może dlatego, że nie znałam poprzednich książek Izabeli Sowy ? A być może dlatego, że ostatnio spotykałam się raczej z dobrymi pozycjami polskich autorów i bardzo wierzyłam, że kolejna książka  naszego rodaka będzie również dobra? Koniec gdybania. Lepiej sami zobaczcie co w tej książce jest nie tak. 
  Otwierając książkę i czytając pierwsze strony czułam się w niewielkim stopniu zaciekawiona. Sam początek, czyli kilka pierwszych kartek jest dobry, dwuznaczny i zabawny. Jednak potem coś się psuje. Chaos to dobre słowo. Tak możemy określić tą książkę. Autorka pisze w sposób bardzo chaotyczny jak na tak prostą, obyczajowa książkę.  Wielokrotnie miałam do czynienia z podobnym stylem pisania, jednak były to raczej książki, przy których nic nie było pewne, które były dziwne i nie zrozumiałe. Sama nie wiem dlaczego autorka zdecydowała się na aż taki misz masz. Podziałało to jedynie na niekorzyść całości.
  Już główna bohaterka od samego początku mnie bardzo irytowała. Myślałam, że będzie to bardziej rockowa dziewczyna, która niczego się nie boi, jest wydziarana od stóp do głów. W zamian za to dostałam dorosłą już osobę, która momentami zachowywała się jak dziewczynka z podstawówki. Miałam nadzieje, że autorka ładnie opiszę nam cały proces tatuowania i będzie to robiła w miarę często a tu masz! Momentami miałam wrażenie, że Dorotka nie wkłada w ogóle serce w to co robi, chociaż była to jej pasja. Pozostałe postacie również mnie zawiodły. Wszyscy wydawali mi się bardzo płytcy i z nikim nie mogłam się utożsamić. Natomiast najbarwniejsza postacią jest babcia Dorotki. Dialogi z nią momentami były bardzo zabawne i osłodziły mi chociaż odrobinę czasu kiedy to zmagałam się z tą pozycją.
  Książka była dla mnie naprawdę nudna i nic nie wniosła w moje życie. Historia bardzo mnie zawiodła. Przyznam się, że miałam takie momenty, w których to chciałam po prostu odłożyć książkę, zapomnieć o niej i nigdy ponownie jej nie otwierać. Nie zrobiłam tego, ale niektóre fragmenty po prostu pomijałam. Bardzo się zawiodłam. Nie chcę już więcej nic złego pisać na tą książkę, bo wiecie, że tego nie bardzo lubię. 
 Przykro mi to stwierdzić, ale żałuję czasu jaki straciłam na tą pozycje. Okazała się dla mnie ogromnym wyzwaniem i czytało mi się ją bardzo opornie. Osobiście nie polecam i przykro mi to pisać tym bardziej, że jest to dzieło polskiej pisarki. Samej autorce chciałabym jeszcze dać szanse i w przyszłości przeczytać inną jej pozycję. 

MOJA OCENA:  1/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak

niedziela, 27 lipca 2014

Clara Sanchez 'Skradziona'

AUTOR: Clara Sanchez
TYTUŁ: Skradziona
TYTUŁ ORYGINALNY: Entra en mi vida
WYDAWNICTWO: Znak
GATUNEK: literatura współczesna
DATA WYDANIA: 17 lipca 2014 roku
ILOŚĆ STRON: 480
CENA: 29,52 zł

   Książka pt. 'Skradziona' nawiązuje do afery, która miała miejsce w 2012 roku w Hiszpanii. Główną rolę odgrywali tu duchowni, oraz pielęgniarki, którzy zaraz po urodzeniu, zabierali do adopcji dzieci bez wiedzy rodziców jednocześnie uśmiercając je. Ponad tysiąc matek żyło w przekonaniu, że ich dzieci zmarły od razu po porodzie, a gdy chciały zobaczyć ciała ich zmarłych pociech w odpowiedzi słyszały, że lepiej dla nich nigdy nie mieć tego widoku przed swoimi oczami. Jednak wiele kobiet w to nie wierzyło. Coś  kazało im wierzyć, że ich dzieci jednak żyją.     Skradziona jest powieścią, która przedstawia właśnie jedna z takich historii. Książka opowiada o  Veronice, która pewnego dnia gdy była jeszcze małą dziewczynką odkryła niepokojący szczegół, który już na zawsze miał zmienić jej życie. Było to zdjęcie. Niby zwykła fotografia, która podpisana była tajemniczym wtedy dla Veronici imieniem- LAURA. Dziewczynka na zdjęciu wydawała się być bardzo do niej podobna. To dało jej do myślenia, jednak wiedziała, że nie powinna poruszać tego tematu przy rodzicach, nie powinna zadawać pytań, ponieważ to było coś o czym się nie mówi, traktuje jakby nigdy nie istniało. Gdy dorastała coraz więcej szczegółów zaczęło jej się łączyć ze sobą, a tajemnica rodzinna jaka odkryła nie dawała jej spokoju. Wciąż chodziły za nią te dwa pytania: Kim była Laura? I co ją łączyło z jej rodzicami?
  Bardzo cenie sobie literaturę faktu, ponieważ przybliża nas do bardzo ważnych wydarzeń, które miały miejsce i o których warto, a nawet trzeba rozmawiać. Musze Wam się przyznać, że nigdy wcześniej nie słyszałam o tej hiszpańskiej aferze. Sama nie wiem czemu tak ważna informacja mnie ominęła. Jednak dzięki Skradzionej ją poznałam i wiecie co? Byłam w nie małym szoku! Bo jak można tak bardzo zranić ich rodziców? Jak można im wmówić, że ich dziecko umarło? Czy te osoby, które brały w tym udział tak bardzo były pozbawione jakichkolwiek uczuć? Jak można zrobić to tym dzieciom, które przecież o niczym nie maja pojęci? Żyją w przekonani, że wychowują je prawdziwi rodzice, że ich życie jest prawdziwe. A co jeśli to wszystko okaże się kłamstwem? Myślę, że te i inne pytania wiele ludzi zadawało i wciąż zadaje, jeżeli myślą o tej tragedii, bo myślę, że możemy to nazwać tragedia. Od początku byłam ciekawa jak autorka poradzi sobie z tak trudnym zadaniem, ponieważ w tej książce trzeba było przedstawić wiele uczuć jakie targały bohaterami, a to nie należy do najłatwiejszych rzeczy. Czy jej się udało? Zobaczcie sami. :)
  Narracja prowadzona jest z perspektywy dwóch osób- Laury i Veronicki. Dzięki temu możemy zobaczyć jak odmienne jest życie sióstr. Laura wydaje się całkiem odmienna od Veronicki i szczerze Wam powiem, że w niczym mi jej nie przypominała. Prowadziły całkiem odmienne style życia. Laura była uwieziona nie tylko w swojej niewiedzy, ale też we własnym życiu. Musiała opiekować się i babcia i matką. Veronicka była bardziej wyzwolona. Robiła co chciała, czasami zbyt impulsywnie. Jeżeli bym miała wybrać jedna z nich, tą którą bardziej polubiłam to zdecydowanie byłaby to Veronicka, ponieważ po porostu bardzo mi mnie przypominała.
  Nie jestem i nigdy nie byłam fankom historii miłosnych i myślę, że to nigdy się nie zmieni. W tej powieści spotkałam wątek miłosny. Muszę przyznać, że od samego początku bardzo mi się on podobał (wiem, o dziwo!). Chyba wyłącznie dlatego, że Veronica spotykała się z chłopakiem moich marzeń. Dlatego tez bardziej podczas czytania wcielałam się w rolę Veronicki. Niestety o naszych zakochanych długo sobie nie poczytałam, ponieważ okazuje się, że ten wątek nie ma całkiem żadnego wpływu na całość historii. Pojawił się od tak, aby umilić nam lekturę. Autorka duży nacisk kładła na to co naprawdę chciała przekazać w tej książce. Czyli tragicznej historii jaka spotkała obie młode dziewczyny. Przyznam, że udało jej się to w stu procentach i dlatego tak bardzo jestem zadowolona z tej książki!
  Miałam takie dziwne uczucie, gdy skończyłam czytać tą książkę. Owszem byłam zadowolona, ale też bardzo zmęczona. Książka całkowicie wypompowała mnie z wszelkich uczuć, a to tylko dlatego, że bardzo się wczułam w tą całą historię i bardzo przejmowałam się postaciami jakie w niej występują. Mam tak czasami po przeczytaniu lektury, ale ostatnio zdarza mi się to dość rzadko. Oznacza to, że książka jak najbardziej jest warta przeczytania. 
  Żeby nie było aż tak miło, muszę napisać o tym co mi przeszkadzało. Zdecydowanie miejscami za dużo jest przemyśleń bohaterów co męczy i czasami również nudzi. Rozumiem, że autorka chciała aby postaci były jak najbardziej realistyczne, ale czasami po prostu przesadzała. To chyba jedyny szczegół, który w jakiś sposób wadził mi podczas poznawania tej historii. Z reszty jestem jak najbardziej zadowolona.
  Nie wiem co innego mogłabym napisać. Polecam na prawdę wszystkim, bo warto poznać tą historię. Autorka wykonała kawał świetnej roboty za co jestem jej wdzięczna. Jeżeli chcesz poznać rodzinę, która musiała zmagać się z tą niewiedzą zapraszam Cię do lektury. 

OCENA: 9/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu Znak

Pozdrawiam
-Alice
 
 

sobota, 14 czerwca 2014

Stephen Chboksy 'Charlie'

AUTOR: Stephen Chbosky
TYTUŁ ORYGINALNY : The Perks of Being a Wallflower
WYDAWNICTWO: Remi
GATUNEK: literatura współczesna/ młodzieżowa
DATA WYDANIA: 25 stycznia 2012 roku
ILOŚĆ STRON: 217

   Gdy jest się nastolatkiem, bardzo dużą rolę odgrywają  przyjaciele, a także chęć przynależenia do jakieś grupy. Ale co się dzieje, gdy w życiu młodego człowieka tego zabraknie? 
   Tytułowy Charlie znajduje inny, wygodniejszy dla niego sposób. Zaczyna pisać listy do nieznanego nam adresata. Dzięki temu przelewa wszystkie swoje myśli i emocje, które nie potrafi wyrazić w codziennych kontaktach. 
   Czytając książkę, niejednokrotnie miałam wrażenie, że adresatem jestem ja. Myślę, że większość czytelników miało to samo uczucie. 
   Historia nie jest łatwa. Bohater zmaga sie z wieloma poważnymi problemami. Zaczynając czytać książkę może nam się wydawać, że jest trochę cofnięty w rozwoju. Skąd takie spostrzeżenia? Zachowywał się dość dziwnie jak na 16 latka. Chłopak jest mocno zamknięty w sobie i bardzo samotny. Samotność jest głównym powodem tego, że zaczął pisać te wszystkie listy. Gdybyśmy mieli oceniać Charliego pochopnie, moglibyśmy przyszyć mu łatkę niedorajdy. Jednak w trakcie czytania moja opinia na jego temat uległa ogromnej zmianie.  Chłopak posiada niezwykłą wrażliwość i taką niewinność dziecka. To było trochę dziwne, bo akurat tak się złożyło, że bohater jest w moim wieku i ze swoich obserwacji i z doświadczenia wiem jaka teraz jest młodzież.  Chociaż zdarzały mu się różne wybryki takie jak sięganie po papierosy lub po narkotyki. To od początku do końca miałam do niego słabość. Miałam taka chęć przytulenia go i powiedzenia mu, że wszystko będzie dobrze. Charlie to dla dość intrygująca postać
   Co jest zawarte w listach?
Bohater nie tylko pisze o swoim teraźniejszym życiu, ale wspomina też przeszłość, którą nie do końca nie rozumie. Nie chce Wam zbyt dużo zdradzać, ale powiem Wam tylko, że jego ciocia Helen miała ogromny wpływ na to jaki on teraz jest. Ten wątek jest dość ciekawy i wszystkiego dowiadujemy się dopiero na samym końcu. 
   Charlie wydaje się chłopakiem szczerym aż do bólu. Pisze o wszystkich rzeczach, które przeżył i które lubi. Takich jak seks, narkotyki, masturbacja, ulubione książki, filmy i o muzyce, a chociażby nawet o takich wydarzeniach jak rodzinne święta. Dlatego też, Charlie wydaje się nam taki ludzki, taki prawdziwy, jak gdyby naprawdę istniał. 
  W książce poprzez przeżycia Charliego zostały ukazane bardzo poważne problemy, które wielokrotnie nie są poruszane w naszym środowisku, ponieważ uznawane są za tematy tabu. Dotyczyły alkoholu, narkotyków, molestowania seksualnego oraz innej orientacji seksualnej, a nawet śmierci kogoś, kto był nam naprawdę bliski. Te wszystkie kwestie zostały przestawione poprzez wydarzenia, w których uczestniczył Charlie lub których był obserwatorem. Podobnie też jest nazywany przez przyjaciół, których potem poznaje. Nazywają go 'cichym obserwatorem' co oznacza, że zawsze siedzi cicho i jedynie obserwuje, prawie nigdy nie komentując. 
   Paczka przyjaciół Charliego jest dosyć specyficzna i uznawana za dziwną. Każdy z nich jest różny, ale potrafią się ze sobą dogadać i to jest chyba najpiękniejsze w tym wszystkim.  Mamy Gotkę, Buddystkę, a nawet geja.  To wszystko sprawia, że ja także poczułam chęć znalezienia własnie takich przyjaciół.
   Książka jest napisana naprawdę prostym, a nawet banalnym językiem, ale to tylko dlatego, żeby oddać to jaki Charlie jest. Nic nie jest tu przypadkiem.  Ponieważ książka jest prowadzona z jego perspektywy to i język musiał odpowiadać jego osobowości. Wcale mi to nie przeszkadzało, a wręcz sprawiło, że lepiej odebrałam całą tą historię. 
  Od początku do końca byłam bardzo pochłonięta tą książką. Bardzo się ciesze, że takie książki powstają, ponieważ pokazują, że my, młodzi ludzie tez mamy te poważniejsze problemy, a nawet czasami gorsze od dorosłych, bo dotyczące naszego stanu duchowego, postrzegania świata i budowania własnej osobowości. Na pewno wielokrotnie będę powracała do tej książki, ponieważ bardzo zżyłam się z bohaterami książki, którzy są wspaniali.  Mam zamiar dać do przeczytania tę pozycje mojej mamie, aby sprawdzić, czy nadaje się tez dla dorosłych, chociaż przypuszczam, że tak. 
Miałam w planach jeszcze w tej recenzji napisać coś o ekranizacji, ale zrobię to innym razem i wtedy napisze co było lepsze, książka, a może jednak film...
  Jednak już teraz zachęcam Was do odwiedzenia świata, w którym żyje Charlie. Idealna książka dla nastolatków, którą po prostu trzeba przeczytać właśnie na tym etapie swojego życia. Być może da ona Ci poczucie, że nie jesteś samotna wyspą...


OCENA: 9/10

Jeszcze coś. Ta piosenka zawsze już będzie kojarzyła mi się z Charliem i jego historia. Gdy ja pierwszy raz przesłuchałam, po prostu się popłakałam. Polecam także zobaczyć tłumaczenie. 

Pozdrawiam
- Alice

środa, 7 maja 2014

Virginia C.Andrews 'Kwiaty na poddaszu'

AUTOR:  Virginia Cleo Andrews
TYTUŁ ORYGINALNY: Flowers in the Attic

SERIA/CYKL WYDAWNICZY: Rodzina Dollangangerów tom 1

WYDAWNICTWO: Świat Książki
GATUNEK: literatura współczesna
DATA WYDANIA: 15 lutego 2012 roku
ILOŚĆ STRON: 384 

Wyobraź sobie, że jesteś dwunastoletnią dziewczynką żyjąc w idealnej rodzinie.  Dla niej nie ma granic, wszystko wydaje się być możliwe. Jest pozytywnie nastawiona do świata, do czasu, aż pewnego okropnego dnia dowiaduje się, że jej ojciec zginął w wypadku samochodowym.  Wraz z matką i trójką swojego rodzeństwa zostają bez środku do życia i są zmuszeni wracać do rodzinnego domu matki.  Niestety, dziewczynka i jej rodzeństwo dowiadują się, że ich dziadkowie wyrzekli się ich mamy, ponieważ nie popierali jej małżeństwa z bliskim krewnym. 
Okazuje się, że to co najgorsze miało się dopiero zacząć.
Matka musi ukrywać swoje dzieci przed jej ojcem. Dlatego wraz z babką wpadają na pomysł umieszczenia dzieci  tymczasowo na poddaszu, gdzie służba rzadko chodzi.  Matka daje im warunek: nie mogą nigdy i pod żadnym pozorem  wychodzić z poddasza. Od tej pory dzieci żyją w ciągłym strachu, a odkrycie, jakiego dokonuje najstarszy brat, zmusza ich do szybkiego działania. 

"Kiedy byłam małą dziewczynką, naiwnie wierzyłam, że całe moje życie będzie jak jeden długi, cudowny letni dzień. Wierzyłam w to, bo tak się ono dla mnie zaczęło. Choć niewiele pamiętam z wczesnego dzieciństwa, jedno o nim mogę powiedzieć na pewno: Było szczęśliwe, za co do dziś jestem ogromnie wdzięczna"

 Nie wiem czy tylko ja mam takie wrażenie, ale wydaje mi się, że o tej książce na blogosferze kiedyś było dość głośno. Dlatego, gdy zobaczyłam ją w biedronce i to jeszcze po 10 zł w twardej okładce, nie wahałam się ani chwili dłużej. Nie ukrywam, że miałam dość duże wymagania i oczekiwania po tej książce. Czy je spełniła? Sami zobaczcie. 

   Już od pierwszej strony książka wciągła mnie całkowicie.  Zaczęła się bardzo ciekawie, ale potem coś się nieco zepsuło. Akcja dalej gnała, ale miałam takie momenty podczas lektury, ze się zwyczajnie nudziłam. Pragnę dodać, że takich momentów na szczęście było nie wiele, więc nie mam tak do końca na co narzekać.
  Podobało mi się to jak autorka przedstawiła naszych młodocianych bohaterów. Nie idealizowała ich, co bardzo podziwiam. Wbrew pozorom trudno jest przedstawić to co czują dzieci. W końcu każdy z nas kiedyś był dzieckiem, ale nasza pamięć nie pamięta jak wtedy
źródło
postrzegaliśmy świat. Jestem pewna, że autorka zrobiła to jak najlepiej, co też dało się odczuć podczas czytania lektury.





  Całość książki nie jest tylko o zmaganiu się głównych bohaterów z życiem, bez świeżego powietrza i bez wychodzenia na podwórko. Porusza też także kilka ważnych kwestii, które wielokrotnie mną wstrząsnęły, a także pokazały mi co to właściwie jest człowieczeństwo. Niekiedy nie mogłam uwierzyć, ze ludzie mogą być aż tak źli. Prawdopodobnie mało jeszcze wiem o ludziach. 
  Myślę, że mogę powiedzieć, że w książce było pokazane nieludzkie zachowanie wobec drugiego człowieka. I świetnym przykładem jest babcia czwórki naszego rodzeństwa, która była bardzo zimną osobom, można by nawet powiedzieć, że bez serca.  Mocno wierzyła w Boga. Różne zakazy i przykazy jakie dawała dzieciom jak dla mnie były głupie. Wobec swojej córki nie była wcale lepsza. Jest taki wątek, w którym ją każe. Ostrzegam Was, że jest to dość straszne. Podczas czytania lektury odkryjecie jaka naprawdę jest matka dzieci i kto tu tak na prawdę martwi się o ich dobro.

  Jak już wspomniałam, główną bohaterką, która jednocześnie opowiada nam swoją historie jest Cathy, która ma dwanaście lat. 
 Cathy to dość spokojna istotka, która kocha balet. Kocha też nad życie swoje rodzeństwo i swojego ojca. Do matki ma pewien dystans i to właśnie ona pierwsza ją znienawidzi. Myślę, że to bystra dziewczyna, bo od początku coś podejrzewała. 

 Chris to bardzo wrażliwy piętnastolatek, który razem z Cathy uwielbia czytać książki i to właśnie one przenoszą go w inną lepsza rzeczywistość podczas pobytu na poddaszu. Wraz z siostrą organizują młodszemu rodzeństwu różnego rodzaju zajęcia, aby czas w ich więzieniu mijał im szybciej.
 Carrie i Cory- bliźniaki, mają zaledwie pięć lat i są swoim przeciwieństwem. Carrie to przebojowa duszyczka, która zawsze wie czego chce i jest gotowa bronić swojego zdania za wszelką cenę. Cory jest bardziej spokojniejszy i małomówny. 
 Przez całą książkę, bardzo zżyłam się z rodzeństwem, a także bardzo ich polubiłam. Nie ukrywam, ze duży wpływ na to miał fakt, że przeżyłam to co oni, czyli straciłam w wypadku tatę. Jeżeli już o tym mowa, to moim zdaniem autorka świetnie opisała to, co czuły dzieci po śmierci ojca. Niejedokronie spotkałam się w ksiazkach z wątkiem, gdzie ktoś traci bliską osobę i uwierzcie mi, że wielokrotnie autorom to nie wychodziło. 
 Martwiłam się o nich tak, jakby to oni na prawdę byli moim rodzeństwem. Autorka świetnie przedstawiła relacje pomiędzy nimi.  Jednak mnie najbardziej podobał się sposób przestawienia samego faktu, ze Cathy i Chris dorastają. Są w takim wieku, w którym nasze ciało ulega zmianie. Wszystko się zmienia. Poznajemy swoje ciało na nowo. Wątek kazirodztwa był dla mnie wątkiem nie przyjemnym, ale pomimo tego dodaje do książki czegoś co w innych lekturach rzadko możemy spotkać. 

 W książce zostały przedstawione błędy jakie popełniają ludzie. Egoizm, wszelkie zaniedbania, zrzucanie na barki dzieci takiej odpowiedzialności nie jest normalne, ale coraz częściej spotykane. 
  Miałam takie momenty podczas czytania, że po prostu nie wierzyłam, że takie coś mogłoby wydarzyć się na prawdę, ale pod sam koniec książki, biorąc pod uwagę także czas w jakim osadzona jest historia, stwierdzam, że tak, tacy są ludzie i tak, ta historia mogłaby wydarzyć się na prawdę. Nawet w naszym otoczeniu.

 Książka być może nie jest idealne i ma wiele nie dociągnięć, ale kto powiedział, że wszystko musi być schematyczne? Moim zdaniem warto poznać rodzinę  Dollangangerów i samemu wyciągnąć wnioski z zachowania dorastających dzieci, matki i babki. Ani chwili nie będę się wahać, gdy zobaczę kolejną część przygód moich 'podopiecznych'. W końcu muszę zobaczyć czy im się do końca udało :) 

MOJA OCENA:9/10
 
źródło

W serii:
1."Kwiaty na poddaszu"
2."Płatki na wietrze"
3."A jeśli ciernie"
4."Kto wiatr sieje"
5."Ogród cieni"

niedziela, 16 marca 2014

Jan Gieka 'Urodzeni blokersi'

AUTOR:  Jan Gieka
TYTUŁ: Urodzeni blokersi
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura współczesna
DATA WYDANIA: 31 stycznia 2014
ILOŚĆ STRON: 456


Sięgając po tą pozycje nie spodziewałam się kokosów. Miałam nadzieje, że będzie to lekkie czytadło z prostą historią, która nie zmieni mojego życia. Myliłam się w jednej kwestii, ponieważ Urodzeni blokersi, zmienili moje podejście do niektórych spraw i pozwolili mi popatrzeć na te sprawy z nieco innej perspektywy...

Przyjaciele z małego miasteczka pod Warszawą zdali maturę, ale nie mają ochoty na dojrzałość, jakiej się od nich wymaga. Zamiast „układać sobie życie”, chaotycznie poszukują pomysłu na siebie pośród barwnej ferajny osiedlowych kumpli. Książki, filmy, muzyka czy piłka nożna wzbudziły w nich odruchowe pragnienia przeżycia czegoś równie wyjątkowego i intensywnego jak literacka przygoda albo wielki mecz. Tymczasem rzeczywistość nie spełnia oczekiwań. Wyjątkowa jest przyjaźń z „kumplami z piaskownicy”, miłość, napędzane używkami jajcarsko-radosne imprezy i wypady. Byle się działo, a przynajmniej na chwilę oszuka się los – to ich recepta na wewnętrzny, braterski świat. Bunt nie wynika tu jednak z żadnych wielkich idei. Jest jak narkotyk; mimo ceny bardziej kuszący od tandetnych, pospolitych przepisów na „szczęśliwego człowieka”.

„Urodzeni blokersi” to opowieść o ludziach, którzy gorączkowo poszukiwali odpowiedzi.

Czytając książkę poruszamy sie w różnych strefach czasowych. Mamy tu małe przeplatanie, ponieważ teraźniejszość przeplata się z przeszłością i odwrotnie. Dzięki temu widzimy zmiane jaką przeszli nasi głowni bohaterowie przez ten wyznaczony czas. 

Zastanawiałam  sie już od początku jak nawet jeszcze nie otworzyłam książki jakim językiem będzie się posługiwał autor? Ponieważ nasi bohaterowie żyją w dośc specyficznym środowisku i zeby oddać ten klimat trzeba było wtrącić parę wulgaryzmów. Spotykałam wielokrotnie podobne osoby do bohaterów książki, w mniejszym lub większym stopniu, i dlatego co nieco wiedziałam jak takie osoby się zachowują. Autor mnie nie zawiódł. Język był prosty i pełny wulgaryzmów, ale to dlatego aby oddać klimat w jakim żyją blokersi. 

Jest to pozycja dociekliwa, do której na pewno będę wracac, ponieważ jest ona bardzo refleksyjna i zeby ją do końca zrozumieć należy wiele razy ja jeszcze otworzyc. 

Dla mnie była to całkiem ciekawa książka. Nigdy czegoś podobnego nie czytałam, więc jestem pod wrażeniem. Miło mi było zapoznac się z bohaterami, a także ze środowiskiem w jakim żyją. Polecam, na prawdę polecam, bo być może ta książka również Wam odsłoni oczy na niektóre sprawy. 

MOJA OCENA: 8/10
Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu Novae Res

wtorek, 11 marca 2014

Barbara Tomaszewska 'Iluzja'

AUTOR:  Barbara Tomaszewska
TYTUŁ: Iluzja
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura współczesna
DATA WYDANIA: 25 września 2013
ILOŚĆ STRON: 262

Decydując się na dziecko czasami nie zdajemy sobie sprawy co niesie ze sobą taka decyzje. Ile młoda matka musi się wyprzeć, a przede wszystkim musi się zmienić. Zmienić siebie i całe swoje życie w jednej chwili. Postawić wszystko na dziecko. Niekiedy to przerasta i wydaje się o wiele trudne niż początkowo się wydaje...

Poznajemy Ole kiedy ma 5 lat. Matka praktycznie rzecz biorąc od urodzenia mówi jej, ze jest nie chcianym dzieckiem. Te słowa ją ranią i odbierają wszystko to, co powinno mieć dziecko w jej wieku. Psują jej obraz rodziny i akceptacji. Dla rodziców Oli, dziecko jest obojętnie, traktują je jak zbędny bagaż. 
W książce mamy obraz patologicznej rodziny i gdy czytałam o losie tej małej dziewczynki byłam zażenowana i zdruzgotana. Próbowałam zrozumieć sposób myślenia jej rodziców, ale w mojej młodej głowie nie wszystko da się zrozumieć. 
Dzieci różnie reagują. Ola na przykład uciekała z tego świata, w swój wymyślony mały świat, gdzie bohaterowie zostali skrzywdzeni przez los podobnie jak ona... 
Gdy Ola rośnie i pokonuje swoje kolejne drogi życia coraz bardziej zaczyna wszystko rozumieć. Spotyka na swojej drodze rożne przeszkody, który dla jej wieku wydają się do nie pokonania. I niestety, ale coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że rodzice po prostu jej nie chcą. Podczas czytania ciągle męczyło mnie pytanie: Co wyrośnie z niekochanej Oli? 

'Iluzja' jest kolejną książka obyczajową ,którą miałam przyjemność przeczytać. Z zasady, jak być może wiecie, lubię czytać takie książki. Lubie choć przez chwilę wyobrazić sobie, ze jestem na miejscu tej tragicznej bohaterki no i, że to ja muszę sobie radzić z tymi wszystkimi problemami. Lubie to, ponieważ z jednej strony pozwala mi to uciec od własnych problemów. 
Tą książkę czytało mi się szybko i lekko. Jest napisana przyjemnie i częsta autorka robiła przerwy, co dla mnie jest wielkim plusem. 
Nie napisze, że książka wycisnęła mi łzy z oczu, bo tak nie było, a ja nie chce was okłamywać, ale na pewno dala mi pewien lepszy pogląd na tego typu sprawy. Nauczyła mnie jak mam nie postępować, być może ta wiedza przyda mi się w przyszłości.
Polecam tym, którzy chcą poznać historie Oli i choć trochę jej współczuć, bo ta dziewczynka na prawdę tego potrzebuje. 
MOJA OCENA: 8/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu Novae Res

Chciałabym przy okazji zaprosić Was na mojego nowego bloga, gdzie także czasami pojawiają się recenzje książek. Już teraz odświeżona recenzja 'Feed. Przegląd Końca Świata' 

http://krwawiecichozyjac14.blogspot.com/2014/03/krotko-i-na-temat-feed-przeglad-konca_3123.html#comment-form



piątek, 20 grudnia 2013

Paweł Olearczyk 'Autokar do nieba'

AUTORPaweł Olearczyk
TYTUŁ: Autokar do nieba
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura współczesna
DATA WYDANIA: 2013
ILOŚĆ STRON: 120
CENA: 23 zł


Pamiętacie te wszystkie nudne wycieczki na jakich byliście? Z nudnym przewodnikiem i usypiającą jazdą w autokarze? Jeżeli tam i macie tego dość zapraszam do wycieczki z Marcinem- młodym, niedoświadczonym przewodnikiem wycieczek, który pokażę Wam jak prawdziwie należy się bawić.

Marcin znalazł się w niekorzystnej dla siebie sytuacji. Wczorajsze wesele daje mu się rano we znaki. Nic nie pamięta i dowiaduje się, ze poturbował znajomego, który w ramach rekompensaty prosi go, aby zastąpił go w pracy. Czuje się winny, dlatego też się zgadza. Zostaje pilotem wycieczki do Rimini, choć nigdy tam nie był i nic nie wie o tym miejscu. Turyści, którymi musi się zaopiekować są niezwykle różnorodni i dziwni. W ich szeregach odnajdziemy księdza i jego seksowną siostrę, parę gejów, emeryta narkomana oraz morderce. To tylko niektóre z osób z jakimi Marcin będzie musiał przebywać przez najbliższy tydzień. Siedem dni to niewiele czasu, ale tyle wystarczy, aby doprowadzić do różnych zabawnych i tych strasznych sytuacji. 


Uwielbiam się śmiać, dlatego też często sięgam po pozycje z humorem, które rozjaśnią mi nie jeden dzień. Dlatego też postanowiłam przeczytać 'Autokar do nieba'. Po przeczytaniu recenzji na jednym z blogów, zdecydowałam, że książka jest jak najbardziej dla mnie. 


Książka jest bardzo krótka i nieidealna. Chociaż nie dopracowana to przyjemna w odbiorze. Ale wszystko po kolei. Już sama fabuła książki może wydawać się mało ambitna i zdaje sobie sprawę z tego, że wielu może odpychać. Weźmy za przykład mojego brata, on na pewno by tej książki nie przeczytał. ponieważ uważa, że takie książki nie są dla niego, bo nic w jego życie nie wniosą. Wywnioskował to z opisu z tyły okładki. Natomiast ja jestem nieco innym czytelnikiem. Daję szansę początkującym autorom, którym dość trudno jest się wybyć spośród tak wielu książek. 

Jednak przejdźmy do konkretów, co w takim razie nie gra w tej pozycji? Według mnie niektóre watki mogły być nieco lepiej dopracowane, a niektóre autor mógł po prostu pominąć. Dostajemy dużą dawkę różnorodnych wydarzeń, ale miałam wrażenie, że żadne do niczego znaczącego w tej książce mnie nie doprowadzi. Miałam chwilę zamętu i nie ukrywam, że znudzenie też się gdzieś tam po drodze pojawiło. Z niecierpliwością czekałam na rozwój moich ulubionych wątków, ale niestety wielokrotnie tego nie dostawałam. 

Co do postaci, to już pisałam, że są kolorowe i warte uwagi, jednak niewiele o nich wiemy. Trudno mi było kogoś polubić lub znienawidzić. Byli dla mnie jak zwykli szarzy przechodnie, których bardzo szybko się zapomina. 


Co do stylu pisania, jest lekki jak to bywa w podobnych pozycjach. Mam wrażenie, że autor pisał książkę z lekkością i naturalnością, ponieważ dialogi nie są naciągane, a na to zwracam szczególną uwagę. 


To co wyróżnia tą pozycję spośród innych książek to zdecydowanie ogromna dawka humoru. Dzięki tej książce możemy sobie polepszyć niejeden nieudany dzień.


Czy warto przeczytać 'Autokar do nieba'? Zależy co kto lubi. Osobiście polecam osobom o nie wielkich wymaganiach czytelniczych, którzy chcą się przy książce zwyczajnie zrelaksować. 



OCENA: 7/10 
Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu Novae Res 

sobota, 7 grudnia 2013

Mateusz Kaptur 'Sprzedawca papieru'

AUTOR: Mateusz Kaptur
TYTUŁ: Sprzedawca papieru
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura współczesna
DATA WYDANIA: 2013
ILOŚĆ STRON: 186
CENA: 24 zł

Każdy z nas w pewnym momencie swojego życia nie wie co będzie z nim dalej. Ten moment często nadchodzi wtedy, gdy wkraczamy w dorosłe życie. Kończymy szkołę i nie wiemy co dalej mamy robić. Nachodzą nas myśli czy aby na pewno jesteśmy stworzeni do tego, żeby robić to czego tak wiele lat się uczyliśmy.

Z podobnym problemem boryka się nasz bezimienny główny bohater książki pt. 'Sprzedawca papieru'. Pewnego dnia przeglądając gazetę przypadkowo znajduje ogłoszenie o pracę, napisane przez Wydawnictwo Paraliterackie. Niezdecydowany  świeży maturzysta nie wie co wybrać. Prace, a może ma  dalej się kształcić? Postanawia zaryzykować  i odpowiada na zgłoszenie. Ku jego zdziwieniu zostaje zaproszony na rozmowę. Spotyka tam szefa wspomnianego już wydawnictwa, który szybko skraca mu ich misję i wysyła na dzień próbny. Jego zadaniem jest towarzyszenie Najlepszemu Sprzedawcy przy pracy.
 Bohater ma okazje porównać swoje wyobrażenie z rzeczywistością i udaje się do animowanego miasteczka. 

Ta książka towarzyszyła mi, gdy miałam na prawdę męczące dni. W takich okresach, lubię poczytać książki, które nie wymagają wiele od czytelnika.
Całość została napisana w sposób lekki. Autor szybko przechodzi do konkretów, Książka nie ma wielu wątków, ponieważ autor nie skupiał się w życie bohaterów, nie opisywał ich uczuć. Historia jest łatwa i posiada jasną fabułę. 

Nie jest nam dane poznać imię głównego bohatera, wynika to z tego, że narracja prowadzona jest z jego perspektywy.
O tym młodym maturzyście mogę napisać tylko tyle, że to skromny chłopak, który jak my wszyscy kocha czytać książki, dlatego też od razu wzbudził we mnie swoja sympatię. 
Jeżeli chodzi o szefa Wydawnictwa Paraliterackiego to od początku wiedziałam, że będzie to dość dziwny i nietypowy bohater. 
Natomiast bardzo podobały mi się postacie, które poznajemy dopiero w miasteczku. Mają ciekawe historię, którymi chętnie się dzielą. 

Irytujące były myśli narratora, być może autor chciał aby książka przez to była bardziej ciekawa i z humorem, niestety to się nie udało. Przez całą książkę poznajemy zdanie na temat różnych sytuacji, czasami bohater kpi sobie z innych i wyśmiewa. Moim zdaniem było to zbędne. 

Po przeczytaniu książki widać, że autor dopiero zaczyna swoją przygodę z pisarstwem.  Wiele mogłabym mu zarzucić, ale nie będę tego robić. W tym przypadku będę wyrozumiała, ponieważ widać, że Mateusz Kaptur bardzo się stara, aby książka była ciekawa i wciągająca.  Być może całość nie stoi na wysokim poziomie, ale książkę czyta się łatwo i przyjemnie. Postacie są sympatyczne, a niektóre sytuacje rozśmieszają. 
Myślę, że książka spodoba się czytelnikom, którzy nie są wymagający i czytają okazjonalnie. Chętnie polecę tą pozycję koleżance, która nie garnie się do czytania grubych i wielowątkowych książek. Lubi za to krótkie i proste pozycję i osobom o takich oczekiwaniach polecam ją najbardziej.

OCENA: 7/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu Novae Res 

wtorek, 15 października 2013

Wiesław Lewoc 'B kompleks'

AUTOR: Wiesław Lewoc
TYTUŁ: B kompleks
WYDAWNICTWO: Novae Res 
GATUNEK: literatura współczesna
DATA WYDANIA: 2 lipca 2013 roku
ILOŚĆ STRON: 595
CENA:42 zł

Kto z nas nie lubi poczytać sobie obyczajówek? Są to lekkie książki  które nie zobowiązują  Nie trzeba przy nich zbyt dużo myśleć, ponieważ fabuła jest lekka i łatwa w odbiorze. Ot taki zapychacz czasu. Do przeczytania książki pt. 'B kompleks' zachęciła mnie liczba stron. Tak ! Zachęcił mnie fakt 595 stron. Może okazać się to dziwne, ale ja byłam ciekawa co też autor chcę nam przekazać w książce obyczajowej mającej 595 stron. Czy czytanie mi się dłużyło? I czy byłam zadowolona z lektury? 

Cała książka opowiada  losach rodziny Jarmorców. Członkom jej rodziny towarzyszymy w tych ważnych i mniej ważnych momentach życia.  Jednak głównym bohaterem jest najmłodszy z nich Antoni Jarmorc. Jego rodzina nie należy do najbardziej poukładanych. Wieczne krzyki i modlitwy to dla niego chleb powszechni.  B kompleks to książka przede wszystkim o dojrzewaniu głównych bohaterów. O błędach jakie popełniają w życiu codziennych i sukcesach.
 Czyli to co najbardziej lubię. 

Zacznijmy od stylu pisania autora. Jest lekki i potoczny. Autor wiele razy w swojej książce używał wulgaryzmów, co dla niektórych może być pewnym dyskomfortem. Akurat ja nie mam nic przeciwko przekleństwom w książkach.  Dzięki nim pozycja nabrała humoru. Takich wiązanek w życiu nie słyszałam. Ale muszę też przyznać, ze autor wiele razy przesadzał z tymi przekleństwami i były one po prostu nie smaczne. Język jakim posługuje się Wiesław Lewoc jest typowy dla obyczajówek. Dzięki niemu możemy się zrelaksować, a książkę skończyć w błyskawicznym tempie. 

Członkowie rodziny Jarmorców są bardzo ciekawi i uwierzcie mi w ich towarzystwie niema miejsca na nudę. Zacznijmy od najstarszej Ameli. Jest to matka Zefriny. Amelia nadgorliwie się modli. Bóg jest dla niej najważniejszy. Wiele razy kłóci się ze swoją córką, a zawsze dochodzą do rękoczynów. Babcia Amelia przypominała mi niektóre starsze kobiety z wioski, w której się urodziłam. Zdecydowanie była to sympatyczna postać. 
Zefrina to kobieta z temperamentem posiadająca bardzo wybuchowy charakter. Klnie jak szewc. Nie pozwoli aby obcy ludzie krzywdzili jej dzieci. Często się kłóci i dobiega swojej racji, chociaż jej nie ma. Dzieci się jej boją, w końcu kogoś muszą, ponieważ ich ojciec Wacław, jest bardzo cichym człowiekiem. Jego żona wiele razy na niego narzeka, a on postanowił wycofać się z życia rodzinnego. Jak to w życiu bywa, często kłóci się ze swoją teściową. Słowo Zefriny to dla niego rozkaz. 
Zefrina i Wacław mają czworo dzieci. Krzysztof i Marek to najstarsze z nich. Marlena i Antoni to bliźniaki. Relacje między rodzeństwem są różne. Czasami się kochają, czasami nienawidzą.  To co mi się nie podobało pomiędzy relacja między Marleną a Antonim to elementy kazirodztwa.  Autor opisywał jak to Antoni maca ją podczas snu, a Marlena wypina swoje pośladki w stronę Antoniego. Moim zdaniem  pisarz ostro przesadził. 

Życie Antoniego i członków jego rodziny wielokrotnie daje do myślenia. Są to nie tylko sukcesy, ale także wielokrotne porażki. Świetnie zostały przedstawione relacje pomiędzy członkami rodziny, Dokładnie wiemy kto się kogo bał, kto kogo obdarzał szacunkiem, a kto nie. Dodatkowo widzimy z czym zmaga się dorastający Antoni. Ma swoje sympatie i swoje kompleksy. 

''- Boisz się śmierci?- spytał chłopiec dziadka Ludwika.
Dziadek zadumał się nad słowami wnuka.
-Każdy chce żyć- powiedział po chwili.- Kiedy jednak żyjesz zbyt długo i stajesz się samotny, chciałbyś odejść do tych wszystkich, których kiedyś dobrze znałeś i kochałeś. ''


Książka na tle innych polskich obyczajówek wypada genialnie. Dla mnie była to ciepła historia o życiu, na którą składały się sympatyczne postacie. I nawet mogę wybaczyć autorowi te dziwne relacje pomiędzy bliźniakami. Myślę, że autor chciał pokazać co dojrzewanie robi z człowiekiem  Miałam wrażenie, że historia wydarzyła się na prawdę. Uczestniczyłam w danych sytuacjach i świetnie się bawiłam, a te 595 stron nie dały o sobie znać. Wielką sympatią obdarzyłam Antka jako małego chłopca i już dojrzewającego mężczyznę , który zaczyna myśleć o rodzinie. Polecam miłośnikom obyczajówek i tym, którzy chcą się odprężyć i poznać rodzinę Jarmorców, bo to rodzina jaką ma każdy z nas. Z własnymi problemami i sekretami. 
OCENA:8/10
Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu Novae Res

Recenzja dostępna również na: