Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 24 lipca 2017
"Everest" Odd Harald Hauge
Znacie to uczucie, kiedy już sama okładka zachęca do sięgnięcia po dany tytuł? Powszechnie wiadomo, że nie powinno oceniać się książki po okładce, ale nie ukrywajmy, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze, a przecież książka nie potrafi mówić, na pierwszy rzut oka, nie wiemy, co w niej jest zawarte, nie zakochamy się w wypowiedzianych przez nią słowach. Dlatego też to okładka jest elementem, który niejednokrotnie decyduje o tym, czy dana pozycja zostanie przez nas przeczytana. Szata graficzna może jednak okazać się jedynie złudzeniem, które oszukuję odbiorcę, zachęca niczym złowieszcza bestia pod przykrywką pięknej otoczki.
niedziela, 16 lipca 2017
"Pędzle w kieliszku" Patryk Beniamin Grabiec
Dzieciństwa nie powinniśmy wspominać źle. Dla wielu z nas był to czas
pełen radości życia, gdyż wszystko nas cieszyło, bo było takie pierwsze,
takie nowe. Beztroskie lata naszego życia z zasady mijają bardzo
szybko, a to, co po nich zostaje towarzyszy nam przez całe dorosłe
życie.
I byłaby to dobra wiadomość, gdyby każdy z nas posiadał tylko te dobre
wspomnienia. Często jest jednak zupełnie inaczej. Wielu z nas wychowało
się pod presją rodziców, wielu z nas było molestowanych psychicznie
przez ludzi, którzy powinni darzyć nas bezkresną miłością. Życie jest
jednak brutalne i to nie prawda, że cierpienie dzielone jest po równo.
Są tacy, których dotyczy ono w większym stopniu niż pozostałą część
populacji.
środa, 5 lipca 2017
"Nie powiedziałam nic" Dorota Dyś [recenzja przedpremierowa]
Za oknem ciężkie, ciemne chmury, które zasłaniają całą moją niewielką
radość życia, ale pomimo tego piszę w tym momencie, ulotnym momencie
recenzję książki, która wdarła się do mojego życia niespodziewanie i
wyrządziła wiele szkód, których naprawa potrwa latami. Chociaż wiem, że z
biegiem czasu stracę ostatnią nadzieję na to, że kiedykolwiek uda mi
się zaleczyć rany w sercu, jakie poprzez swoją książkę wyrządziła mi
autorka. Zacznie padać — wiem to. Jak gdyby anioły płakały nad losami bohaterów, z którymi spędziłam
kilkadziesiąt ciężki dla mnie godzin. Godzin pełnych łez, bólu, niezrozumienia.
Etykiety:
2017,
brak oceny,
dorastanie,
Dorota Dyś,
miłość,
narkotyki,
Nie powiedziałam nic,
Novae Res,
pierwsza miłość,
Powieść obyczajowa,
recenzja przedpremierowa
środa, 19 sierpnia 2015
Kamil Cywka "Bękart" [ Uczestnik konkursu literacki debiut roku 2014 ]
AUTOR: Kamil Cywka
TYTUŁ: Bękart
WYDAWNICTWO: Novae Res
ROK WYDANIA: 2015
ILOŚĆ STRON: 260
GATUNEK: literatura piękna, obyczajowa
CENA SUGEROWANA: 29 zł
Wszelkie uzależnienia takie jak narkomania, nikotyna, hazard, a wreszcie alkoholizm potrafią zniszczyć nie tylko życie osoby uzależnionej, ale co ważniejsze jej najbliższych w tym również dzieci. Jest to piętno na całe dalsze życie. Już zawsze i na zawsze w głowie dziecka będzie tkwił obraz tatusia alkoholika, który krzyczy,bije,awanturuje się. Na szczęście mogę sobie tylko wyobrazić jak to jest żyć w rodzinie, w której jest alkohol i współczuć takim osobom, ale nigdy nie chciałabym przeżyć podobnego piekła, które nosi wdzięczną nazwę UZALEŻNIENIA.
Dzisiaj mam tą przyjemność przedstawić Wam książkę, która porusza podobny problem, który opisałam powyżej, Jest to debiutancka powieść Kamila Cywki pt. "Bękart", która opowiada o Mateuszu Stawickim, młodym chłopaku mieszkającym na jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic Lublina. Mateusz dorasta w trudnych realiach blokowiska, gdzie królują pijaństwo, patologia i prawo pięści. Nękany przez ojca alkoholika, próbuje odnaleźć swoje miejsce zarówno w świecie ulicy, jak i rodzinnego domu, w którym nikt z domowników nie zaznaje spokoju.
Gdy została przedstawiona mi ta książka nie wahałam się ani chwili i niemal od razu podjęłam się chęci jej recenzji. Możecie spytać dlaczego? Otóż bardzo interesuje mnie nie tylko tematyka alkoholizmu, ale i wszelkich innych uzależnień. Ciekawi mnie jak ludzie radzą sobie z nałogami i jak ich bliscy reagują na zaistniałą sytuację. Ponadto lubię dawać szanse debiutantom, bo zawsze czymś mnie zaskakują, a to oryginalnym podejściem do tematu, a to czymś zupełnie innym. Jak było tym razem i czy Kamil Cywka wniósł coś nowego do powszechnie znanej tematyki alkoholizmu? Przekonajcie się o tym sami.
Przede wszystkim na uwagę zasługuje przejrzysty i szczery styl pisania Kamila Cywki, który nadawał przedstawionym wydarzeniom pożądanego w tego typu pozycjach realizmu. Byłam skłonna uwierzyć, że opisywane wydarzenia wydarzyły się naprawdę tym bardziej, że oparte są one na prawdziwych wydarzeniach. Nie wątpię, że w wielu polskich domach podobne sytuacje miały niestety miejsce. To co jeszcze charakteryzuje styl pisania Cywki to zdecydowanie widoczne metafory i porównania, których w tej pozycji jest sporo, a które mają na celu dobitne przedstawienie powagi opisywanego problemu jakim jest alkoholizm. Pomimo powagi problemu w pozycji pojawiają się momenty humorystyczne, które rozładowują nagromadzone przez czytelnika emocje i dają nieco odetchnąć od tego co tak naprawdę Kamil Cywka chcę nam przekazać. Opisany przeze mnie styl pisania Cywki sprawia, że książkę czyta się błyskawicznie, a potencjalny czytelnik, który posiada choć trochę wrażliwości przejmuje się problemami rodziny Stawickich i uświadamia sobie, że również i w naszej rzeczywistości podobne problemy niestety istnieją.
Gdy została przedstawiona mi ta książka nie wahałam się ani chwili i niemal od razu podjęłam się chęci jej recenzji. Możecie spytać dlaczego? Otóż bardzo interesuje mnie nie tylko tematyka alkoholizmu, ale i wszelkich innych uzależnień. Ciekawi mnie jak ludzie radzą sobie z nałogami i jak ich bliscy reagują na zaistniałą sytuację. Ponadto lubię dawać szanse debiutantom, bo zawsze czymś mnie zaskakują, a to oryginalnym podejściem do tematu, a to czymś zupełnie innym. Jak było tym razem i czy Kamil Cywka wniósł coś nowego do powszechnie znanej tematyki alkoholizmu? Przekonajcie się o tym sami.
Przede wszystkim na uwagę zasługuje przejrzysty i szczery styl pisania Kamila Cywki, który nadawał przedstawionym wydarzeniom pożądanego w tego typu pozycjach realizmu. Byłam skłonna uwierzyć, że opisywane wydarzenia wydarzyły się naprawdę tym bardziej, że oparte są one na prawdziwych wydarzeniach. Nie wątpię, że w wielu polskich domach podobne sytuacje miały niestety miejsce. To co jeszcze charakteryzuje styl pisania Cywki to zdecydowanie widoczne metafory i porównania, których w tej pozycji jest sporo, a które mają na celu dobitne przedstawienie powagi opisywanego problemu jakim jest alkoholizm. Pomimo powagi problemu w pozycji pojawiają się momenty humorystyczne, które rozładowują nagromadzone przez czytelnika emocje i dają nieco odetchnąć od tego co tak naprawdę Kamil Cywka chcę nam przekazać. Opisany przeze mnie styl pisania Cywki sprawia, że książkę czyta się błyskawicznie, a potencjalny czytelnik, który posiada choć trochę wrażliwości przejmuje się problemami rodziny Stawickich i uświadamia sobie, że również i w naszej rzeczywistości podobne problemy niestety istnieją.
Akcja powieści osadzona jest w latach 90-siatych. Muszę przyznać, że autor bezbłędnie poradził sobie z cofnięciem się o te kilkanaście lat wstecz. Dzięki temu czułam się jak gdybym cofnęła się całkowicie w czasie i stała obok, gdy rozgrywał się dramat rodziny Stawickich. Już dawno nie spotkałam się z tak realistycznym podejściem do książki, która mówi o alkoholizmie. To największa zaleta tej pozycji.
Wydaje mi się, że każda rodzina, która doświadczyła problemu alkoholizmu w tej książce odnajdzie swoje odzwierciedlenie. Zaczęło się od niewinnego popijania, skończyło na patologicznych zachowaniach i zrujnowanie całego rodzinnego życia. Po przeczytaniu "Bękarta" nabrałam jeszcze większej pokory i jestem wdzięczna losowi, że moja rodzina nie musiała zmierzyć się z opisywanym przez autora problemem. Pozycja uświadomiła mi jak tak naprawdę wygląda życie, któremu towarzyszy alkohol. Z całego serca polecam tą pozycję osobom, które są zaciekawione tematyką alkoholizmu oraz tym, którzy chcą zbadać studium ludzkiej psychiki opętanej przez alkohol i żądze uwolnienia się z wiru patologii w jakiej przyszło żyć głównemu bohaterowi.
"Bękart to wstrząsające studium alkoholizmu oraz oparta na faktach historia patologicznych relacji rodzinnych. To opowieść o radzeniu sobie z przeciwnościami losu, poszukiwaniu własnej tożsamości i twardym życiu na osiedlu. Bezkompromisowy język narracji z elementami czarnego humoru wiernie oddaje rzeczywistość otaczająca bohaterów, nadając jej żywy i namacalny wymiar. Wartka fabuła, dbałość o szczegół oraz mocno zarysowany konflikt między ojcem a synem czynią "Bękarta" niezwykle interesującą powieść społeczną."
- opis pochodzi z okładki książki-
MOJA OCENA: 8/10
(bardzo dobra)
Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictu Novae Res.
Fakt ten nie miał żadnego wpływu na treść powyższej recenzji.
Recenzja dostępna również na:
lubimyczytać
zaczytani
Obrazki użyte w poście pochodzą z google grafiki.
MOJA OCENA: 8/10
(bardzo dobra)
Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictu Novae Res.
Fakt ten nie miał żadnego wpływu na treść powyższej recenzji.
Recenzja dostępna również na:
lubimyczytać
zaczytani
poniedziałek, 30 marca 2015
Tomasz Karadysz "Cichy Krzyk" | recenzja przedpremierowa |
AUTOR: Tomasz Karandysz
TYTUŁ: Cichy krzyk
WYDAWNICTWO: Novae Res
ILOŚĆ STRON: 176
GATUNEK: powieść obyczajowa
DATA WYDANIA: 2015
CENA: 24 zł
CENA: 24 zł
OCENIAM: 5/10
Z twórczością Tomasza Karandysza miałam okazję obcowania kilka lat temu za pośrednictwem jego debiutanckiej książki pt. "Życie to iluzja"(recenzja) . Muszę się przyznać, że niewiele z niej pamiętam, jednak grzebiąc w archiwum swojego bloga zauważyłam, że lektura sprawiła mi przyjemność. Do najnowszego dzieła tego autora pt."Cichy krzyk" podeszłam z dużym dystansem, bez żadnych oczekiwań.
Akcja powieści rozgrywa się w XXIII wieku, kiedy to trwa wieczna, bezsensowna wojna, której przyczyn nie pamiętają nawet najstarsi mieszkańcy ziemi. Poznajemy Johnna, który jest doświadczonym, jednak wciąż młodym żołnierzem, który przenoszony jest nieustannie z frontu na front. Konsekwencją jednej z bitew jest pobyt w szpitalu, gdzie główny bohater poznaje Suzie, w której zakochuję się od pierwszego wejrzenia. Okazuje się, że jest to jedynie początek lawiny wstrząsających i surrealistycznych wypadków.
Wbrew pozorom "Cichy krzyk" nie jest wojennym romansem. Książka oferuje czytelnikowi coś głębszego. Śledzimy życie Johhnego, te kilka chwil, które odsłaniają nam to jak odbiera dramatyczną rzeczywistość, w której przyszło mu żyć, a robi to w bardzo emocjonalny sposób. Obserwacja i uczestnictwo w wydarzeniach nakłaniają bohatera do refleksji nad fundamentalnymi dla istoty ludzkiej kwestiami: przemijaniem, życiem i śmiercią, sensem miłości i istotą zła.
Zaczynając czytać tą pozycję od razu spodobał mi się sposób narracji, na który autor się zdecydował. Wydarzenia poznajemy z perspektywy Johhne'go dzięki czemu możemy zobaczyć wojnę oczami żołnierza, dla którego głównym celem jest przeżycie. Jest zagubiony, nie rozumie po co jest ta wojna i chce tylko jej końca. Wyobraźcie sobie codzienne obcowanie ze śmiercią.. Co ciekawe , pomimo akcji rozgrywającej się w dalekiej przyszłości wbrew pozorom technologia nie została rozwinięta, a nawet wręcz przeciwnie. Brakuje karabinów, broni. Z tego też powodu żołnierze muszą walczyć takimi narzędziami jak maczety, miecze. Jest to jak najbardziej zrozumiałe, gdyż cały świat pogrążony i skupiony na wojnie - nie ma czasu na wymyślanie nowych rozwiązań. Dlatego też trwa aż tak długo, a jej koniec wydaje się wręcz niemożliwy.
Opis przeżyć głównego bohatera bardzo mnie do siebie przekonał. Jak dla mnie brzmiał realistycznie i dzięki temu mogłam uwierzyć w to, że Johnny to postać ze skóry i kości. Opis walki na frontach czytało mi się z jak największą przyjemnością. Jednak po trafieniu głównego bohatera do szpitala książka tak jakby traciła na swojej jakości. Dalsze losy jakie spotkały Johnnego były dla mnie niezwykle nudne, a przez to pragnęłam jak najszybszego zakończenia powieści. Nie wiem czy "Cichy krzyk" mogę nazwać powieścią, ponieważ jak dla mnie było to opowiadanie, które fajnie, że przeczytałam, jednak gdyby tak się nie stało niczego bym nie żałowała. Wracając do wydarzeń mających miejsce w murach szpitala, jak pewnie już wiecie bohater poznaję tam Suzie. No i jak to zazwyczaj bywa rodzi się miedzy nimi mocne uczucie. Wątek miłosny był dla mnie niezwykle męczący, gdyż do romantyczek nigdy nie należałam. Myślałam, że po przebrnięciu przez niego, fabuła mnie jeszcze czymś zaskoczy jednak tak nie było. Dalsze losy Johnnego przeczytałam na pół śpiąco, bez jakichkolwiek emocji.
Książka, którą dzisiaj Wam prezentuje jest dla mnie zwykłym średnikiem, który przeczytałam tylko dlatego, że miałam taką okazję. I pomimo ciekawego początku jakim cieszy się ta pozycja nie mogę powiedzieć, że była ona dobra. Autor miał potencjał, miał pomysł jednak okazało się, że nie do końca w moim guście. Do zalet tej książki zdecydowanie należy wcielenie się w głównego bohatera, wykreowanie go jako żołnierza zmęczonego widzianymi przez siebie wydarzeniami.
Czy polecam? Sama do końca nie wiem. Jeżeli lubicie romantyczne, ale tragiczne historie to jak najbardziej zachęcam. W innym wypadku zdecydowanie odradzam.
Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res.
Pragnę zaznaczyć, że nie miało to żadnego wpływu na treść mojej recenzji.
Recenzję przeczytasz również na:
Subskrybuj:
Posty (Atom)