Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Utwór dramatyczny (dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Utwór dramatyczny (dramat. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 stycznia 2015

Dekalog 1 | reż. Krzysztof Kieślowski | (1988)

TYTUŁ: Dekalog 1
REŻYSERIA: Krzysztof Kieślowski
CZAS TRWANIA: 53 min
GATUNEK: dramat, psychologiczny
PRODUKCJA: Polska
PREMIERA: 10 grudnia 1988 roku
CZARNY KRUK OCENIA:
10|10

"Dekalog 1" otwiera 10- odcinkowy cykl zrealizowany dla telewizji. Każda z części nawiązuje treścią do jednego z dziesięciu przykazań. Akcja wszystkich filmów dzieje się w tym samym miejscu - wielkomiejskim blokowisku przytłaczającym ogromem i bezosobowością. 

Wydaje mi się, że nigdy nie natrafiłabym na ten cykl, gdyby nie szkoła. Niektórzy z Was mogą być zaskoczeni, ale okazuje się, że szkoła również potrafi dać uczniowi coś wartościowego. Moim ulubionym przedmiotem w liceum od pierwszej lekcji stała się wiedza o kulturze. Na tym właśnie przedmiocie oglądaliśmy film, który dzisiaj mam przyjemność Wam przestawić. Co prawda jakość najlepsza nie była no i skupić też się nie dało, dlatego też postanowiłam jeszcze raz w całości obejrzeć tą produkcje, we własnym domowym zaciszu.  Tym bardziej musiałam się skupić, ponieważ okazało się, że musimy wypełnić kartę pracy dotyczącą tego filmu na ocenę. Było to chyba najtrudniejsze zadanie domowe z jakim kiedykolwiek przyszło mi się zmierzyć.

W "Dekalogu 1" mamy nawiązanie do pierwszego przykazania, które dla przypomnienia brzmi: "Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną". Krzysztof  jest  wykładowcą akademickim i sam wychowuje swojego na oko 7- letniego syna. Jest ateistą i racjonalistą. Swoją wiarę przełożył na nieomylność  komputera, który według Krzysztofa wykonuje dokładne obliczenia. Pewnego dnia jego syn Paweł dostaje łyżwy i chcę je wypróbować. Namawia ojca, aby obliczył grubość i bezpieczeństwo lodu za pomocą wszechwiedzącej maszyny. Jakie będą tego skutki? O tym musicie przekonać się na własną rękę. 

Film pełen jest symboliki, która intryguje, nadaje całości tajemniczości i takiej niepewności, którą czujemy w swojej podświadomości niemal przez cały seans. Stałym elementem wszystkich części "Dekalogu" jest blady, bardzo chudy człowiek, który interpretowany jest bardzo różnie. Sam reżyser zapytany o to czego symbolem ma być ta postać, odpowiedział, że nie wie. Wielu widzów mówi, że jest on  Jezusem. Inni widzą w nim Anioła. Myślę, jednak, że każdy z nas widzi coś innego w tej postaci i moim zdaniem jest to naprawdę zdumiewające posunięcie reżysera. Nigdy przedtem nie spotkałam się z takim podejściem do tematu co czyni ten cykl oryginalnym pod wieloma względami, które koniecznie musicie zobaczyć na własne oczy. 

Akcja przez 55 minut jest bardzo powolna bez jakiejkolwiek dynamiki. W żaden sposób nie buduje napięcia. Wszystko jest przedstawione w sposób bardzo spokojny co może zmylić widza. Tempo jest powolne co pozwala na zastanowienie się nad rozgrywającymi się wydarzeniami, które stawiają pytania, ale nie dają jednoznacznych odpowiedzi. 

 Jest też czas poświęcony na rozmowę o śmierci. Prowadzi ją mały Paweł oraz jego ciocia, która w odróżnieniu od swojego brata jest wierzącą osobą. Przysłuchując się tej rozmowie coś chwyciło mnie bardzo mocno za serce. Dało czas na refleksje i zastanowienie się nad sensem własnego życia. Bo jakie znaczenie ma  chwila radości w obliczu śmierci? Z ust chłopca padają pytania, na które każdy z nas chciałby uzyskać odpowiedź. Kto to jest Bóg? Scena, w której zostają wypowiedziane te słowa należy do najbardziej znanych i zapamiętanych scen w ciągu całego cyklu Dekalogu.


 
Napisze coś teraz na temat postaci, które są bardzo ważne w tej produkcji, a odegranie ich wymagało od aktorów pełnego zaangażowania i dużo empatii, która pozwoliła im stać się innymi ludźmi. O Krzysztofie, którego zagrał nie żyjący już Henryk Baranowski już co nieco powiedziałam. Wiemy, że jest ateistą, racjonalistą, wierzy w nieomylność liczb i komputera. Jednak nie jest to zagorzały antychryst. Pomimo swojej nie wiary w istoty ponadludzkie pozwolił swojemu synowi uczęszczać na lekcje religii. Obserwując go wydawało mi się również, ze sam dokładnie nie wie w co ma wierzyć. Był tak jakby zagubiony w rzeczywistości. Henryk Baranowski bardzo mi swoją rolą zaimponował i  gdy dowiedziałam się, że zagrał w tak niewielu filmach zrobiło mi się bardzo smutno, ponieważ jest naprawdę niesamowicie uzdolnionym aktorem o czym przekonacie się oglądając Dekalog
Pawła zagrał Wojciech Klata. Pokuszę się o stwierdzenie, że on jako dziecko potrafił odegrać swoją rolę lepiej jak niejeden dorosły aktor. Bardzo przekonał mnie swoją grą aktorską i choć nie znam jego roli już jako dorosłego mężczyzny to myślę, że ma duży dar i mam nadzieję, że go nie zatracił. 
Maja Komorowska zagrała siostrę o której już gdzieś tam wcześniej wspomniałam. Była samotną kobietą, która pomagała wychowywać swojemu bratu syna po odejściu jego matki. Tak jak mówiłam najważniejsza scena z jej udziałem to rozmowa o śmierci i poprzez właśnie to wydarzenie najbardziej ją zapamiętałam. 



Ciekawe jest także samo blokowisko, w którym rozgrywa się akcja całego Dekalogu. Ludzie w nim mieszkający wydaja się być egoistami. Nikt z nikim nie chcę utrzymywać bliższych kontaktów, każdy ma swoje życie, a nawet jeżeli chodzi o pomoc drugiemu człowiekowi - umywają ręce od sprawy. Przez to czułam się, że to całe blokowisko jest jak miasto, które zostało opuszczone przez ludzi, a jedynymi istotami, które po nim maszerują są zombie. Nieczułe, bez serca, bez empatii, obojętne zombie. To miejsce jest szare, zimne, przytłaczające, a zarazem puste. Patrząc na te budynki odczuwałam strach i przerażenie nawet większe niżbym patrzyła na jakikolwiek horror. 




Autorem muzyki do tego filmu jest Zbigniew Preisner.

Jeżeli już pojawiała się muzyka, to były to bardzo podobne do siebie melodie, które wprowadzały smutną i przygnębiającą atmosferę. Prz tym jest bardzo prosta, nie przytłaczająca tak jakby tworzyła jedność z widzianym przez widza obrazem. Zastosowana jest jedynie w odpowiednich momentach, które mają dać widzowi do myślenia. 

Dramat to nic przyjemnego, ale według mnie nie należy uciekać i bronić się od tego gatunku. Po obejrzeniu filmu będziecie mieli burze nieokiełznanych myśli w głowie. Sam film ma dać nam okazje do przemyślenia nad istotą samego Boga, a także nad naszą wiarą i rozważyć to w co naprawdę wierzymy. 

Dzieło Kieślowskiego  radziłabym obejrzeć w samotności, ponieważ wymaga on od Was skupienia i bacznego obserwowania rozgrywających się na ekranie wydarzeń. 
Jest to bardzo krótka produkcja niosąca ze sobą bardzo długie refleksje.
"Dekalog 1" uznawany jest za najważniejszy i jeden z najlepszych części całego cyklu. Spowodowane jest to umiejętnością reżysera w opowiedzeniu o Bogu w prosty, zrozumiały sposób bez bezpośrednich nawiązań do religii. 
Z całego krwawiącego serca polecam Wam ten film. Jako Polka jestem dumna z tego, że taki cykl wyreżyserował polski reżyser. Mnie samej nie zostaje nic innego jak zapoznać się z kolejnymi częściami "Dekalogu". Dajcie znać czy chcecie poznać moją opinie na temat pozostały części. 


Krzysztof Kieślowski

niedziela, 26 października 2014

Dallas Buyers Club (Witaj w Klubie)

TYTUŁ: Witaj w Klubie 
(Dallas Buyers Club)
CZAS TRWANIA: 1 godz. 57 min
GATUNEK: biograficzna, dramat
PRODUKCJA: USA
PREMIERA: 7 września 2013 roku (świat) 
14 marca 2014 roku (Polska)
REŻYSERIA: Jean-Marc Vallée
OCENA SPOŁECZEŃSTWA: bardzo dobry 

"MAM JEDNO ŻYCIE...
CHCIAŁBYM ŻEBY COŚ ZNACZYŁO"
- Ron

   Dallas Buyers Club jest filmem, który został nominowany do Oskara aż w sześciu kategoriach. W trzech wygrał. Film dostał najważniejszą statuetkę filmową w kategorii Najlepszy Aktor Pierwszoplanowy oraz za Najlepszy Aktor Drugoplanowy. W pierwszej kategorii nagrodzony został Matthew McConaughey, a w drugiej Jared Leto. Te dwie wygrane powinny być dobrą zachętą dla potencjalnego maniaka filmowego i były również dla mnie. Kryje się tutaj też jeden, ważniejszy powód, który spowodował, że tak mocno zainteresowałam się tą produkcją, ale o tym potem. Najpierw proponuje zapoznać się z fabułą filmu, która jest dosyć odważna, bo dotyka tematu, który budzi wiele sprzeczności i kontrowersji. 
 CHORY NA AIDS MĘŻCZYZNA PRZEMYCA LEKI DLA INNYCH ZARAŻONYCH
   Mamy rok 1985. Miejscowość Dallas. Ron Woodroof (Matthew McConaughey) z zawodu elektryk. Pijak, lubiący otaczać się paniami lekkich obyczajów, homofob lubujący się w alkoholu, narkotykach i rodeo. Żyję chwila. W wyniku wypadku, który ma miejsce w pracy zostaje umieszcozny w szpitalu, gdzie robią mu rutynowe badania. Wykazuja one, że jest nosicielem HIV i że zostały mu 30 dni życia. Ron, który do tej pory nie miał szacunku do życia postanawia walczyć z nieuleczalna choroba i udwodnić, że będzie żyć o wiele więcej niż oszacowali lekarze. W tym celu zakłada coś w rodzaju agencji, gdzie sprzedaje nielegalne i niedostępne w USA leki, które mają na celu przedłużyć życie osobom chorym na HIV. Po powrocie zyskuje wspólnika - transeksualistę Rayona (Jared Leto). Razem zakładają klub, w którym chorzy na AIDS mogę kupić przedłużające im życie leki. Przyciąga to uwagę rządowej Agencji Żywnosci i Leków. 



Dramat jest zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami i zdobył aż trzy Oskary. 
   Zacznjmy od gry aktorów, która w przypadku tego filmu odegrała olbrzymią rolę, no bo chyba Oskara nie dostaje się za nic, mam racje? Oskary, oskarami ... Duży wpływ na ich zdobycie z pewnością miała przemiana głównych bohaterów, którzy musieli dużo schudnąć. Media podają, że Mattew schudnął 25 kilogramów, a Jared ok. 15 kg. 
   Musze przyznać, że Matthew McConaughey nigdy nie należał do kręgu moich ulubionych aktorów, ponieważ miałam go za takiego aktora, który potrafi gdzieś tam grać w komediach, ale niestety do dramatu się nie nadaję. Jak bardzo się myliłam! Po roli Rona zyskał moje uznanie i zmieniłam zdanie na jego tema.  Musiał zmienić się nie tylko pod względem fizycznym, ale także psychicznym. Postać Rona wbrew pozorom nie jest łatwą do odegrania postacią. Jest to typ człowieka, który za nic ma życie. Nie martwi się o swoje zdrowie, nie potrzebuje dóbr materialnych, ponieważ wystarcza mu tani alkohol, narkotyki i kobiety. Już w pierwszej scenie widzimy Rona uprawiającego seks z dwoma kobietami. Również gdy dowiaduje się o tym, że ma AIDS w pierwszy wieczór idzie na balety z kolega i z dwoma koleżankami. 
   Rona bardzo polubiłam, bo miał taką swoja osobliwą bezkompromisowość jaką posiadają nastolatkowie. Podziwiam Matthew, że grając takiego człowieka nie zrobił  z siebie błazna, bo granica między tymi dwoma zachowaniami bywa bardzo cienka. 
   Ważna rolę w całej produkcji odgrywa przemiana głównego bohatera. Z najgorszego homofoba staję się przyjacielem swojego wspólnika Rayona. Niechęć, a także zmiana w tych relacja dobrze widoczna jest w ich pierwszym spotkaniu, a także wtedy kiedy Ron broni Rayon przed obelgami rzucanymi w nią przez jego kolegę.

   Co do Jareda Leto... Mogłabym się o nim rozpisywać bardzo długo, ponieważ obejrzałam większość produkcji w których zagrał , a także jestem w większym lub mniejszym stopniu fanką jego dokonań muzycznych, bo jak może wiecie jest on liderem grupy 30 seconds to Mars. Śledziłam kiedyś dość dobrze jego karierę i aktorsko zawiesił się po filmie pt."Mr. Nobody". Produkcja nie odniosła takiego sukcesu jaki pragnął i odpuścił sobie na kilka lat aktorstwo. Jak widać powrócił w wielkim szyku. Wiecie, oglądałam galę Oskarów, a także śledziłam wszystko co przed nią się działo. Wielu aktorów nie było zadowolonych z tego, że to właśnie Jared zdobył Oskara, ponieważ można powiedzieć, że zawodowo aktorstwem się nie zajmuję. Postawił już dawno na muzykę. Jednak ma więcej talentu niż nie jeden profesjonalny aktor, co udowadnia za każdym razem kiedy już zdecyduje się zagrać w jakimś filmie. W kręg filmowym jest on głównie znany jako aktor, który rzadko gra w filmach, ale jak już ma w jakiś zagrać to potrafi poświęcić się do roli stuprocentowo czego dowodem może być przytycie kilkudziesięciu kilogramów do filmu "Rozdział 27" lub schudnięcie do produkcji "Witaj w Klubie". Powiedzcie mi, ilu znanych i uznawanych aktorów potrafiłby się wcielić w transseksualnego mężczyznę? Myślę, że niewielu przyjęłoby te wyzwanie. Jared zrobił to genialnie, chociaż sami transseksualiści zarzucają mu, że odegrał rolę nieprawidłowo, jednak nie będę się tu w tą kwestię zagłębiać, ponieważ jest to sprawa między nim, a nimi. Trochę zboczyłam z tematu i pisze o tym o czym pisać nie miałam, ale po prostu uważam, że Jared Leto jest jako aktor niedoceniony. 

  Co do samej Rayon - jest ona niezwykle ciepłą osóbką. Jared Leto zagrał tak, że dałam się oszukać, bo myślałam, że Rayon jest prawdziwa. Była taka żywa, taka prawdziwa.Niestety pod tą przykrywką kryję się młody mężczyzna, który nie akceptuje siebie i tego jak wygląda, ponieważ jego zdaniem byłby idealny dopiero wtedy gdyby był kobietą. Tu także świetnie został przedstawiony profil psychologiczny postaci 
  Ogólnie: Uważam, że duet McConaughey- Leto, czy jak kto woli Ron-Rayon został odegrany fantastycznie i nie wyobrażam sobie innych aktorów na tym miejscu. Panowie świetnie się zgrali i miło było patrzeć jak do każdego z nich trafia Oskar. Jak najbardziej zasłużony ;) 
 Wiecie.. Ten film to nie tylko opowieść o walce z AIDS, ale także o uprzedzeniach, braku akceptacji ze strony innych ludzi i takiej akceptacji, która wypływa z nas do nas samych. Rayon bardzo chciał być kobietą. Chciał być jej ideałem, ale nie mógł, bo Bóg się pomylił i obsadził go w ciele mężczyzny dlatego uciekł w narkotyki. Ron dopóki nie poznał Rayon był okropnym homofobem o czym już gdzieś tam na gorze wspomniałam. Zbudowali wspaniałą przyjaźń. Bronił jej, chciał żeby ludzie okazali jej szacunek i zrozumienie.
  Witaj w Klubie przedstawia historie walki o życie, o każdy dzień. Walka z AIDS to jedynie przedłużanie swoich policzonych dni. 
  Bardzo wiele dostałam od tego filmu. Potrafię bardziej zrozumieć homoseksualistów i obiecałam samej sobie, że będę ich bronić, nawet gdyby nikt nie chciał mnie słuchać. Wtedy będę krzyczeć jeszcze głośniej, bo nie pozwolę na to, aby ktokolwiek obrażał drugiego człowieka za względu na to, ze ktoś chce być sobą. Ludzie tak bardzo nie rozumieją, ze bycie sobą jest podstawa do bycia szczęśliwym i spełnionym człowiekiem... 

CZARNY KRUK POLECA!
OCENA: 9/10

Zwiastun:


  
God, when I meet you, I’m gonna be pretty, if it’s the last thing I do. I’ll be a beautiful angel.
- Rayon - 


sobota, 11 października 2014

This is War : "Miasto 44" - coś więcej niż recenzja, coś więcej niż film.

TYTUŁ: Miasto 44
CZAS TRWANIA: 2 godz. 10 min. 

GATUNEK: dramat wojenny

PRODUKCJA: Polska
PREMIERA: 19 września 2014 roku (Polska)

30 lipca 2014 roku (świat)

SCENARIUSZ I REŻYSERIA: Jan Komasa

OCENA SPOŁECZNOŚCI:  dobry

[WIĘKSZOŚĆ TEKSTU POCHODZI Z MOJEGO PAMIĘTNIKA I ZOSTAŁ NAPISANY KILKA DNI  PO OBEJRZENIU PRODUKCJI]

Do napisania chociaż kilki słów na temat tego filmu potrzeba mi było wiele czasu aby pogodzić się z faktem, że to był jedynie film... Owszem takie rzeczy działy się w latach drugiej wojny światowej, ale nie zdawałam sobie sprawy jak to tak naprawdę wyglądało i jakie to było okrutne dla wielu ludzi, dla świata, a także dla samego Boga, który musiał patrzeć jak stworzone przez niego istoty  nienawiścią wzajemnie się zabijają. 
Ludzie nie chcą mówić o takich rzeczach... Moja prababcia nie chcę wspominać o wojnie, bo po prostu nie pamięta, albo pamiętać nie chcę.  Nie chcą mówić o okrucieństwie, o wojnie. 
Wojna jest chyba najgorszą rzeczą jaka może przytrafić się światu. To śmieszne, jak szybko można do niej doprowadzić. Nieznani nikomu ludzie pewnego dnia wstają rano ze świetnym pomysłem i mówią sami do siebie "Hej! Opanuje cały świat! Będę nim rządził, będę bogaty, a wszyscy będą darzyć mnie szacunkiem! Będzie fajnie!" Fajnie to może być tylko dla niego samego... Na pewno nie dla ludzi, cywili, którzy będę musieli brać w niej udział. Jaką trzeba być bestią aby tak brutalnie i bez serca traktować drugiego człowieka!? 
Po obejrzeniu tego filmu na mojej twarzy malowało się przerażenie i szok. Wyszłam z kina i nie wiedziałam co się dzieje. Nagle z jednego świata przeszłam do drugiego. Różnice były ogromne. Ostatnia scena w filmie wspaniale to oddaje. Chciało mi się płakać, chciałam rozbić szybę, zrobić cokolwiek. Ale ja jedynie stałam i z przerażeniem patrzyłam na niebo. Już w czasie seansu chciało mi się wielokrotnie płakać. Nie potrafię zliczyć ile razy powstrzymywałam łzy. Bo trzeba udawać przed ludźmi, że jesteśmy silni. Nawet gdy serce krwawi nam od środka. Tego mnie zawsze uczono. 
Droga pomiędzy kinem a domem była dla mnie niczym. Po prostu jechałam z szeroko otwartymi oczami, patrząc w pustkę. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu, w mojej samotni, bo czułam, że zaraz pęknę. 
Nie poszłam jednak od razu do domu. Poszłam do parku. Cicho krzyczałam. Bo gdzie byłam wtedy, gdy działy się wszystkie te rzeczy ukazane w filmie? Dlaczego nie mogłam pomoc? Zatrzymać tego? Dlaczego nikt nie chciał tego powstrzymać? 
Cały czas miałam przed oczami te sceny, sceny, które mną wstrząsnęły, które nie pozwoliły mi przejść koło tego obojętnie. 
Po obejrzeniu tego filmu, albo znienawidzisz świat i ludzi, albo docenisz to co masz i zaczniesz w końcu szanować tych ludzi, którzy walczyli  kiedyś o to abyś to Ty był teraz wolnym Polakiem z własna ojczyzna, tradycja językiem. 
Po prostu żebyś był wolny. 


Zdaje sobie sprawę, że słowa nie odzwierciedla tych wszystkich emocji, których doświadczyłam. Chciałam dać przedsmak tego i udowodnić Wam, że film warty jest obejrzenia pomimo kilku mankamentów, które bija w oczy. Drażniły mnie sceny, w których czas nagle zwalniał, ale nie wszystkie. Niektóre z nich były naprawdę dobre. Drażnili mnie niektórzy aktorzy, ale większość z nich odegrała swoja role poprawnie. Pomimo świetnego ukazania Powstania Warszawskiego twórcy przesadzili z efektami specjalnymi. Miłości tu zbyt nie ma niestety, albo jest, ale bardzo sztuczna, wymuszona. 
 Sceny, które mogłabym Wam opisywać, ale nie chce,ponieważ jest to zbyt bolesne, a także nie chce zdradzać Wam fabuły. Sami musicie to zobaczyć, bo ten film może bardzo zmienić Wasze patrzenie na świat, na kraj, a wreszcie na swoje życie. 
Dzięki "Miastu 44" zaczęłam bardziej interesować się wydarzeniami z drugiej wojny światowej. Akurat teraz sie o niej uczę na historii. Nagle ten przedmiot zrobił się niezwykle ciekawy, a rzeczy, których sie dowiedziałam nie dawały mi spać przez wiele, wiele nocy. 

MOJA OCENA: 8/10


P.S
Zostaniemy jeszcze na chwile w tematyce wojennej i już wkrótce przedstawie Wam fantastyczny obraz, który jest z nią związany i dowiem sie jakie zrobił na Was wrażenie. Ogólnie to będę się z Wami dzielić swoimi odkryciami. Może też być z tego mały cykl. Nazwę go This is War. 

poniedziałek, 29 września 2014

Kącik fimowy: Gwiazd naszych wina.

TYTUŁ: Gwiazd naszych wina
 (The Fault in Our Stars)
CZAS TRWANIA: 2 godziny 5 minut
GATUNEK: dramat, romans
PRODUKCJA: USA
PREMIERA: 6 czerwca 2014 roku (Polska)
16 maja 2014 roku (świat)
REŻYSERIA: John Boone
OCENA SPOŁECZNOŚCI: bardzo dobry

GŁÓWNA OBSADA:
Shailene Woodley - Hazel
Ansel Elgort - Gus
Nat Wolff - Isaac
Laura Dern - Frannie

   Tak to już z molami książkowymi bywa, że ciągnie nas do zobaczenia ekranizacji naszych ulubionych książek. Nie chciałam iść do kina na ten film, ponieważ po tym jak doświadczyłam tak wielu emocji w książce bałam się po prostu, że w kinie cały czas będę płakać, a musicie mi uwierzyć, że nie jestem nauczona okazywać słabości przy ludziach. Dramaty zawsze oglądam w zaciszu domowym jak wszyscy śpią. Wtedy jakoś lepiej przyswaja mi się ludzkie tragedię. 

Co do filmu miałam ogromne oczekiwania. Myślałam, że mnie wzruszy tak samo jak książka, a może nawet bardziej. Jak myślicie, czy według mnie film okazał się lepszy od książki? 
  Fabuły tej historii chyba nikomu nie trzeba przedstawiać, jednak postaram się szybko i sprawnie skrócić dla tych co jeszcze nie wiedzą o co w tym wszystkim chodzi. Wiec tak.. Jest sobie Hazel Grace, która ma 16 lat i raka tarczycy. Musi chodzić z butlą tlenową, aby mogła jakoś oddychać i w miarę normalnie funkcjonować. Nie wychodzi prawie wcale z domu. Czas spędza przed telewizorem oglądając swoje ulubione reality show, a także w kółko czytając tą samą książkę pt.'Cios udręki'. Jej rodzice czują się zaniepokojeni i chcą aby była taka jak normalne nastolatki. W tym celu namawiają ją na udział w grupie wsparcia. Robi to niechętnie, aby uszczęśliwić swoich rodziców. Niespodziewanie poznaje tam Gusa- byłego koszykarza, który ma amputowaną nogę. Szybko nawiązują ze sobą kontakt i rodzi się między nimi uczucie. Niestety nie będą mogli cieszyć się swoim szczęściem zbyt długo, ponieważ nawracająca się choroba postanawia znowu pokazać, że jest najważniejsza w ich życiu. 


  Film tak jak książka początkowo był mdły, nudny. Hazel poznaje Gusa i się w sobie zakochują. Odwiedzają Amsterdam. Następnie następuje nagła zmiana sytuacji. Bałam się trochę tego, że aktorzy nie odzwierciedlą zbyt dobrze emocji, że będzie to niewiarygodnie wyglądało. Ale okazało się, że nie miałam o co się martwić i nawet Ansel Elgort, do którego od początku miałam duże wątpliwości potwierdził, że jest dobrym aktorem. Były łzy- owszem, bo przy takich filmach nie da się nie płakać. Ale czegoś mi brakowało tego czaru jaki ma książka, a film niestety nie posiadał. Coś nie grało, ale nie mogę na dzień dzisiejszy powiedzieć co. Po obejrzeniu filmu mam pewien niedosyt, chociaż zdaję sobie sprawę, że film został dobrze wykonany, ale po prostu nie czułam tego, czego doświadczyłam podczas czytania książki. Nie będę ukrywać, że troszeczkę się zawiodłam. Wszystko było wykonane po prostu poprawnie i nic więcej. Chociaż, muszę przyznać, że film pozwolił mi nieco bardziej zrozumieć niektóre kwestie występujące w książce. Niektóre cytaty stały się dla mnie bardziej zrozumiałe, więc nie jest tak źle. Film wydaje mi się jedynie wypełnieniem historii przedstawionej w książce i osobiście uważam, że każdy kto decyduję się na obejrzenie tego filmu obowiązkowo musi przeczytać najpierw książkę, bo inaczej ten film jest jedynie romansem, który w tle przedstawia ciężką i wyniszczając chorobę jaką jest rak. W książce jest inaczej, bo głównym wątkiem jest sama choroba, a gdzieś tam na bocznym planie miłość Hazel i Gusa.
Decyzja oczywiście należy do Was.Czy polecam ten film? Pod warunkiem, że przeczytacie pierwowzór. Ostatecznie uważam, że książka jest o wiele lepsza, ciekawsza od samego filmu. 

MOJA OCENA: 7/10

 
 


sobota, 16 marca 2013

Stanisław-Jurek-Iwaniszewski 'Poczekaj do jutra'

AUTOR: Stanisław- Jurek - Iwaniszewski
TYTUŁ: Poczekaj do jutra
WYDAWNICTWO: Novae res
GATUNEK: utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
WYDANIE: 2012
ILOŚĆ STRON: 258
CENA: 26.90 zł (kup)
MOJA OCENA: 9/10


Poczekaj do jutra to zbiór trzech opowiadań, w których autor wyraża swój sprzeciw przeciwko niesprawiedliwości ludzkiej (tytułowe opowiadanie) i niesprawiedliwości losu (Kaśka, Dobro powraca). Pokazuje też, że dzięki przyjaciołom, życzliwości i optymizmowi można pokonać każdą trudną sytuację i zaznać szczęścia.

Ostatnio w kółko powtarzam, że odzyskałam wiarę w polskich autorów. Jak widać coraz częściej sięgam po dzieła naszych rodaków. Czy ta książka utwierdziła moje przekonanie, czy wręcz przeciwnie?

Bardzo lubię czytać opowiadania, bo mam świadomość tego, że jestem w stanie przeczytać historie w jeden wieczór. Do tej pory byłam dosyć ograniczona, bo czytałam tomiki Stephena Kinga i Deana Koontza. Ostatnio poszukiwałam właśnie coś innego i znalazłam. Zbiór opowiadań 'Poczekaj do jutra' to przede wszystkim historie, które mogą spotkać każdego z nas. Są bardzo życiowe, dlatego czytelnikowi tak dobrze się czyta. 

Pióro autora jest lekkie, bez żadnych trudności przebrnęłam przez całą książkę w jeden dzień. Autor pisze tak jak Polak lubi. Bez narzekań, z naciskiem na ludzkie tragedie.

Głównymi bohaterami opowiadać są mężczyźni. Dostrzegam tu lekką dyskryminacje, ale nie obrażam się zbytnio na autora, bo z pewnością ,mężczyźnie jest lepiej wcielić się w role bohatera swojej płci.
Bohaterowie są bardzo ludzcy. Postacie, których odpowiedniki często możemy spotkać w codziennym życiu. W opowiadaniach dominują postacie uczciwe, pracowite o dobrym sercu, których trudno jest nie polubić.

Trochę denerwowało mnie to, że postacią wszystko układało się po myśli. Szczególnie w dwóch pierwszych opowiadaniach. Nie żebym była pesymistką, ale wiadomo, że życie sprawia nam różne figle i moim zdaniem autor zapomniał to przedstawić. 

Podsumowując, opowiadania, które opowiadają o historiach, które mogły zdarzyć się każdemu z nas. Sympatyczni bohaterowie, prosta fabuła, lekki język- to nie jedyne plusy tej pozycji. Okładka być może nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale jak powszechnie wiadomo: piękno tkwi w prostocie. 
Polecę osobom, które poszukują miłej lektury na weekend lub też niewymagającej pozycji.
Nie polecam osobom  pesymistycznie nastawionym do życia.


Za możliwość przeczytania dziękuje Wydawnictwu Novea Res


Recenzje znajdziecie również na: 

zaczytani.pl
lubimyczytać.pl
nakanapie.pl