czwartek, 20 lipca 2017

(spóźnione) Podsumowanie czerwca [ czerwiec 2017 ]

Po bardzo długim czasie niepisania podsumowań, w końcu doszłam do wniosku, że do tego wrócę. Szczególnie robię to dla siebie, aby wiedzieć,  jak mi to wszystko wychodzi. Przede wszystkim w czerwcu wróciłam do blogowania. W tym roku w maju
minęło pięć lat odkąd, założyłam bloga.
 
 
A za nami jest całkiem sporo, wziąwszy pod uwagę fakt, że dopiero uczyłam się na nowo żyć. Wdrążyłam nową codzienność, z którą jest mi całkiem dobrze. Mam nadzieję, że dobra passa będzie trwała jak najdłużej. Przeczytałam cztery książki, których recenzję są już dostępne. Oto one:
 
"Myślenie jest erotyczne.Obrazki" [recenzja]
"Bestia" Stanisław Lemur [recenzja]
"Kroniki wiecznego królestwa" Artur Danilczuk [recenzja]
 "Nie powiedziałam nic" Dorota Dyś [recenzja]

Oprócz recenzji książek mogliście przeczytać w Kruczym Gnieździe recenzję filmu"

"Hobbit. Niezwykła podróż" 
[ recenzja

Obejrzałam więcej filmów, ale nie wiem czy znajdę czas aby napisać ich recenzję.

CO ZA NAMI?


link do recenzji

link do recenzji
link do recenzji
link do recenzji
link do recenzji


Najlepszą książką okazała się 

"Nie powiedziałam nic"
Dorota Dyś
 

wtorek, 18 lipca 2017

Krucze zdobycze [ stos ]



Książki, które Wam
zaprezentuję w większości, są już zapewne przeczytane,
gdyż ten post będzie zamieszczony z opóźnieniem. Być może któraś z tych pozycji Was zainteresuję. Wszystkie spośród tych książek są egzemplarzami recenzyjnymi zarówno od Wydawnictwa
Novae Res, jak i Edipresse.


Po lewej

Beata Pawlikowska "Niezbędnik podróżnika"
Beata Pawlikowska "Kurs pozytywnego myślenia. Wszystko będzie najlepiej" - obecnie przerabiam
Patryk Beniamin Grabiec "Pędzle w kieliszku" [ recenzja ]
Odd Harald Hauge "Everest"
Erica Spindler "Siódemka" [ recenzja ]

Po prawej

Autor nieznany "Obrazki. Myślenie jest erotyczne" [ recenzja ]
Bronisław Lemur "Bestia" [ recenzja
Dorota Dyś "Nie powiedziałam nic" [ recenzja
Artur Danilczuk "Kroniki wiecznego królestwa" [ recenzja
Marek Wyszomirski - Werbart "Wagonem towarowym do wolności" 
Michał Gos - Kowalski "Umierające światy" - obecnie czytam 


Powyższe książki to owoc mojej współpracy z Wydawnictwem
Edipresse.   Jestem ciekawa czy czytaliście choć jedną z powyższych pozycją, a jak nie zrobiliście tego, to czy wzbudza w Was któraś z nich  zainteresowanie.

Martwy Kruk. 
pisane 16.07.2017 roku
 15:11

niedziela, 16 lipca 2017

"Pędzle w kieliszku" Patryk Beniamin Grabiec

Dzieciństwa nie powinniśmy wspominać źle. Dla wielu z nas był to czas pełen radości życia, gdyż wszystko nas cieszyło, bo było takie pierwsze, takie nowe. Beztroskie lata naszego życia z zasady mijają bardzo szybko, a to, co po nich zostaje towarzyszy nam przez całe dorosłe życie. I byłaby to dobra wiadomość, gdyby każdy z nas posiadał tylko te dobre wspomnienia. Często jest jednak zupełnie inaczej. Wielu z nas wychowało się pod presją rodziców, wielu z nas było molestowanych psychicznie przez ludzi, którzy powinni darzyć nas bezkresną miłością. Życie jest jednak brutalne i to nie prawda, że cierpienie dzielone jest po równo. Są tacy, których dotyczy ono w większym stopniu niż pozostałą część populacji.

Główny bohater „Pędzli w kieliszku” należy do grona tych osób, które o dzieciństwie pragną zapomnieć. Wychowany pod tyranią ojca, żył w ciągłym strachu przez jego słabość do alkoholu. Pomimo swoich przeżyć, nie radząc sobie z traumą z dzieciństwa i swoim ówczesnym życiem Janek idzie w ślady ojca i rzuca się w wir alkoholizmu. Jego życie to ciągła walka o lepsze jutro. Gdy dostaje pracę w magazynie jego los, odmienia się na lepsze. Poznaje Wiktorię, którą darzy miłością i obiecuje sobie, że już nigdy nie sięgnie po alkohol. Po latach Janek wraca również do swojej pasji, którą rozwijaj w dzieciństwie — malarstwa. Jest doskonałym artystą i pewnego dnia zostaje zauważony przez łowce talentów. Gdy przyszłość maluję się Jankowi w ciepłych i pozytywnych barwach, życie przypomina mu, że nie zawsze jest tak, jak sobie wymarzy, a los tylko czyha na okazje, żeby jasne barwy przemienić w ciemne, pozbawiające człowieka niemal wszystkich rzeczy, o które, tak bardzo się walczyło.

__________________________________________

 
" Spokojny świat sprawiał, że mógł chłonąć kolory niezbrukane szarością alkoholowej rzeczywistości" 

Patryk Beniamin Grabiec
"Pędzle w kieliszku"
8 str. 
__________________________________________

Już na wstępie zaznaczę, że „Pędzle w kieliszku” to debiutancka powieść Patryka Beniamina Grabca, a do takich książek należy podchodzić z rezerwą i łagodnością, być wyrozumiałym recenzentem. Nie obiecuję, że moja recenzja właśnie taka będzie, gdyż przeczytałam już sporo debiutów polskich autorów i cóż poradzić, że stałam się bardzo wymagająca co do nowych powieści świeżych autorów.

__________________________________________


"Mało kto już zadaje sobie trud zrozumienia drugiego człowieka. Wszyscy biegną przed siebie, nie spoglądając na innych. Nie chcąc tracić czasu. Odrzucają wszystko, co im przeszkadza."


Patryk Beniamin Grabiec
"Pędzle w kieliszku"
96 str.

__________________________________________


Postanowiłam podjąć się recenzji tej książki z dwóch ważnych dla mnie względów. Po pierwsze problem alkoholizmu jest trudnym problemem i osoby, które bezpośrednio nie miały kontaktu z osobami uzależnionym od alkoholu nie będą być może w stanie pojąć wagi destrukcyjnej mocy alkoholizmu. Z tego też powodu chciałabym, aby ta tematyka była częściej poruszana zarówno w książkach, jak i w filmach, serialach czy też na blogach. Często ludzie spisują na straty alkoholików, a prawda jest taka, że są to z reguły dobre, wrażliwe osoby nieradzące sobie z rzeczywistością. Zresztą prawdą jest, że każda osoba uzależniona od czegokolwiek czy to od narkotyków, alkoholu, papierosów czy jedzenia w swoich złych nawykach szuka pewnego rodzaju ucieczki od problemów i najłatwiejszą ku temu drogą, jest zatracenie się w tym, co doskonale zna i co pomaga, choć na tę jedną, krótką chwilę.

 Po drugie jestem pasjonatką sztuki, uwielbiam czytać powieści, w których swoje miejsce znajduje artysta. Czuję wtedy pewną więź z daną postacią i z łatwością jest mi się z nią utożsamić.

 Te dwie powyższe cechy z założenia powinny sprawić, że będę usatysfakcjonowana z lektury, ale niestety muszę temu zaprzeczyć.

__________________________________________

" Pragnął znów zapomnieć o rzeczywistości. Przyćmić na chwilę wszystkie problemy, z jakimi musiał się zmierzyć. Znał do tego najszybsza drogę"


Patryk Beniamin Grabiec
"Pędzle w kieliszku"
21 str. 
__________________________________________


Pomysł na fabułę był prosty — wykreować życiowego nieudacznika, który ma problem z alkoholem, ledwo wiąże koniec z końcem i nie widzi żadnych perspektyw, które miałyby zmienić tę sytuację. Na domiar złego zostaje zwolniony, jednak wtedy pojawia się światełko w tunelu, gdyż dostaje dobrze płatną pracę i poznaję tam Wiktorię — miłość jego życia. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, iż Janek w ogóle mnie do siebie nie przekonał. Myślałam, że będzie mi bliższy, bo przecież jest malarzem, jednak nie czułam z nim żadnej więzi. Śmiem twierdzić, że był mi w zupełności obojętny zresztą, jak wszystkie postacie wykreowane w tej książce. Zarówno bohaterowie, jak i sama fabuła zostali opisani płytko, treściwie, zwięźle, ale za to konkretnie. Być może są czytelnicy, którzy nie przepadają za rozległymi opisami, ale bez nich nie potrafię sobie wyobrazić jak ktokolwiek, może zapamiętać taką książkę na długo. Należę do osób bardzo ciekawych świata i chętnie czytam pewnego rodzaju rozszerzenia danej historii. Lubię poznawać bohaterów od podszewki, cenię sobie, gdy mają dusze, są ludzcy. Niestety tych wszystkich cech zabrakło mi w tym dziele. Jedyną postacią, która jako tako jest opisana bardziej szczegółowo, jest oczywiście nie kto inny, jak główny bohater. Jednak są to jedynie nawiązania do jego przeszłości, która moim zdaniem była bardzo przewidywalna.

Autor przedstawił typowe dla alkoholików próby odstawienia alkoholu, które zazwyczaj kończą się przegraną z własnymi myślami. Dzięki temu ukazane zostały wzloty i upadki z naciskiem na te drugie. Gdy Janek ma problem i nie potrafi go rozwiązać, odwiedza bar, gdzie nikt go nie zna i tam ochoczo oddaje się swoim przyzwyczajeniom, tym samym powracając do punktu wyjścia.

__________________________________________

" Czas upływał, a razem z nim wódka"

Patryk Beniamin Grabiec
"Pędzle w kieliszku"
23 str. 

__________________________________________


Styl debiutanta jest bardzo zwięzły i rzeczowy, a ja nie należę do zwolenniczek aż takiej oszczędności w kwestii opisów, jak i dialogów. W tej książce nie ma zbyt dużo miejsca na rozwinięcie aspektów psychologicznych dotyczących walki człowieka z nałogiem. Tego mi w głównej mierze w tym dziele zabrakło. Czuję się zawiedziona, gdyż uważam, że zbyt dużo czasu autor przeznaczyła na tzw. 'gadanie o niczym'.

 Fabuła jest dość schematyczna, opiera się na seksie, alkoholu, miłości do Wiktorii, odwiedzin u przyjaciela, malarstwie — tak w kółko o jednym i tym samym. Wyczułam to już w początkowym stadium lektury. Dialogi są bardzo ubogie, krótkie nie możemy z nich wywnioskować jakie cechy posiadają postacie. Opisów również jest tu nie za wiele. Czytelnik głównie skupia się na myślach Janka, jego obawach, rozterkach. Te elementy w ostateczności sprowadzają się do tego, że całość czyta się sprawnie, szybko — na całe szczęście. Przeczytałam ją w dwa dni, ale nie wyobrażam sobie większej liczby stron w przypadku tego utworu, ponieważ obawiam się, że nie dotrwałabym do końca tej powieści, bez dłuższej przerwy.

Jedyne co w „Pędzlach w kieliszku” mnie zaintrygowało i jednocześnie pocieszyło, że jednak nie był to stracony przeze mnie czas, to zakończenie, które jest niejednoznaczne, odzwierciedlające to, jak życie potrafi nas zaskoczyć, pokrzyżować nasze plany i z samego szczytu znieść nas znowu na samo dno.
__________________________________________


" Czasem nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak codzienne wybory, w naszych oczach mało znaczące, wpływają na całe nasze życie. Krusząc nadzieje. Niszcząc perspektywy. Zabijając naszego ducha"

Patryk Beniamin Grabiec
"Pędzle w kieliszku"
29 str. 
__________________________________________


Książka dotyka trudnego tematu i ukazuje człowieka, który stracił już wszystko, ale jednak los na krótką chwilę się do niego uśmiechnął. Ważny temat nie został moim zdaniem trafnie opisany, gdyż brakowało mi w powieści jakiegoś impulsu, który zmusiłby mnie do refleksji, odmienił moje życie, albo chociaż sprawił, że zapamiętam tę książkę na długo. Uważam, że autor nie opisał zbyt dobrze problemu alkoholowego i gdyby nie zakończenie żałowałabym, że w ogóle przeczytałam jego dzieło. Niezaprzeczalnie jest to powieść pouczająca, której celem jest ukazanie złudnego szczęścia oraz tego, w jaki sposób wykorzystać doznane w dzieciństwie rany, aby czynić dobro. Pomimo tego nie polecę tej książki z czystym sumieniem, gdyż moim zdaniem nie jest ona warta uwagi. Chyba że szukasz obecnie czegoś o alkoholizmie, ale poprowadzonego w lekki sposób. Chciałam, żeby ta książka mnie wzruszyła, wywarła niepowtarzalne wrażenie, jednak nic takiego nie odczułam. Pozostał jedynie niedosyt wrażeń spragnionego czytelnika.

AUTOR: Patryk Beniamin Grabiec
TYTUŁ: Pędzle w kieliszku
GATUNEK: powieść obyczajowa
WYDAWNICTWO: Novae Res 
ILOŚĆ STORN: 174
ROK WYDANIA: 2017
CENA: 24 zł (cena z okładki)
OCENA: 3/10
REKOMENDACJA:  słaba, niewarta przeczytania 


  






Zalety: 

- prosta, nieskomplikowana fabuła
- książkę przeczytasz szybko
- zakończenie
- historia pouczająca, z morałem


Wady:

- zbyt mało opisów i dialogów
- schematyczność
- mało trafne opisanie problemu alkoholowego
- obojętność wobec bohaterów
- zbyt powierzchowne opisanie postaci
- "gadanie o niczym"
- brak rozwinięcia aspektu psychologicznego alkoholizmu
- książka nie wywołała we mnie pożądanych emocji
- niedosyt po przeczytaniu książki
- przewidywalność


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae
Res. 
Fakt ten nie miał wpływu na moją recenzję.



środa, 5 lipca 2017

"Nie powiedziałam nic" Dorota Dyś [recenzja przedpremierowa]

Za oknem ciężkie, ciemne chmury, które zasłaniają całą moją niewielką radość życia, ale pomimo tego piszę w tym momencie, ulotnym momencie recenzję książki, która wdarła się do mojego życia niespodziewanie i wyrządziła wiele szkód, których naprawa potrwa latami. Chociaż wiem, że z biegiem czasu stracę ostatnią nadzieję na to, że kiedykolwiek uda mi się zaleczyć rany w sercu, jakie poprzez swoją książkę wyrządziła mi autorka. Zacznie padać — wiem to. Jak gdyby anioły płakały nad losami bohaterów, z którymi spędziłam
kilkadziesiąt ciężki dla mnie godzin. Godzin pełnych łez, bólu, niezrozumienia.

A zaczęło się niewinnie. Poznałam Klarę jako małą dziewczynkę, która po przeprowadzce do Warszawy, na obozie poznaję nowych przyjaciół. Dziewczynka jeszcze nie
wie ile w swoim życiu, będzie musiała podejmować ważnych decyzji, których konsekwencje odczuję nie tylko ona, ale również osoby, które są dla niej bardzo ważne, a które skrzywdzi, choć nie będzie tego świadoma. Na oczach czytelnika Klara dorasta, a wraz z nią jej przyjaciele. Wszystkie wydarzenia poznajemy z jej perspektywy. Pierwszy papieros, pierwszy narkotyk, pierwszą miłość, pierwsze decyzje, pierwsze rozczarowania, pierwszą stratę, pierwszą przyjaźń, pierwsze zauroczenie. Wszystko jest dla niej takie piękne, bo pierwsze. Klara żyje pełnią życia, jest spontaniczna, łapie momenty, zanim zdążą ulotnić się w powietrzu. Jednak wszystko ma swój czas, wszystko ma swój koniec i szczęście, które ją otacza, niespodziewanie ją opuszcza.

" Każdy moment jest dobry, nieważne, co chcesz powiedzieć. Każdy jest ważny, bo możliwe, że innego nie będzie albo nie będzie nam dane spędzać go razem"
Dorota Dyś
"Nie powiedziałam nic"
246 str. 

Czuję pustkę. Przed chwilą zakończyłam lekturę tej książki i dopiero próbuje się pozbierać. Nie
jest to, może dobry czas na pisanie recenzji. Być może to za szybko, być może powinnam poczekać, aż rany się zagoją, a emocje opadną. Lecz nie mogę czekać. Nie chcę, żeby cokolwiek mi umknęło. Dlatego zmusiłam się, bo podświadomie bardzo tego pragnęłam. Nie będzie to obiektywna recenzja. Będzie to recenzja przepełniona wieloma emocjami, które nadal we mnie buzują.

" (..) i te niebieskie ściany, które wtedy jeszcze nie wiedziały, ile smutnych wydarzeń będą musiały zobaczyć. "
"Nie powiedziałam nic"
Dorota Dyś
17 str. 

Gdy zaczęłam lekturę tej powieści, w ogóle mnie nie intrygowała. Nie odnalazłam w niej nic wartego uwagi. Myślałam, że będzie to kolejna historia o grupie przyjaciół, którzy razem przeżywają dobre i złe chwile, a między nimi jest kolorowo. Jednak ku mojemu zdziwieniu było zupełnie inaczej. Między nimi jest wiele napięć, negatywnych emocji, ale także wiele pięknych chwil. To wszystko czyni z nich postacie, które są bardzo ludzkie. Choć przyznaję, że wielokrotnie mówili oni takie mądrości życiowe, których młody człowiek nie miałby prawa znać. Przeszkadzało mi to na początku, jednak gdy już poznałam ostatecznie, do czego to wszystko zmierza, zrozumiałam zamysł autorki.

"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny, są one na kształt prochu zatlonego, co wystrzeliwszy gaśnie"
W. Szekspir
"Nie powiedziałam nic"
239 str. 

Nie ukrywam, że miałam co do tego tytułu od samego początku bardzo wysokie oczekiwania. Pragnęłam pozycji, która rozbudzi we mnie dawno pogrzebaną wrażliwość. Gdy już myślałam, że książka mnie zawiedzie, dostałam tyle przygnębiających wydarzeń, które nie tylko trwale obudziły moją wrażliwość, ale sprawiły, że nie mogę się pozbierać, nie mogę myśleć o niczym innym. W mojej głowie ciągle jest Klara, Konrad, Weronika, Aleks, Monika, Gruby, Robert. Tylko o nich jestem w stanie myśleć. Bo tak bardzo chcę, żeby to, co napisała w swojej książce Dorota
Dyś nie wydarzyło się naprawdę. Ta prawda mnie niszczy. Skoro ja odczuwam takie emocje, to jak radzi sobie autorka „Nie powiedziałam nic” skoro ona przeżyła to naprawdę? Jest to książka inspirowana jej życiem, choć nieco podkoloryzowana, o czym uprzedziła nas we wstępie książki. Nie wiem co myśleć. We mnie jest tyle emocji... Trudno cokolwiek napisać o tej książce, o jakiejkolwiek książce, skoro odczuwa się tyle niepożądanych emocji. Już dawno nie czytałam tak smutnych, bo prawdziwych słów, które ukazują świat w słodko — gorzkim wymiarze. Jest to trudna prawda. Są to trudne wydarzenia, które nie powinny się nigdy wydarzyć.

" - Zwyczajnie kocham Cię za mocno. Miłość też potrafi niszczyć i rani jak nic innego"
"Nie powiedziałam nic"
Dorota Dyś
124 str. 

Nie jestem miłośniczką wątków romantycznych, lecz opisana przez autorkę miłość, jest taką miłością, którą bardzo chciałabym przeżyć. Jest prawdziwa. Szczera. Oddana. Również jest bolesna. Bohaterowie dorastają, a miłość towarzyszy im przez całe nastoletnie życie. Jakie to szczęście, przeżyć tak cudowne chwile z osobą, która się kocha. Bo dorastanie jest najpiękniejszym, ale również najbardziej bolesnym, bo pełnym rozczarowań okresem w naszym życiu. I ta książka pokazuje miłość właśnie pod tym kątem. I to czyni ją wyjątkową.

"Nie potrafiłam patrzeć na to w ten sposób. Wiedziałam, że czas jest bezlitosny - prowadzi do zapomnienia, a potem, żeby go nie tracić, zaczynamy życie na nowo. Czas pozostawia nam tylko wspomnienia minionych chwil i wydarzeń, które się z tych chwil składały"
Dorota Dyś
"Nie powiedziałam nic"
264 str.

Wydarzenia, z którymi musiałam się zmierzyć, były ułożone w dobrze przemyślany sposób. Na początku życie Klary jest usłane różami. Dziewczynka jest radosnym dzieckiem, które prowadzi beztroskie życie. Wraz z nadejściem wieku dojrzewania wszystko powoli ulega zmianie. Coraz mniej w jej życiu radości. Powoli wkrada się smutek, który na końcu opada ciężko na jej życiu. Już nic nie jest takie samo. Mała plamka smutku zamienia się w olbrzymią czarną dziurę, z którą główna bohaterka będzie musiała sobie poradzić. Smutek narasta z każda przeczytaną stroną, z każdym słowem. A prawdziwie przygnębienie ujawnia się ku końcowi. Tytuł, który na początku nic dla mnie nie znaczył w finalnych wydarzeniach, nabrał swoje piękne, ukryte znaczenie. Myślę, że opisuje wiele sytuacji, nie tylko z życia Klary, ale również i z naszej codzienności. Bo ile to razy nie powiedzieliśmy nic ?
" W życia wędrówce, na połowie czasu, straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi, w głębi ciemnego znalazłem się lasu."
D. Alighieri 
"Nie powiedziałam nic"
209 str.

Bohaterowie „Nie powiedziałam nic” śnili mi się po nocach. Było to pierwsze tego typu doświadczenie w moim krótkim życiu. Już dawno nie zżyłam się z bohaterami książki tak bardzo. Była to toksyczna dla mnie relacja, ponieważ po jej przeczytaniu dzieją się ze mną dziwne rzeczy. Nie jestem w stanie żyć tak jak przedtem ze świadomością, że te wydarzenia miały miejsce. Tak jak dzisiejsze chmury, tak i ja płaczę nad tym, co wydarzyło się kilka lat temu. Gdyż sugeruję się wiekiem autorki i dochodzę do wniosku, że bohaterowie byli ode mnie tylko kilka lat starsi. To nie pomaga. Sprawia, że jeszcze bardziej boli.

"Obojętnie, co i jak zrobimy, którą droga pójdziemy, jakich wyborów dokonamy -  nasze życie będzie tylko zbiorem momentów"
Dorota Dyś
"Nie powiedziałam nic"

Myślę, że najlepszą rekomendacją dla przyszłych czytelników, będzie sam fakt, że nie potrafię racjonalnie i bez emocji wypowiedzieć się na temat tej książki. Musicie wiedzieć, że wywarła na mnie spore wrażenie. Zbyt dużo emocji towarzyszyło mi podczas czytania, jak i już po zakończeniu lektury. Nie mogłam oderwać się od tej historii, a podczas jej poznawania zapominałam o własnym życiu. Tak ważny był dla mnie los bohaterów. Jest to słodko - gorzka historia o życiu. Nie tylko o dorastaniu młodych ludzi, ale życiu w całym rozumieniu tego wyrazu. Jestem niezmiernie wdzięczna autorce za to, że odważyła się napisać tę książkę. Jej historia odegrała w moim życiu znaczącą rolę i nigdy o niej nie zapomnę. Będę do niej wracać latami i chłonąć cierpienia tych młodych ludzi. Bo tym się żywię. Bo choć smutne historie mnie przygnębiają, nie pozwalają normalnie żyć, to czym byłoby nasze życie bez tragedii?

 „Nie powiedziałam nic” jest książką o trudach dorastania, o tym, jak można przeżyć swoje życie w sposób piękny, niespotykany w dzisiejszych czasach. Jest to także historia o próbie wychwyceniu momentów, zarówno tych dobrych, jak i tych złych. Jest to w końcu opowieść przepełniona głębokim smutkiem, początkowo ukrytym, lecz w miarę zbliżania się końca niespotykanie przygnębiającym.

"Mój Boże, jakie wszystko jest dzisiaj dziwne. A wczoraj jeszcze żyło się zupełnie normalnie."

Lewis Carol "Alicja w Krainie Czarów"  

AUTOR: Dorota Dyś
TYTUŁ: Nie powiedziałam nic
GATUNEK: powieść obyczajowa
WYDAWNICTWO: Novae Res 
ILOŚĆ STORN: 299
MOJA OCENA: brak oceny 
ROK WYDANIA: 2017
DATA WYDANIA: dokładna data nieznana - recenzja przedpremierowa 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res.
Fakt ten, nie miał wpływu na powyższą  recenzję.

środa, 28 czerwca 2017

"Kroniki wiecznego królestwa" Artrur Danilczuk [ recenzja przedpremierowa ]

 Niezależnie od tego czy jesteś katolikiem, ateistą czy wyznajesz jakąkolwiek inną religię zapewne znasz historię biblijną opowiadającą wizję stworzenia świata przez Boga. Artur Danilczuk w swojej debiutanckiej książce pt. "Kroniki wiecznego królestwa" porusza tematykę stworzenia świata, lecz przedstawia ją w całkiem innej formie niż kiedykolwiek wcześniej. Pokazuję życie pierwszych ludzi i początkowe funkcjonowanie świata z całkiem innej niż dotąd perspektywy. Stanowiło to odważne posuniecie, jednak wizja świata, którą przedstawił Artur Danilczuk wzbudziła we mnie wiele emocji.

Akcja powieści toczy się 170 000 lat p.n.e. Są to czasy, w których Bóg dopiero stworzył świat i aby jego misja dobiegła końca, a nowo powstały świat trwał nienaruszony Bóg powołał do służby archaniołów i aniołów, którzy mają strzec boskiego planu i ochraniać pierwszych ludzi. W ich zadaniu będzie przeszkadzał im wróg wszelkiego porządku - Chaos. Jego głównym celem jest unicestwienie dopiero co powołanej do życia rasy ludzkiej, albowiem to właśnie człowiek zajmuje szczególne miejsce w boskim planuje. W walce ze złem modlitwa i błogosławieństwo jest potęgą równie skuteczną, a nawet bardziej niszczycielska niż miecz czy miotacz ognia.

Przyznam się, że podjęłam się recenzji tej książki z pewną obawą i niemałym ryzykiem. Nie wiedziałam czego się spodziewać, gdyż opis z okładki, którego tu nie zamieściłam, niewiele mi mówił. Cieszył mnie jednak fakt, że książka pochodzi z gatunku fantasy oraz to, że akcja powieści rozgrywa się w bardzo dalekiej przeszłości. Nie miała co do tej pozycji żadnych oczekiwań, jedynie wiele obaw, które na szczęście nie miały swojego odzwierciedlenia w rzeczywistości.

"Nie giń dzisiaj, byś mógł walczyć jutro"
"Kroniki wiecznego królestwa"
Artur Danilczuk 
131 str 

"Kroniki wiecznego królestwa" zaskoczyły mnie już na samym początku. Nie była to zwykła opowieść o stworzeniu świata, którą autor trochę zmienił. Było to całkiem inne spojrzenie na tą część historii ludzkości. Cieszył mnie fakt, iż swoje miejsce w akcji utworu znalazł Adam wraz z  Ewa i choć w późniejszej książce nie było o nich mowy, to ten wątek jak najbardziej mi się spodobał. Zwłaszcza kuszenie przez węża. Choć nie zmieniono w historii Adama i Ewy zbyt wiele to autor poświęcił im należyty czas i nieco poszerzył opis ich życia. Dzięki temu stali się oni bardziej ludzcy.

Największym jednak zaskoczeniem były dla mnie elementy pochodzące z gatunku science fiction. Nie było o nich mowy w opisie książki. Jako, że jestem osobą, która niestety nie przepada za książkami i filmami z tego gatunku na początku byłam rozczarowana, bo obawiałam się, że lektura tej książki będzie mi się niemiłosiernie dłużyć. I po części tak było. Nudziły mnie opisy sytuacji jakie miały miejsce na statku kosmicznym. Po rewelacyjnym pierwszym rozdziale książki nadszedł czas na zwolnienie akcji i na bardzo długie opisy radzenia sobie załogi w kosmicznym statku widmo. Pewna jestem, że wynika to z mojego uprzedzenia co do wszelkiego rodzaju motywów sci-fi, więc zdaje sobie sprawę, że te odczucia są całkowicie subiektywne.

Już sam fakt obecności w powieści aniołów i archaniołów był dla mnie dość nowatorski. Nie miałam jeszcze okazji czytać książki, która wprowadzałaby ten motyw. Byłam tym pozytywnie zaskoczona i zdałam sobie sprawę z tego, że w przyszłości będę chciała przeczytać podobnych książek więcej. Uważam, że "Kroniki wiecznego królestwa" były dla mnie świetnym wprowadzeniem do tematyki jakiej są aniołowie i archaniołowie.

Istnieje jedna bardzo ważny i uderzający mankament tej książki. Mianowicie postacie jakie zaprezentował nam Artur Danilczuk są bardzo powierzchownie i płytko opisane. Przez ten fakt czytelnik nie może nawet spamiętać wszystkich imion i cech bohaterów, a co dopiero się z nimi identyfikować czy zwyczajnie zżyć.  Przez cały czas nie wiedziałam kto jest kim, kto powinien być głównym bohaterem. Wydaje mi się, że po prostu głównego bohatera w tej książce nie było. Choć na pierwszy plan przy końcu powieści wysunął się Gabriel. Niestety los bohaterów był mi obojętni, gdyż nie wzbudzali we mnie żadnych uczuć. Oprócz Lucyfera, którego obecność nie była podkreślona w późniejszym stadium fabuły.

Warto napisać też o odwiecznej walce dobra ze złem, która jest prowadzona również w tej książce. To co zasługuje na pochwałę, to fakt, że autor potrafił zaskoczyć czytelnika i sprawić, że to co z pozoru dobre nie musiało wcale takie być. Dostarczyło mi to wiele emocji i sprawiało, że momentami nie mogłam oderwać się od książki, gdyż chciałam wiedzieć jak zakończy się wojna między Chaosem a Bogiem, między archaniołami a emisariuszami.

Musze jeszcze wspomnieć o stylu pisania autora, który wywarł na mnie duże wrażenie. Jak na debiutanta dysponuje on nie małym warsztatem pisarskim. Sprawiał, że książkę pomimo mojej niechęci czytało się sprawnie i w miarę ciekawie. Widać, że zna się na powieściach sci-fi, gdyż opisy zawarte w książce były bardzo wiarygodne. Nie mogę doczekać się kolejnej powieści tego autora i radzę Wam, abyście również mieli nazwisko tego pisarza na uwadze.

"Kroniki wiecznego królestwa" były dla mnie czymś zupełnie nowym, odkrywczym i dla wielu czytelników również ta książka będzie stanowiła wprowadzenie do zupełnie nowego spojrzenia na wydarzenia biblijne. Autor zgrabnie połączył ze sobą wydarzenia jakie miały miejsce podczas stworzenia świata z elementami science fiction i  ze swoją własną wizją, którą chciał przedstawić. Pozytywnie oceniam debiut, gdy jest to jeden z najlepszych jakie ostatnio czytałam. Warto zwrócić na tą książkę uwagę zwłaszcza ze względu na fabułę jak i na styl pisania, który jest na bardzo wysokim poziomie.  Czekam niecierpliwie na kolejną powieść Artura Danilczuka, a Was zachęcam do przeczytania książki.

AUTOR: Artur Danilczuk
TYTUŁ: Kroniki Wiecznego Królestwa
GATUNEK: fantasy, fantastyka, science fiction
WYDAWNICTWO: Novae Res
ILOŚĆ STRON: 300
CENA: 32 zł
PREMIERA: 03.07.2017 
MOJA OCENA: 8/10
REKOMENDACJA: Bardo dobra 




Wady:
- dużo opisów walk
- płytko. powierzchownie opisani bohaterowie
- opisy scen sci-fi (wydarzenia na statku kosmicznym)
- obojętność wobec losów bohaterów


Zalety
 - daleka przeszłość
- powieść nowatorska (oryginalna fabuła)
- nowe spojrzenie na wydarzenia biblijne (początek świata) 
- aniołowie i archaniołowie 
- walka dobra ze złem
- warsztat pisarski autora



Polecam!
Martwy Kruk

czwartek, 22 czerwca 2017

Hobbit: Niezwykła podróż - reż. Peter Jackson


Swego czasu Hobbit był jednym z najbardziej oczekiwanych filmów nie tylko przez fanów prozy Tolkiena. Jak wielu z Was zapewne wie, Hobbit: Niezwykła podróż jest pierwszą z trzech ekranizacji dzieła, które poprzedza wydarzenia zawarte we Władcach Pierścieni. Pamiętam jak dziś kolejki do kin, niekończące się kolejki. Ludzie mieli tylko jeden cel: ponownie wybrać się w podróż do Śródziemia. Po latach film możemy zobaczyć w telewizji, a że stacja TVN postanowiła wyemitować w pierwszej kolejności ekranizację Hobbita, a następnie Władców Pierścieni postanowiłam nadrobić zaległości i zrecenzować dla Was wszystkie części, choć obejrzałam je już wielokrotnie i znam je niemal na pamięć. 

Wiele lat temu krasnoludy utraciły swoją ojczyznę w Samotnej Górze. Ziemie te brutalnie odebrał im potężny smok, który zniszczył nie tylko dobytek, ale i odebrał życie wielu krasnoludom.  Po latach trzynastu krasnoludów wyrusza na wyprawę, której celem jest odzyskanie dawnego domu. Pomaga im w tym czarodziej Gandalf i spokojny, prowadzący poukładane życie hobbit Bilbo Baggins. Niziołek wbrew wszystkiemu zostaje wciągnięty w niebezpieczną wyprawę i zdaję sobie sprawę, że życie to nie tylko książki i mapy, że świat stoi przed nim otworem, wystarczy tylko po niego sięgnąć

Wielu fanów Władców Pierścieni obawiało się tego, jak finalnie wypadnie Hobbit. Wiązano z tym filmem duże obawy i nadzieję. Obawiano się, że nie zostanie ukazany dawny klimat Śródziemia, jednak w końcu reżyserią zajmował się ten sam człowiek czyli Peter Jackson i wypadałoby zaufać mu w kwestii wykreowania poprzedzających wydarzeń z Władców Pierścieni. Jak faktycznie to wyglądało i czy Jackson podołał? 


Głównym bohaterem ma być w założeniu Bilbo Bagins - w końcu hobbit jest tytułem zarówno filmu jak i książki. W początkowej fabule można by powiedzieć, że nie odgrywa on zbytniej roli. Zostaje przyćmiony przez tak wielkie osobliwości jak Gandlaf czy Thorin. Z pewnością jest to zamierzony zabieg, ale ... no właśnie jest jakieś ale... Jeżeli chodzi o mnie przez cały film interesowały mnie jedynie losy Thorina, gdyż jest on dla mnie najbardziej wartościową postacią w tym filmie. Uważam, że odegrał on olbrzymią rolę w kreacji krasnoludów we Śródziemiu i jestem pewna, że gdyby ta kraina istniała naprawdę, Thorin byłby jedną z tych postaci o których nigdy się nie zapomina. Aktor, który go gra jest dobrany idealnie i nie wyobrażam sobie nikogo innego na jego miejscu. Od wykreowanej przez niego postaci aż bije duma, poświęcenie, żal po utracie swoich kompanów i ojczyzny. Oddał on trudną przeszłość z jaką Thorin musiał się zmierzyć, jak i skomplikowany i trudny charakter Thorina, który początkowo wydaje nam się być egoistą, jednak odnajdujemy  w nim dużo aspektów dobra.  Dla mnie stanowi niepowtarzalną ozdobę dla całej fabuły Hobbita. Za każdym razem, gdy widzę go na szklanym ekranie wypływa ze mnie ogromny szacunek, którego nigdy jeszcze do nikogo nie poczułam. Szczerze powiedziawszy, gdyby nie postać Thorina sama nie wiem czy miałabym chęć po raz kolejny obejrzeć Hobbita, gdyż poza nim inne postacie wypadają w moim mniemaniu bardzo słabo nawet aktor, który gra Bilbo Bagginsa. 

Zdaje sobie sprawę z tego, że bardzo dużo widzów podziwia to w
jaki sposób Martin Freeman wykreował swoją postać. Niestety ja nie jestem aż tak bardzo zachwycona Freemanem. Rozumiem, że postać Bilbo miała wprowadzać elementy komizmu, lecz ja czegoś takiego po prostu nie popieram. Zresztą w Hobbicie niestety dużo jest scen, które próbują wprowadzić w całość pewnego rodzaju humor, który niestety mnie nie odpowiada. Być może to dlatego tak bardzo polubiłam Thorina, gdyż on jako jedyny wydaje mi się być zdystansowany, oddany swojej misji i nie ma u niego miejsca na jakiekolwiek żarty, gdyż swoje zadanie traktuje z należytą powagą. Pozostałym krasnoludom tego brakuje. Nawet w postaci Gandalfa odnalazłam pewne próby wzbudzenia uśmiechu u widza. Niestety, nie ze mną te numery. Ten zabieg czyni Hobbita gorszym od Władców Pierścieniu - według mojego spostrzegania. 

Natomiast zaletą pozostałych krasnoludów jest z pewnością ich różnorodność, gdyż różnią się od siebie nie tylko wyglądem, ale również poglądami, stylem bycia. Wszyscy są natomiast bardzo odważni. Cieszy mnie to, że reżyser w taki sposób wykreował te postacie, gdyż dzięki temu możemy zapamiętać każdego z osobna, zżyć się z każdym z nich i opłakiwać ich ewentualną śmierć. Moim mankamentem jest fakt iż nadal nie przeczytałam ani Hobbita ani Władców Pierścieni, więc nie mam porównania i tym samym nie mogę opisać wam różnic pomiędzy książką a filmem, gdyż papierowej wersji jeszcze nie znam. Musicie mi to póki co wybaczyć, ale gdy już przeczyta obie z wymienionych powyżej książek z pewnością podzielę się z Wami moimi co do nich odczuciami. 

Każdy kto obejrzał chociaż raz Hobbita wie, że w jego wnętrzu znajdują się przepiękne krajobrazy zapierające dech w piersiach. Chciałoby się na nie tak patrzeć i patrzeć i choć wyobrazić, że one naprawdę istnieją. Kraina elfów, sama kopalnia krasnoludów zasługują na olbrzymią pochwałę, gdyż jest to nietuzinkowe widowisko i każdy fan światów nierzeczywistych powinien na własne oczy zobaczyć piękno jakim raczy nas Peter Jackson i inni twórcy tego filmu.

Ponadto muzyka! Muzyka, która wywołuje we mnie ciarki i łzy. Nie znam słów żeby oddać jej piękno tak jak nie oddam i nie opisze Wam piękna tych wszystkich krajobrazów. Najbardziej podoba mi się wykonanie pieśni przez krasnoludów w chatce Bilbo Bagginsa. Sami posłuchajcie: 



Napisanie recenzji tego filmu stanowiło dla mnie dużą trudność, ponieważ nie potrafię oddać tego co tak naprawdę mnie w nim zachwyca - nawet tego nie chcę, ponieważ jest to moje prywatne piękno nie dostępne dla każdego. 

Zarówno Hobbit jak i Władcy Pierścieni mają w sobie coś czego inne filmy z tego gatunku nie mają, dlatego zostaną one w pamięci widzów na bardzo długo. Nie wątpię również w to, że kolejne pokolenia będą się tymi dziełami zachwycać - i tak wciąż na nowo. 

TYTUŁ: Hobbit: Niezwykła podróż
TYTUŁ ORYGINALNY: The Hobbit: Unexpected Journey
REŻYSERIA: Peter Jackson 
GATUNEK: fantasy, przygodowy
PRODUKCJA: Nowa Zelandia, USA
PREMIERA: listopad/grudzień 2012 rok  
OBSADA:
Martin Freeman 
Ian McKellen
Richard Armitage 
i inni 
NA PODSTAWIE KSIĄŻKI: J.R.R Tolkien "Hobbit, czyli tam i z powrotem"
OCENA: 9/10
REKOMENDACJA: Rewelacyjny 




piątek, 16 czerwca 2017

Bronisław Lemur "Bestia" - recenzja przedpremierowa -

  Bestia najczęściej kojarzy nam się z upiorami z horrorów, czy też z bajek, które rodzicie czytali bądź opowiadali nam kiedy byliśmy jeszcze dziećmi. Wtedy to wiele rzeczy i zjawisk przybierało postać potwora. Gdy dorośliśmy zniknął ślad po dawnych bestiach lecz pojawiły się nowe, jeszcze bardziej straszniejsze i przerażające niż te, których obawialiśmy się w dzieciństwie.

   Bolesław Lemur ma swoją własną wizję bestii, którą odważył się przedstawić w książce, której recenzję przeczytacie dzisiaj. Podstawowym pytaniem, które widnieje nawet na odwrocie książki jest wątpliwość lęku dotyczącego mroku wokół nas czy w samym środku naszej duszy. Uważam, że to prosto sformułowane pytanie idealnie pasuje do przedstawionej nam przez autora fabuły. I co ważniejsze zachęca do sięgnięcia po zaproponowaną nam przez autora wizję świata, który zawiera w sobie opis rzeczywistości przeplatającej się z elementami świata fantastycznego. 


O czym jest książka? Krótkie przybliżenie fabuły. 

   Główny bohater, którego imię początkowo zostaje nam nie znane, przeżył wypadek po którym wybudził się ze śpiączki. Problem polega głównie na tym, że nie pamięta nic ze swojej przeszłości, a mało tego nie wie nawet kim jest.  Z całych sił próbuje przypomnieć sobie w jaki sposób doszło do wypadku. W ten sposób chcę odzyskać swoją tożsamość i cenne dla niego wspomnienia.  Gdy udaje mi się odzyskać część wspomnień okazują się być bardziej bolesne niż bohater mógł się spodziewać.  Pogrąża się w mroku, co ostatecznie popycha go ku tajemniczym siłą Polanki, gdzie czeka na niego Bestia. Główny bohater ma nadzieje, że dzięki jego pomocy odzyska tam ważne dla niego poprzednie życie. Okazuje się, że podróż w nieznane sprawia, że nic nie jest już takie jakie być powinno. 

  Co prawda opis z tyłu książki, którą dostałam jest nieco inny, ale nie lubię cytować słowo w słowo. Pomimo tego muszę przyznać, że do podjęcia się tej lektury najbardziej zachęciła mnie właśnie fabuła, którą po premierze, będziecie mogli przeczytać z tyłu okładki "Bestii". Historie z odzyskiwaniem pamięci i z grzebaniem w przeszłości zawsze mnie bardzo intrygowały. Jest to pierwsza tego typu książka jaką czytam od dawna, gdyż nie robiłam tego od wielu, wielu lat. Jak wypadł mój powrót do historii o podobnej fabule? I czy byłam zadowolona? 

   Przed każdym rozdziałem znajduje się krótkie wiersze. Niestety nie wiem czy były one napisane przez Bronisława Lemura czy też po prostu pełniły one funkcję cytatów, które miały nas intrygować i które zostały zapożyczone z innych dzieł. Rozpoznałam jeden cytat, który pochodził z piosenki, którą bardzo sobie cenie. Mam nadzieję, że w finalnej wersji tej książki zostanie to poprawione. Nie jest to duża wada, ale należy pamiętać, że diabeł tkwi szczegółach, a że ja zwracam na nie uwagę i jestem bardzo ciekawska, dlatego też zwróciłam na to uwagę. Pomimo tego przyznam, że lubię takie wprowadzenia do rozdziałów, gdyż zawsze zastanawiam się co autor miał na myśli dodając dany cytat. Wzbudza to z pewnością ciekawość i zmuszą do wracania do danej sentencji po skończeniu poszczególnego rozdziału.

Co nieco o głównym bohaterze. 

Główny bohater zyskał moją sympatię na początku książki, gdyż w dużym stopniu przypominał mi moje codzienne zachowania. Bohater, którego imienia na początku nie znamy stroni od ludzi, ma psa Burka, który też odgrywa swoją rolę, co prawda nie dużą, lecz jego obecność jest zaznaczana. Oprócz tego mężczyzna jest zagubiony w zaistniałej sytuacji, jest biedny, ledwo wiąże koniec z końcem. Ponadto ludzie uważają go za niepełnosprawnego umysłowo, dlatego pracuje jako stróż nocny, gdyż ma przyznany stopień niepełnosprawności. Jest samotnikiem, który pod wpływu swojej bezradności i ciekawości natrafia na Bestię, która daje mu nadzieję na lepsze życie. Główny bohater uważa siebie za istotę wyższą od innych, sam nazywa siebie wybrańcem, bo jest posłannikiem ważnej misji wyznaczonej mu przez Polankę i Bestię. Polubiłam go na początku opowieści, lecz w kolejnej części książki zaczął mnie irytować, a potem znowu uległo to pozytywnej zmianie. Osobiście oceniam go jako postać pozytywną, choć bardzo zagubioną. Nie ma się co dziwić, w końcu utrata pamięci może zmienić człowieka i przyprawić go o niechęć do wszystkiego, więc jestem w stanie go zrozumieć i jego zachowania po części również. 

Monolog... Czy to źle?

   W książce bardzo mało jest dialogów. Nazwałabym ją raczej monologiem głównego bohatera, który o dziwo czytało mi się w miarę przyjemnie. Jeżeli powieść pisana jest w ten sposób to zazwyczaj mnie ona nudzi i irytuje, jednak w tym przypadku było nieco inaczej. Większość myśli i rozterek bohatera poznawałam z rosnącą przyjemnością. Oczywiście zdarzały się momenty, które omijałam, gdyż miałam wrażenie, że autor piszę jedno i to samo, ale były to naprawdę rzadkie chwile i niewielkie fragmenty. W połowie książki mieliśmy szansę poznać wydarzenia z dwóch perspektyw, gdyż mamy szansę zapoznania się z punktem widzenia niejakiego Dozorcy. Takie zabiegi ze strony pisarzy zawsze sobie cenie. W tym przypadku przerwało to pewnego rodzaju rutynę i dzięki temu czytelnik mógł się cieszyć z poznania wydarzeń z dwóch, moim zdaniem ciekawych perspektyw. Ze strony autora było to bardzo dobre zagranie, które wprowadziło świeżość do tej książki. 

Nuda? Irytacja? Chęć zaprzestania czytania? 
Nie w tej książce!

  Akcja książki początkowo wydaje się balansować w równo wyważonym tempie jednak od jej połowy przyśpiesza. Nie oznacza to, że na pierwszych stronach tej powieści wkradnie nam się monotonia, bo w tej książce nie ma na to miejsca. Ani razu nie miałam ochoty na odłożenie tej książki, ani razu nie miałam jej dosyć. Ba! Z ciekawością śledziłam kolejne perypetie i wydarzenia w życiu głównego bohatera. Realności opisywanych wydarzeń dodaje czas teraźniejszy, a ciekawości podróże w czasie, których ku mojemu rozczarowaniu jest niewiele, gdyż lubię motywy cofania się w czasie. Patrząc oczami czytelników uważam, że zbyt wiele tego typu wydarzeń mogłoby zepsuć całość i sprawić, że skupilibyśmy się jedynie na tym aspekcie do czego (wydaje mi się)  autor nie chciał dopuścić. 

Kim jesteś, Marto? 

  Nie wspomniałam jeszcze o Marcie - tajemniczej narzeczonej, której bohater z pewnych względów nie darzy sympatią. Jest ona ważną postacią w tej książce, która nadaję całości rozpędu. Były momenty, w których uważałam, że jej życie zasługuje na osobną książkę, choć początkowo czytelnik nie zważa na nią zbytniej uwagi. Ogólniej rzecz biorąc bardzo mało w tej książce jest różnorodności postaci. Może to i dobrze,  bo czytelnik się przynajmniej nie gubi. Sama nie wiem czy uznać to za wadę czy też zaletę. Zostawiam to waszej ocenie. 

A co ze stylem pisania? 

   Styl pisania autora uważam za przyzwoity. Nie jest on szczególnie piękny, ale uważam, ze taki miał właśnie być. W końcu poznajemy tok wydarzeń z perspektyw bohaterów, które mają być ludźmi z krwi i kości. Często używany jest język potoczny co nadaję naturalności tej pozycji. Nie podobało mi się jedynie to, w jaki sposób Bestia przemawiała, gdyż powinna to robić bardziej dostojnie, ale oprócz tego wszystko mi się zgadzało. 

 Kim tak naprawdę jesteś, bohaterze?

   Największą ciekawość wzbudzało we mnie to, w jaki sposób Bolesław Lemur opiszę proces odzyskiwania pamięci przez głównego bohatera i muszę Wam powiedzieć, że wyszło mu to całkiem dobrze. Początkowo zarówno główny bohater jak i czytelnik byli zagubieni we wspomnieniach, jednak pod koniec książki jak i w jej trakcie wszystko zgrabnie się ze sobą łączy i bywają też chwile, w których czytelnik jest zdumiony tym, ze sam tego nie odkrył. 

Zbrodnia. I kara? 

  W powieści poruszono również motyw zbrodni.  Niestety nie zostało temu poświęcone zbyt dużo stron, gdyż narrator sam mówi, że nie chcę nas tym zadręczać. Szkoda, bo byłam ciekawa jak autor poradzi sobie z opisami zbrodni i tym co po niej następuje, jednak nie ma w tej książce na to miejsca. 

Czy to aby na pewno jest rzeczywiste?


   Jako, że jest to po części historia fantastyczna to pojawiają się w opowieści zwidy, postacie nierzeczywiste, momentami groza i przeszłość, która tak naprawdę nie istnieje.  Odbieram to jako plus całości, gdyż jestem fanką wszelkiego przerażania, strachu i tego co dziwne i niewytłumaczalne. Nie spodziewałam się po opisie, że książka pójdzie właśnie w tym kierunku i było to dla mnie duże, choć oczywiście pozytywne zaskoczenie. 

A ja już wiem, co stać się ma. 


    Musze wspomnieć też o tym, że gdy poświęcamy książce maksimum uwagi i czytamy ją z dużym zrozumieniem to możemy spodziewać się co nastąpi na kolejnej stronie. To sprawia, że historia momentami była dla mnie niestety przewidywalna, ale uważam, że nie dla wszystkich dalsze wydarzenia będą tak oczywiste jak dla mnie. Mam to niestety do siebie, że potrafię przewidzieć czy to w książce czy to w filmie co nastąpi. Jednak w tym przypadku zupełnie jakoś mi to nie przeszkadzało, gdyż byłam zadowolona z późniejszych konsekwencji działań poszczególnych postaci. Te przeczucia pojawiły się we mnie dopiero pod koniec książki. Na początku tej historii wszystko było mi nieznane i nie potrafiłam przewidzieć dalszych kolei losów bohatera. 

PODSUMOWANIE

   Autor nie zostawia w swojej powieści cienia wątpliwości, gdyż wszystko co początkowo wydawało nam się być wielką nieznaną zostaje wyjaśnione w finale opowieści. Są czytelnicy, którzy lubią znać wszystkie przyczyny i skutki wydarzeń, a są tez tacy, którzy lubią zostawać z pewnym niedosytem po przeczytaniu danej książki. 
  Ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolona z lektury "Bestii", gdyż było to coś dla mnie nowego. Bardzo podobało mi się połączenia świata rzeczywistego z fantastycznym, choć zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy przepada za takim zabiegiem. Jestem usatysfakcjonowana z przeczytanej lektury i mam nadzieję, ze zapamiętam ją na długo. Czytało mi się ją szybko  i przyjemnie, a tego właśnie teraz potrzebowałam. Czas, który przy niej spędziłam nie był czasem straconym, a to wydaje mi się jest jedną z tych lepszych rekomendacji jaką czytelnik może dać czytelnikowi. 


 AUTOR: Bronisław Lemur
TYTUŁ: Bestia
LICZBA STRON: 282
GATUNEK: thriller, fantastyka
PREMIERA: ??.??.2017
MOJA OCENA:  8/10
REKOMENDACJA:  BARDZO DOBRA




PLUSY:
- połączenie świata rzeczywistego z fantastycznym
- poznanie wydarzeń z dwóch perspektyw
- nietuzinkowa fabuła
- opis procesu  odzyskiwania pamięci
- cytaty przed każdym rozdziałem
- szybkość czytania
- stały rozwój akcji 
- groza, postacie przerażające, zwidy,
- podróże w czasie
- brak monotonii, nudy
- postać Marty
- wyjaśnienie wszystkich poruszonych w książce wydarzeń 

MINUSY
- momentami przewidywalna
- mało dialogów, monolog
- język potoczny w wypowiedziach Bestii
- opis zbrodni ( a raczej jego brak) 

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu Novae Res
 Fakt ten nie miał wpływu na moją recenzję.



MARTWY KRUK POLECA!

BRONISŁAW LEMUR
"BESTIA"