Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biografia/autobiografia/pamiętnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biografia/autobiografia/pamiętnik. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 lipca 2015

Christine F. "My, dzieci z dworca ZOO"


AUTOR: Christiane Felscherinow
TYTUŁ: My, dzieci z dworca ZOO
ORYGINALNY TYTUŁ: Wir Kinder Vom Bahnhof ZOO
WYDAWNICTWO: Iskry 
ROK WYDANIA: 2011
ILOŚĆ STORN: 244
GATUNEK: biografia/autobiografia/wspomnienia
CENA: ok. 29.90 zł 

"My, dzieci z dworca ZOO" to książka, której celem jest pokazanie w jak dużym stopniu narkotyki opanowały życie młodzieży w latach 70/80 -siątych. Jak wielu młodych ludzi, dzieci w tych właśnie czasach przedawkowało. Narkomania zwykle zaczyna się od miękkich narkotyków czyli popalanie haszyszu czasami wciągnięcie heroiny. Problem zaczyna się robić wtedy, gdy już ta pierwsza odmiana narkotyków nie wystarcza, a do akcji wchodzi prawdziwa  heroina stosowana dożylnie. Tak było w przypadku Christine F. która w wieku 13 lat po raz pierwszy sięgnęła po heroinę i całkowicie zanurzyła się w objęcia narkomanii. 

 "My dzieci z dworca ZOO" stanowią zapiski 15-letniej wówczas Christine, która opisuje w nich swoja przygodę z narkotykami. Poznajemy ją jako nie tylko narkomankę, ale przede wszystkim młodą, wrażliwą i zagubioną dziewczynkę, która ucieczkę znalazłam właśnie w najgorszy z istniejących sposobów. Musiała patrzeć jak jej przyjaciele staczają się, ale pomimo tego nadal brała. Opowieść Christine to historia napisana przez życie w wielu momentach tragiczna, a przede wszystkim budząca wiele emocji wśród czytelników na całym świecie. Książka swego czasu poruszyła miliony ludzi. Była to pierwsza tak odważna relacja narkomanki na temat ciemnej strony nałogu jakim jest narkomania. Historia Christine stała się na tyle popularna, że postanowiono na podstawie jej wspomnień nakręcić równie głośny film, którego celem miała być wizualizacja życia młodych narkomanów.

"My, dzieci z dworca ZOO" nie jest pierwszą książką o narkomanach  jaką przeczytałam w moim życiu. Natomiast z czystym sumieniem mogę stwierdzić, ze jest to pierwsza książka o narkomanii do której podeszłam poważnie, bardzo emocjonalnie i która wyryła trwały ślad w mojej psychice. Dużą rolę odgrywa tutaj sam fakt, że wszystkie postacie, które występują w książce to przecież ludzi z krwi i kości. Zrozumieć narkomanów jest niezwykle trudno. Ludzie, którzy nigdy nie odczuli smutku ani bólu istnienia nigdy tego nie zrozumieją. Wyobraź sobie, że za wszelką cenę chcesz zniknąć z tego świata. Że rzeczywistość tak bardzo boli, a przecież nikt z nas nie zna leku ani choćby placebo na tego typu ból. Dlatego jednym jedynym wyjściem wydaja się być narkotyki, które powodują, że choć przez te kilka godzin jest się w innym lepszym świecie. Niestety powrót do rzeczywistości po ich zażyciu jest jeszcze trudniejszy i za każdym razem ta trudność zdaje się rosnąć. Wtedy dopiero pojawia się problem.. 

Nie pragnę tutaj usprawiedliwiać narkomanów, jednak chciałabym aby zniknęło przekonanie o tym, że narkomanii to jedynie istnienia, które są zbyt słabe aby zmierzyć się z rzeczywistością i z problemami, które dla wielu z Was wydaja się być do przeskoczenia. Gdzieś kiedyś spotkałam się ze stwierdzeniem, że narkomanii to bardzo wrażliwi ludzie, których boli rzeczywistość. I wydaje mi się, że to stwierdzenie jest jak najbardziej trafne, zwłaszcza po  przeczytaniu wspomnień Christine F., a w szczególności ostatniego akapitu, który kończy całe jej dzieło. Muszę Wam się przyznać do tego, że po jego przeczytaniu rozpłakałam się jak małe dziecko, ponieważ zrozumiałam prawdziwą przyczynę narkomanii, która wydaje się być niewyleczalna, nie do pokonania. 

Odeszłam nieco od tematu samej książki od jej treści i formy, ale na swoje usprawiedliwienie napisze, że od jakiegoś czasu bardzo interesuję się narkomanią i narkomanami. I to pewnie stanowi główny powód mojego emocjonalnego podejścia do tej pozycji, oraz do trudności ze sklejeniem sensownych słów, które miałyby się znaleźć w tej recenzji.  Dlatego proszę Was o wybaczenie mi, ponieważ mam mętlik w głowie, nie wiem co mam Wam napisać. Ta historia jest tak porażająco smuta, tak przygnębiająca, ze na samo jej wspomnienie chciałabym się zapaść pod ziemie i nigdy nie wiedzieć o tym, że istniał kiedyś taki problem z którym ani rodzice, ani policja ani ktokolwiek inny nie mógł sobie poradzić. Możemy zrzucać winę na każdego, ale w tej historii nie ma winnego. Winny jest świat i rzeczywistość w jakiej każdy młody człowiek musi żyć. 

Wracając już do samej książki, styl pisania w jakim utrzymana jest książka jest prosty, bowiem jest to opowieść 15-letniej dziewczyny. Dzięki temu całość czyta się w bardzo szybkim tempie tym bardziej jeżeli kogoś interesuje ta tematyka. Książkę wzbogacają ilustracje, a właściwie to zdjęcia pochodzące z prywatnych zbiorów i przedstawiające ówczesnych młodych narkomanów. To wszystko sprawia, że "My, dzieci z dworca ZOO" stanowi książkę jedyną w swoim rodzaju, oraz jest jednym z najbardziej wstrząsających dokumentów o narkomanii jakie możecie spotkać na rynku. 

Cieszę się, że to właśnie w liceum poznałam tą pozycję. Próbowałam w trzeciej klasie gimnazjum, ale coś mi nie szło i odłożyłam ją na potem. Teraz tego nie żałuję. Byłam dojrzalsza, miałam więcej empatii, której tutaj potrzeba. Nie bałam się współczuć i płakać nad tymi wszystkimi młodymi ludźmi, choć było to stosunkowo dawno temu. To co teraz napiszę, może wzbudzić kontrowersję, ale chciałabym umrzeć z przedawkowania. Od dawna bardzo ciągnie mnie do używek, do narkotyków i czytając o historii Christine bardzo zazdrościłam jej życia i doświadczeń jakie ona zdążyła posiąść pomimo tak młodego wieku. Czasami żałuję, że nie jestem nią. Mam tendencje do wielbienia tragicznych postaci i nie ukrywam, ze chciałabym zostać zapamiętana jako właśnie taka osoba. Dlatego też, "My dzieci z dworca ZOO", pomimo swojego pesymistycznego wydźwięku stanowiło dla mnie zachęta do spróbowania w przyszłości twardych narkotyków. Czy książka miała sama w sobie taki właśnie cel, a może to zależy od osoby, która ją czyta? Wydaje mi się, że drugie z twierdzeń jest o wiele bardziej trafne. 

Recenzja dostępna również na: 

środa, 24 czerwca 2015

Łukasz Skibiński "Trzy Czwarte" czyli o zmaganiach z Cieniem Ojca


AUTOR: Łukasz Skibiński
TYTUŁ: Trzy Czwarte
WYDAWNICTWO: Novae Res
ROK WYDANIA: 2015
ILOŚĆ STRON: 79
GATUNEK: Wspomnienia, Biografia, Autobiografia, Pamiętnik
CENA: 23 zł 

"Życie jest zbyt krótkie i przypomina kiepską próbę generalną, która kończy się w najmniej oczekiwanym momencie, jakby wystarczyło przećwiczyć na scenie tylko kilka aktów"

- Łukasz Skibiński-
"Trzy Czwarte"
43 str 

Przeszłość każdego z nas posiada dobre i złe momenty. Wydarzenia, do których za wszelką cenę chcielibyśmy powrócić i takie o których pragniemy zapomnieć. Warto jednak pamiętać, że przeszłość to przecież tylko przeszłość, której nikt z nas nie jest w stanie zmienić. Zbyt częste powracanie do niej powoduję, że zaczynamy niedoceniań tego co mamy teraz. Dlatego tak ważne jest domknięcie wszystkich klamek i załatanie wszystkich dziur przeszłości.  Można to zrobić w ciszy, nikomu nic nie mówiąc. Ale można również tak jak Łukasz Skibiński napisać książkę o przeszłości, która nie daje mu szansy na udane życie w czasach teraźniejszych. To właśnie książce pt. 'Trzy Czwarte" będzie poświęcona moja dzisiejsza recenzja. 

Opowieść zawarta w książce pt. "Trzy Czwarte" stanowi próbę zmierzenia się Łukasza Skibińskiego z wizerunkiem despotycznego ojca. Obraz ten zdominował całe życie głównego bohatera. Czytelnik poznaje jego losy, podróżuje wraz z nim po niestabilnych ścieżkach ludzkiej psychiki. Zagłębia w metaforyczne sny i staje w konfrontacji z wiarą. Psychologiczne rozważania przeplatają się tu z refleksją. Obserwujemy proces bohatera w zagłębianiu się w swoje wewnętrzne "ja", by zrozumieć własne decyzje i wpływ ojca na ich podejmowanie.

Nie jestem jeszcze psychologiem, ale zdradzę Wam, że w przyszłości pragnę nim zostać. Natomiast już teraz, chciałabym wysunąć własną hipotezę dotyczącą prawidłowego dorastania i rzutowania tego okresu na dalszą drogę naszego życia. Wydaje mi się,że do prawidłowego funkcjonowania i rozwoju dziecka potrzebna jest i kobieca i ojcowska rękę. Bez tych dwóch niezbędnych składników wychowanie dziecka stanowi nie lada atrakcje dla tego jednego rodzica, gdyż drugie gdzieś tam się zagubiło lub po prostu zmarło z różnych przyczyn. W moim otoczeniu obserwuje bardzo dużo sytuacji, w których to jeden rodzic wychowuje dziecko. Nie tylko ze względu na śmierć drugiego z nich, ale też dlatego, że niektórzy ludzie, po prostu nie są stworzeni do posiadania dzieci, dlatego też za wszelką cenę chcą się pozbyć tego obowiązku. I wtedy pojawiają się rozwody, pojawiają się problemy, pojawia się toksyczny wpływ rodzica na życie dziecka, czego dowodem jest książka pt. "Trzy Czwarte".

Największym problemem Łukasza Skibińskiego jest jego ojciec, który ma bardzo trudny charakter. Nasz główny bohater nigdy nie usłyszał ciepłego słowa z ust swojego własnego ojca, który nie okazywał ani uczuć, ani tego, że darzy miłością swojego syna. Nie miał w nim wsparcia, nie miał przykładu, ani uporządkowanego obrazu głowy rodziny. Z roku na rok Łukasz staczał się coraz bardziej. Ten zagubiony młody człowiek zaczął mieć skłonności autodestrukcyjne pogrążając się tym samym w mrok własnego istnienia. 

Najtrudniejszym zadaniem dla recenzenta jest ocenienie książki, która stanowi wspomnienie czy też pamiętnik drugiego człowieka. Wydaje mi się, że w tej sytuacji trzeba wykazać się ogromną empatią i zrozumieniem. Nie możemy oceniać zbyt pochopnie czyiś działań, gdyż przecież żadne z nas nie wie jakby postąpiło na miejscu danego człowieka. Dlatego ja mam całkiem inne podejście do takich książek jak "Trzy Czwarte", a inne podejście do na przykład kryminałów. To dwa całkiem odzielne światy i warto o tym pamiętać. 

Do gustu przypadła mi forma książki. Autor nie tylko opisuje sytuacje jaka panowała w jego rodzinnym domu, ale także zawarł cytaty, które zdają się idealnie odzwierciedlać stan, w jakim znajdował się gdy przechodził przez swoje własne piekło. Ogromne wrażenie zrobił na mnie również Dekalog Taty, który trafnie odzwierciedla wpływ i narzucone zasady jakie panują w domach, które dotknął Cień Ojca.

"Mnie też dotyczy cień ojca. Czarny, mroczny i męczący cień, pełen niepokoju codzienności"

- Łukasz Skibiński- 
"Trzy Czwarte"
17 str

Treść książki dla wielu czytelników może wydawać się chaotyczna. Nie możemy też spodziewać się po kimś, kto opisuje swoje własne doznania, że treść książki będzie spójna i harmonijna. Najbardziej urzekły mnie metafory, których użył autor w swoim dziele. Wszelkie refleksje, nie wspominając już o genialnym prologu i epilogu sprawiły, że podeszłam do książki bardzo emocjonalnie, gdyż sytuacji opisywane przesz Łukasza Skibińskiego momentami wydawały się być znajome.

"Może po prostu lepiej się nie narodzić. Kłopot z głowy. A może lepiej nie narodzić się takim.. właśnie takim... wrażliwym" 

- Łukasz Skibiński-
"Trzy Czwarte"
19 str

"Trzy Czwarte" to książka, do której potrzeba specjalnego podejścia. Podczas jej czytania należy być wyciszonym, skupionym i mieć ze sobą spory worek empatii. Jeżeli lubicie czytać wspomnienia i poznawać życie innych ludzi, które przecież nie zawsze usłane jest płatkami róż, to ta książka zdecydowanie jest dla Was. Od siebie serdecznie polecam!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res
Fakt ten nie miał wpływu na moją recenzję.

Recenzję przeczytasz również na:

sobota, 21 marca 2015

Anne Frank "Dziennik"


AUTOR: Anne Frank
TYTUŁ ORYGINALNY: Het Achterhuis 
WYDAWNICTWO: Znak. Historia. 
ILOŚĆ STRON: 320 
GATUNEK: biografia/autobiografia/pamiętnik
DATA WYDANIA: 14 styczeń 2015 rok
CENA: 34,90 zł

" O tak, nie chcę jak większość ludzi żyć bez sensu. Chcę przynosić pożytek lub rozrywkę ludziom, którzy żyją dookoła mnie, a którzy mnie jednak nie znają, chcę żyć nadal, również po śmierci!! I dlatego taka jestem wdzięczna Bogu, że przy narodzeniu dał mi już jedną możliwość, żebym się rozwijała i żebym pisała, a więc żebym wyrażała, wszystko co we mnie jest! " 

-Fragment "Dziennika" Anne Frank " -

Anne Frank urodziła się w 1929 roku. Prowadziła życie normalnej, szczęśliwej dziewczynki do czasu dojścia Hitlera do władzy. Aby uciec od tragicznego losu, który spotkał miliona żydów podczas II Wojny Światowej Anne wraz ze swoją rodziną, przeczuwając nadciągające niebezpieczeństwo przeniosą się do Amsterdamu. Od tej pory przez ponad dwa lata rodzina Franków ukrywała się w oficynie, która znajdowała się nad dawnym biurem ojca Anne. W tym czasie dziewczynka prowadziła dziennik, który dzisiaj mam przyjemność Wam przedstawić. Zaczęła pisać, gdy dowiedziała się, że po wojnie zostaną zebrane wszystkie świadectwa, które mówią o okrucieństwie wojny, które dotknęło zwykłych ludzi. Latem 1944 roku ukrywająca się rodzina zostaje wydana. Anne razem z siostrą trafia do obozu koncentracyjnego, gdzie umierają na tyfus kilka tygodni przed wyzwoleniem obozu. 

"Dziennik" Anne Frank należy do jednej z najważniejszych książek XX wieku. To tragiczne, a zarazem do bólu prawdziwe świadectwo tego, jak Holokaust widziała zaledwie trzynastoletnia dziewczynka. Listy, które pisze Anne są adresowane do Kitty - jej zmyślonej przyjaciółki, której opowiada o wszystkim, co dzieje się w kryjówce. Sekretne listy układają się w przejmujący dziennik dziecka obdarzonego niezwykłym zmysłem obserwacji i dojrzałością. Ostatni zapisek datowany jest na trzy dni przed aresztowaniem ukrywającej się rodziny. 

Niemal codziennie jestem wdzięczna losowi, a nawet samemu Bogu za to, że nie musiałam żyć w czasie wojny. Jest to jedyna z niewielu rzeczy zaraz po zdrowi i funkcjonowaniu wszystkich moich zmysłów jaką cenie sobie nader wszystko. Nie wyobrażam sobie życia w ograniczeniu, w ciągłym strachu nie tylko o siebie, ale o swoją rodzinę. Nigdy nie chciałabym patrzeć na cierpienie, na ból, a w końcu na śmierć ważnych dla mnie osób, czy też jakichkolwiek osób. Bo w obliczu wojny, wszyscy jesteśmy wobec siebie równi.
 Opisane przez Anne wydarzenia są do bólu tragiczne i nikt nigdy nie odkupi i nie wybaczy tego co stało się zaledwie kilkadziesiąt lat temu. Bo czy możemy zbudować wehikuł czasu, cofnąć się do czasów okrucieństwa i zapobiec tak wielkiemu cierpieniu? 

" Dla każdego, kto się boi, jest samotny albo nieszczęśliwy, stanowczo najlepszym środkiem jest wyjście na zewnątrz, gdzieś, gdzie jest się zupełnie sam na sam z niebem, naturą i Bogiem. Bo dopiero wtedy, tylko wtedy, czuje się, ze wszystko jest tak, jak być powinno, i że Bóg chce widzieć ludzi szczęśliwymi wśród prostej, ale pięknej natury. "

- Fragment "Dziennika" Anne Frank - 
*str 188* 

Czytając zapiski Anne dostajemy porównanie jej życia przed znalezieniem się w Oficynie jak i już po. Pomimo początkowej wolności jaką cieszyła się rodzina Franków o przyjemnościach nie było mowy, bowiem Żydzi mieli bardzo dużo ograniczeń, bardzo dużo rzeczy nie mogli robić i z wielu rezygnować. Faktem jest, że w Amsterdamie prześladowania Żydów nie były aż tak bardzo intensywne jak to było np. w naszej ojczyźnie. Dlatego rodzina Anne mogła cieszyć się tak długo wolnością. Jeżeli porównamy losy wspomnianej przeze mnie rodziny, a innej rodziny, która mieszkała tak jak pisałam w Polsce możemy powiedzieć, że tak naprawdę Anne nie miała aż tak bardzo źle, ponieważ ona i jej najbliżsi znaleźli schronienie w Oficynie, podczas gdy ich przyjaciele ginęli, bo takowej pomocy nie dostali. Anne zdaje się zdawać sobie sprawę ze swojego szczęścia, ale wielokrotnie go nie doceniać. Rozumiem, że pomimo wszystko warunki w Oficynie nie były wspaniałe. Dochodziło do niemal codziennych konfliktów pomiędzy rodziną Franków a van Daanów. Przebywanie tak wybuchowych charakterów w jednym miejscu przez ponad dwa lata nie należało do rzeczy najłatwiejszych. Dla samej Anne najbardziej uciążliwe było to ciągłe siedzenie w czterech ścianach. Nie mogła wyjść na zewnątrz, nawet o tym nie śmiała myśleć, bowiem tam czekałaby ją pewna śmierć. Nie mogła skakać, głośno się zachowywać, gdyż ściany miały uszy.  Wielokrotnie zdarzały się sytuacje, w których godzinami musiała siedzieć bez ruchu i z obawą, że sam jej oddech może sprowadzić niepożądanych gości. Pomimo tak wielu ograniczeń z jakimi zmagała się Anne okazało się, że nawet w najmroczniejszych czasach można znaleźć miejsce na ludzkie odruchy, takie jak miłość do drugiego człowieka. Ważną nauką jaką ta trzynastoletnia dziewczynka chcę nam przekazać to cieszenie się z niewielkich rzeczy, które choć tak maleńkie dają chwilę ukojenia, ucieczki od rzeczywistości, która sprawia nam tyle bólu. 

Dzięki "Dziennikowi" dowiadujemy się jak "więźniowie" Oficyny gospodarują swój czas. Wbrew pozorom podczas II wojny światowej istnieli jeszcze ludzie, którzy posiadali cechy człowieka. Tak było w przypadku osób, które odważyły się ukrywać Żydów. Anne i jej współdomownicy mogli liczyć na ich pomoc, mieli do nich zaufanie. W dodatku starali się umilać im czas, aby nie był ona zmarnowany. Organizowali lekcje, dostawali książki, artykuły spożywcze. Naprawdę nie było w ich przypadku aż tak źle. Jednak coś nie dawało cieszyć się bezpieczeństwem. Coś wisiało w powietrzu. Nikt nie mógł czuć się w pełni bezpiecznie i swobodnie. Posiadali świadomość tego, że tak naprawdę w każdej chwili mogą wejść Gestapowcy i jednym strzałem w głowę pozbawić ich wszystkiego. 

" Patrzę teraz na swoje własne życie i zauważam, że jeden jego okres został nieodwołalnie zamknięty; beztroskie, pozbawione kłopotów czasy szkolne nigdy już więcej nie wrócą. Nawet do nich nie tęsknię, wyrosłam z tego, nie potrafię już robić jedynie głupstw, pewna cząsteczka mnie zachowuje zawsze swoją powagę. " 

- Fragment "Dziennika" Anne Frank-
* str 200 * 

Zanim zaczniecie czytać tą książkę musicie mieć świadomość tego, że Anne była dzieckiem, które w czasie okupacji niemieckiej przemieniała się w dojrzałą kobietę, zdaje się wydawać, że zbyt szybko. W sytuacji w jakiej się znalazła musiała bardzo szybko dorosnąć i porzucić beztroski świat jaki znała i w którym czuła się szczęśliwa. Samej jej zapiski oraz dopiski o tym świadczą. Gdy dobrze się wczytacie zauważycie jak Anne wielokrotnie po upływie czasu zmienia swoje podejście i swój sposób myślenia. Jak dla mnie najbardziej tragicznym punktem całego "Dziennika" była ta niezwykła chęć Anne do życia. Miała nadzieję, że wojna wreszcie dobiegnie końca. Tak bardo tego chciała. Planowała co będzie robić, gdy to piekło odejdzie w niepamięć. Ale najbardziej marzyła o tym, aby być po prostu wolna. Poczuć promienie słońca na policzkach, poczuć, że ma nogi i że może dzięki nimi iść, gdzie tylko chcę. Mając świadomość tego jaki koniec spotka Anne czytelnik popycha się w stan przygnębienia, które towarzyszy jeszcze długo po skończeniu całej książki. Wystarczy jedno moje spojrzenie na okładkę i na twarz Anne, a to wszystko wraca. Najbardziej zabolało mnie końcowe zdanie umieszczone na ostatniej stronie książki: "Tu kończy się dziennik Anne". 

Ojciec Anne przeżył wojnę i założył fundacje, która czuwa nad rozpowszechnieniem cudem ocalonego dziennika córki. Od 2013 roku Fundacja im. Anne Frank współpracuje z Fundacją UNICEF, dzięki temu dochody ze sprzedaży zapisków Anne zostają przekazane na cele walki o praw dzieci na całym świecie. 

" Losy Anne Frank oraz jej dziennik są świadectwem naruszania praw człowieka. Żydowska dziewczynka stała się symbolem milionów dzieci, które do dzisiaj padają ofiarą łamania praw człowieka. "

Mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi za złe tego, że nie wystawiłam ostatecznej oceny tej książce. Nie mam nawet takiego prawa oceniać to co działo się w sercu tej dziewczynki. Chcę Was jedynie bardzo mocno zachęcić do przeczytania tej książki. Wiem, że będzie to dla Was trudna pozycja, bo czytanie o cierpieniu nigdy nie jest łatwe. Jednak Anne bardzo chciałaby, aby jej "Dziennik" przeczytało jak najwięcej osób. W końcu od początku taki był cel jej działań. Pozwólmy przetrwać pamięci o Anne, aby trwała ona jak najdłużej. Za każdym razem, gdy ktoś czyta opis jej życia ona zapewne uśmiecha się tam, gdzie teraz jest. Bardzo chciałabym aby właśnie tak było. Nawet nie wiecie jak bardzo cierpię, gdy o niej myślę. Gdy myślę o tej bezsensownej II Wojnie Światowej i jak bardzo chciałabym żeby ona nigdy nie miała miejsca. 

" (...) Jak długo możesz bez obaw spoglądać w niebo, tak długo wiesz, że jesteś czysty wewnątrz i że mimo wszystko będziesz kiedyś znowu szczęśliwy. " 

- Fragment "Dziennika" Anne Frank -
* str 189 * 

-----------------------------------------------
* słowa pochodzą z książki ze str. 319
-------------------------------------------------------------

Za możliwość zapoznania się z historią Anne Frank serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak. 
Pragnę zaznaczyć, ze nie maiło to żadnego wpływu na treść mojej recenzji. 



Recenzja dostępna również na:

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Elton John - Miłość jest lekarstwem. O życiu, pomaganiu i stracie.

AUTOR: Elton John
TYTUŁ: Miłość jest lekarstwem. 
( Love is the cure )
WYDAWNICTWO: Sine Qua Non
GATUNEK: biografia/autobiografia/pamiętnik
PREMIERA: 22 październik 2014 r
ILOŚĆ STORN: 272
CENA: 39.90 zł

"Umierający chłopiec. Egocentryczna gwiazda. Piękna, osobista opowieść o przemianie i nadziei.

„Trudno sobie nawet wyobrazić, jak żałosnym byłem wtedy dupkiem” – tak surowo, z perspektywy lat, ocenia samego siebie jeden z największych muzyków wszech czasów. W najtrudniejszym okresie swego życia poznał Ryana White’a. Zarażony w wyniku transfuzji krwi, wykluczony ze społeczeństwa chłopiec oraz uzależniony od narkotyków, alkoholu i przygodnego seksu gwiazdor: ich spotkanie zmieniło wszystko.

Kiedy choroba zabrała Ryana, a także Freddiego Mercury’ego i wielu innych przyjaciół Eltona Johna, ten bez reszty poświęcił się działalności dobroczynnej. Stał się inspiracją dla księżnej Diany, Michaela Jacksona, Elizabeth Taylor i setek tysięcy innych osób, które tak jak on starały się pomagać chorym, biednym i odtrąconym.

Wzruszająca i inspirująca książka o życiu i umieraniu, uprzedzeniach i przełamywaniu barier, empatii i niechęci. Bardzo osobista historia życia wspaniałego artysty i po prostu dobrego człowieka."

Wielu z nas już nie pamięta burzliwych, a zarazem szalonych lat 80. Dla niektórych jest to tylko wspomnienie owiane mgłą, a dla innych młodość naszych rodziców. Charakterystyczną cechą tych czasów były narkotyki, przypadkowe kontakty seksualne, a także HIV i AIDS. Były to czasy, w których społeczeństwo nie było informowane o wielu rzeczach stąd też brały się uprzedzenia. Lata 80- te odcisnęły również swoje piętno na sławnym rockmanie, który oficjalnie przyznaje się do tego, że jest gejem. Przedstawiam Wam dzisiaj Eltona Johna i jego książkę pt. "Miłość jest lekarstwem", w której to opisuje jak AIDS wpłynęło na społeczeństwo i jaką jest straszną chorobą, która spycha ludzi na margines społeczny. Wszyscy z nas zapewne wiedzą o tym, że pierwszymi zarażonymi wirusem HIV byli ludzie pochodzący z marginalizowanych grup społecznych. Zaliczać do nich możemy m.in : homoseksualistów, narkomanów, prostytutki, osoby o ciemnej barwie skóry. Według Eltona główną przyczyną dalszego rozwijania się tej choroby i jej nie zapobiegania jest brak współczucia i zrozumienia dla tej kontrowersyjnej grupy ludzi. 
Życie Eltona Johna było nic nie warte i piosenkarz sam sobie z tego zdaje sprawę. Połowę swojego życia stracił na narkotyki, alkohol, a także borykaniem się z bulimią. Być może nadal prowadził by taki tryb życia, ale los postanowił na jego drodze postawić Ryana White'a, który odmienił jego spojrzenie na świat. Gdyby nie on zapewne wiele wydarzeń z życia Eltona po prostu by się nie zdarzyło. Dzięki niemu założył on fundacje, której celem jet walka z HIV i AIDS. 
W swojej biografii opisuje działalność wspominanej już organizacji, ale nie tylko, Jest to bardzo bogata książka, pod względem emocjonalnym. Elton opisuje swoje życie od strony bardzo prywatnej i podchodzi do minionych wydarzeń bardzo krytycznie. Niewielu ludzi potrafiłoby w taki sposób jak on przyznać się do swoich błędów. Książka, jest więc jego osobistym rozgrzeszeniem, a także apelem do każdego z nas, że z AIDS i HIV walczymy codziennie. Każdy z nas. Piętno jakim obarczona jest ta choroba jest jedną z najgorszych chorób tego świata i musimy to zwalczyć. 
"Miłość jest lekarstwem" nie jest kolejną zwykłą biografią sławnego piosenkarza. Autor niewiele tekstu poświęca swojej osobie, aby zająć się tym co najważniejsze czyli walce z HIV i AIDS. Widać, że jest bardzo przejęty tą chorobą i chcę aby jego życiowym celem była poprawa życia osób chorych na AIDS. Zabierając się za tą książkę nie musicie szukać w internecie informacji na temat tej choroby, ponieważ autor wprowadza czytelnika do kręgu wydarzeń bardzo powoli i szczegółowo. 
Wiele dzięki tej pozycji się dowiedziałam. Elton John wspomina takie osoby jak księżna Diana, czy też Freddy Mercury, którego znamy i kochamy dzięki jego działalności w Queen. Elton był świadkiem śmierci wielu bliskich mu osób i z pewnością to  ukształtowało jego osobowość i w efekcie jest człowiekiem, którego charakteryzuje bezinteresowna pomoc, którą chcę nieść ludziom, którzy najbardziej jej potrzebują. Dzięki niemu powraca mi wiara w ludzi i po raz kolejny wierzę, w to, że świat tak do końca jeszcze nie jest popsuty, a dzięki takim ludziom jak Elton John możemy go naprawić. 
Myślę, że każdy z nas powinien przeczytać tą książkę, ponieważ po jej przeczytaniu uzmysławiamy sobie stopień naszego człowieczeństwa. Pokazuje nam, że tak naprawdę to miłości i tylko miłość do drugiego człowieka jest lekarstwem na całe zło tego świata. Musimy tylko nauczyć się kochać tych, którzy wybierają inną drogę życia niż przeciętny człowiek. Musimy zrozumieć, że człowiek popełnia błędy i to od zawsze leżało w naszej naturze. Bo HIV, a potem AIDS jest błędem, który zostaje codziennie popełniony, a z którym my musimy walczyć. Zachęcam do przeczytania tej właśnie książki, ponieważ pokazuje nam skalę problemu, który zrodził się z tej choroby. Choroby, która nie leczona prowadzi do śmierci w ogromnych mękach. 
Jedyną prośbą Eltona Johna jest to, abyśmy nie bali się mówić o tej chorobie. Żebyśmy nie traktowali jej jako tabu. Czy odważysz się wyjść przed szereg i krzyczeć o sprawiedliwość? Wybór jak zawsze należy tylko i wyłącznie do Ciebie. 

" (...) Żyjemy w prawdziwym świecie i nie zawsze jest to przyjemne miejsce. Jes tu tak wiele agresji, tak wiele nienawiści - jak więc miłość miałaby być lekarstwem na cokolwiek?
Jednakże w przypadku AIDS miłość jest lekarstwem. Tak naprawdę na chwilę obecną i w najbliższej przyszłości - jedynym lekarstwem. "
- 225 str. - 

CZARNY KRUK POLECA
( w związku z tematyką książki pozwoliłam sobie nie wystawiać oceny, gdyż uważam, że zależy ona od zbyt wielu czynników )

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu Sine Qua Non.
Fakt ten nie miał wpływu na moją recenzję. 

RECENZJA DOSTĘPNA RÓWNIEŻ NA:

niedziela, 26 października 2014

Dallas Buyers Club (Witaj w Klubie)

TYTUŁ: Witaj w Klubie 
(Dallas Buyers Club)
CZAS TRWANIA: 1 godz. 57 min
GATUNEK: biograficzna, dramat
PRODUKCJA: USA
PREMIERA: 7 września 2013 roku (świat) 
14 marca 2014 roku (Polska)
REŻYSERIA: Jean-Marc Vallée
OCENA SPOŁECZEŃSTWA: bardzo dobry 

"MAM JEDNO ŻYCIE...
CHCIAŁBYM ŻEBY COŚ ZNACZYŁO"
- Ron

   Dallas Buyers Club jest filmem, który został nominowany do Oskara aż w sześciu kategoriach. W trzech wygrał. Film dostał najważniejszą statuetkę filmową w kategorii Najlepszy Aktor Pierwszoplanowy oraz za Najlepszy Aktor Drugoplanowy. W pierwszej kategorii nagrodzony został Matthew McConaughey, a w drugiej Jared Leto. Te dwie wygrane powinny być dobrą zachętą dla potencjalnego maniaka filmowego i były również dla mnie. Kryje się tutaj też jeden, ważniejszy powód, który spowodował, że tak mocno zainteresowałam się tą produkcją, ale o tym potem. Najpierw proponuje zapoznać się z fabułą filmu, która jest dosyć odważna, bo dotyka tematu, który budzi wiele sprzeczności i kontrowersji. 
 CHORY NA AIDS MĘŻCZYZNA PRZEMYCA LEKI DLA INNYCH ZARAŻONYCH
   Mamy rok 1985. Miejscowość Dallas. Ron Woodroof (Matthew McConaughey) z zawodu elektryk. Pijak, lubiący otaczać się paniami lekkich obyczajów, homofob lubujący się w alkoholu, narkotykach i rodeo. Żyję chwila. W wyniku wypadku, który ma miejsce w pracy zostaje umieszcozny w szpitalu, gdzie robią mu rutynowe badania. Wykazuja one, że jest nosicielem HIV i że zostały mu 30 dni życia. Ron, który do tej pory nie miał szacunku do życia postanawia walczyć z nieuleczalna choroba i udwodnić, że będzie żyć o wiele więcej niż oszacowali lekarze. W tym celu zakłada coś w rodzaju agencji, gdzie sprzedaje nielegalne i niedostępne w USA leki, które mają na celu przedłużyć życie osobom chorym na HIV. Po powrocie zyskuje wspólnika - transeksualistę Rayona (Jared Leto). Razem zakładają klub, w którym chorzy na AIDS mogę kupić przedłużające im życie leki. Przyciąga to uwagę rządowej Agencji Żywnosci i Leków. 



Dramat jest zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami i zdobył aż trzy Oskary. 
   Zacznjmy od gry aktorów, która w przypadku tego filmu odegrała olbrzymią rolę, no bo chyba Oskara nie dostaje się za nic, mam racje? Oskary, oskarami ... Duży wpływ na ich zdobycie z pewnością miała przemiana głównych bohaterów, którzy musieli dużo schudnąć. Media podają, że Mattew schudnął 25 kilogramów, a Jared ok. 15 kg. 
   Musze przyznać, że Matthew McConaughey nigdy nie należał do kręgu moich ulubionych aktorów, ponieważ miałam go za takiego aktora, który potrafi gdzieś tam grać w komediach, ale niestety do dramatu się nie nadaję. Jak bardzo się myliłam! Po roli Rona zyskał moje uznanie i zmieniłam zdanie na jego tema.  Musiał zmienić się nie tylko pod względem fizycznym, ale także psychicznym. Postać Rona wbrew pozorom nie jest łatwą do odegrania postacią. Jest to typ człowieka, który za nic ma życie. Nie martwi się o swoje zdrowie, nie potrzebuje dóbr materialnych, ponieważ wystarcza mu tani alkohol, narkotyki i kobiety. Już w pierwszej scenie widzimy Rona uprawiającego seks z dwoma kobietami. Również gdy dowiaduje się o tym, że ma AIDS w pierwszy wieczór idzie na balety z kolega i z dwoma koleżankami. 
   Rona bardzo polubiłam, bo miał taką swoja osobliwą bezkompromisowość jaką posiadają nastolatkowie. Podziwiam Matthew, że grając takiego człowieka nie zrobił  z siebie błazna, bo granica między tymi dwoma zachowaniami bywa bardzo cienka. 
   Ważna rolę w całej produkcji odgrywa przemiana głównego bohatera. Z najgorszego homofoba staję się przyjacielem swojego wspólnika Rayona. Niechęć, a także zmiana w tych relacja dobrze widoczna jest w ich pierwszym spotkaniu, a także wtedy kiedy Ron broni Rayon przed obelgami rzucanymi w nią przez jego kolegę.

   Co do Jareda Leto... Mogłabym się o nim rozpisywać bardzo długo, ponieważ obejrzałam większość produkcji w których zagrał , a także jestem w większym lub mniejszym stopniu fanką jego dokonań muzycznych, bo jak może wiecie jest on liderem grupy 30 seconds to Mars. Śledziłam kiedyś dość dobrze jego karierę i aktorsko zawiesił się po filmie pt."Mr. Nobody". Produkcja nie odniosła takiego sukcesu jaki pragnął i odpuścił sobie na kilka lat aktorstwo. Jak widać powrócił w wielkim szyku. Wiecie, oglądałam galę Oskarów, a także śledziłam wszystko co przed nią się działo. Wielu aktorów nie było zadowolonych z tego, że to właśnie Jared zdobył Oskara, ponieważ można powiedzieć, że zawodowo aktorstwem się nie zajmuję. Postawił już dawno na muzykę. Jednak ma więcej talentu niż nie jeden profesjonalny aktor, co udowadnia za każdym razem kiedy już zdecyduje się zagrać w jakimś filmie. W kręg filmowym jest on głównie znany jako aktor, który rzadko gra w filmach, ale jak już ma w jakiś zagrać to potrafi poświęcić się do roli stuprocentowo czego dowodem może być przytycie kilkudziesięciu kilogramów do filmu "Rozdział 27" lub schudnięcie do produkcji "Witaj w Klubie". Powiedzcie mi, ilu znanych i uznawanych aktorów potrafiłby się wcielić w transseksualnego mężczyznę? Myślę, że niewielu przyjęłoby te wyzwanie. Jared zrobił to genialnie, chociaż sami transseksualiści zarzucają mu, że odegrał rolę nieprawidłowo, jednak nie będę się tu w tą kwestię zagłębiać, ponieważ jest to sprawa między nim, a nimi. Trochę zboczyłam z tematu i pisze o tym o czym pisać nie miałam, ale po prostu uważam, że Jared Leto jest jako aktor niedoceniony. 

  Co do samej Rayon - jest ona niezwykle ciepłą osóbką. Jared Leto zagrał tak, że dałam się oszukać, bo myślałam, że Rayon jest prawdziwa. Była taka żywa, taka prawdziwa.Niestety pod tą przykrywką kryję się młody mężczyzna, który nie akceptuje siebie i tego jak wygląda, ponieważ jego zdaniem byłby idealny dopiero wtedy gdyby był kobietą. Tu także świetnie został przedstawiony profil psychologiczny postaci 
  Ogólnie: Uważam, że duet McConaughey- Leto, czy jak kto woli Ron-Rayon został odegrany fantastycznie i nie wyobrażam sobie innych aktorów na tym miejscu. Panowie świetnie się zgrali i miło było patrzeć jak do każdego z nich trafia Oskar. Jak najbardziej zasłużony ;) 
 Wiecie.. Ten film to nie tylko opowieść o walce z AIDS, ale także o uprzedzeniach, braku akceptacji ze strony innych ludzi i takiej akceptacji, która wypływa z nas do nas samych. Rayon bardzo chciał być kobietą. Chciał być jej ideałem, ale nie mógł, bo Bóg się pomylił i obsadził go w ciele mężczyzny dlatego uciekł w narkotyki. Ron dopóki nie poznał Rayon był okropnym homofobem o czym już gdzieś tam na gorze wspomniałam. Zbudowali wspaniałą przyjaźń. Bronił jej, chciał żeby ludzie okazali jej szacunek i zrozumienie.
  Witaj w Klubie przedstawia historie walki o życie, o każdy dzień. Walka z AIDS to jedynie przedłużanie swoich policzonych dni. 
  Bardzo wiele dostałam od tego filmu. Potrafię bardziej zrozumieć homoseksualistów i obiecałam samej sobie, że będę ich bronić, nawet gdyby nikt nie chciał mnie słuchać. Wtedy będę krzyczeć jeszcze głośniej, bo nie pozwolę na to, aby ktokolwiek obrażał drugiego człowieka za względu na to, ze ktoś chce być sobą. Ludzie tak bardzo nie rozumieją, ze bycie sobą jest podstawa do bycia szczęśliwym i spełnionym człowiekiem... 

CZARNY KRUK POLECA!
OCENA: 9/10

Zwiastun:


  
God, when I meet you, I’m gonna be pretty, if it’s the last thing I do. I’ll be a beautiful angel.
- Rayon - 


piątek, 29 listopada 2013

Mitch Winehouse 'Amy. Moja córka'

AUTOR: 
TYTUŁ: Amy. Moja córka
WYDAWNICTWO: Sine Qua Non
GATUNEK: biografia/autobiografia/pamiętnik
DATA WYDANIA: 18 lipca 2012 
ILOŚĆ STRON: 320
CENA:39.90 zł

Czytanie o życiu innych ludzi może nas odstraszać.  Zwłaszcza teraz, gdy w kolorowych gazetach codziennie jesteśmy przytłaczani różnymi nowymi wiadomościami z życia gwiazd. Media pokazują nam życie celebrytów i dają nam fałszywe wyobrażenie o danej osobie. To one kierują nami, zwykłymi obywatelami. Kreują nasze wyobrażenia i osądzają. Amy Winehouse większość z nasz zna lub chociaż kojarzy. Niestety możemy mieć błędne wyobrażenie o jej życiu. Jej ojciec Mitch Winehouse postanowił pokazać Amy jako kobietę, która była pełna wdzięku i miała ogromny apetyt na życie. Pokazał ją jaka była na prawdę z wszystkimi jej wadami i zaletami. 


Do tej pozycji zachęciło mnie wiele rzeczy. Najbardziej sama Amy. Po przeczytaniu tej książki uświadomiłam sobie jaka moja wiedza na jej temat była uboga.

Amy Winehose jest dla mnie wzorem do naśladowania pod wieloma względami. Zaimponowała mi swoim stylem, głosem, a także tym jak podchodziła do życia. Była bardzo  żywą osobom  przy której każdy zapominał o swoich troskach. Ale miała też czarną stronę swojej duszy, która doprowadziła ją do śmierci. 
Amy swoim imagiem sprawiała wrażenie osoby twardej, zimnej i nie czułej na ludzkie troski, ale okazuje  się że to tylko pozory. Miała ogromy talent i wyczucie stylu. Jej image był oryginalny i niepowtarzalny. Dlatego Amy Winehouse nigdy nie zapomnimy. Jej głos określano jako 'silny, czysty i potężny'. Napisała wiele wspaniałych utworów, którymi zachwycał i dalej zachwyca się cały świat. Odniosła ogromny sukces w karierze muzycznej i mam pewność, że gdyby dano jej żyć dłużej spod jej skrzydeł wyszłoby jeszcze więcej wspaniałych utworów. 

Gdy zabierałam się z  pozycję miałam swoje obawy. Największą z nich spowodował fakt, że książkę napisał Mitch Winehouse czyli ojciec Amy. Obawiałam się tego, że przez cała tą książkę będzie on rozpisywał się jaka to wspaniała była jego córka. Zaskoczył mnie, ponieważ opisał Amy nie tylko w tym dobrym świetle. W paru momentach próbował ja bronić i wcale mu się nie dziwie, bo media mogą z człowieka zrobić najgorszą szuje na świecie. Autor książki przedstawił najważniejsze fakty z życia Amy, nie wnikał w szczegóły i nie zanudzał czytelnika . 

Wiecie co? Tak sobie teraz myślę, że podziwiam, go za to, ze był w stanie pisać o swojej zmarłem córce, ponieważ sama wiem, że wspomnienia bliskiej osoby, która już nie żyję bywają bardzo bolesne. Mam wrażenie, że to była też dla niego dobra terapia. Tak na prawdę to on wie najlepiej jaka n była Amy. Jeżeli chcecie ja poznać to tylko przez tą książkę, a po jej skończeniu pożałujecie, że nie znaliście tej wspaniałej kobiety. 

Historia Amy Winehosue to historia smutna, o tym jak jeden błąd czasami może kosztować nas życie. To historia o walce o życie i o lepsze jutro. Opowieść o nadziei i ciągłej tułaczce ze swoimi demonami. O marzeniach, szczęściu, radości i rodzinie. Dla mnie historia była wzruszająca i piękna. Myślę, że warto przeczytać tą książkę i poznać Amy jako zwykłego człowieka, który niczym nie różni się od nas samych. 

Dziwnie się czułam czytając o życiu młodej kobiety, przed którą życie stało otworem,  a która tak szybko odeszła z tego świata. 
Cóż mogę więcej dodać. Gorąco polecam.


OCENA:10/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu Sine Qua Non 

piątek, 13 września 2013

Marzanna Graff Artur Barciś 'Rozmowy bez retuszu'

AUTOR: 
TYTUŁ: Rozmowy bez retuszu
WYDAWNICTWO: M
GATUNEK: biografia/autobiografia/pamiętnik
DATA WYDANIA: 2011
ILOŚĆ STRON: 219
CENA: 34.90 zł 

Artur Barciś to znany aktor telewizyjny, filmowy i teatralny. Największą popularność przyniosły mu role w serialach telewizyjnych Miodowe lata oraz Ranczo. W książce pt. "Rozmowy bez retuszu' ten znany i lubiany przez wielu Polaków aktor postanawia opowiedzieć o swoim dzieciństwie, o pamiętnych kreacjach teatralnych i filmowych, o spotkaniach z ważnymi ludźmi z branży. 


Dlaczego sięgnęłam po tę książkę? Zacznijmy od tego, bo przypuszczam, że Was to choć trochę ciekawi. Wybrałam tę pozycje nie ze względu na Artura Barcisia, ponieważ nie znam zbyt dobrze tego aktora i nie jestem jego wielką fankom. Znam go tylko z Miodowych lat, które oglądałam w dzieciństwie.  Chciałam przeczytać tę książkę,  ponieważ byłam ciekawa jakie spostrzeżenie na świat ma pan Artur. Wbrew pozorom lubię poznawać perspektywy innych ludzi. Do tej pozycji również zachęcił mnie fakt, że jest to wywiad, a ja bardzo lubię poznawać nowe gatunki literackie. 


Choć jest to moje pierwsze spotkanie z tego typu książką to mam swoje uwagi. Według mnie w wywiadach powinno kłaść się duży nacisk na pytanie jakie zadaję osoba pytająca. W przypadku tej książki Marzanna Graff spisała się nie najgorzej. Dlaczego nie najgorzej? Czasami miałam wrażenie, że autorka za bardzo naciska na pana Barcisia i tym samym nie daje mu się odpowiednio wypowiedzieć. Trochę,  a nawet bardzo mnie to irytowało, ponieważ gdy historia stawała się ciekawa autorka niejednokrotnie przerywała ją zadając coraz to nowe pytania. Być może ja się nie znam, być może w tym zawodzie tak trzeba. 


Artur Barciś broni swojej prywatności jak może, nawet w tej książce nie ujawnił do końca swojego prywatnego życia, nad czym ubolewam, ale jednocześnie podziwiam aktora. Mało jest takich ludzi, którzy są znani, ale bronią najważniejszej sfery swojego życia. Jak to bywa w tego typu książkach, do publikacji dołączono fotografie z rożnych etapów życia odpowiadającego. Ponadto dzięki wypowiedzią pana Barcisia możemy poznać jak wygląda praca aktora i co trzeba zrobić aby się nim stać. 


To co mnie urzekło w całej publikacji i najbardziej mi się podobało to ostatni rozdział, który był opowiadaniem autorstwa Artura Barcisia. 'Trzecia nuta i część całości' urzekła mnie swoja mądrością. Jest to opowieść o śmierci i tym co następuje zaraz po niej, a także o nadziei.  Moim skromnym zdaniem pan Barciś powinien porzucić aktorstwo i zając się pisaniem książek  lub opowiadań. 


Podczas czytania zauważyłam, że Artur Barciś jak mało który aktor ma niesamowity dystans do samego siebie i potrafi przyznać się do własnych błędów i kompleksów. Dzięki tej książce poznałam tego człowieka jako inną osobę, a nie jako Norka, który zawsze staje mi przed oczami, gdy mowa o tym aktorze. Co tu więcej dodać?  Moim zdaniem Artur Barciś to dobry i ciepły człowiek, któremu jak najbardziej należała się ta publikacja. Jeżeli lubicie postacie, które zostały przez niego wykreowane, to jak najbardziej zapraszam do lektury. Poznacie jego lęki i trudności z jakimi musiał się zmagać, aby stać się tym kim jest dzisiaj. 


OCENA:8/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu M 

Recenzja dostępna również na:

 -nakanpie.pl
-matras.pl
-merlin.pl
-lubimyczytac.pl


sobota, 22 czerwca 2013

Adam WAJLORD Wojtowicz 'Okiem Młodego Alkoholika'

AUTOR: Adam WAJLORD Wojtowicz
TYTUŁ: Okiem młodego alkoholika
WYDAWNICTWO: NovaeRes
GATUNEK: biografia/autobiografia/pamiętnik
DATA WYDANIA: 2013
ILOŚC STRON: 168
CENA: 19.00 zł (kup teraz)


W swoim życiu spotykamy wielu różnych ludzi Niektórzy z nich mają problem z alkoholem. Zwykle na ich widok oceniamy ich zbyt pochopnie. Mówimy, że sami sobie zgotowali taki los. Do takich osób przyczepiamy etykiety: menel, pijak, alkoholik. W taki sposób rodzi sie stereotyp. Ale czy ktoś z nas kiedyś próbował sie dowiedzieć co czuje taki człowiek? Czy to wyłącznie jego wina? Dzięki książce pt. 'Okiem młodego alkoholika' spojrzymy na ludzi mających podobny problem z nieco innej perspektywy. Historia przedstawiona w książce została napisana przez życie, a jej głównym bohaterem został autor tej książki, który opisuje swoje problemy z alkoholem. Dowiemy sie jak sobie radził, jak w szybkim tempie przyjaciele odwrócili się od niego. Celem autora jest uświadomienie nam, że alkoholizm może dotknąć każdego z nas. Autor nie boi się wyjawić nam prawdy, opisuje życie alkoholika takim jakie jest na prawdę, bez żadnych barwników.

Znam wiele różnych powieści gdzie głównym motywem są nałogi. Takie książki najczęściej trafiają w moje gusta, ponieważ zostały napisane na podstawie czyjegoś życia. takie pozycje są realne i uczą empatii. Dlatego bardzo się ucieszyłam gdy przyszło mi zrecenzować 'Okiem młodego alkoholika'. W książce bardzo realistycznie przedstawiono świat młodego człowieka, który już na starcie ma problemy z alkoholem. Autora tej książki cechuje niesamowita odwaga, ponieważ nie każdy z nas potrafi przyznać się do błędu. 
Przygodę z alkoholem głównego bohatera poznajemy już w podstawówce, gdzie jego historia miała swój początek. Potem było już tylko gorzej. Relacje pomiędzy ludźmi są świetnie przedstawione. Pokazano jak w trudnych dla nas chwilach łatwo stracić bliskie nam osoby. Sytuacja staje się jeszcze gorsza wtedy, gdy nie możemy już liczyć nawet na rodzinę. 
Co do postaci- nie chce oceniać ich postępowania, ponieważ są to ludzie z krwi i kości. Aby nikogo nie obrazić jedynie krótko skomentuje. Nie wyobrażam siebie mnie alkoholiczkę, która nie ma oparcia w rodzinie. Dla mnie ona jest wszystkim i myślę, że dla pana Adama również i wiem, że w sytuacji w jakiej się znalazł, rodzina go zawiodła. Może najbliżsi po prostu nie potrafili mu pomóc? 

Myślę, że warto poznawać takie historie. Z pewnością wiele z takich książek wyniesiemy. Po lekturze tej książki inaczej będę patrzeć na alkoholików. Będę bardziej im współczuć, ponieważ teraz wiem, że różne są powody i motywy aby zacząć pić. Być może dla niektórych to ostatnia deska ratunku? Największym sukcesem autora, powinno być to, ze historia porusza serca czytelników, a także rozum. Traktujcie tą pozycje jako przestrogę, być może macie w rodzinie taka osobę, a dzięki tej lekturze możecie jej pomoc

Nie wiem jak bedzie dalej z pisarkom karierą Adama Wojtowicza. być może bedzie to jedyna książka jaka napisze. Pomimo tego mocno trzymam kciuki za twórczość tego autora. Teraz prośba do osób z uzależnieniem: Nie bójcie sie mówić głośno o swoich problemach, bo jesteście więcej warci ni  wam sie wydaje!  

OCENA: 10/10 

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu Novae Res

Recenzja dostępna również na:
- merlin.com 


sobota, 27 kwietnia 2013

Anna Drzewiecka- Ciotki

AUTOR: Anna Drzewiecka
TYTUŁ: Ciotki
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo M
GATUNEK: biografia/autobiografia/pamiętnik
DATA WYDANIA: 2012
ILOŚC STRON: 152
CENA: 24,90 zł (kup teraz) 


Dzieciństwo- to słowo kojarzy nam się niejednokrotnie z tajemnicami, które teraz z perspektywy czasu już nimi nie są. Dzieciństwo to czas słodkiej nie wiedzy, beztroskiego .życia. 
'Ciotki' gwarantują nam w przyjemny sposób powrót do czasów, kiedy byliśmy dziećmi. Książka jest zbiorem wspomnień małej dziewczynki, zapisanych już ręką dorosłej kobiety. To historia widziana oczami dziecka, w której poznajemy jak ono spostrzega otaczający je świat, jak go buduje, czego się obawia. To opowieść o rodzinie i beztroskich latach życia.

Podziwiam Anne Drzewiecką za jej wyobraźnie. Co prawda są to jej wspomnienia i nie musiała zbyt mocno wyślilać swojej wyobraźni, ale tak pięknie i realistycznie weszła w role dziecka, że to wydaję sie wręcz niemożliwe. Co prawda każdy był dzieckiem, ale nie wielu z nas pamięta jak to wyglądało. Anna Drzewiecka daje nam szanse ponownego powrotu do czasów, kiedy byliśmy dziećmi, dzięki wspaniale prowadzonej narracji, fantastycznie wykreowanych tytułowych ciotek, a jeżeli już o nich mowa, to naliczyłam, że jest ich dziewięciu. Są to bardzo różnorodne osobowości, mające swoje historie życiowe, które były w ciekawy sposób przedstawione. Z resztą nie tylko o nich jest mowa, każdy przecież miał babcie, która w tym przypadku jest świetnie przedstawiona, wszystkie jej cechy są niesamowicie wyszczególnione. 
Nie znam słów żeby opisać moje odczucia dotyczące lektury tej książki. Jednym, najprostszym słowem: było bajecznie!

Autorka chronologicznie napisała rozdziały. Zaczęła od opisania drzewa, które najbardziej przypomina jej dzieciństwo, było to świetne wprowadzenie do tematu. Następnie opisała wojenne losy swoich przodków. Potem zajęła się historią jej babci i dziadka, żeby zająć się ich córkami czyli tytułowymi ciotkami. Następnie przeszła do swoich dziecięcych przyjaciół. Potem dostajemy szczyptę jej życia dorosłego i opisów najważniejszej dla niej rzeczy, gdzie przechowuje swoje najcenniejsze wspomnienia czyli pamiątkowo. Każdy rozdział czyta się bardzo szybko i przyjemnie.

Do 'Ciotek' będę wracała możliwie jak najczęściej. Poprzez klimat, a także te niezwykłe ciepło jakie towarzyszyło mi podczas czytania.
Polecam żeńskiej części moli książkowych, myślę, że dla panów nie jest to odpowiednia treść. Książka jest przeznaczona dla kobiet w każdym wieku i z pewnością, każda znajdzie w niej coś dla siebie. 

OCENA:10/10 
*książka z wyróżnieniem* 

Za możliwość przecyztania serdecznie dziękuje Wydawnictwu M

Recenzje znajdziecie również na: