Pokazywanie postów oznaczonych etykietą American Horror Story. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą American Horror Story. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 lutego 2015

American Horror Story: Murder House


 Nareszcie coś skrobie! Nareszcie piszę recenzje American Horror Story, czyli serialu, który jest dla mnie naprawdę wyjątkową produkcją. Musicie mi wybaczyć, miałam napisać tą opinię zaraz po obejrzeniu ostatniego odcinka, jednak coś mnie zatrzymywało, a czas leciał. Ale postanowiłam zrobić to dzisiaj i w końcu wyrazić swoją opinie, a być może równocześnie zachęcić chociaż jednego czytelnika Kruczego Gniazda do zapoznania się z tym tytułem. Już nie mogę doczekać się, aż puszcze swoje wodzę fantazji i podzielę się z Wami moimi wrażeniami. Mam nadzieję, że jesteście równie podekscytowani jak ja. Ale dość już mojego wstępnego gadania. Zapraszam do zapoznania się co takiego skrywa Murder House. 



"American Horror Story" opowiada o losach rodziny Harmonów, która przenosi się z Bostonu do Los Angeles, by zamieszkać w starej rezydencji, skrywającej w swoich murach, mroczne tajemnice. Harmonowie na pierwszy rzut oka są idealną, amerykańską rodziną, jednak to wrażenie jest mylne. Członkowie rodziny zmagają się z wieloma problemami: zdradą, poronieniem i skłonnościami do samookaleczeń nastoletniej córki Violet. Po zdradzie, na jakiej zostaje przyłapany przez żonę Vivien (byłą wiolonczelistkę, w tej roli Connie Britton), Ben (z zawodu psychiatra, w tej roli Dylan McDermott), chcąc zostawić złe wspomnienia z przeszłości za sobą i zacząć wszystko od nowa przeprowadza się z rodziną do Los Angeles. Jednak ich nowy dom (stara rezydencja o złowieszczej historii), początkowo wydaje się być idealnym miejscem na nowy start. Nawet tajemnicze zabójstwo, do którego doszło w tym miejscu wiele lat temu, nie zniechęca rodziny do przeprowadzki.
Pomimo mrocznych tajemnic, które skrywa dom, rodzina stara się rozpocząć nowe życie. Ben przyjmuje nowych pacjentów w tym Tate'a – nastoletniego chłopca ze skłonnościami do przemocy i psychotycznymi fantazjami. Violet – nastoletnia córka Harmonów stara się odnaleźć w nowej szkole, a Vivien cały swój czas poświęca na odkrywanie tajemniczego malowidła ściennego, przykrytego pod grubą warstwą tapety. Tymczasem Violet i Tate, pomimo dezaprobaty ojca, odkrywają, że mają ze sobą wiele wspólnego. Ben poznaje byłego lokatora ich obecnego domu, który przekazuje mu, ku przestrodze, swoją tragiczną historię. Vivien zatrudnia starszą gospodynię domową, która prowadziła dom poprzednim mieszkańcom, a cała rodzina poznaje sąsiadkę – Constance, cierpiącą na kleptomanię (Jessica Lange) oraz z jej córkę Adelaidę (chorą na zespół Downa), które wydają się być dobrze zaznajomione z tajemniczym domem i jego mroczną historią.

  Postanowiłam umieścić właśnie ten opis serialu, ponieważ moim zdaniem skutecznie oddaje to o czym on tak naprawdę opowiada nie zdradzając jednocześnie wszystkiego, a jedynie zostawiając potencjalnego widza z ogromną chęcią na zapoznanie się z pierwszym odcinkiem.


   To może zacznijmy od tego jak zaczęła się moje przygoda z American Horror Story. Pewnego wieczoru szukałam czegoś co mnie po prostu przerazi. Jako osoba posiadająca mroczną duszę często sięgam po kino grozy. Akurat tak się złożyło, że mój brat oglądał kilka odcinków owego serialu i postanowiłam chociaż spróbować, bo nie oczekiwałam zbyty wiele. W ogóle niczego nie oczekiwałam od tej produkcji, mało tego bałam się, że mnie zawiedzie z racji tego, że po seriale sięgam naprawdę rzadko. Jakież było moje zdziwienie, gdy zakochałam się w Murder House już od pierwszego kadru, który przedstawia sytuacje, w której dziewczynka z zespołem Downa, mówi, że wszyscy tam umrzecie wskazując na jak się pewnie domyślanie wspomniany już przeze mnie Dom Morderstw. Do tego intrygująca czołówka i wiecie co? Wiedziałam już, że to jest coś dla mnie, że to są moje klimaty i chciałam więcej! Tak narodziła się moja obsesja na punkcie American Horror Story. 

  W każdej produkcji kluczową role odkrywają aktorzy, gdyż to oni odpowiedzialni są za budowanie napięcia, czy też odpowiednich emocji. Jeżeli obsada nie spełnia wymagań to dany serial czy też film skazany jest na klęskę i nie uratuje go tu nawet świetna i nietuzinkowa fabuła. A jak było tym razem? Muszę przyznać, że nie najgorzej, chociaż byli aktorzy, którzy obniżali jakość całości, ale koniec, końców, na główny plan wysuwają się Ci bohaterowie, którzy przyciągają wzrok odbiorcy i sprawiają, że niemal automatycznie zostajemy przez nich zamknięci w sidłach historii. Taką postacią dla mnie był Tate wykreowany przez nieznanego mi aż dotąd autora o nazwisku Evan Peters.


 Jeżeli przeczytaliście powyższy opis to z pewnością wiecie, że jest on nastolatkiem, który nieco ma nie po kolei w głowie. Chodzi do psychiatry i zakochuje się w Violet. Obserwując rozgrywający się wątek miłosny pomyślałam sobie, że takie coś mogłoby mnie spotkać w życiu jeżeli jesteśmy już w temacie znienawidzonej przeze mnie miłości. Ale nie o niej tu mowa. Chcę Wam jak najlepiej przybliżyć postać tajemniczego Tate, który za każdym razem widziany przeze mnie na ekranie, wzbudzał  gozę, strach i przerażenie, bo naprawdę nie wiedziałam co mu zaraz odpali. Ma bardzo ciekawą przeszłość, o której z pewnością dowiecie się jeżeli postanowicie dać szansę temu serialu. Mam nadzieję, że kojarzycie kim jest Kurt Cobain. Powiązanie: Nirvana. Podczas obserwowania Tate wyłapałam wiele podobieństw i zdecydowanie był on kreowany na nieżyjącego już Cobaina. Nikt mi nie wmówi, że tak nie było. Świadczy o tym przede wszystkim wygląd zewnętrzny bohatera. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ dla mnie to jest naprawdę ważne, ale z jakiego powodu - niech to już zostanie moją mroczną tajemnicą. Jak dla mnie bez Tate ten serial naprawdę nie był by tym serialem, który wzbudził we mnie aż tyle skrajnych emocji. Myślę, że bardzo mocno utożsamiłam się z tą postacią i dlatego jest ona dla mnie aż taka wyjątkowa.  Zbyt mocno brałam sobie do serca to co działo się w jego głowie. Udzieliło mi się jego szaleństwo, które trudno jest pojąć, gdy kierujemy się jedynie znaną nam rzeczywistością.
   Pragnę również zwrócić uwagę na Jessice Lange grającą Costance. Gdy zobaczyłam tą autorkę byłam zafascynowana tym jaką jest osobą. Po raz pierwszy o niej usłyszałam i bardzo żałuję, że nie jest ona znana wśród większości producentów, bo moim zdaniem jest naprawdę świetną aktorką. 
  W zupełności nie udało się Connie Briton wykreować grającej przez nią postaci, gdyż była ona odebrana przeze mnie jako postać wymuszona, sztuczna i napompowana zbyt wieloma nienaturalnymi odruchami. Powiem jedno: nie mogłam na nią patrzeć, a każda scena z jej udziałem była dla mnie katorgą. Dla zobrazowania Wam sytuacji, była to matka Violet. A jeżeli już wspomniałam o Violet to również zasługuje na swoje pięć minut w mojej opinii. 


Uwielbiam scenę, w której ona idzie przez szkolny korytarz, ma na głowie kapelusz i papierosa pomiędzy palcami. Zobaczycie ja już w pierwszym odcinku. Nie pytajcie mnie czemu akurat ją tak mocno zapamiętałam. To dla mnie tak oczywiste, jak dla Ciebie to,że nad naszymi głowami jest niebo. Są takie rzeczy, które po prostu coś w nas ruszają i tak scena zdecydowanie do nich się zalicza. Violet jest nastolatką z problemami radząca sobie z nimi za pomocą żyletki. Izoluje się od rówieśników, tak jak jej ojciec powiedział "jest zbudowana z innej gliny". Widziałam w niej siebie. Zagubioną, nieznającą do końca swojej tożsamości, szukającą swojego życia w brutalnej na swój sposób rzeczywistości. 

   Nie chcę Was już zanudzać obsadą tego serialu, bo zdaje sobie sprawę, że mogłabym o nich pisać przez niemal całą recenzję, ale po co, skoro sami możecie przekonać się o ich wyjątkowości? Powiem Wam jeszcze tylko tyle, że wszystkie postacie mają coś w sobie. Zdecydowanie nie są bezosobowe. Je się po prostu lubi, albo nie. Utożsamia, albo wręcz przeciwnie. Wielbi lub nienawidzi. Jednak największym atutem jest to, że wspólnie tworzą tak niesamowitą produkcje jaką niezaprzeczalnie jest American Horror Story. 


   Zdawać się może, że Murder House jest całością poskładanych ze sobą, niezwiązanych z przypadku wątków, które niekiedy ciężko jest pojąć i zrozumieć. Ale czy nie o to głownie chodziło po głowie samym twórcom? Retrospekcje, cofanie się w przeszłość oraz poznanie minionych już zbrodni jakie miały miejsce w Domu Morderstw tworzą ten niesamowity klimat, który sprawia, że ja czuję, że ten serial naprawdę żyje. Pełno tu nie wypowiedzianych słów, niedokończonych spraw, które jednak będą chciały zostać zrealizowane przez duchy przeszłości. Byłam pod wrażeniem wątku, który przedstawiał pokojówkę w dwóch odsłonach: jako seksowna pomoc domowa oraz jako starsza kobieta, która trzyma w sobie dawny niewybaczony ból. Zaznaczę, że to jedna i ta sama osoba. I broń Boże nie jest to żaden spojler, a jedynie zachęcenie do zapoznania się z produkcją, którą wychwalam niemal ponad same niebiosa. Nie mogę się po prostu oprzeć, bo jako osoba, która nie ma wszystkich klepek na swoim miejscu jestem nadal uwieziona w Murder House, jakbym była kolejnym zamieszkałym tam duchem. 

  Warto też wspomnieć o to, że słowo Horror w nazwie serialu, nie powinno Wam przynosić na myśl jedynie krwi, flaków, makabrycznych zbrodni, które oczywiście są, ale jednak nie na pierwszym planie za co jestem twórcą bardzo wdzięczna. Wszystkie te okropne rzeczy podpiera wątek psychologiczny, który sprawia, że serial jest naprawdę intrygujący i zdecydowanie szybko nie da się o nim zapomnieć. Przyznam się sama do tego, że ja po tych kilku miesiącach, gdy teraz to piszę sama mam ochotę na to, aby ponownie odwiedzić Murder House, ponieważ wydaje mi się, że wszystkiego nie odkryłam, coś mi przeoczyło. No i w końcu chcę przeżyć to jeszcze raz. 



"Murder House" czyli pierwszy sezon American Horror Story swoim klimatem, atmosferą, muzyką, która brzmi naprawdę świetnie i  zgrywa się z tym chorym i porąbanym miejscem, a zwłaszcza aktorami, którzy naprawdę wykonali kawała świetnej roboty po prostu mną zawładną, połknął, opętał czy co tam jeszcze chcecie. Serial dołącza do grona moich ulubionych seriali i zdecydowanie wysuwa się przy tym na prowadzeniu. Aktorzy sprawili, że chcę więcej, więcej i jeszcze więcej. Ku mojemu zaskoczeniu dowiedziałam się o tym, że w kolejnym sezonie jest niemal taka sama obsada z niewieloma zmianami, jednak grająca całkiem świeże postacie.

Czy się wystraszyłam, czy też przeraziłam oglądając te 12 odcinków? Oczywiście, że tak! Jednak w taki inny sposób. Taki psychologiczny sposób. W taki niekonwencjonalny sposób. W taki sposób, który paraliżował mnie całą od stóp do głów nie podając mi żadnych flaków czy też krwi. Niewiele produkcji to potrafi, więc ta zdecydowanie jest perełką w swoim gatunku. Ale czy Ty odważysz się na tą podróż? Czy odważysz się odwiedzić Dom Morderstw i poznać jego mroczne tajemnice? Mam nadzieje, ze nie stchórzy po pierwszym odcinku. A jeżeli tak.. No cóż ... ONI sami Cię odnajdą! 


Jeżeli jeszcze nie czujesz się przekonany, mój Drogi Czytelniku zapraszam Cię do rzucenia okiem na zwiastun:
A bardziej zainteresowanych odsyłam do zobaczenia czołówki [TUTAJ] 


TYTUŁ: American Horror Story
Sezony: Murder House| Asylum | Sabat | Freak Show| 
Czas trwania jednego odcinka: 42 minuty
 GATUNEK: HORROR / DRAMAT 
TWÓRCY: Ryan Murphy, Brad Falchuk
MOJA OCENA: 10/10

Nareszcie się rozgrzeszyłam i mogę zabierać się za sezon drugi!