Gdybym sama miała wybrać film do obejrzenia, z pewnością nigdy nie
wybrałabym żadnej produkcji z gatunku science fiction. Choć nie
obejrzałam zbyt wielu takich filmów mam co do nich pewien dystans,
którego trudno jest mi się pozbyć. Nie wybrałam tego filmu, obejrzałam
go przypadkowo. Ktoś inny podjął za mnie tę decyzję. Czy była słuszna?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thriller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thriller. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 22 sierpnia 2017
poniedziałek, 24 lipca 2017
"Everest" Odd Harald Hauge
Znacie to uczucie, kiedy już sama okładka zachęca do sięgnięcia po dany tytuł? Powszechnie wiadomo, że nie powinno oceniać się książki po okładce, ale nie ukrywajmy, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze, a przecież książka nie potrafi mówić, na pierwszy rzut oka, nie wiemy, co w niej jest zawarte, nie zakochamy się w wypowiedzianych przez nią słowach. Dlatego też to okładka jest elementem, który niejednokrotnie decyduje o tym, czy dana pozycja zostanie przez nas przeczytana. Szata graficzna może jednak okazać się jedynie złudzeniem, które oszukuję odbiorcę, zachęca niczym złowieszcza bestia pod przykrywką pięknej otoczki.
środa, 12 lipca 2017
"Siódemka" Erica Spindler
piątek, 16 czerwca 2017
Bronisław Lemur "Bestia" - recenzja przedpremierowa -
Bestia najczęściej kojarzy nam się z upiorami z horrorów, czy też z bajek, które rodzicie czytali bądź opowiadali nam kiedy byliśmy jeszcze dziećmi. Wtedy to wiele rzeczy i zjawisk przybierało postać potwora. Gdy dorośliśmy zniknął ślad po dawnych bestiach lecz pojawiły się nowe, jeszcze bardziej straszniejsze i przerażające niż te, których obawialiśmy się w dzieciństwie.
niedziela, 27 września 2015
"Więzień Labiryntu: Próby ognia" reż. Wes Ball
TYTUŁ: Więzień labiryntu. Próby ognia
TYTUŁ ORYGINALNY: Maze Runner. The Scorch Trials.
PRODUKCJA: USA
GATUNEK: thriller, akcja, sci-fi
PREMIERA: 18 września 2015 rok
WYSTĘPUJĄ:
Dylan O'Brien
Ki Hong Lee
Kaya Scodelario
i inni
Druga z cyklu ekranizacji bestsellerowych powieści Jamesa Dashnera, thriller science fiction, którego akcja rozgrywa się w świecie dotkniętym wielkim kataklizmem. Znalezienie wyjścia z Labiryntu miało być końcem. Żadnych więcej niespodzianek, żadnych puzzli. I żadnego uciekania. Thomas był przekonany, że jeśli Streferzy zdołają się wydostać, odzyskają swoje dawne życie. W Labiryncie życie było łatwe. Było jedzenie, schronienie i względne bezpieczeństwo. Ale w świecie poza Labiryntem koniec został zapoczątkowany już dawno temu…
Po obejrzeniu pierwszej części ekranizacji trylogii Więzień Labiryntu nie wyobrażałam sobie, że mogłoby zabraknąć dla mnie miejsca w kinie. Co prawda na moim blogu nie pojawiła się recenzja pierwszej części, ale musicie wiedzieć, że byłam nią bardzo zachwycona. Ze względu na to, że nie czytałam ani pierwszej, ani drugiej części kompletnie nie wiedziałam co spotka mnie w Próbach Ognia. Po zapoznaniu się z powyższą produkcją śmiało mogę stwierdzić, ze jest ona lepsza od poprzedniczki. O wiele więcej się dzieje, a pytania, które zostały zadane przeze mnie w pierwszej części zostają odkryte. Ponadto końcowa decyzja głównego bohatera zostawia widza w tęsknocie za kolejną już ostatnią częścią o tytule Lek na Śmierć. Jednak na tą będziemy musieli jeszcze poczekać aż dwa lata!
Obsada aktorska była mi od początku w zupełności nieznana. Całkiem nowe nazwiska, a muszę przyznać, że cenie, gdy młode pokolenie przejmuje stery. Nowe twarze i nowe talenty obserwowałam z godną sokoła uwagą. Według mnie na wyróżnienie zasługuje Dylan O'Brien, który wcielił się w postać Thomasa, głównego bohatera, a który według mnie zagrał fenomenalnie. Wróżę mu bardzo owocną karierę jeżeli będzie wybierał ciekawe propozycje filmowe. Kaya Scodelario zawiodła mnie swoją rolą i według mnie to ona zasługuje na największe bęcki w tej recenzji. Zagrała sztucznie, nie realnie jakby była lalką. Do reszty nie mam zastrzeżenia, gdyż spisali się na medal. Nie będę się tu o nich rozpisywać wystarczy, że zobaczysz to na własne oczy.
Więzień Labiryntu: Próby ognia miejscami przypominało mi Igrzyska Śmierci. Według mnie to dobre porównanie, gdyż w obu tych historiach bohaterami są nastolatkowie, którzy na swoje barki biorą ciężar nowego, lepszego świata, Podczas seansu również dostrzegłam podobieństwo do mojej ulubionej gry pt. "The Last of Us". Miejscami film przeraża, gdyż Poparzeni nie należą do najpiękniejszych postaci. Dlatego też nie polecałabym dzieciom tej produkcji. "Próby ognia" to pełne napięcia, grozy i niespodziewanych zwrotów akcji widowisko, które warto sobie zaoferować.
CZARNY KRUK POLECA!
MOJA OCENA: 8/10
sobota, 12 września 2015
Graham Masterton "Zła przepowiednia"
AUTOR: Graham Masterton
TYTUŁ: Zła przepowiednia
TYTUŁ ORYGINALNY: Ill Fortune
ROK WYDANIA: 2005
WYDAWNICTWO: Rebis
ILOŚĆ STRON: 240
GATUNEK: thriller/sensacja/kryminał
Czasami zdarza się tak, że nazwisko autora nie jest tak do końca dobrą rekomendacją. Od dawien dawna chciałam przeczytać książkę, która wyszła spod pióra Grahama Mastertona. Akurat niedawno nadarzyła mi się taka okazja i zauważyłam w biblioteczce mojej cioci jeden z tytułów. Mowa tu oczywiście o książce pt."Zła przepowiednia", której to recenzje dzisiaj będziecie mieli okazję przeczytać. Muszę się przyznać, że po Mastertonie oczekiwałam czegoś mocnego, czegoś równie przerażającego co mroczne i skomplikowane opowieści jakie pisze Stephen King. Chyba zbyt pochopnie wystawiłam opinie temu autorowi, gdyż przedstawiona przeze mnie dzisiaj pozycja zostawia wiele do życzenia.
Kiedy młody Kubańczyk Fidelio Valdes uciekał z domu, nie miał pojęcia, że spotka na swojej drodze dziwnego człowieka i że to spotkanie będzie bardzo brzemienne w skutki. Tymczasem w małym miasteczku w stanie Connecticut zaczynają się dziać straszne rzeczy. Jakiś nieuchwytny, szalony snajper zabija przypadkowe osoby.Policja jest bezradna: nie ma motywu, nie ma żadnego punktu zaczepienia. Nadzieja na rozwikłanie zagadki pojawia się dopiero, gdy na scenę wkracza Sissy Sawyer, wróżka, która potrafi przepowiadać przyszłość ze swej talii kart.
Kiedy młody Kubańczyk Fidelio Valdes uciekał z domu, nie miał pojęcia, że spotka na swojej drodze dziwnego człowieka i że to spotkanie będzie bardzo brzemienne w skutki. Tymczasem w małym miasteczku w stanie Connecticut zaczynają się dziać straszne rzeczy. Jakiś nieuchwytny, szalony snajper zabija przypadkowe osoby.Policja jest bezradna: nie ma motywu, nie ma żadnego punktu zaczepienia. Nadzieja na rozwikłanie zagadki pojawia się dopiero, gdy na scenę wkracza Sissy Sawyer, wróżka, która potrafi przepowiadać przyszłość ze swej talii kart.
Zaczynając czytać książkę miałam wrażenie jak gdybym miała do czynienia z kilkoma różnymi historiami, które niczym się ze sobą nie łączą. Oczywiście jak to bywa w takich przypadkach, przy końcu książki okazuje się, że jednak istnieje jakiś wspólny element, który nie tylko łączy wszystkie wątki, ale także na nie oddziałuje. Jednak nie ukrywam, że czułam się rozkojarzona i nie bardzo wiedziałam czy chcę nadal brnąć w tą historię. Jak dla mnie akcja książki rozwijała się zbyt powoli.W dodatku po skończeniu książki mogę śmiało przyznać, że pomysł na tą historię był bardzo przeciętny i nie tego spodziewałam się po Grahamie Mastertonie.
Przewidywalność to kolejna cecha "Złej przepowiedni". Już po kilku stronach zorientowałam się kto zabija. Sama końcówka również nie zrobiła na mnie zbyt dużego wrażenia. Jeżeli natomiast chodzi o postacie to jedyną interesującą jak dla mnie bohaterką okazała się Sissy Sawayer, która wróżyła z kart. I to właśnie ten wątek był dla mnie najbardziej atrakcyjny. Pozostałość w moim mniemaniu wypada naprawdę słabo i nie mogę doszukać się tu żadnych plusów jeżeli chodzi o fabułę. Natomiast to co przykuło moją uwagę to styl pisania jaki posiada Masterton. Potrafi on zaciekawić czytelnika, ma plastyczny styl jednak czegoś tu zabrakło. Wydaje mi się, że to właśnie pomysł na fabułę był gwoździem do trumny.
Kolejnym minusem jak dla mnie były sceny erotyczne. Czułam obrzydzenie i nie smak, gdy przyszło mi je czytać i nie jest to spowodowane tylko i wyłącznie tym, że takich wątków nie cierpię. Masterton potraktował pod tym względem czytelnika bardzo brutalnie. Nie będę tu więcej o tym pisać, a zainteresowanych odsyłam do książki.
Czegoś zabrakło. Przyznam się, że sama do końca nie mogę sprecyzować co by to mogło być. Jednak nie zniechęcam się po jednym nie udanym tytule do twórczości Grahama Mastertona. Dam mu jeszcze jedną szanse i mam nadzieję, że tym razem natrafię na coś naprawdę mocnego. Więc jeżeli znasz jakiś dobry tytuł spod pióra tego autora to bardzo proszę o podzielenie się tytułem w komentarzu. "Złą przepowiednie" polecam jedynie tym, którzy nie wymagają od kryminału niczego nadzwyczajnego i poszukują jedynie lektury, która zapełni ich czas. Grono czytelników bardziej ambitnych nie odnajdzie w tej książce nic co by mogło ich zaskoczyć.
Przewidywalność to kolejna cecha "Złej przepowiedni". Już po kilku stronach zorientowałam się kto zabija. Sama końcówka również nie zrobiła na mnie zbyt dużego wrażenia. Jeżeli natomiast chodzi o postacie to jedyną interesującą jak dla mnie bohaterką okazała się Sissy Sawayer, która wróżyła z kart. I to właśnie ten wątek był dla mnie najbardziej atrakcyjny. Pozostałość w moim mniemaniu wypada naprawdę słabo i nie mogę doszukać się tu żadnych plusów jeżeli chodzi o fabułę. Natomiast to co przykuło moją uwagę to styl pisania jaki posiada Masterton. Potrafi on zaciekawić czytelnika, ma plastyczny styl jednak czegoś tu zabrakło. Wydaje mi się, że to właśnie pomysł na fabułę był gwoździem do trumny.
Kolejnym minusem jak dla mnie były sceny erotyczne. Czułam obrzydzenie i nie smak, gdy przyszło mi je czytać i nie jest to spowodowane tylko i wyłącznie tym, że takich wątków nie cierpię. Masterton potraktował pod tym względem czytelnika bardzo brutalnie. Nie będę tu więcej o tym pisać, a zainteresowanych odsyłam do książki.
Czegoś zabrakło. Przyznam się, że sama do końca nie mogę sprecyzować co by to mogło być. Jednak nie zniechęcam się po jednym nie udanym tytule do twórczości Grahama Mastertona. Dam mu jeszcze jedną szanse i mam nadzieję, że tym razem natrafię na coś naprawdę mocnego. Więc jeżeli znasz jakiś dobry tytuł spod pióra tego autora to bardzo proszę o podzielenie się tytułem w komentarzu. "Złą przepowiednie" polecam jedynie tym, którzy nie wymagają od kryminału niczego nadzwyczajnego i poszukują jedynie lektury, która zapełni ich czas. Grono czytelników bardziej ambitnych nie odnajdzie w tej książce nic co by mogło ich zaskoczyć.
MOJA OCENA: 4/10
INFORMACJA
Informuję iż zachodzi zmiana w kwestii postów pochodzących z cyklu Krucze Wieści. Będą się one pojawiały co dwa tygodnie.
Informuję iż zachodzi zmiana w kwestii postów pochodzących z cyklu Krucze Wieści. Będą się one pojawiały co dwa tygodnie.
Dziękuje za uwagę.
Czarny Kruk
środa, 1 kwietnia 2015
Przez szpony wyrwane - filmy, które ostatnio kruczysko widziało cz.2
Witajcie!
Kilka tygodniu temu obiecywałam Wam, że przyfrunę do Was z drugą częścią odsłon filmowych. Więc jestem :)
Ponadto muszę przyznać, że mam teraz coraz więcej czasu na nadrabianie zaległości filmowych w związku z chorobą, a także wolnym od szkoły no i pogodą, która nie zachęca do wyjścia na dwór. W związku z tym możecie spodziewać się trzeciej części tego oto cyklu. Póki co zapraszam Was do zapoznania się z tym, co dzisiaj dla Was przyszykowałam.
TYTUŁ: Sierota
| Orphan |
CZAS TRWANIA: 2 godz. 3 min
GATUNEK: Thriller
PRODUKCJA: Francja, Kanada, Niemcy, USA
PREMIERA: 21 lipca 2009 rok
PREMIERA: 21 lipca 2009 rok
MOJA OCENA: 8/10
GŁÓWNE ROLE:
Vera Farmiga
Vera Farmiga
Isabelle Fuhrman
Młode małżeństwo przeżywa dramat po stracie nienarodzonego dziecka. Chcąc przywrócić życiu namiastkę normalności, decydują się na adopcję. W pobliskim sierocińcu zaprzyjaźniają się z dziewięcioletnią Ester. Jej pojawienie się daje początek niecodziennym zdarzeniom. Kate odkrywa niebezpieczeństwo i usiłuje zwrócić na nie uwagę innym. Niestety jej ostrzeżenia zostają wysłuchane w momencie, gdy dla wszystkich jest już za późno… Dziewięcioletnia Esther zmienia życie Kate i Johna w koszmar.
Wybór tego filmy był czysto spontaniczny. Najpierw obejrzałam jego fragment w telewizji, a następnie zaintrygowana postanowiłam obejrzeć go w całości. Jak dla mnie "Sierota" była odkryciem. Już dawno nie obejrzałam równie dobrego i trzymającego w napięciu thrillera. Nie wiem czy jest jednym z najlepszych w swoim gatunku, bo nie mnie to oceniać, ale zdecydowanie ma w sobie coś co nie pozwala przejść obok niego obojętnie. Myślę, że ta produkcja aż prosi się o oddzielny post. Czy Wy również tego chcecie? Czekam na odpowiedź w komentarzu lub w sondzie, ktora znajduje się po Waszej prawej stronie ---->
CZARNY KRUK POLECA!
***
TYTUŁ: Iluzjonista
| The Ilusionist |
CZAS TRWANIA: 1 godz. 50 min
GATUNEK: Fantasy, Kostiumowy
PRODUKCJA: Czechy, USA
PREMIERA: 30 marca 2007 (Polska)
PREMIERA: 30 marca 2007 (Polska)
27 kwiecień 2006 (świat)
MOJA OCENA: 6/10
GŁÓWNE ROLE:
Edward Norton
Edward Norton
Jessica Biel
Eisenheim (Edward Norton), człowiek znikąd, wystawia w Wiedniu zdumiewające magiczne spektakle. Swoją pracą przykuwa uwagę pretendenta do tronu – księcia Leopolda. Pewien, że iluzjonista jest jedynie mistrzem konfabulacji i oszustem, książę zjawia się na jednym z przedstawień mężczyzny celem zdemaskowania jego występu. By osiągnąć cel, wysyła na scenę swoją narzeczoną Sophie (Jessica Biel: "Siódme niebo", "Elizabethtown"). Rozpoczyna się wielka potyczka pomiędzy iluzją a rzeczywistością. Czy talent magika wystarczy by przekroczyć granicę między życiem i śmiercią?
O filmie nigdy wcześniej nie słyszałam, a jego obejrzenie zawdzięczam mojemu bratu, który lubuje się w produkcjach mówiących o czarach, iluzji..
Wątek miłosny jest tu bardzo uwidoczniony i zdecydowanie gra głowną rolę w całym tym filmie. Jeżeli miałabym oceniać całość to wyszła ona nieźle. Ciekawa gra aktorska, ciekawe pomysły na wykorzystywanie iluzji, którą władają magicy. Jednak fabuła nie do końca przypadła mi do gustu, a przez to produkcja nie wywarła na mnie dużego wrażenia. Obejrzałam, ale bezjakichkolwiek emocj, stąd też moja ostateczna ocena. Polecam osobom, które lubią historię romantyczne nawet te najbardziej banalne oraz tym, których na co dzień fascynuje iluzja. Nie polecam widzom, którzy spodziewają się niezwykłego widowiska, bo możecie się mocno zawieść.
***
TYTUŁ: Zaginiona dziewczyna
| Gone Girl |
CZAS TRWANIA: 2 godz. 29 min
GATUNEK: Dramat, Thriller
PRODUKCJA: USA
PREMIERA: 10 październik 2014 rok (Polska)
PREMIERA: 10 październik 2014 rok (Polska)
26 wrzesień 2014 rok (świat)
MOJA OCENA: 7/10
GŁÓWNE ROLE:
Ben Affleck
Ben Affleck
Rosamund Pike
Wizjonerski thriller w reżyserii mistrza gatunku Davida Finchera, nominowanego do Oscara twórcy: "Social Network", "Ciekawego przypadku Benjamina Buttona", "Podziemnego kręgu", "Gry" i "Dziewczyny z tatuażem", ekranizacja bestsellerowej powieści Gillian Flynn. Młoda kobieta znika bez śladu w przededniu piątej rocznicy ślubu. Wszystkie podejrzenia padają na męża, który wspierany przez swą siostrę postanawia dowieść swojej niewinności i rozwiązać zagadkę. W rolach głównych: nagrodzony Oscarem Ben Affleck ("Armageddon"), Rosamund Pike ("Śmierć nadejdzie jutro"), Neil Patrick Harris ("Smerfy"), Missi Pyle ("Charlie i fabryka czekolady") i Kim Dickens ("Kod Merkury").
Sama nie wiem cojest ze mną nie tak, ale nie rozumiem fenomenu i powszechnego zachwytu tą historią. Nie miałam dostępu do książki, więc postanowiam obejrzec film, bo bardzo mnie ciekawiła sama fabuła i jej rozwiązanie. I jak wyszło? A wyszło tak, że uważam, że film jest JEDYNIE dobry. Po tak licznych zachęcających rekomendacjach pierwowzoru jak i ekranizacji spodziewałam sie niemal arcydzieła. A co dostałam? Film - niebanalny, jednak mało ralistyczny. Tak go odebrałam. Ponadto gra aktorska dwóch głównych aktorów zupełnie mnie do siebie nie przekonała.
Polecam tym, którzy tak jak ja są ciekawi tej historii. Ja już się z nią zapoznałam i szczerze? Nie mam ochoty brnąć w książkę.
***
TYTUŁ: Przeznaczenie
| Predestination |
CZAS TRWANIA: 1 godz. 37 min
GATUNEK: Thriller, Sci-fi
PRODUKCJA: Australia
PREMIERA: 8 marzec 2014 rok
PREMIERA: 8 marzec 2014 rok
MOJA OCENA: 8/10
GŁÓWNE ROLE:
Ethan Hawke
Sarah Snook
Noah Taylor
"Przeznaczenie" to film opartych na motywach opowiadania "Wszyscy wy zmartwychwstali..." Roberta A. Heinleina. Jest to swoista kronika życia Agenta (Ethan Hawke) wysłanego w serię trudnych podróży w czasie, które mają zapewnić mu kontynuację kariery stróża prawa. Podczas ostatniego zadania Agent musi zwerbować młodszego siebie w pogoni za przestępcą, który wymyka się w czasie.
Mówią, że zaczynać i kończyć należy w wielkim stylu. I wedle tej zasady tak i ja postanowiłam zacząć i zakończyć ten post dwoma filmami, które zrobiły na mnie naprawdę mocne wrażenie.
"Przeznaczenie" to film z gatunku tych, które lubię najbardziej. Dostałam skomplikowaną fabułę, do której rozwikłania potrzeba cierpliwości no i obejrzenia z wielką uwagą filmu od początku do końca. Dostałam wspaniałą grę aktorską, która sprawiła, ze film stoi na naprawdę wysokim poziomie. Warto obejrzeć choćby dla samej fabuły, która jak dla mnie okazała się być jak najbardziej oryginalna. Aż się chce napisać, że to film jedyny w swoim rodzaju.
Gorąco polecam!
CZARNY KRUK POLECA!
***
To tyle nowości na dziś. Dajcie znać, którym filmem jesteście najbardziej zainteresowani. Być może chcecie osobną recenzję któregoś z nich? Jestem otwarta na wszelkie propozycje.
Tymczasem dziękuję Wam za uwagę.
Pozdrawiam.
Czarny Kruk
Wszystkie opisy fabuły poszczególnych filmów pochodzą z filmwebu jak i również plakaty produkcji. Natomiast zwiastuny pochodzą z youtube.
czwartek, 18 grudnia 2014
Stephen King jako Richard Bachman - "Ostatni bastion Barta Dawesa"
AUTOR: Stephen King jako Richard Bachman
TYTUŁ: Ostatni bastion Barta Dawesa
(Roadwork)
(Roadwork)
WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka
GATUNEK: thriller/sensacja/kryminał
PREMIERA: 21 październik 2008 r
ILOŚĆ STORN: 240
Richard Bachman to pseudonim Stephena Kinga, zanim ten stał się sławny. Po wielkim sukcesie takich książek jak "Carrie" czy "Miasteczko Salem" King zdecydował się wydać jeszcze dwie kolejne książki, jednak wydanie czterech dzieł pod rząd nie było korzystne, dlatego też zdecydował się wydać "Rage" i "Wielki Marsz" jako Richard Bachman. Ujawnienie faktu, że King i Bachman to ta sama osoba nastąpiło w 1985 roku.
Jak wiecie lub może jeszcze nie jestem wielką i oddaną fanką Stephena Kinga. Swoją przygodę z jego twórczością zaczęłam jakieś dwa lata temu mając 13/14 lat. Pierwszymi książkami tego autora, jakie udało mi się poznać była m.in. "Cujo". Pokochałam styl pisania Stephena Kinga za nieprzespane noce i koszmary, które nie pozwalały mi normalnie funkcjonować. Jako jeden z niewielu pisarzy potrafi wywołać moje demony na światło dzienne. King nie tylko straszy, ale również też uczy co chyba najbardziej szanuje w jego twórczości. Nie muszę tu chyba wspominać o "Zielonej Mili", którzy chyba wszyscy znają i kochają, dzięki nie tylko pierwowzorowi, ale również wspaniałej ekranizacji. Styl Stephena Kinga łączy grozę z morałem i nauką, a także z prześwietleniem ludzkiej psychiki.
Dzisiaj przychodzę do Was z nieco innym tematycznie dziełem tego wspaniałego autora. "Ostatni bastion Barta Dawesa" nie jest powieścią grozy czego przeważnie spodziewamy się widzą to nazwisko. Jest to raczej studium ludzkiej psychiki i tego co człowiek potrafi zrobić, kiedy ktoś chcę zabrać mu wszystko co kochał. A o czym dokładnie jest ta książka? Zapraszam do przeczytania zarysu fabuły.
Bart Dawes uważa, że przegrał swoje życie. Dochodzi do wniosku, że jego los zawsze zależał od splotu nieszczęśliwych zbiegów okoliczności i złych wyborów. Najważniejsze sprawy: miłość, narodziny dziecka, praca - działy się jakby obok niego. Teraz widzi, jak znika dawny świat, w którym honor i uczciwość nie były pustymi słowami. Codziennie musi znosić głupotę i obłudę szefa. Każdy nowy dzień dowodzi, że w małżeństwie również poniósł klęskę. Dlatego gdy bezduszna decyzja urzędników odbiera mu ostatnie rzeczy dla których warto było żyć - małą pralnie i dom, decyduje, że się nie podda. Kupuje broń i rozpoczyna walkę o to, co najważniejsze ...
[ opis z okładki]
Książka porusza bardzo trudne tematy takie jak utrata bliskiej Ci osoby, która stanowiła sens Twojego życia. Po tej stracie musisz udawać, że jesteś silny, ale w głębi duszy krwawi Ci serce. Wtedy oddajesz się sprawą codziennym takim jak praca, chociaż wiesz, że to wszystko nie ma większego znaczenia. Funkcjonujesz jak robot, jak ustawiona pozytywka. Aż w końcu coś w Tobie pęka. Dowiadujesz się, że wszystko to co stwarzało iluzje normalności zostaje zniszczone, przez nieznane Ci osoby. Więc postanawiasz tak jak Bart walczyć.
Stephen King bardzo dużo miejsca poświecił w książce na rozmyślaniom głównego bohatera, które dotyczyły sensu życia, walki z samym z sobą, a w końcu rozmyślaniom czy istnieje granica między szaleństwem, a normalnością. Bart wiele czasu spędza w samotności i stąd te dziwne rozmyślania i wnioski. Nie dostajemy bezpośrednich odpowiedzi. Wszystko musimy analizować na swój własny sposób. Akcja książki wolno się rozkręca. Nie ma tu niespodziewanych zwrotów akcji. Tak naprawdę to na samym końcu coś zaczyna się dziać, a czytelnik obserwuje wydarzenia, jak gdyby był ich światkiem. King zbudował w finale niesamowite napięcie. i do samego końca nie wiedziałam co też uczyni główny bohater. Czy stchórzy? Czy zniszczy to co tak bardzo kochał?
Z każdą stroną wraz z autorem czytelnik analizuje psychikę ludzką i patrzy na to jak wiele można znieść i do jakich decyzji doprowadza nie tylko samotność, ale również poczucie rozczarowania i beznadziei. Ta historia przedstawia również naszą znieczulicę na czyjeś krzywdy i to, że tak naprawdę o dawien dawna człowiek interesował się tylko i wyłącznie samym sobą, czyli wszyscy jesteśmy egoistami. Najgorsze jest chyba to, że z tym nie walczymy. Po przeczytaniu tej pozycji wiem jedno - trzeba pomagać ludziom, nie tylko swoim bliskim, ale wszystkim osobom, które widzimy, że cierpią. Wiem jak większość myśli. Że każdego dnia umiera tysiące ludzi i nikt z tym nic nie robi. Ale to, że ludzie umierają nie wynika tylko i wyłącznie z chorób, czy też wypadków. Moi drodzy, samotność także zabija.
Czytając książkę sami przekonacie się o tym, że Bart szukał pomocy, ale bezskutecznie. Jakoś nikt nie chciał się przejąć 40 - kilku letnim facetem. Była jedna osoba, która pojawiła się nagle w jego życiu i równie szybko zniknęła. Gdybym mogła najchętniej wkroczyłabym do świata wykreowanego w książce i sama wyciągnęła Barta z bagna, w którym się znajdował. Bardzo poważnie potraktowałam całą tą historię, ponieważ dobrze wiem, czym jest strata bliskiej osoby, czym jest samotność, bezradność i beznadzieja. Sama wiem, jak to jest nie potrafić wyrazić swoich uczuć. Potrafiłam wcielić się w postać Dawesa, a King zbudował mi do tego świetne podstawy.
"Ostatni bastion Barta Dawesa" pokazuje naszą szarą rzeczywistość i to jakie życie potrafi być okrutne pod wieloma względami. Najlepsze jest to, że nie ma tu potworów, paranormalnych zjawisk, zjaw i wszystkiego tego co uważamy za przerażające. Są ludzie. I po raz kolejny uważam, że wszystkie potwory są ludźmi. Książka idealnie pokazuje ku temu argumenty.
Bardzo ponura powieść, która nie daje nadzieji na lepsze jutro. Myślę, że nie jest to książka dla osób o słabych nerwach. Również raczej nie polecałabym czytelnikom, którzy nie mieli jeszcze okazji zapoznać się z twórczością Stephena Kinga. Natomiast polecam tym, którzy znają już pióro tego autora, są dojrzali i dla których taka tematyka nie jest obca. Prawda jest taka, że podczas czytania nie zdajemy sobie sprawy z tego jaką naukę niesie ze sobą ta książka. Przemyślenia, refleksje przychodzą później, gdy szykując się do spania rozmyślasz nad życiem i nagle przychodzi Ci do głowy Bart Dawes, który stracił wszystko, nawet samego siebie.
CZARNY KRUK POLECA!
9/10
Recenzja dostępna również na:
" (...) a my jeszcze raz bezpiecznie wracamy do świata ludzkich spraw."
- 288 str.
niedziela, 7 grudnia 2014
"Pokłosie" | Władysław Pasikowski | Najodważniejszy Polski Film
TYTUŁ: Pokłosie
CZAS TRWANIA: 1 godz. 47 min
GATUNEK: Thriller
PRODUKCJA: Holandia, Polska, Rosja, Słowacja
PREMIERA: 11 maja 2012 roku (świat)
PREMIERA: 11 maja 2012 roku (świat)
9 listopada 2012 roku (Polska)
REŻYSERIA: Władysław Pasikowski
GŁÓWNA OBSADA: Maciej Stuhr, Ireneusz Czop
Franciszek Kalina (Ireneusz Czop) po latach emigracji przyjeżdża do Polski, zaalarmowany wiadomością, że jego młodszy brat (Maciej Stuhr) popadł w konflikt z mieszkańcami swojej wsi. Po przyjeździe odkrywa, że przyczyną jest mroczna tajemnica sprzed lat. Skłóceni od lat bracia próbują dojść do prawdy. Prowadzone przez nich śledztwo zaostrza konflikt, który przeradza się w otwartą agresję. Ujawniona tajemnica odciśnie tragiczne piętno na życiu braci i ich sąsiadów.
My Polacy mamy tak, że z dużym z dystansem i pewną niechęcią sięgamy po dzieła naszych rodaków. Tak jest w przypadku książek jak i filmów. Jestem wyrozumiała, jeżeli chodzi o filmy, ponieważ większość polskich produkcji to dno. Z książkami jest inaczej, ponieważ wierzcie mi lub nie, mamy dobrych pisarzy. Jeżeli o mnie chodzi zawsze z dużą niepewnością patrzyłam na polskie tytuły filmów i bardzo dużo czasu poświęcałam rozmyślaniom nad tym, dlaczego nasi reżyserzy robią takie złe filmy? Jednak na szczęście nie wszystko co Polskie jest złe. Ostatnio dwa filmy przywróciły mi wiarę w Polską kinematografie. Mam na myśli "Salę Samobójców" oraz "Miasto 44". Dzisiaj mam zaszczyt przedstawić Wam kolejny film, który śmiało i bez wyrzutów sumienia mogę wymienić koło tych dwóch tytułów.
Zapraszam więc na recenzje "Pokłosia"
Ludzie z reguły są dobrzy, albo przynajmniej sprawiają takie wrażenie. "Pokłosie" to film pokazujący prawdziwą naturę ludzką. Mamy tu tajemnice, której szczerzą mieszkańcy wioski, bo gdyby wyszła ona na jaw straciliby cały swój dobytek. I mamy dwóch braci, którzy chcą walczyć o prawdę i są duetem, który za wrogów ma całą wieś. Ich celem jest za wszelką cenie odkrycie tej tajemnicy, ale gdy już ją znają okazuje się, że prawda nie zawsze jest taka jaką sobie pierwotnie wyobrażamy.
Film od początku do samego końca trzymał mnie w napięciu i każdy podmuch wiatru był dla mnie złowrogi i pełen niepewności. Jest to niezwykły plus produkcji, ponieważ od dawna żaden film nie wzbudził we mnie tak wielu emocji.
Maciej Stuhr poprzez ten film zyskał moje uznanie. Jest to chyba jeden z tych lepszych aktorów jakimi możemy się pochwalić. Udowodnił to właśnie w "Pokłosiu" grając totalnego niechluja, który nie boi się konsekwencji swoich czynów. Jest to jego najlepsza kreacja i myślę, że powinniśmy docenić jego wkład w tą produkcję. Ireneusz Czop również mnie zachwycił, ale w mniejszym stopniu, bo uważam, że miał zdecydowanie łatwiejszą rolę do odegrania. Nie kojarzę go w ogóle , dla mnie była to nowa twarz polskiego kina, która zapamiętam na bardzo długo. Obaj potrafili zbudować niezwykłe napięcie.
Wydaje mi się, że najważniejszym dla nich wyzwaniem było pokazanie więzi braterskiej co zazwyczaj jest trudne. Niemniej jednak obaj zagrali trudne, wymagające wiele pracy i charyzmatyczne role.
Czytałam kilka opinii na temat tego filmu i niektórzy twierdzą, że przedstawiono tam Polaków jako bandę alkoholików. Ci co tak pisali chyba nie odwiedzili ani jednej wioski. Sama mieszkam w niewielkiej miejscowości i też bywam w kilku sąsiadujących wsiach i wiem jak to wygląda. No może nie tak jak przedstawiono w filmie, ale bardzo podobnie. Wbrew pozorom zagrać pijaka łatwo nie jest.
Na szczególną uwagę zasługuje muzyka, która pomagała budować odpowiednie napięcie, a także pobudzała wyobraźnie widza. Była mroczna, tajemnicza. W stuprocentach oddała atmosferę panującą w filmie. Obawiam się, że bez niej efekt końcowy nie byłby taki sam. Momentami miałam wrażenie, że film jest nie tylko thrillerem, ale także filmem grozy, ponieważ niejednokrotnie miałam podobne odczucia jak przy oglądaniu dobrego horroru.
Akcja rozgrywała się na wsi o czym już wcześniej wspomniałam. Dominują tutaj pola, bagna różnego rodzaju urządzenia służące do pracy w rolnictwie. Scenografia została odpowiednio dobrana do miejsca i czasu akcji.
Władysław Pasikowski wyreżyserował film oparty na bardzo kontrowersyjnym temacie, dlatego uważany jest za jeden z najodważniejszych polskich produkcji. Film ma na swoim koncie wiele krytycznych opinii, ponieważ opiera się na pewnym historycznym wydarzeniu, które miało miejsce w Polsce. Mam tu na myśli pogrom żydowski podczas II wojny światowej. Okazuje się, że nie tylko Niemcy tego dokonali, ale również swój udział mieli tutaj mieszkańcy Polskich wsi, ponieważ widoczny jest tutaj ich zysk. Jednak niech Was to nie zniechęci. Nie warto opierać się na tym co ktoś inny sądzi. Jesteśmy ludźmi i każdy ma prawo mieć swoją własną opinię, dlatego zachęcam do obejrzenia "Pokłosia". Uważany on jest za film antypolski, niepatriotyczny, ponieważ w pewien sposób przedstawia Polaków w negatywnym świetle oraz oskarża o mordowanie Żydów, a przecież wszyscy powszechnie wiemy, że robili to Niemcy. Reżyser podkreśla, że nie jest to film ani historyczny, ani dokumentalny tylko i wyłącznie thriller o trudnej dla naszego społeczeństwa tematyce. Doskonale wiemy, że w czasach wojny to właśnie głównie nasi rodacy ochraniali żydów. "Pokłosie" pokazuje tą drugą część naszego narodu, która dba tylko i wyłącznie oswój interes. Cały czas siedzą mi w głowie słowa wypowiedziane w filmie: gdy płonął dom, a żydowskie kobiety wyrzucały dzieci w celu ich ocalenia to właśnie Polacy na widłach wrzucali je tam z powrotem. Jednak jaka była prawda? I czy nasz naród naprawdę jest bez winy? Te właśnie trudne kwestie porusza film Pasikowskiego.
Faktem jest, że ta polska produkcja była potrzebna nie tylko dla naszego społeczeństwa, ale dla całego świata. Aż prosi się o więcej takich filmów! Jak najbardziej udana produkcja, co mam nadzieję wykazała moja recenzja. Z jednej strony film porusza ważny temat, który wciąż jest i będzie aktualny, a z drugiej trzyma w niezwykłym napięciu i wywołuje wiele skrajnych emocji, aby pod koniec dać widzowi szansę na wyrobienie własnej opinii, na temat przedstawionych wydarzeń.
MOJA OCENA: 8/10
Zwiastun:
piątek, 29 sierpnia 2014
Przemek Corso 'Podziemne miasto'
TYTUŁ: Podziemne miasto
AUTOR: Przemek Corso
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: thriller/sensacja/kryminał/ przygodowa
DATA WYDANIA: 9 lipca 2014 roku
ILOŚĆ STRON: 366
CENA: 34 zł
Chyba każdy z nas chciałby przeżyć jakąś przygodę, czy nie mam racji? Myślę, że każdemu w życiu potrzeba odrobinę adrenaliny, ponieważ dopiero wtedy wiemy, że tak naprawdę żyjemy. Główny bohater książki, którą chcę Wam dzisiaj przedstawić nazywa się Robert Karcz i w jego życiu adrenaliny jest zdecydowanie pod dostatkiem. Z zawodu jest archeologiem, natomiast, życie zmusiło go do pracy nauczyciela historii w legnickim gimnazjum. Możecie sobie pomyśleć, że to bardzo nudny zawód i co niby w takiej codzienności może wydarzyć się emocjonującego? Okazuje się, że Legnica skrywa w sobie ogromne i niebezpieczne tajemnice, w które oczywiście zgłębia się Robert Karcz. Jedną z cech charakteru Karcza jest ciekawość i pod wpływem opowieści mieszkańców miasta sam na własną rękę postanawia bliżej przyjrzeć się miastu i jego historii. Jednak pewnego dnia zapada się pod ziemie. A to dopiero początek całej historii..
Przemek Corso- debiutował w 2012 roku powieścią kryminalną
'Studium w czerwieni', a rok później wydał wnikliwy dramat psychologiczny 'Maraton'. Felietonista, konferansjer, głos radiowy, autor bajek dla dzieci.
Bardzo chciałam przeczytać tą książkę z powodu tego, że jest ona zaliczana po części do książek przygodowych, które tak rzadko mam ostatnio okazję czytać. Spodobał mi się także opis fabuły, a także sam fakt, że Przemek Corso jest autorem książki pt. 'Maraton', której co prawda nie czytałam, ale bardzo bym chciała to zmienić. Jako, że nie znałam wcześniejszej twórczości pana Przemka nie miałam żadnych oczekiwań. Spodziewałam się raczej lekkiej pozycji, która nie wymagała by ode mnie jakiegoś większego zaangażowania, którą przeczytam, ale szybko o niej zapomnę. Okazało się, że się myliłam. I to bardzo.
'Podziemne miasto' już od samego początku bardzo mnie zaciekawiło. Miałam wrażenie, że książka porwała mnie do swojego wnętrza i nie chciała już wypuścić. Czytałam ją czasami całymi dniami, bo chciałam wiedzieć co będzie dalej. To naprawdę ciekawa historia z przemyślanymi i ciekawymi wątkami. Już sam opis szkoły i funkcjonowania w niej zarówno uczniów jak nauczycieli bardzo mi zaoponował. Niby taki szczegół, niby łatwo opisać co się dzieje w szkole, a jednak nie każdemu autorowi to wychodzi. Przemek Corso pozytywnie mnie zaskoczył. Historia jest osadzona w wielu miejscach.
Robert Karcz ma albo ogromnego pecha, albo przygody aż tak bardzo go kochają. Dzięki temu akcja mknie z naprawdę ogromną prędkością. Obiecuje Ci, że nie będziesz miał ani odrobiny czasu żeby się nudzić. Momentami czytelnik odczuwa ogromne napięcie, które jest odpowiednio nadane danej sytuacji. Pomimo tak wielu przygód w książce nie można się zagubić, a to dzięki piórze samego autora. Zaciekawia czytelnika i nie rozczarowuje. Z zadziwiającą lekkością prowadzi dialogi. Naprawdę jestem pod dużym wrażeniem stylu pisania Przemka Corso, który bardzo przypadł mi do gustu i już nie mogę się doczekać, aż przeczytam jego kolejną książkę.
Postacie są niezwykle barwne. Są to takie osoby, które zdecydowanie chciałabym spotkać na swojej drodze. Robert Karcz jako nauczyciel budzi podziw u swoich uczniów. W sumie nie ma się co dziwić, jeżeli ciągle przychodzi z coraz to nowymi bliznami. Działa bardzo impulsywnie, pomimo tego, że zdaję sobie sprawę z powagi danej sytuacji. Jego siostra Justyna, która jest znaną dziennikarką telewizyjną przy nim jest oazą spokoju. Rozważna i trzeźwo myśląca momentami próbuje stopować brata co oczywiście jej się nie udaje, ponieważ Karcz ma swój charakterek. Wszystkie postacie zostały bardzo dobrze wykreowane. Każda z nich jest oryginalna, a przez to historia staje się jeszcze bardziej ciekawsza. Do kręgu moich ulubionych postaci należy Rudy Rajmund, który jest do mnie bardzo podobny i z zachowania i z wyglądu. Cieszę się, że autor wykreował taką postać, ponieważ mam teraz świadomość, że gdzieś tam istnieją tacy ludzie jak Rudy Rajmund czy też Acidolka, którą równie bardzo polubiłam, ponieważ bardzo przypominała mi mnie samą. Z tymi postaciami zdecydowanie się utożsamiam. Musze też wspomnieć o Zuzie Nir, która jest bardzo energetyczną dziewiętnastolatką, która odegrała znaczącą rolę w przygodach Roberta Karcza.
Obsada tej książki jest niezwykle zróżnicowana co działa na plus historii. Nie chciałam jej kończyć, ponieważ miałam świadomość, że będę musiała rozstać się z postaciami, ale jak widać nie na długo, ponieważ autor na końcu książki obiecuję, że napisze ciąg dalszy przygód Roberta Karcza. Mam nadzieję, że nie zabraknie Rudego Rajmunda i Acidolki, ponieważ bez nich ta książka straciłaby w moich oczach.
Bardzo lubię tego typu historię, w których czytelnik razem z główną postacią odkrywa różnego rodzaju tajemnicze miejsca, czy też zagadki. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że ta książka aż tak bardzo mnie zaskoczy i przypadnie do gustu. Od dzisiaj Przemek Corso należy do grona moich ulubionych polskich autorów. Historia momentami wzbudza u czytelnika uśmiech, przeraża go, ale zawsze zachwyca. Takie połączenie najbardziej lubię. Cóż mogę więcej napisać? Mam nadzieję, że Was zachęciłam, ponieważ ominąć taką książkę polskiego autora to grzech narodowy.
AUTOR: Przemek Corso
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: thriller/sensacja/kryminał/ przygodowa
DATA WYDANIA: 9 lipca 2014 roku
ILOŚĆ STRON: 366
CENA: 34 zł
Nie musisz szukać przygody, ona sama Cie znajdzie!
Chyba każdy z nas chciałby przeżyć jakąś przygodę, czy nie mam racji? Myślę, że każdemu w życiu potrzeba odrobinę adrenaliny, ponieważ dopiero wtedy wiemy, że tak naprawdę żyjemy. Główny bohater książki, którą chcę Wam dzisiaj przedstawić nazywa się Robert Karcz i w jego życiu adrenaliny jest zdecydowanie pod dostatkiem. Z zawodu jest archeologiem, natomiast, życie zmusiło go do pracy nauczyciela historii w legnickim gimnazjum. Możecie sobie pomyśleć, że to bardzo nudny zawód i co niby w takiej codzienności może wydarzyć się emocjonującego? Okazuje się, że Legnica skrywa w sobie ogromne i niebezpieczne tajemnice, w które oczywiście zgłębia się Robert Karcz. Jedną z cech charakteru Karcza jest ciekawość i pod wpływem opowieści mieszkańców miasta sam na własną rękę postanawia bliżej przyjrzeć się miastu i jego historii. Jednak pewnego dnia zapada się pod ziemie. A to dopiero początek całej historii..
Przemek Corso- debiutował w 2012 roku powieścią kryminalną
![]() |
Przemek Corso |
Bardzo chciałam przeczytać tą książkę z powodu tego, że jest ona zaliczana po części do książek przygodowych, które tak rzadko mam ostatnio okazję czytać. Spodobał mi się także opis fabuły, a także sam fakt, że Przemek Corso jest autorem książki pt. 'Maraton', której co prawda nie czytałam, ale bardzo bym chciała to zmienić. Jako, że nie znałam wcześniejszej twórczości pana Przemka nie miałam żadnych oczekiwań. Spodziewałam się raczej lekkiej pozycji, która nie wymagała by ode mnie jakiegoś większego zaangażowania, którą przeczytam, ale szybko o niej zapomnę. Okazało się, że się myliłam. I to bardzo.
'Podziemne miasto' już od samego początku bardzo mnie zaciekawiło. Miałam wrażenie, że książka porwała mnie do swojego wnętrza i nie chciała już wypuścić. Czytałam ją czasami całymi dniami, bo chciałam wiedzieć co będzie dalej. To naprawdę ciekawa historia z przemyślanymi i ciekawymi wątkami. Już sam opis szkoły i funkcjonowania w niej zarówno uczniów jak nauczycieli bardzo mi zaoponował. Niby taki szczegół, niby łatwo opisać co się dzieje w szkole, a jednak nie każdemu autorowi to wychodzi. Przemek Corso pozytywnie mnie zaskoczył. Historia jest osadzona w wielu miejscach.
Robert Karcz ma albo ogromnego pecha, albo przygody aż tak bardzo go kochają. Dzięki temu akcja mknie z naprawdę ogromną prędkością. Obiecuje Ci, że nie będziesz miał ani odrobiny czasu żeby się nudzić. Momentami czytelnik odczuwa ogromne napięcie, które jest odpowiednio nadane danej sytuacji. Pomimo tak wielu przygód w książce nie można się zagubić, a to dzięki piórze samego autora. Zaciekawia czytelnika i nie rozczarowuje. Z zadziwiającą lekkością prowadzi dialogi. Naprawdę jestem pod dużym wrażeniem stylu pisania Przemka Corso, który bardzo przypadł mi do gustu i już nie mogę się doczekać, aż przeczytam jego kolejną książkę.
Postacie są niezwykle barwne. Są to takie osoby, które zdecydowanie chciałabym spotkać na swojej drodze. Robert Karcz jako nauczyciel budzi podziw u swoich uczniów. W sumie nie ma się co dziwić, jeżeli ciągle przychodzi z coraz to nowymi bliznami. Działa bardzo impulsywnie, pomimo tego, że zdaję sobie sprawę z powagi danej sytuacji. Jego siostra Justyna, która jest znaną dziennikarką telewizyjną przy nim jest oazą spokoju. Rozważna i trzeźwo myśląca momentami próbuje stopować brata co oczywiście jej się nie udaje, ponieważ Karcz ma swój charakterek. Wszystkie postacie zostały bardzo dobrze wykreowane. Każda z nich jest oryginalna, a przez to historia staje się jeszcze bardziej ciekawsza. Do kręgu moich ulubionych postaci należy Rudy Rajmund, który jest do mnie bardzo podobny i z zachowania i z wyglądu. Cieszę się, że autor wykreował taką postać, ponieważ mam teraz świadomość, że gdzieś tam istnieją tacy ludzie jak Rudy Rajmund czy też Acidolka, którą równie bardzo polubiłam, ponieważ bardzo przypominała mi mnie samą. Z tymi postaciami zdecydowanie się utożsamiam. Musze też wspomnieć o Zuzie Nir, która jest bardzo energetyczną dziewiętnastolatką, która odegrała znaczącą rolę w przygodach Roberta Karcza.
Obsada tej książki jest niezwykle zróżnicowana co działa na plus historii. Nie chciałam jej kończyć, ponieważ miałam świadomość, że będę musiała rozstać się z postaciami, ale jak widać nie na długo, ponieważ autor na końcu książki obiecuję, że napisze ciąg dalszy przygód Roberta Karcza. Mam nadzieję, że nie zabraknie Rudego Rajmunda i Acidolki, ponieważ bez nich ta książka straciłaby w moich oczach.
Bardzo lubię tego typu historię, w których czytelnik razem z główną postacią odkrywa różnego rodzaju tajemnicze miejsca, czy też zagadki. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że ta książka aż tak bardzo mnie zaskoczy i przypadnie do gustu. Od dzisiaj Przemek Corso należy do grona moich ulubionych polskich autorów. Historia momentami wzbudza u czytelnika uśmiech, przeraża go, ale zawsze zachwyca. Takie połączenie najbardziej lubię. Cóż mogę więcej napisać? Mam nadzieję, że Was zachęciłam, ponieważ ominąć taką książkę polskiego autora to grzech narodowy.
MOJA OCENA: 9-/10
Alice poleca!
Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu Novae Res.
Fakt ten nie miał wpływu na moją recenzję.
P o z d r a w i a m
niedziela, 6 października 2013
Marek Krajewski 'W otchłani mroku'
AUTOR: Marek Krajewski
TYTUŁ: W otchłani mroku
WYDAWNICTWO: Znak
GATUNEK: thriller/sensacja/kryminał
DATA WYDANIA: 11 września 2013 rok
ILOŚĆ STRON: 320
CENA: 32.90 zł
Z twórczością Marka Krajewskiego miałam już jedno spotkanie. Kiedyś z biblioteczki mojego brata podkradłam 'Erynie', które bardzo mi się spodobały, wtedy to właśnie styl pisania Marka Krajewskiego przypadł mi do gustu. Więc kiedy dostałam okazje zrecenzowana kolejnej jego książki nie wahałam się ani chwili. Chciałam zobaczyć i porównać jak się sprawy mają. Czy się zawiodłam?
Wrocław 1946. Zło zatacza coraz szersze kręgi.
Tropią dziewczęta. Gwałcą je i zabijają. Trzech żołnierzy Armii Czerwonej spędza sen z powiek Popielskiemu, UB, NKWD i pewnemu szalonemu Rosjaninowi. Każdy z nich ma inne powody.
Dawny komisarz dostaje zlecenie od profesora filozofii. Wśród uczniów podziemnego gimnazjum jest agent UB. Trzeba go znaleźć i odseparować. Nic trudnego. Jednak ku zaskoczeniu Popielskiego każdy kolejny krok w śledztwie to niespodzianka, za którą kryją się mroczne tajemnice. Zło i sprawiedliwość przestają być tylko tematem debaty filozoficznej – zaczynają decydować o życiu i śmierci
źródło opisu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/190570/w-otchlani-mroku/wszyscy/2#reviews
Marek Krajewski, ur. 1966- pisarz, filolog klasyczny. Przez wiele lat prowadził na
Uniwersytecie Wrocławskim zajęcia, z których zrezygnował, aby poświęcić się wyłącznie pisaniu książek. Autor bestsellerowych powieści kryminalnych o Eberhardzie Mocku i Edwardzie Popielskim Ich przekłady ukazały się w dwudziestu krajach. Laureat m.in. Paszportu 'Polityki', Nagrody Prezydenta Wrocławia, Nagrody Wielkiego Kalibru. Otrzymał tytuł ambasadora Wrocławia.
źródło: opis z okładki
Marek Krajewski to jeden z najlepszych pisarzy jakimi Polska może się pochwalić. W związku z tym, że to moje druga książka tego autora, jaką udało mi się przeczytać mam pewne porównania. Musze stwierdzić, że autor ma fantastyczny sposób pisania. Bardzo przekonywujący, a przez to prawdziwy. Potrafi w odpowiednich momentach wzbudzać ludzką ciekawość, a tym samym zachęcać do dalszej lektury. Niejednokrotnie autor rozbawia swoich czytelników, mową, a także zachowaniem bohaterów. To co mi się podobało, to myśl Popielskiego, bo ogólnie narracja jest trzecioosobowa, ale autor postanowił dodać takie elementy, dzięki którym będziemy mogli poznać myśli naszego głównego bohatera Edwarda Popielskiego. Fabuła książki jest dość oryginalna, ponieważ w dobie wielu kryminałów jakie możemy spotkać chociażby na naszym polskim rynku, jeszcze nie spotkałam się z podobną koncepcją na książkę. Historia jest dosyć brutalna, wielokrotnie przedstawione są sceny gwałtu na młodych dziewicach i tu niektórzy czytelnicy mogą nie wytrzymać.
Zastanawiałam się co wzbudza sympatie do Edwarda Popielskiego, moją jak i innych czytelników. Przecież to 60 letni staruszek, który zamiast zajmować się śledztwami powinien przejść na zasłużoną emeryturę. Jednak on ciągle jest w biegu pomimo swojego sędziwego wieku. Dużym plusem Marka Krajewskiego jest pokazywanie bohaterów z pozytywnej jak i tej negatywnej strony. Edward Popielskim owszem jest staruszkiem i autor opisuje jego wady, jego zamiłowanie do alkoholu, do prostytutek, a także zmęczenie jakie towarzyszy mu po aktywnym dniu. Natomiast nic nie zmienia faktu, że jest on cholernie inteligentnym i przebiegłym śledczym, który odkrył nie jedną zagadkę. Czytuję wiele kryminałów, ale chyba jeszcze w żadnym nie spotkałam się z tym, żeby autor tak krytycznie podszedł do głównego bohatera. Pokazał, że nie jest idealny i chyba za to go lubimy, za te jego wady.
Co do pozostałych postaci to bardzo dobrze zostali przedstawieni żołnierze Armii Czerwonej, którzy tak bestialsko obchodzili się z młodymi dziewczynami. Ich bezlitosny i okrucieństwo szokowało mnie.
Podsumowując twórczość Marka Krajewskiego każdy z Was powinien poznać, bo na prawdę warto. Na miejscu autora skończyłabym przygody Edwarda Popielskiego na powieści 'W otchłani mroku' lub napisała szokującą opowieść o końcu kariery lub nawet życia naszego ulubionego śledczego. Jednak to moja propozycja i jestem ciekawa co autor dalej zrobi ze stworzoną przez siebie postacią. Póki co ciesze się, ze takiego autora w Polsce mamy. Bardzo go cenie, a jego nazwisko zapamiętam do końca życia. Czy zachęcam do sięgnięcia 'W otchłani mroku' ? Zdecydowanie tak! Ale radzę skupić się na książce już po przeczytania pierwszego słowa, ponieważ książka osadzona jest na paru płaszczyznach, czyli paru stref czasowych i może Wam się wszystko poplątać.
TYTUŁ: W otchłani mroku
WYDAWNICTWO: Znak
GATUNEK: thriller/sensacja/kryminał
DATA WYDANIA: 11 września 2013 rok
ILOŚĆ STRON: 320
CENA: 32.90 zł
Z twórczością Marka Krajewskiego miałam już jedno spotkanie. Kiedyś z biblioteczki mojego brata podkradłam 'Erynie', które bardzo mi się spodobały, wtedy to właśnie styl pisania Marka Krajewskiego przypadł mi do gustu. Więc kiedy dostałam okazje zrecenzowana kolejnej jego książki nie wahałam się ani chwili. Chciałam zobaczyć i porównać jak się sprawy mają. Czy się zawiodłam?
Wrocław 1946. Zło zatacza coraz szersze kręgi.
Tropią dziewczęta. Gwałcą je i zabijają. Trzech żołnierzy Armii Czerwonej spędza sen z powiek Popielskiemu, UB, NKWD i pewnemu szalonemu Rosjaninowi. Każdy z nich ma inne powody.
Dawny komisarz dostaje zlecenie od profesora filozofii. Wśród uczniów podziemnego gimnazjum jest agent UB. Trzeba go znaleźć i odseparować. Nic trudnego. Jednak ku zaskoczeniu Popielskiego każdy kolejny krok w śledztwie to niespodzianka, za którą kryją się mroczne tajemnice. Zło i sprawiedliwość przestają być tylko tematem debaty filozoficznej – zaczynają decydować o życiu i śmierci
źródło opisu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/190570/w-otchlani-mroku/wszyscy/2#reviews
Marek Krajewski, ur. 1966- pisarz, filolog klasyczny. Przez wiele lat prowadził na
![]() |
źródło |
źródło: opis z okładki
Marek Krajewski to jeden z najlepszych pisarzy jakimi Polska może się pochwalić. W związku z tym, że to moje druga książka tego autora, jaką udało mi się przeczytać mam pewne porównania. Musze stwierdzić, że autor ma fantastyczny sposób pisania. Bardzo przekonywujący, a przez to prawdziwy. Potrafi w odpowiednich momentach wzbudzać ludzką ciekawość, a tym samym zachęcać do dalszej lektury. Niejednokrotnie autor rozbawia swoich czytelników, mową, a także zachowaniem bohaterów. To co mi się podobało, to myśl Popielskiego, bo ogólnie narracja jest trzecioosobowa, ale autor postanowił dodać takie elementy, dzięki którym będziemy mogli poznać myśli naszego głównego bohatera Edwarda Popielskiego. Fabuła książki jest dość oryginalna, ponieważ w dobie wielu kryminałów jakie możemy spotkać chociażby na naszym polskim rynku, jeszcze nie spotkałam się z podobną koncepcją na książkę. Historia jest dosyć brutalna, wielokrotnie przedstawione są sceny gwałtu na młodych dziewicach i tu niektórzy czytelnicy mogą nie wytrzymać.
Zastanawiałam się co wzbudza sympatie do Edwarda Popielskiego, moją jak i innych czytelników. Przecież to 60 letni staruszek, który zamiast zajmować się śledztwami powinien przejść na zasłużoną emeryturę. Jednak on ciągle jest w biegu pomimo swojego sędziwego wieku. Dużym plusem Marka Krajewskiego jest pokazywanie bohaterów z pozytywnej jak i tej negatywnej strony. Edward Popielskim owszem jest staruszkiem i autor opisuje jego wady, jego zamiłowanie do alkoholu, do prostytutek, a także zmęczenie jakie towarzyszy mu po aktywnym dniu. Natomiast nic nie zmienia faktu, że jest on cholernie inteligentnym i przebiegłym śledczym, który odkrył nie jedną zagadkę. Czytuję wiele kryminałów, ale chyba jeszcze w żadnym nie spotkałam się z tym, żeby autor tak krytycznie podszedł do głównego bohatera. Pokazał, że nie jest idealny i chyba za to go lubimy, za te jego wady.
Co do pozostałych postaci to bardzo dobrze zostali przedstawieni żołnierze Armii Czerwonej, którzy tak bestialsko obchodzili się z młodymi dziewczynami. Ich bezlitosny i okrucieństwo szokowało mnie.
Podsumowując twórczość Marka Krajewskiego każdy z Was powinien poznać, bo na prawdę warto. Na miejscu autora skończyłabym przygody Edwarda Popielskiego na powieści 'W otchłani mroku' lub napisała szokującą opowieść o końcu kariery lub nawet życia naszego ulubionego śledczego. Jednak to moja propozycja i jestem ciekawa co autor dalej zrobi ze stworzoną przez siebie postacią. Póki co ciesze się, ze takiego autora w Polsce mamy. Bardzo go cenie, a jego nazwisko zapamiętam do końca życia. Czy zachęcam do sięgnięcia 'W otchłani mroku' ? Zdecydowanie tak! Ale radzę skupić się na książce już po przeczytania pierwszego słowa, ponieważ książka osadzona jest na paru płaszczyznach, czyli paru stref czasowych i może Wam się wszystko poplątać.
OCENA: 9/10
Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu Znak
Recenzja lub krótka opinia na temat książki dostępna również na:
Subskrybuj:
Posty (Atom)