Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura piękna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura piękna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 października 2015

Ryszard Grzywacz "Noc"


AUTOR: Ryszard Grzywacz
TYTUŁ: Noc
ROK WYDANIA: 2015
WYDAWNICTWO: Novae Res
ILOŚĆ STRON: 86
GATUNEK: literatura piękna
CENA SUGEROWANA: 23 zł 

   Dokąd można dojechać taksówką, której kierowca wyskakuje w biegu? Kto prowadzi unoszący się w przestworzach przedwojenny tramwaj? Kim jest tajemnicza cyklistka ze zranioną stopą i dlaczego Duch Gór postanowił opuścić Karkonosze, w których cieniu śpi Jelenia Góra? 

   "Noc" to czternaście literackich miniatur będących zapisem jednej nieprzespanej nocy. Bohater budzi się z popołudniowej drzemki, bierze rytualny prysznic, wypija kawę i wyrusza na niezwykłą nocną eskapadę, podczas której pozwala się poradzić zaskakującym zbiegom okoliczności, poddaje biegowi niewiarygodnych wypadków i podąża tropem na poły fantastycznych postaci. Sen miesza się tu z jawą, a granice między realnym a wyobrażonym pozostają płynne. To jednak nieistotne, bo ważne są zapachy, dźwięki, świtało i towarzyszące im odczucia.

   Ci z Was, którzy znają mnie nieco dłużej doskonale wiedza, że mam słabość do wszelkich opowiadań. Powodem tego jest fakt, iż stanowią one krótką, aczkolwiek przyjemną i relaksującą odskocznie od świata realnego. Są niezobowiązujące i łatwe do przeczytania. Czas spędzony z nimi zamyka się ramach minutowych. Tych samych zalet oczekiwałam od książki autorstwa Ryszarda Grzywacza pt. "Noc". Czy spełnił on moje oczekiwania? 

   Intrygującym faktem, jest to, że autor napisał swoją krótką powieść po nieprzespanej nocy. Nie ukrywał, że był to kolejny dla mnie czynnik, który zmusił mnie po sięgnięcie po ten tytuł. Brak imienia głównego bohatera stanowi tutaj element tajemniczości, a Czytelnika aż zwija z ciekawości kim ów postać jest. "Noc" jest pozycją, w której trudno doszukać się jakichkolwiek dialogów. Zbudowana jest przede wszystkim z przemyśleń naszego głównego, tajemniczego bohatera. Styl pisania, jakim dysponuje autor jest skonstruowany w bardzo prostu sposób, co sprawia, że książka spodoba się osobom, które sięgają po literaturę sporadycznie. Fabuła również nie jest tu specjalnie wyszukana. Mnie osobiście nie zachwyciła. Spodziewałam się czegoś całkiem innego, czegoś bardziej zachwycającego, ale niestety książka Ryszarda Grzywacza mi tego nie dostarczyła. Dlatego wyruszam na dalsze poszukiwania i niestety, myślę, że o "Nocy" bardzo szybko zapomnę. 

   Głównym celem autora wydaje się być zmuszenie swoich Czytelników do zatrzymania się w biegu własnego życia i dostrzeżenia rzeczywistości z całkiem innej, odmiennej strony. Mnie niestety książka do szczególnych przemyśleń nie zachęciła. Czytanie tej pozycji przeleciało mi przez palce jak drobne elementy piasku. Nie powinno tak być, ponieważ świadczy to o tym, że książka nie spełnia podstawowych oczekiwań danego czytelnika. Mnie "Noc" bardzo zawiodła, jednak pomimo tego polecam tym, którzy jednak chcą jej posmakować i przeczytać robiąc mi tym samym na przekór. 

MOJA OCENA:  3/10 

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu Novae Res

Fakt ten nie miał wpływu na recenzję. 

Recenzja książki dostępna również na: 

środa, 26 sierpnia 2015

Drew Lerman "Magiczne Miasto"


AUTOR: Drew Lerman
TYTUŁ: Magiczne miasto
TYTUŁ ORYGINALNY: Magic City 
 ROK WYDANIA: 2007
WYDAWNICTWO: Philip Wilson 
ILOŚĆ STRON: 376
GATUNEK: literatura młodzieżowa, piękna
CENA SUGEROWANA: 24,90 zł

"Zabawna rzecz to dorastanie. Przez całe życie jesteś przekonany, że świat jest jakiś tam, a tu raptem, nie wiadomo skąd, wszystko się zmienia. Zaczynasz zdawać sobie sprawę, że być może rodzice nie są wszechwiedzący, że władza jest skorumpowana, że twoi przodkowie to mordercy. Pewnego dnia odkrywasz, że umrzesz - a potem, któż to wie. Początkowo dociera do ciebie stopniowo dostrzegasz, że świat wcale nie jest taki, jak mówili. Kiedy zacierają się ślady prania mózgu, możesz tylko chcieć, żeby powstał w nim jakiś nowy zapis" 

Drew Lerman
"Magiczne miasto"
7 str. 

Moje spotkanie z tą książka należy chyba do najbardziej dziwnych i skomplikowanych spotkań jakie kiedykolwiek miałam. Nie chodzi tu o fabułę książki, ale o okoliczności jakie zmusiły mnie do jej przeczytania. Otóż mój starszy brat dostał kiedyś tą książkę na urodziny od swojej chrzestnej, która zna się na literaturze tak samo jak ja na piłce nożnej. Mój brat stwierdził, że nie będzie czytał książki napisanej przez jakiegoś nastolatka, więc ją odstawił. W sumie to ja też tak stwierdziłam i z pewnością to właśnie on miał wpływ na takie a nie inne podejście do tej pozycji. Jednak niedawno robił porządki w swoich zbiorach i postanowił podarować mi tą książkę. A było to na początku wakacji.. Nie miałam wtedy na nic ochoty ogarnęło mnie totalne lenistwo i postawiłam na spontaniczny wybór jakieś pozycji dla relaksu. Wtedy to właśnie spojrzałam na "Magiczne miasto" i coś mnie tchnęło. Pomyślałam, że czemu nie.. Nie miałam nic do stracenia. I tak oto natrafiłam na bardzo dojrzałą książkę napisana przez mojego rówieśnika, który zadaje światu takie pytania, która u mnie samej siedzą w głowie...

" (...) Pociesz się tym, że jesteś kolejną daną statystyczną. Jest jeszcze milion takich jak ty, a po twojej śmierci przybędzie kolejny milion"

-tamże-
18 str 

Głównym bohaterem a zarazem narratorem powieści jest 16-letni Henry, który cierpi z powodu stresu, jaki przeżył podczas huraganu, który zdarzył się, gdy był sam w domu. Obecna przy tym była jego koleżanka Rachel, której Henry początkowo się zwierza i dzieli z nią przeżyty strach, żeby potem zerwać z nią całkowicie kontakt. Wtedy poznaje Beke, która ubiera się tak jakby nie mógł zaskoczyć jej żaden pogrzeb. Oboje posiadają problemy z którymi nie potrafią sobie poradzić i pytania, na które wciąż nie znają odpowiedzi.  Henry musi wiele przemyśleć, zanim zrozumie, że nie można koncentrować się tylko na swoich problemach i uciekać w tony pigułek antydepresyjnych.
Ważną również i ciekawa postacią jest 17-letni Charlie, nowy przyjaciel Henrego z którym w wolnym czasie włóczy się po Miami i poznają smaki młodości. Tylko czy ta przyjaźń jak i wszystko inne jest prawdziwe? 

"Zdumiewająco dojrzała, mądra i głęboka, dobra literacko"

dr. Grzegorz Leszczyński 

" Pod warstwą błazenady, wygłupu, wulgarności, pod łatwymi do pomylenia z prawdą pozorami kryje się duża wrażliwość na świat, pragnienie mądrości, poszukiwanie prawdy - przede wszystkim o sobie. W tym właśnie sensie jest to książka uczciwa, bez kokieterii, bez ucieczki w łatwe rozwiązania fabularne, bez uproszczeń psychologicznych przedstawia postawy współczesnej młodzieży, postawy dalekie od deklaratorstwa czy cynizmu, niekiedy prowokacyjne, niekiedy jawnie destrukcyjne."

Mogłoby się wydawać, że książka napisana przez szesnastolatka nie może być dobra ani mądra życiowo. Bo co taki gówniarz wie o otaczającym nas świecie? Mnie się wydaje, że wie o wiele więcej niż potencjalny dorosły, ponieważ nie posiada klapek nałożonych na oczy. Ma młody otwarty umysł, a w nim pełno pytań, których nie boi się zadać. "Magiczne Miasto" nie spodoba się każdemu i mówię to wprost, otwarcie już teraz. Jest to pozycja dla wybranej grupy ludzi, dla młodych wrażliwych dusz, które chcą aby świat był lepszy, choć pod niewielkim, najmniejszym względem. Co prawda cała ta historia nie daje nam odpowiedzi na te najważniejsze pytania, które powinny siedzieć w głowie każdego młodego człowieka, ale daje nadzieję, że nie jesteśmy z tymi pytaniami sami i że warto szukać na nie odpowiedzi. 

"Cały świat jawi się w małych stu-miligramowych tabletkach. Kiedy wreszcie pokonają depresję i pokonają bezsenność, daję słowo, poradzą sobie z całym światem"

-tamże-
52 str 

Styl pisania Drew Lermana jest bardzo prosty i przejrzysty dodatkowo posiadający wiele wad, których nie da się niestety ukryć. Dialogi wielokrotnie nie zostały przemyślane, jednakże to mi nie przeszkadzało, ponieważ przesłanie tej książki zdecydowanie wynagrodziło mi warsztatowe braki. Pomysł na fabułę od początku do końca nie jest uwarunkowany. Wydawać się może, że jest to takie błądzenie od jednego wątku do drugiego, ale w tym całym błądzeniu jest jakiś sens. Poznajemy sposób postrzegania świata przez nastoletnich bohaterów, a przez to poznajemy ciemne strony bycia dorosłym. Jest to pozycja bardzo refleksyjna, potrzebująca czasu i cierpliwości. 

"Najsmutniejszą rzeczą na świecie jest to, że pewnego dnia wszyscy będziemy martwi i wszystko, co jest, równie dobrze mogłoby się nigdy nie wydarzyć. Najsmutniejszą rzeczą jest to, że mamy te swoje piękne, krótkie chwile- kiedy siadamy, wiążemy się jak dwoje ludzi, scalamy, milczymy- możemy je zachować przy sobie przez kilkadziesiąt lat, a potem odchodzą, na zawsze. To jest najsmutniejszą rzeczą na świecie" 

-tamże-
362 str.

Ciekawym aspektem tej pozycji jest zespól stresu pourazowego, który posiada Henry. Osoby, które biorą tabletki antydepresyjne mogą zdobyć dzięki tej postaci przyjaciela, który ich rozumie, gdyż nie jest łatwo żyć ze świadomością, że jest z Tobą coś nie tak, że być może jesteś postrzegany przez innych jako psychol. Z pewnością dlatego bardzo polubiłam Henre'go jak zarówno Beke, która niezwykle dotkliwie przypominała mnie samą. Z ciekawością śledziłam losy moich rówieśników, a w ich zachowaniu odnajdywałam podobieństwo do realnego życia. Ich problemy stały się moimi problemami. Ta pozycja zdecydowanie należy do moich ulubionych książek ze względu na perypetie bohaterów. Jednakże nie mogę powiedzieć, że dała mi nadzieję na lepsze życie w przyszłości. Szczerze powiedziawszy to jeszcze bardziej mnie zdołowała i uświadomiła, że dorosłe życie jest o wiele gorsze niż to, które mam teraz. 

" Ale nic nie zmierza w kierunku wieczności. Wszystko po prostu przychodzi i odchodzi. I wkrótce olbrzymie machiny przeszyją wraz z nami niebo i powiozą do nowego życia. Wkrótce zapomnimy"

-tamże-
377 str. 

Myślę, że wiele o tej pozycji pisać nie trzeba. Nie jest ona zdecydowanie arcydziełem, ale posiada bardzo mądre prawdy życiowe z którymi powinien zmierzyć się każdy wrażliwy nastolatek. Być może coś zmieni w jego życiu, być może da mu nadzieję, albo być może jeszcze bardziej pogrąży w ciemnej stronie jego młodego życia. Dlatego tez nie mogę z czystym sumieniem napisać, że musisz ją przeczytać. Każdy z nas posiada inny stopień wrażliwości i to od nas zależy jaki ma ona wpływ na nasze życie. 

MOJA OCENA: 8/10
(bardzo dobra)

"Możesz się śmiać, albo możesz płakać, jak to mówią, albo możesz wyłupić sobie oczy sekatorem ogrodowym i zataczać się na oslep na znak buntu"

-tamże-
371 str.


Recenzję przeczytasz również na:

środa, 19 sierpnia 2015

Kamil Cywka "Bękart" [ Uczestnik konkursu literacki debiut roku 2014 ]


AUTOR: Kamil Cywka
TYTUŁ: Bękart
WYDAWNICTWO: Novae Res
ROK WYDANIA:  2015 
ILOŚĆ STRON: 260
GATUNEK: literatura piękna, obyczajowa
CENA SUGEROWANA: 29 zł

Wszelkie uzależnienia takie jak narkomania, nikotyna, hazard, a wreszcie alkoholizm potrafią zniszczyć nie tylko życie osoby uzależnionej, ale co ważniejsze jej najbliższych w tym również dzieci. Jest to piętno na całe dalsze życie. Już zawsze i na zawsze w głowie dziecka będzie tkwił obraz tatusia alkoholika, który krzyczy,bije,awanturuje się. Na szczęście mogę sobie tylko wyobrazić jak to jest żyć w rodzinie, w której jest alkohol i współczuć takim osobom, ale nigdy nie chciałabym przeżyć podobnego piekła, które nosi wdzięczną nazwę UZALEŻNIENIA. 


Dzisiaj mam tą przyjemność przedstawić Wam książkę, która porusza podobny problem, który opisałam powyżej, Jest to debiutancka powieść Kamila Cywki pt. "Bękart", która opowiada o Mateuszu Stawickim,  młodym chłopaku mieszkającym na jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic Lublina. Mateusz dorasta w trudnych realiach blokowiska, gdzie królują pijaństwo, patologia i prawo pięści. Nękany przez ojca alkoholika, próbuje odnaleźć swoje miejsce zarówno w świecie ulicy, jak i rodzinnego domu, w którym nikt z domowników nie zaznaje spokoju.


Gdy została przedstawiona mi ta książka nie wahałam się ani chwili i niemal od razu podjęłam się chęci jej recenzji. Możecie spytać dlaczego? Otóż bardzo interesuje mnie nie tylko tematyka alkoholizmu, ale i wszelkich innych uzależnień. Ciekawi mnie jak ludzie radzą sobie z nałogami i jak ich bliscy reagują na zaistniałą sytuację. Ponadto lubię dawać szanse debiutantom, bo zawsze czymś mnie zaskakują, a to oryginalnym podejściem do tematu, a to czymś zupełnie innym. Jak było tym razem i czy Kamil Cywka wniósł coś nowego do powszechnie znanej tematyki alkoholizmu? Przekonajcie się o tym sami. 


Przede wszystkim na uwagę zasługuje przejrzysty i szczery styl pisania Kamila Cywki, który nadawał przedstawionym wydarzeniom pożądanego w tego typu pozycjach realizmu. Byłam skłonna uwierzyć, że opisywane wydarzenia wydarzyły się naprawdę tym bardziej, że oparte są one na prawdziwych wydarzeniach. Nie wątpię, że w wielu polskich domach podobne sytuacje miały niestety miejsce. To co jeszcze charakteryzuje styl pisania Cywki to zdecydowanie widoczne metafory i porównania, których w tej pozycji jest sporo, a które mają na celu dobitne przedstawienie powagi opisywanego problemu jakim jest alkoholizm.  Pomimo powagi problemu w pozycji pojawiają się momenty humorystyczne, które rozładowują nagromadzone przez czytelnika emocje i dają nieco odetchnąć od tego co tak naprawdę Kamil Cywka chcę nam przekazać. Opisany przeze mnie styl pisania Cywki sprawia, że książkę czyta się błyskawicznie, a potencjalny czytelnik, który posiada choć trochę wrażliwości przejmuje się problemami rodziny Stawickich i uświadamia sobie, że również i w naszej rzeczywistości podobne problemy niestety istnieją. 


Akcja powieści osadzona jest w latach 90-siatych. Muszę przyznać, że autor bezbłędnie poradził sobie z cofnięciem się o te kilkanaście lat wstecz. Dzięki temu czułam się jak gdybym cofnęła się całkowicie w czasie i stała obok, gdy rozgrywał się dramat rodziny Stawickich. Już dawno nie spotkałam się z tak realistycznym podejściem do książki, która mówi o alkoholizmie. To największa zaleta tej pozycji.

Wydaje mi się, że każda rodzina, która doświadczyła problemu alkoholizmu w tej książce odnajdzie swoje odzwierciedlenie. Zaczęło się od niewinnego popijania, skończyło na patologicznych zachowaniach i zrujnowanie całego rodzinnego życia. Po przeczytaniu "Bękarta" nabrałam jeszcze większej pokory i jestem wdzięczna losowi, że moja rodzina nie musiała zmierzyć się z opisywanym przez autora problemem. Pozycja uświadomiła mi jak tak naprawdę wygląda życie, któremu towarzyszy alkohol. Z całego serca polecam tą pozycję osobom, które są zaciekawione tematyką alkoholizmu oraz tym, którzy chcą zbadać studium ludzkiej psychiki opętanej przez alkohol i żądze uwolnienia się z wiru patologii w jakiej przyszło żyć głównemu bohaterowi. 


"Bękart to wstrząsające studium alkoholizmu oraz oparta na faktach historia patologicznych relacji rodzinnych. To opowieść o radzeniu sobie z przeciwnościami losu, poszukiwaniu własnej tożsamości i twardym życiu na osiedlu. Bezkompromisowy język narracji z elementami czarnego humoru wiernie oddaje rzeczywistość otaczająca bohaterów, nadając jej żywy i namacalny wymiar. Wartka fabuła, dbałość o szczegół oraz mocno zarysowany konflikt między ojcem a synem czynią "Bękarta" niezwykle interesującą powieść społeczną."

- opis pochodzi z okładki książki- 

MOJA OCENA: 8/10
(bardzo dobra)

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictu Novae Res.

Fakt ten nie miał żadnego wpływu na treść powyższej recenzji.

Recenzja dostępna również na:
lubimyczytać
zaczytani


Obrazki użyte w poście pochodzą z google grafiki. 

niedziela, 9 sierpnia 2015

Marcin Śniadecki "Król Olch"


AUTOR: Marcin Śniadecki
TYTUŁ: Król Olch
WYDAWNICTWO: Novae Res
ROK WYDANIA: 2015
ILOŚĆ STRON: 307 
GATUNEK: historyczna, literatura piękna
CENA SUGEROWANA: 33 zł

"Król Olch" stanowi zbiór kilku historii, których celem jest przeniesienie czytelnika do różnych rzeczywistości, tam gdzie przeszłość przenika się z teraźniejszością i gdzie na równych prawach panuje miłość i śmierć. W książce odkryjemy dwór szlachecki, dzieje Hrabiego, walkę powstańców, szeptuche Karolinę uznawaną za wiedźmę. Wreszcie odwiedzimy las, który zdaje się być opuszczonym, pozbawionym pamięci miejscem, które skrywa niejedną tajemnicę i jest intrygujący jak tytułowy Król Olch. 

Sięgając po "Króla Olch" miałam nadzieję, że napotkałam się na kolejną niekonwencjonalną pozycję, która zadziwi mnie nie tylko swoim pomysłem, ale również i wykonaniem. I tak było... Lecz tylko na początku. Start przygody z tą książką okazał się dla mnie udany. Bardzo się przejęłam problemami bohaterów i ich życiem. Jednak potem coś się zepsuło, a najgorsze jest to, że nie wiem tak do końca co autor zrobił źle, że jego dzieło tak nagle przestało mi się podobać i zrobiło się nudne. Jeżeli jesteście ciekawi tych dwóch kwestii to zapraszam do zapoznania się z dalszą treścią recenzji. 


Zacznijmy może od fabuły, która toczy się na różnych płaszczyznach. Na samym początku zapoznajemy się z historią dwóch młodych ludzi, którzy to postanawiają udać się w podróż po magicznych ziemiach naszej ojczyzny. Przy okazji odwiedzają ruiny tajemniczego dworu, którego przeszłość również przyjdzie nam poznać w książce. Mieszkał w nim niejaki Hrabia, który nagle w niewyjaśnionych okolicznościach stracił dziecko i żonę. Następnie mamy wątek z opisami powstania styczniowego, czyli zapoznajemy się z kawałkiem historii Polski. Wszystko to dzieje się na Podlasiu. Jestem zadowolona z tego, że autorowi udało się zgrabnie połączyć te wszystkie wątki i przeskakiwać z jednego na drugi z niesłychaną lekkością. Nie rozpraszał czytelnika, a jedynie zostawiał z lekkim niedosytem, ale to tylko po to, aby mógł nadal czerpać radość z lektury. To największy plus tej pozycji. Dodam jeszcze, że jestem pod wrażeniem stylu pisania Marcina Śniadeckiego, który był dla mnie przyjemny w odbiorze i potrafił mnie zaciekawić. Pomysł na fabułę nie był zły, bo ona w którymś tam momencie książki łączy się ze sobą. Jak już pisałam nie wiem co takiego wpłynęło na to, że książka w dalszej części przestała mi się podobać. Być może sama fabuła mnie już w końcu znudziła? Ponadto omijałam pod koniec już niektóre wątki, gdyż zdążyłam poznać ich zakończenie zanim autor zdążył mi je przedstawić. Świadczy to o tym, że historia była nieco przewidywalna. 

Chciałabym trochę rozpisać się na temat stylu pisania autora, gdyż był on dla mnie na swój sposób objawieniem. Jak może już wiecie, jestem wielką fanką historii i książki historyczne mogę czytać nałogowo. "Król Olch" ma podłoże historyczne i poniekąd fantastyczne więc mieszanka dwóch moich ulubionych gatunków. Jak już się pewnie domyślacie to właśnie to sprawiło, że do lektury podeszłam tak ochoczo. Szkoda tylko, że mój zapał znikł już w połowie książki. Wydaje mi się, że gdyby autor skrócił niektóre historie w moich oczach ta pozycja wypadłaby o wiele lepiej. Ale wybaczam mu to ze względu na to, że jest jeszcze młodym autorem, a poza tym tak świetnego stylu pisania już dawno nie napotkałam na swojej czytelniczej drodze. Za to autorowi chylę czoła. 

Wydaje mi się, że o tej pozycji nie ma co za dużo pisać. Nie jest ani ona zła, ani dobra. Jej miejsce jest gdzieś po środku tych dwóch znaczeń. Z jednej strony świetny styl pisania i niespotykana fabuła, a z drugiej kiepskie wykonanie, które pod koniec mnie już naprawdę znużyło. Wydaje mi się, że głównymi odbiorcami tej książki będą osoby, które tak jak ja lubią mieszankę historia-fantasy. Niemniej jednak czekam na jakąś inną książkę tego autora, ponieważ odkryłam w nim potencjał i mam nadzieję, że go nie zmarnuje. 

MOJA OCENA: 6/10
(niezła) 

Za możliwość zapoznania się z książką serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res

Fakt ten nie miał żadnego wpływu na treść recenzji. 


Recenzja dostępna również na:

niedziela, 17 maja 2015

Justyna Towarek "Porcelanowe portrety"


AUTOR: Justyna Towarek
TYTUŁ: Porcelanowe portrety
WYDAWNICTWO: NovaeRes
ILOŚĆ STRON: 79
GATUNEK : opowiadania, literatura piękna
DATA WYDANIA: 2015 rok 
CENA: 23 zł
OCENIAM: 6/10 

Porcelana od zawsze kojarzyła mi się z pięknymi lalkami, które choć wieczne piękne nie mogą być szczęśliwe. Sama posiadam jedną, która ma dla mnie szczególne znaczenie, gdyż dostałam ją od bardzo ważnej dla mnie osoby. Czuć od niej aurę tajemniczości, mroku. Przyznam się, że gdy byłam młodsza bardzo się jej bałam. Miałam nadzieję, że kiedyś ożyję i zostanie moją przyjaciółką, ale z biegiem lat doszłam do wniosku, że to jednak tylko i jedynie dziecięca fantazja. W moim małym miasteczku mieszka starsza kobieta, która ma pokaźną kolekcje porcelanowych lalek, na które patrzę z nie ukrywaną zazdrością. Wracając ze szkoły często koło nich przechodzę, a one stojąc w oknie patrzą się na mnie swymi szklanymi oczami, lecz bardzo smutnymi.

Opisane powyżej fascynacje nakłoniły mnie do sięgnięcia po króciutkie dzieło Justyny Towarek jakim jest "Porcelanowe portrety". Muszę przyznać, że od początku bardzo mnie ta pozycja zaintrygowała poprzez opis, a także okładkę, która moim zdaniem idealnie pasuje do treści z jaką przyszło mi  się zapoznać. 

"Porcelanowe portrety" to zbiór ośmiu opowiadań, ośmiu portretów ludzkich historii jakże momentami nam bliskich. Nie są to zwykłe opowiadania, w których autorka opisywałaby monotonie życia ludzkiego. Są one mroczne, tajemnicze i momentami ocierające się o szaleństwo. Główni bohaterowie poszczególnych opowiadań należą do osobowości, których szybko nie zapomnicie. Poznajemy min. kolekcjonerkę lalek, ale nie takich o jakich na początku pisałam. Opis siedem grzechów głównych i ich umotywowanie historiami i czynami ludzkimi. Niespełnioną primabalerinę, syna samobójczyni, wdowę po gwałcicielu swojej córki i miłość, fascynację, które zawsze są obecne w tle lub na pierwszym planie. 

"Porcelanowe portrety" są debiutem Justyny Towarek, która postanowiła nawiązać w tym zbiorze do konwencji literatury gotyckiej. Bardzo ubolewam nad tym, że nie znam ani jednego dzieła z tegoż gatunku, ponieważ w przypadku tej recenzji nie mam porównania do innych dzieł. Jednak pomimo tego cieszę się, że miałam tą przyjemność przeczytania debiutanckiej książki Justyny Towarek, gdyż było to dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie, którego szybko nie zapomnę. Ponadto zapoznałam się z nieco inną odmianą horroru, która nie przedstawia krwi, flaków i innych tego typu rzeczy. W tym przypadku mamy tu horror, który co prawda rozgrywa się, jednak nie jesteśmy jego bezpośrednimi obserwatorami, gdyż wspomniany horror rozgrywa się w umyśle bohaterów, do którego nie mamy dostępu. My, jako czytelnicy obserwujmy narastające szaleństwo, aby potem przenieść je na osobiste refleksje dotyczące naszego życia. 

Przed przeczytaniem książki postanowiłam zajrzeć na bloga autorki, a adres znalazłam na okładce książki. Chciałam zapoznać się z tą świeżo upieczoną pisarką i zobaczyć czyje dzieło przypadło mi recenzować.  Muszę przyznać, że jestem Panią Justyną bardzo zachwycona. Ma bardzo moim zdaniem oryginalne podejście do świata i mroczną duszę, którą również posiadam. Takich ludzi jak ona szukam, z takimi ludźmi chciałabym obcować na co dzień! Autorka jest osobą charakterystyczną od samego jej wyglądu, po sposób patrzenia na świat aż w końcu pozostając już przy stylu pisania.   Dokładnie opisywałam wygląd zewnętrzny bohaterów dzięki czemu mogłam ich sobie dokładnie wyobrazić. W tym przypadku nie miałam problemu z wyobrażaniem sobie rzeczy i sytuacji jakie Justyna Towarek podała mi na tacy. Jej styl pisania jest przejrzysty, nieskomplikowany, a jedyną maleńką wadą jeżeli już przy tym jesteśmy są fragmenty tekstów umieszczone w nawiasach, które moim zdaniem wielokrotnie były niepotrzebnym dodatkiem. 

.Opowiadania posiadają oryginalne postacie, są ciekawe natomiast mam wrażenie, że stanowią jedynie przedsmak tego, co autorka ma do przekazania swoim czytelnikom. Z tego też powodu zamykając książkę byłam bardzo zwiedzona, że to już koniec i że autorka tak mało od siebie nam dała. Pomimo tego, jestem wyrozumiała i rozumiem, że debiutanckie książki na pewno stanowią najtrudniejszy krok dla początkującego autora. 

Historie były zbyt krótkie, a akcja zbyt słabo rozwinięta. Ledwo co zdążyłam zainteresować się danym opowiadaniem, a tu nagle napotykałam się na jego koniec. Ponadto niektóre rzeczy były dla mnie zbyt oczywiste, a wątki zbyt szybko rozwiązane. Tak naprawdę poczułam jedynie lekki posmak klimatu gotyckiego, a chciałam go dostać więcej. Dlatego mam prośbę do autorki, aby nadal pisała książki, ponieważ pomysły tak jak już pisałam mają w sobie coś oryginalnego, coś co rzadko można teraz spotkać. Moim życzeniem jest przeczytanie literatury z krwi i kości w wykonaniu Pani Justyny. Bardzo mi na tym zależy, ponieważ przez te zaledwie 79 stron zdążyłam polubić zarówno pomysły Justyny Towarek jak i ją samą. 


Pomimo wszystko polecam w szczególności osobom, które posiadają mroczną duszę, które fascynuje mrok i którzy są ciekawi jak młodej autorce udało się uporać z tak trudną sztuką pisania opowiadań budzących u czytelnika strach i grozę, a przy tym zmuszając do refleksji.  

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu NovaeRes.

Fakt ten nie miał wpływu na treść mojej recenzji.



Recenzja dostępna również na:
lubimyczytać | zaczytani

poniedziałek, 22 września 2014

Marta A. Trzeciak - Bliżej Dalej

AUTOR: Martyna A.Trzeciak
TYTUŁ: Bliżej Dalej
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura piękna
DATA WYDANIA: 30 maja 2014 roku
ILOŚĆ STRON: 355
CENA: 34 zł

"Tej nocy zagrzmiało pięć gromów. I pięć piorunów uderzyło w ziemię'
- 5 str.

 Już na początku muszę napisać, że ta książka jest przepiękną opowieściach o więzach rodzinnych, które nigdy nie gasną. Nawet czas nie jest w stanie ich zniszczyć. I ta rzecz chyba najbardziej podobała mi się w tej pozycji. Ale zaraz, zaraz.. Było też kilka innych świetnych rzeczy, jak choćby postać Rity o których muszę wspomnieć. Tak wiec nie przedłużając zapraszam do zapoznania się z fabułą tej książki. 
  Tajemnicza śmierć ojca łączy trzy przyrodnie siostry, które nie widziały się ze sobą od wielu lat. Tworzą wybuchową mieszankę - Rita jest rozpitą perkusistką, Matylda weganką udzielającą się społecznie, a Stella cierpi na chroniczną bezsenność. Siostry spotykaja się w wielkim, niezwykłym domu swojej ciotki - pełnym wspomnień z dzieciństwa i niewypowiedzianych sekretów. Okazuje się, że czeka je zadanie, które wymaga współpracy i odnalezienia siły, które wszystkie trzy posiadają. Wyruszają w podróż, by odkryć tajemnice swojej przeszłości oraz przyszłości. Siostry zrozumieją, że łączy je coś więcej, niż tylko więzy krwi, a życie ich wszystkich zawiśnie na włoski, jeśli nie zaczną ufać swojej pradawnej intuicji. 
[opis pochodzi z okładki książki]
  Już od samego początku książka mnie pozytywnie zaskoczyła. Pierwszy rozdział jest pełen dynamiki i ta akcja przez resztę książki mknie do przodu z zaskakującym tempem co ostatecznie wpływa na to, że czytelnik nie jest w stanie momentami oderwać się od lektury. Zostajemy w bardzo przyjemnej atmosferze wprowadzony w życie trzech sióstr, ciotek, a także mężczyzny będącym ojcem, kochankiem i mężem. I w sumie to jego postać zdecydowała, że te kobiety mają takie, a nie inne życie. Ojciec sióstr był bardzo kochliwym człowiekiem. Miał kochanek tyle, że pewnie sam nie potrafił ich zliczyć. Potrafił odkryć w najskromniejszej kobiecie prawdziwe piękno i zdaję się, że one właśnie za to go kochały. Nie zatrzymywał się. Chociaż mało go było w książce to wywnioskowałam, że był człowiekiem bardzo impulsywną, który nie mógł usiedzieć na jednym miejscu więcej niż minutę. Oczywiście przez ten jego charakter cierpiały najbliższe mu osoby. Córki, kochanki i jedyna żona Adelina, która w książce ukazana jest jako niezwykle ciepła kobieta, która pomimo romansów swojego męża potrafiła go nadal kochać, a nawet okazywać zrozumienie kochankom, które z nim sypiały. Przedstawiony był w książce jako ktoś wyjątkowy. Momentami wydawało mi się, że autorka zbyt mocno go wyidealizowała, ale być może był to przemyślany już od początku zabieg.To teraz wyobraźcie sobie jego pogrzeb.. W sumie nie musicie tego robić, ponieważ sama autorka świetnie to opisała i wystarczy jedynie sięgnąć po jej dzieło, które muszę Wam powiedzieć jest warte uwagi. 
 Chciałabym też napisać coś o siostrach, które były tak różne od siebie, a zarazem tak podobne. Najbardziej polubiłam Ritę, która jest osobą z kilka względów podobną do mnie. Perkusistka, alkoholiczka słynąca z ciętego języka. Zna wszelkie wulgarne slogany jakie mogą istnieć na świecie. Bezkompromisowa i bezwzględna. Zewnętrznie twarda, wewnątrznie bardzo wrażliwa. Kolejna  z nich Matylda, która momentami przypominała mi moją mamę. Była taka bardzo wyciszona, wszystkiego sie bała. Miała córkę, którą wychowywała samotnie.
I ostatnia z nich Stella, której bardzo mało było w książce, ponieważ na wskutek pewnych wydarzeń po prostu się gubi i to właśnie dwie pozostałe siostry wyruszają jej z pomocą. 
  Język jakim posługuję się Matra Trzeciak jest bardzo wiarygodny i taki ludzki ze względu na wspomniane już przeze mnie przekleństwa, słowa, których niejeden człowiek wstydzi się wypowiadać. Dialogi pomiędzy postaciami były tak prawdziwe, że nie mogłam uwierzyć, że postacie są tylko postaciami, a nie ludzkimi stworzeniami.
 Książka okazała się być również zabawna, ale zawsze przemyślana. Wszystkie sytuacje, wszelkie wątki nie były przypadkowe i to jest wielki atut stylu pisania autorki. Tak sobie patrze z perspektywy czasu i wydaje mi się, że dość sporo było tych wątków i autorka potrafiła to ogarnąć, a każdy wątek został zakończony. Nasunęło mi się również takie stwierdzenie kulinarne, że książka była 'smaczna'. Pod każdym względem. Choć muszę dodać, że momentami nierealna. Było w niej odrobinę magi, ale rozumiem zamierzenia autorki. 
  Cóż jeszcze o niej napisać? Wspaniale mi się ją czytało. Była to książka, przy której spędziłam wspaniały czas, zatraciłam się w pięknym świecie, który chciałabym kiedyś odwiedzić. Wszystko było takie ciepłe, przyjemne.. Sama nie wiem jak to dokładnie określić. Mam nadzieje, że Ci co przeczytali tą książkę wiedzą co mam na myśli i doświadczyli podobnego uczucia.
  "Bliżej Dalej" zdecydowanie polecam kobietom, nastolatkom, dziewczynom. To książka o kobietach i dla kobiet. Jest w niej również odrobinę oryginalności i wiecie co? Jestem dumna jako Polka, że taka książka wyszła spod pióra Marty A. Trzeciak. Naszej rodaczki. Zachęcam wszystkie czytelniczki mojego bloga do zapoznania się z tą książka. Mogę Wam zagwarantować, że nie będziecie zwiedzone. 

ALICE POLECA!


MOJA OCENA: 8+/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję samej autorce - Marcie A. Trzeciak
Fakt ten nie miał wpływu na moją recenzję.

piątek, 22 sierpnia 2014

Marlene S. Olive 'Kochając Anioła'

AUTOR:  Marlene S. Olive
TYTUŁ: Kochając Anioła
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura piękna
DATA WYDANIA: 10 czerwca 2014 roku
ILOŚĆ STRON: 190
CENA: 24 zł

 Pewnego dnia Katherine traci jednocześnie dwie najbliższe jej osoby. Ukochaną córeczkę i męża. Jest w totalnej rozsypce emocjonalnej, nie ma już chęci do życia, a jej jedynym zajęciem jest opłakiwanie najbliższych. Młoda wdowa codziennie obwinia się o ich śmierć. Modli się o skrócenie jej żalu, nie widząc już sensu dalszego  istnienia. Niespodziewanie na jej drodze pojawia się Logan, pocieszyciel, nazywany przez Katherine Aniołem Stróżem. Kobieta z wielką radością i ulgą przyjmuje jego odwiedziny. Jednak Logan ma swoje małe tajemnice, które mogą zmienić ich relacje na zawsze. Spotykają się coraz częściej i wiedzą już, że ich znajomość przeradza się w coś większego. Jednak jeden błąd wywołuje niespotykany splot wydarzeń. Logan musi przeciwstawić się swojemu ojcu- demonowi. Stawką tej rozgrywki jest bezpieczeństwo, a nawet życie Katherine i Logana. 
  Opis fabuły zdecydowanie najbardziej zachęcił mnie do tej pozycji. Wiem jak to jest stracić kogoś bliskiego i jak ciężko jest się po tym pozbierać, więc chciałam sprawdzić jak ktoś inny opisuje te wydarzenia. Myślałam, że akcja książki kręcić się będzie wokół Katherine i jej tragicznej historii. Okazało się, że bardzo się pomyliłam. 
  Podzieliłam sobie książkę na takie dwie części. W pierwszej jesteśmy w naszym realnym świecie. Logan poznaje Katherine, Katherine poznaję Logana, jednak nie do końca. Jak już wspomniałam ma on swoją tajemnicę, która nie chcę wyjawić, ponieważ zmieniłaby ona wszystko co do tej pory razem stworzyli. I tak ciągnie się ta nasza historia miłosna. Zarówno Logan jak i Katherine na nowo poznają smak życia. Jednak przez nieprzemyślane zachowanie Logana cały ich świat staję do góry nogami. I tu zaczyna się druga część książki. Jesteśmy w świecie demonów. Wykreowany przez autorkę świat mogę nazwać bardzo ubogim, ponieważ niewiele posiadamy informacji na temat tego świata. Żadnych opisów wystroju pomieszczeń, przez co nie potrafiłam do końca wyobrazić sobie tego miejsca. Jak dla mnie jest to ogromny minus, bo jeżeli autorka zdecydowała się na przedstawienie nam wizji piekła, to mogła go opisać bardziej szczegółowo, a tak mamy jedynie suche fakty. 
  Jeżeli chodzi o postacie zupełnie mnie one do siebie nie przekonały. Katherine jako zwykły śmiertelnik zadziwiła mnie swoimi wahaniami nastrojów, a także naiwnością. Rozumiem, można wierzyć w Anioły, ale żeby od razu się z nimi wiązać i to jeszcze po śmierci najbliższych? Osobiście nie znam żadnej kobiety, która tak szybko związałaby się z innym mężczyzną i chciała założyć kolejną rodzinę po takiej traumie. Sam opis Logana jako pół demona mnie nie zadowalał. Znowu mamy bardzo mało faktów i na własną rękę musimy wyobrażać sobie postacie. Postać, która mnie najbardziej intrygowała, to ojciec Logana czyli Lucyfer. Jednak znowu nic o nim nie wiemy, żadnego opisy wyglądu. Za to nadrabiała swoim surowym charakterem i to ostatecznie mnie do niego przekonało. 
  Pomimo tych wad jakie posiada książka jest kilka zalet, które uratowały pozycje. Po pierwsze to sam fakt, że wciągneła mnie ta historia. Momentami trudno było odłożyć mi książką, ponieważ byłam ciekawa co zrobi Logan, aby uratować swoją ukochaną i chciałam jak najszybciej dowiedzieć się jakie jest zakończenie, które jest doskonałą drogą dla napisania kontynuacji tej historii. Styl pisania autorki jest przystępny i z lekkością przebrnęłam przez książkę. Sam pomysł na fabułę również nie należy do najgorszych. Myślę, że książka mogłaby być całkiem dobra, gdyby poprawiono kilka mankamentów pozycji.
  Książkę polecam osobom, które nie szukają niczekgo wymagającego. Jeżeli szukasz książki na leniwe popołudnia, to oferuję Ci doskonałą pozycję. Nie spodziewaj się, ze będzie to książka, którą zapamiętasz na długo, a na pewno się nie zawiedziesz. Pomimo wszystko osobiście nie żałuję, że przeczytałam tą historię, bo było to dla mnie dość dziwne, ale momentami bardzo ciekawe doświadczenie. 

MOJA OCENA: 6/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res.
Fakt ten nie miał wpływu na moją opinię. 

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Magdalena Trubowicz 'Kod przeznaczenia'

AUTOR: Magdalena Trubowicz
TYTUŁ: Kod przeznaczenia

WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura piękna/ obyczajowa
DATA WYDANIA: czerwiec 2014 
ILOŚĆ STRON: 110
CENA: 23 zł


  Kiedy myślisz, że wszystko już stracone, okazuje się, że ktoś wyciąga do Ciebie pomocną dłoń. Nie zastanawiaj się- chwytaj i trzymaj ile sił. 

  'Kod przeznaczenia' jest opowieścią o kobiecie i mężczyźnie, których drogi w pewnym momencie ich życia się przecinają. Jest to oczywiście wina tytułowego przeznaczenia. Ona, jest kelnerką w przygranicznym barze, on drobnym przemytnikiem. Jedna krótka wiadomość sprawia, że nie mogą o sobie zapomnieć. Przez jeden zwitek papieru szukają siebie nawzajem. Czy się odnajdą? Sprawdź, jak może ułożyć się życie młodych ludzi, którzy praktycznie pozostawienie samym sobie starają się o lepszą przyszłość. 
  To nie jest kolejna książka o miłości, to książka o zaufaniu, nadzieji i dobru, które może nas spotkać w najmniej oczekiwanym momencie. Podnosi na duchu i nastraja na pozytywne rozwiązanie każdego problemu, bo przecież jak mawiała matka Adama: 'Bóg nie daje ludziom więcej cierpienia niż są w stanie udźwignąć...'. 
(opis z okładki) 
  Do przeczytania tej książki zachęcił mnie opis z okładki, a także zapewnienie, że nie jest to kolejna książka o miłości co akurat jest prawdą i bardzo się cieszę, że nie zostałam oszukana już na wstępie przez samą książkę. Spodziewałam się raczej lekkiej historii, którą przeczytam, a o której zapomnę w krótkim czasie. W połowie to okazało się prawdą. Jednak książką była też dla mnie wartościowa. Warto tu wspomnieć o wydarzeniach, które miały miejsce w więzieniu. Książka wprowadziła mnie w stan zadumy co dość często mi się zdarza. Jednak czy to wystarczyło, abym książkę mogła nazwać dobra lekturą?
  Tak jak się spodziewałam książka prowadzona była w sposób bardzo lekki, a zarazem ciekawy. Poznajemy wydarzenia z perspektywy Adama i Kliszy, a w pewnym momencie opowiadane przez nich wydarzenia zaczynają na siebie nachodzić i się ze sobą łączyć co jeszcze bardziej wzbudziło moją ciekawość. Ani razu się nie nudziłam co bardzo doceniam. Nie było nawet na to czasu, ponieważ pomimo niewielkiej liczby stron w książce cały czas coś się dzieję.  Nasi główni bohaterowie mają dość ciekawe historie i wypadli naprawdę bardzo naturalnie. Dialogi były prowadzone w sposób bardzo realistyczny, podobnie jak przedstawione wydarzenia. Jestem po prostu zadowolona z faktu, że mogłam przeczytać tą książkę, ponieważ bardzo dobrze się bawiłam. Czego chcieć więcej? 
   Ta opowieść też mnie wzruszyła. Wspomniałam już o wydarzeniu, które miało miejsce w więzieniu. Tam jeden z więźniów opowiada swoją historię i o tym jak bardzo tego  żałuję. Książka bardzo przybliżyła mi życie, jakie płynie w więziennej rzeczywistości. Pokazała, że nawet najgorszy zbrodniarz, po pewnym czasie może się zmienić. Ten wątek bardzo mi się podobał i cieszę się, że autorka go poruszyła. Historia raczej mnie nie zaskoczyła. Miejscami była przewidywalna, czego się spodziewałam i nie miałam za złe autorce. Absolutnie się nie zawiodłam. To czego oczekiwałam- dostałam. 
  Polecam książkę osobom, które chcą się na chwilę oderwać od swoich problemów i zagłębić się w historie Adama i Kliszy.  Możecie się wzruszyć, pośmiać, posmucić, ale myślę, że będziecie zadowoleni. Nie wiem dlaczego, ale czuję, ze ta książka przeznaczona jest dla dojrzałych czytelników. Na przykład: uczniom gimnazjum wątpię żeby się spodobała.  Jeżeli nie będziecie mieli zbyt wysokich wymagań  to możecie się dobrze bawić. Spędziłam mile tych kilka godzin z tą książka, ale wiem, że pewnie już za kilka dni nie będę o niej pamiętać. Jednak nie żałuję, że ją przeczytałam.
Polecam. 
OCENA: 7+/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res
Fakt ten, nie miał wpływu na moją opinię. 

Pozdrawiam
-Wasza Alice

niedziela, 20 lipca 2014

Monika Matusik 'Przegapić życie'

AUTOR: Monika Matusik
TYTUŁ: Przegapić życie
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura piękna
DATA WYDANIA: 30 maja 2014 roku
ILOŚĆ STRON: 180
CENA: 24 zł

  Czy zastanawialiście się kiedyś jak to jest przegapić swoje życie? Myślę, ze niewielu z nas o tym myśli biorąc pod uwagę tempo życia, którym żyjemy. Co jeżeli nie jesteśmy pewni czy nasze życie było rzeczywistością?
  Główną bohaterką jest Amelia, która leczy się w ośrodku chorób psychicznych, ponieważ cierpi na zaniki pamięci. Tak przynajmniej twierdzą specjaliści. Podczas czytania sami przekonamy się, że bohaterka jest bardzo inteligentna, mądra, ma swój punkt widzenia na wiele spraw. Jej świadomość działa wybiórczo, ale kobieta nie zgubiła zupełnie wspomnień: te najwspanialsze pieczołowicie pielęgnuje. Opowiada o ukochanej pracy o szalonej wyprawie do Grecji z nowo poznanym Piotrem i wyjątkowym uczuciu, jakie ich połączyło. Dlaczego jednak nie wszystko pamięta i co kryję jej przeszłość?
  Początkowo historia może wydawać się banalna. Czytelnik zastanawia się o czym ona konkretnie będzie, bo fabuła zdradza jedynie tyle, że możemy się spodziewać opisów jakiś wspomnień. No i tak jest na początku. Amelia wspomina wspaniałego Piotra ich przypadkowe spotkanie i przygodę jaką razem przeżyli. Czytanie tego całego romansu w tej książce strasznie mnie nudziło. Sama nie wiem, ale wydaje mi się, że być może komuś dorosłemu bardziej przypadła by ta część książki do gustu chociaż spotkałam się ze stwierdzeniem, że wątek miłosny jest infantylny i pisany jak gdyby dla nastolatek. Osobiście nie mam porównania, ponieważ nie cierpię historii miłosnych i wątków o tej tematyce, dlatego gdy spotykam je w książce przymykam na nie po prostu oko.  Ta część książki opowiadająca przeżycia naszych zakochanych była dla mnie męcząca i dobrze by było gdyby autorka ją nieco skróciła, ponieważ wiele rzeczy było moim zdaniem zupełnie zbędnych. 
  Bardziej zaczęło mi się podobać kiedy w końcu zostały ukazane spotkania Amelii ze swoim psychiatrą. Podczas tych spotkań dowiadujemy się nie tylko o przeszłości głównej bohaterki, ale także o tym jaka ona jest. Czarno na białym w opisie mamy napisane, że jest to kobieta bardzo inteligentna, mądra i ma swój widzenia. Czy to dało się odczuć podczas poznawania tej książki? Być może nieco przesadzili pisząc to na okładce, ale z pewnością Amelia gdyby była realna miałaby wiele do przekazania. Sam psychiatra jest nią zachwycony. Takie podkreślanie wyjątkowości Amelii dla niektórych może być męczące no i czytelnicy mogą ją po prostu przestać lubić. Mnie to nie przeszkadzało, polubiłam Amelie jedynie za kilka trafnych słów, które do mnie trafiły. 
   Autorka 'Przegapić życie' podjęła trudne wyzwanie. No bo jak dobrze przedstawić osobę chorą psychicznie jeżeli się nią nigdy nie było? Myślę, że autorka świetnie sobie z tym poradziła i przedstawiła nam dobrze skonstruowany przez Amelie świat, który mnie do siebie przekonał. Uwierzyłam, że takie coś na prawdę mogło się komuś przytrafić, a myślę, że to był jeden z głównych celów pisarki. 
  Historie możemy podzielić na dwie części na tą pozytywną, gdzie oczywiście mamy Amelia i Piotra jako zakochanych i tą negatywną gdzie spotkania z psychiatrą odpowiadają Amelii czy jej życie było takie jakim zapamiętała.  Nie muszę chyba pisać, że bardziej podobała mi się ta druga część, ponieważ jak dla mnie była bardziej ciekawsza i owiana pewną tajemnicą co oczywiście w książkach sobie cenię. 
  Nie wiem komu dokładnie książkę powinnam polecić. Myślę, że nie ma tu żadnej bariery wiekowej.  Może spodobać się i nastolatkom i ich rodzicielkom. Na pewno nie ojcom, bo takie historie u mężczyzn raczej nie przechodzą.  Jeżeli oczywiście zaciekawiła Was ta książka to możecie spróbować tylko uzbrójcie się w niecierpliwość. Koniec książki jest na duży plus. Byłam zaskoczona i chyba mało wczułam się w tą książkę, bo ani przez chwilę nie podejrzewałam, że taki może być jej finał.  Spędziłam z książką słoneczne popołudnia i stwierdzam, że książka mi je umiliła :) 

MOJA OCENA: 7/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu Novae Res.

Pozdrawiam
-Alice

środa, 9 lipca 2014

Szymon Salski 'Equilibrium game'

AUTOR: Szymon Salski
TYTUŁ: Equilibrium game
WYDAWNICTWO: Novae Res
GATUNEK: literatura piękna
DATA WYDANIA: maj 2014 roku (data przybliżona)
ILOŚĆ STRON: 216
CENA: 27 zł

  Są takie książki, które pomimo niewielkiej liczbie stron okazują się bardzo trudne w odbiorze. "Equilibrium game" to właśnie jedna z takich książek.  Osobiście bardzo lubię takie pozycje, ale mam świadomość, że nie każdemu przypadną one do gustu. Nie da się jej przeczytać w kilka godzin. Takie książki trzeba powoli odkrywać. Dlatego w tej recenzji chciałabym zachęcić Was do tej jak i do niej podobnych pozycji. 

   Głównym bohaterem jest Victor Zacharski- naukowiec i wykładowca, absolwent prawa, psychologii oraz psychiatrii. Już od początku książki autor jasno daje nam do zrozumienia, że nasz główny bohater kryje w sobie mroczną tajemnicę. Victor nie może pogodzić się ze światem w jakim przyszło mi żyć. Dlatego tez ucieka w heroinę, kokainę i w leki psychotropowe. Przedstawiona historia przeplata się z narkotycznymi i jednocześnie poetyckimi wizjami. Jego życia staje się grą odbywającą się na różnych płaszczyznach, poziomach i w różnych wymiarach. Jednym z takich wykreowanych światów są na przykład sceny walki Boga z Szatanem, które tylko z pozoru nie mają z Victorem nic wspólnego. 
Główny bohater stwarzając sobie alternatywny świat, popada w obłęd. Wszystko to spowodowane jest tęsknota i tym,że w istocie odczuwa od świat inaczej.Wydaje się, ze znacznie głębiej i intensywniej... 
   Do sięgnięcia po tą książkę zachęcił mnie opis fabuły. Szczególnie dlatego, że główny bohater nie może pogodzić się z rzeczywistością Już od początku wiedziałam, że będzie to lektura nie łatwa, ale gdzieś w głębi miałam nadzieje, że wartościowa. Czy moje oczekiwania zostały spełnione? 
  Z tyłu na okładce zostało napisane, że to książka obyczajowa. Mogłabym się z tym kłócić, ponieważ moim zdaniem tą książkę nie można zaszufladkować. Jest to pomieszanie gatunków, mamy coś z fantastyki, a także coś z obyczajówki, z literatury pięknej i współczesnej. Akcja książki rozgrywa się na trzech płaszczyznach. Pierwsza to oczywiście życie codzienne głównego bohatera, które skupia się przede wszystkim na uczelni, w której wykłada Victor i jego mieszkaniu. Druga płaszczyzna to przede wszystkim wizje narkotyczne bohatera. Trzecia to walka Boga z Szatanem, gdzie oczywiście dobro walczy ze złem i głównym celem jest tutaj Victor. 
  Jeżeli chodzi o te codzienne życia bohatera było ono bardzo ubogo przedstawione. Większość rzeczy się nie zgadzało z rzeczywistością jaką każdy z nas zna. Ten świat był jak dla mnie zbyt prosty, wszystko zbyt prosto przychodziło głównemu bohaterowi. A już całkiem raziła mnie w oczy naiwność nastolatki, która zamieszkała ze swoim nauczycielem. Bardzo też przeszkadzało mi szybkie skakanie pomiędzy lokacjami. Tu Victor jest na uczelni, a nagle już w kawiarni bez żadnego logicznego wytłumaczenia. Wydaje mi się, że autor nieco się zagubił, ponieważ niektóre wątki zostały ucięte lub pominięte przez to czytelnik w pewnym momencie może się zagubić w tej całej historii. Zdecydowanie jakość książki jak dla mnie poprawiły narkotycznie wizje bohatera, które wprowadzały w całość nieco tajemniczości co jak najbardziej lubię. Fascynujące jest to, że sami możemy oceniać co jest dobre a co złe, co jest prawdą a co kłamstwem, ponieważ autor tej książki dał nam w tej kwestii wolną rękę.
  Jeżeli chodzi o styl pisania pisarza to widać, że dopiero zaczyna. Popełnił wiele błędów, których nie będę tutaj wliczać. Wierze w to, że trening czyni mistrza. Najbardziej niekomfortowe jak dla mnie było zbyt duże powtarzanie tego samego tekstu przeważnie na końcu książki, co moim zdaniem miało na celu podkreślenie co ważniejszych zdań, ale było momentami męczące i już po prostu nudne. To co mi się podobało to wiersza, które umieścił Szymon Salski w tej książce. Myślę, że działa to na jej korzyść.
  Podobał mi się charakter Victora, chociaż początkowo spodziewałam się, że będzie to raczej typ takiego nieśmiałego młodego mężczyzny Jako postać, przypadł mi do gustu, bo jako człowiek niekoniecznie. Miał taką nienawiść do ludzi i wszystkiego co go otacza. Można powiedzieć, że był egoistą.  Był nieobliczalny i brutalny. Na pewno był ćpunem co nie podlega dyskusji. Zażywał narkotyków z byle jakiej okazji. 
  Nie boję się tematyki seksu w książkach. Nasz bohater jest kobieciarzem, ale niestety nie romantykiem i traktuje swoje kochanki przedmiotowo krzycząc na nie i przeklinając. Jednak wszystkie te wydarzeni i zachowania budują osobowość Victora jako zimnego, wypompowanego z uczuć człowieka. 
  Jeżeli chodzi o zakończenie książki no cóż zaskoczyło mnie. Pomimo tego misz maszu jaki oferuje nam Szymon Salski książka wielokrotnie może zszokować. Wbrew pozorom nie tak trudno odnaleźć się w tym świecie. Trzeba tylko racjonalnie myśleć i potrafić oddzielać to co jest rzeczywistością od tego co jest jedynie wymysłem postaci. 
  Jeżeli maiłabym komuś polecać to zdecydowanie osobom, które odnajdują się w takich aspektach jak psychologia i filozofia oraz lubią poznawać dość trudne postacie. Ta książka nie koniecznie jest jedynie dla dorosłych. Jestem nastolatką, a  myślę, że książkę zrozumiałam. Mało tego chętnie do niej wracałam, pomimo wielu jej wad. Byłam po prostu ciekawa jak zakończy się cała ta historia. Myślę, że autor miał całkiem dobry pomysł tylko gorzej było z jego wykonaniem. Jestem wyrozumiała, wiec dam Szymonowi Salskiemu jeszcze kiedyś szanse, gdy wyda kolejną książkę. Oby bohater był równie mroczny i tajemniczy jak Victor. 
   'Equilibrium game' okazała się dla mnie książką wartościową. Niektóre fragmenty tekstu dały mi do myślenia. Uważam, że każdy czytelnik powinien przeczytać podobną historie, aby zobaczyć czy w nich się odnajduje. Jeżeli jednak macie już za sobą podobną pozycje zachęcam Was również do tej. Osobiście nie żałuje, że ją przeczytałam. 

OCENA: 7/10

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu Novae Res

Pozdrawiam


-Alice

piątek, 23 maja 2014

Martyna Masiak 'Jestem wiatrem"

AUTOR: Martyna Masiak
TYTUŁ: Jestem wiatrem
 

 WYDAWNICTWO: NovaeRes
GATUNEK: literatura piękna
DATA WYDANIA: 2014 roku 

ILOŚĆ STRON: 282

Są takie książki, które nawet po kilku tygodniach od przeczytania pozostawiają u czytelnika trwały ślad. Przepraszam, źle. Są takie książki, które nawet po latach
 pozostawiają u czytelnika trwały ślad. Myślę, że to określenie będzie o wiele bardziej trafniejsze.


Bałam się pisać o tej książce, bałam sie tak cholernie, ponieważ chyba nawet  nie znam odpowiednich słow by ja opisać tak jakbym w rzeczywistości chciała. Mam jednak nadzieje, że chociaż te kilka zdań, które pojawią sie w tej recenzji, Was odrobine przekona, ponieważ nigdy wcześniej nie miałam okazji czytać podobnej książki.


Jestem wiatrem to ksiażka ukazująca ponury świat młodych ludzi z bardzo poważnymi problemami. To także dowód na to, że największym problemem nastolatków nie jest tylko szkoła i zdobyte w niej oceny. Niektórzy młodzi ludzie rozumieją więcej i patrzą na świat nieco inaczej niż ich rówieśnicy. Dlatego też wielu z nas siega po narkotyki,
kaleczy się, a także podejmuje próby samobójcze. To wszystko niestety wskazuje na to, że zbyt łatwo przychodzi nam ocenianie osób, które uważane są za trudne.
  Rzadko zaś mamy ochotę podjąć wysiłek i naprawdę poznać danego człowieka, by odkryc źródło jego kłopotów.  Żadne problemy, nałogi, antyspołeczne zachowania młodzych
ludzi nie biorą się z powietrza. Autorka ksiażki stara nam sie podpowiadac drogę wyjścia. Jak się okazuje pomoc moze mieć różne źródła. Niekiedy są to ludzie, ale innym razem przyroda,a w tym przypadku konie, które są deska ratunku dla narratorki ksiażki. 

Narracja przeplatana jest opowiadaniami, przypowieściami, poezją, osobistymi przemyśleniami.

Nie wiem od czego mam zacząć. Pojawiła się we mnie nieznana dotąd pustka, jeżeli chodzi o pisanie  recenzji. Po skończeniu tej książki, wiedziałam, że nie będzie łatwo ją
zrecenzować. Ale chyba po raz pierwszy mam w głowie taki mętlik.
Zacznę od tego, że autorka tej książki bardzo przypomina mi mnie. Jestem szczęśliwa, że akurat teraz miałam okazje przeczytać tą pozycje. Bardzo mi pomogła. Dała siłe.
Jestem w podobnej sytuacji co Martyna  i czytając każde słowo, łzy spływały mi po policzku. To była taka książka, przez którą musiałam przejść sama. Nie mogło być koło
mnie nikogo gdy ja czytałam. Nie chciałam pokazywać im swojej słabości. Książka była dla mnie pewnego rodzaju oczyszczeniem, a także pocieszeniem, ponieważ wiem,
że nie jestem sama. Że podobnie czują inne osoby. Martyna Masiak nauczyła mnie jak być Wiatrem...

Moim zdaniem ta książka nie jest dla każdego. Nie każdy ją po prostu zrozumie. To jest książka, dla młodych ludzi. Dla wrażliwych nastolatków, którzy po prostu
nie mogą poradzić sobie na tym świecie. Inni czytając tą książkę, mogą błędnie ocenić autorkę. Powiedziec po prostu, że jest tylko nastolatką, która użala się
nad sobą i sama szuka na własną rękę problemów, żeby móc się nad sobą użalać. A prawda jest inna. Całkowicie inna od wyobrażenia. Ten, kto tego nie przeżył
po prostu nie zrozumie... Już na samym wstępie autorka o tym wspomina. Wydaje mi się, że wystarczy tylko przeczytać wprowadzenie, aby wiedzieć, że ta ksiażka
rzeczywiście jest dla Ciebie. W moim przypadku to zadziałało. Kolejne strony przynosiły jedynie więcej łez i zrozumienia.

Ta książka według mnie jest po prostu nadzwyczajna. Dlaczego? Ponieważ nikt chyba nie napisał podobnej szczerej pozycji. Autorka nie bała się i kombinowała.
To nie jest tylko opowieść o jej życiu. Umieściła różnego rodzaju opowiadania, które pisała, gdy była w gimnazjum. Jak pisała, w każdym opowiadaniu odnajduje siebie-
słabą, zagubioną...
Dużym plusem, jeżeli chodzi o graficzne wykonanie książki było pismo pochyłe właśnie w tych opowiadaniach i wierszach. Dlatego nie obawiajcie się, że się zgubicie
podczas czytania.
Jeżeli chodzi o okładkę jest bardzo skromna, a zarazem piękna. Dla mnie ukazuje to co autorka chciała przekazać w swojej historii. Tytuł początkowo tajemniczy, potem
wydaje się idealnym określeniem dla tej właśnie książki.

Chciałabym coś więcej napisać, ale nie potrafię. Wybaczcie mi skromność wypowiedzi. Zrozumcie mnie, chyba też tak kiedys mieliscie? Chciałabym jedynie podziękwoać Martynie Masiak za odwagę
i wydawnictwu za opublikowanie i udostępnienie mi tej książki. Mam nadzieje, ze Martyna kiedyś to przeczyta i będzie żyła pewnością, że pomogła już jednej osobie
na tym globie. Po latach, gdy już całkiem ucieknę od smutku, na pewno wrócę właśnie do tej ksiażki. Będzie to powrót do moich demonów.
Komu mogę polecić? Niektórzy z Was mam nadzieje, pewnie już wiedzą, że muszą ją przeczytać.
Chciałabym, aby rodzice takich dzieci przeczytali tą książkę. Niektórzy z nas nie potrafią określić co w nas siedzie, a rodzice są bezradni. Historia tej dziewczyny
dotknęła wielu nastolatków. Sama bym chciała aby moja mama przeczytała tą pozycje, być może wtedy inaczej patrzyłaby na mnie i moje zachowanie.
Osobiście będę polecać tą książkę właśnie takim wrażliwym duszyczką. Myślę, ze razem z Martyną podniesiemy takie osoby na duchu.
Dziękuje ci Martyno, że nauczyłaś mnie jak być WIATREM..



OCENA:10/10
ksiażka z wyróżnieniem

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwo NovaeRes