Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horror. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Przez szpony wyrwane czyli co kruczysko ostatnio widziało cz. 3 + pomóż Zuzi, dziewczynce ze skóry utkanej z cierpienia!




Witajcie!
  Ale miałam ostatnio zastuj na moim blogu. Napisałam dość szczery i pesymistyczny post, a potem znikłam. Bałam sie, że ktoś z Was pomyśli, że nie wytrzymałam presji rzeczywistości i że z niknełam z tego świata. Ale nic z tych rzeczy - jestem wciąż wśród żywych. Moja obecność spowodowała była po prostu brakiem czasu. Póki co mam za dużo na głowie i poświęcam się pomocy pewnej starszej osoby. 
  Jeżeli o pomocy już mowa to mam do Was ogromną prośbe. Przeczytałam na jednym z blogów informacje o Zuzi, która potrzebuje natychmiastowej pomocy finansowej. Pomóc może jej nawet 10 zł, ponieważ współnymi siłamy możemy uzbierać te 2 697 115 35 zł na niezbędną dla jej dalszego funkcjonowania operacji. Dziewczynka cały czas cierpi, bez względu na to co w danej chwili robi.Jej skóra jest źródłem całego cierpienia. Możemy temu zapobiec i pozwolić jej żyć bez bólu. Jest możliwosć przeprowadzenia kosztownej operacji w Stanach Zjednoczonych, na którą rzecz jasna potrzebne są finanse. Być może Ty nie będziesz mógł bezpośrednio pomóc, ale możesz przekazać tą informacje dalej. Wklejam link: https://www.siepomaga.pl/nomorepain, na którym znajdują się dokładne informacje o chorobie Zosi, a także reportarz, który pojawił się na atnenie TVP 1.  Poprzez tą stronkę możecie również wesprzeć akcje i wpłacić obojętnie jaką sumę na rzecz operacji. Nie bądź obojetny! Mam nadzieję, że ktoś z Was ktokolwiek weźme sobie los Zosi do serca i zrobi wszystko co w jego mocy, aby ulżyć jej cierpieniu. 


***


TYTUŁ: King Kong
REŻYSERIA: Peter Jackson
CZAS TRWANIA:  3 godz.  7 min
GATUNEK: fantasy, melodramat, przygodowy
PRODUKCJA: Niemcy, Nowa Zelandia, USA
PREMIERA: 5 grudzień 2005 rok
MOJA OCENA: 8/10
GŁÓWNE ROLE:
Naomi Watts
Jack Black
Adrien Brody 

Czas Wielkiego Kryzysu w Stanach Zjednoczonych. Aktorka Ann Darrow nie ma pracy i pieniędzy nawet na jedzenie. Z pomocą przychodzi jej filmowiec Carl Denham. Carl jest sfrustrowany, bo producenci chcą obciąć budżet jego nowego, jeszcze nie niedokończonego filmu. Reżyser wykrada więc jedyną istniejącą kopię swojego filmu i kompletuje ekipę tak, by zdążyć na statek "S.S. Venture", odchodzący wieczorem z portu. Denham chce udać się na owianą legendą Wyspę Czaszek, położoną na Pacyfiku. Tam chce znaleźć atrakcyjne plenery do filmu. Wraz z nim na statek wsiadają m.in. Ann, która dostała główną rolę i scenarzysta Jack Driscoll. Kiedy w końcu udaje się im dotrzeć na wyspę, okazuje się, że nie bez powodu jest ona owiana mgłą tajemnicy. Żyją tam bowiem stwory, które powinny już dawno wyginąć - olbrzymie tyranozaury i wielki, liczący 9 m wysokości, goryl.

Na film natrafiłam w pewną leniwą niedziele. Emitowano go na jednym z kanałów. Co prawda ominął mnie początek, ale zdecydowaną większość filmu obejrzałam i muszę przyznac, że całkiem mi się podobał. Za każdym razem odpychałam od siebie chęć obejrzenia tego filmu, ponieważ nigdy jego fabuła mnie do siebie zwyczajnie nie przekonywała. Teraz żałuje, że nie obejrzałam go wcześniej. Jest to jak najbardziej udany film przygodowy, w którym akcja ciągla gna do przodu. Myślę, że jest to kino dla cąłej rodziny, gdyż nawet mój 5-letni brat zainteresował się, być może nie samym  King- Kongiem a dinozaurami, które mają swoje pięć minut.
Pretekstem do obejrzenia tego filmu był również sam Peter Jackson,,  którego znam i podziwiam głównie za niesamowitych i widowiskowych "Władców Pierścieni" oraz za "Hobbita". Oczywiście te dwa ostanie dzieła są o wiele lepsze niż "King-Kong", ale naprawdę przyjemnie spędziłam czas przy seansie. 
Spodobała mi się rola Naomi Watts, jednak bardzo chcę równiez obejrzeć nieco starszą wersje "King-Konga", w której gra uwielbiana przeze mnie Jessica Lange. Jeżeli ktoś z Was oglądał tą starszą wersję to bardzo prosze o napisanie czy jest warta obejrzenia. Tymczasem jak najbardziej polecam Wam "King- Konga" z 2005 roku. Ciekawe rozwiązanie na nudne, niedzielne popołudnia. 


***



TYTUŁ: Zgromadzenie
| The Gathernig | 
REŻYSERIA: Brian Gilbert
CZAS TRWANIA:  1 godz.  32 min
GATUNEK: horror
PRODUKCJA: Wielka Brytania
PREMIERA: 2003 rok - Świat
2004 rok - Polska
MOJA OCENA: 6/10
GŁÓWNA ROLA:
Christina Ricci

W ruinach starego kościoła z I w.n.e., przypadkowo odkryto niesamowite rzeźby i malowidła przedstawiające Ukrzyżowanie z zupełnie innej perspektywy . Zamiast figury Jezusa Chrystusa, wyrzeźbiono kilkanaście postaci, które przyglądały się tamtym wydarzeniom. Co dziwniejsze, te same osoby widziano przez ostatnich 2000 lat zawsze tam, gdzie działo się coś złego. Teraz pojawiają się znowu. Widzi je tylko młoda Amerykanka - Cassie. Czy oznacza to, że Cassie ma halucynacje czy jest to raczej zwiastun kolejnej tragedii? 

Pamietam ten film z dzieciństa. Moi rodzice bardzo czesto oglądali swego czasu horrory, a ja byłam zbyt ciekawska żeby nie spojrzeć. Strach miał dla mnie wtedy znaczenie moblizujące. Nadal lubię się bać. Pewnego dnia przypomniałam sobie o tej produkcji i pomyślałam sobie, że miło byłoby odświeżyć sobie wspomnienie z okresu beztroskich lat. Przypominam sobie, że gdy go pierwszy raz oglądałam byłam nim zachwycona. Drugim razem niestety już tak nie było. Jako horroromaniaczka mam corz większe oczekiwania co do filmów grozy i również krytycznym okiem patrze na takie produkcje. Jednego "Zgromadzeniu" nie mogę odmówić. Nadal posiada ten sam klimat, który pamiętam z czasów dzieciństwa. Jest naprawdę intrygujący od pierwszej sceny. Fabua również na dzień dzisiajszy wydaje mi się naprawdę ciekawa i pod jakimś względem orginalna, jednak ostatecznie czegoś zabrakło. Z pewnością jest to wina Christine Ricci, która wcieliła się w główną bohaterkę. Poprzez tą rolę udowodniła, że nie jest aktorką o dużych umiejętnościach. Bywała irytująca. Niestety wydaje mi się, że to właśnie ona miała znaczny wpływ na moją ostateczną ocenę, choć muszę przyznać, że bardzo intrryguje mnie jej osoba pod względem wyglądu zewnętrznego. 
Niemniej jednak nie żałuję, że odświeżyłam sobie tą produkcję. Bardzo wiele momentów po prostu zapamiętałam i efekt nie był już taki jak za pierwszym razem, ale bardzo polecam zainteresowanych , bo ma ona coś co naprawdę intryguję. Pragnę zaznaczyć, że nie jest to horror z krwi i kości. Powiedziałabym, że jest to raczej thriller z nutką grozy w tle. 



***


TYTUŁ: Między piekłem a niebem
| What Dreams May Come | 
REŻYSERIA: Vinvcent Ward 
CZAS TRWANIA:  1 godz.  53 min
GATUNEK: fantasy, melodramat 
PRODUKCJA: Nowa Zelandia, USA
PREMIERA: 1998 rok - świat
1999 rok - Polska
MOJA OCENA: 9/10
GŁÓWNA ROLA:
Robin Williams 

Ile trzeba uczucia, by pokonać Piekło - oto pytanie, które stawiają sobie widzowie oglądając "Między piekłem a niebem", Niezwykle sugestywną i wzruszającą zarazem wizję życia po życiu, wyróżnioną Oscarem za niesamowite wprost efekty specjalne. Po tragicznej śmierci dzieci w wypadku samochodowym Chris Nielsen (Robin Williams) skupia się na ratowaniu żony Annie (Annabella Sciorra), która popadła w manię samobójczą. Niestety, on również ginie w wypadku drogowym. Niebo, do którego się dostał, skomponowane jest z plastycznych wizji Annie. Wędrując po świecie jej obrazów odnajduje nie tylko wspomnienia szczęśliwych dni, ale i dusze. Tkwi teraz na samym dnie piekła, pogrążona w głębokim letargu. Czy Chris zdoła ją wyrwać z mrocznej odchłani? 

I oto kolejny film, który już raz kiedyś obejrzałam, ale czułam, że wtedy jeszcze nie dojrzałam, aby w pełni przeżyć tą historię, która po latach wywarł na mnie ogromne wrażenie. Wizja życia po życiu w tym filmie została moim zdaniem przedstawiona genialnie, jedynie zakończenie nie przypadło mi do gustu, ale patrząc na całość mysle, że moge wybaczyć to twórcą. Wydaje mi się, że jest to film, który koniecznie każdy powinienen obejrzeć. Wielokrotnie nie mogłam powstrzymac płaczu, a oglądając to widowisko towarzyszyła mi nadzieje, że być może to wszytko  co widzę jest prawdą i po śmierci spotkam osoby, na których bardzo mi zależało, a których już nie ma. Dająca nadzieję produkcja o piorunującym podłoży emocjonalnym z fantastycznym Robinem Williamsem w roli głównej. Zanany głównie z roli komediowych, w dramacie zagrał naprawdę mistrzowsko. 

CZARNY KRUK POLECA! 


***

TYTUŁ: Interstellar
REŻYSERIA: Christopher Nolan
CZAS TRWANIA:  2 godz.  49 min
GATUNEK: Sci - fi
PRODUKCJA: USA, Wielka Brytania
PREMIERA: 2014 rok
MOJA OCENA: 9/10
GŁÓWNA ROLA:
Matthew McConauhey
Anne Hathaway

Na skutek błędów popełnionych przez ludzkość w XX w. Ziemia staje na krawędzi zagłady. Nastąpił upadek państw, a ich rządy straciły władzę. Szczątkowo funkcjonująca gospodarka nie jest w stanie zapewnić ludziom nawet żywności. Gdy jednak odkryta zostaje możliwość podróżowania w czasoprzestrzeni, naukowcy wywodzący się z resztek organizacji NASA podejmują się jej zbadania, tym samym stając się ostatnią deską ratunku dla ludzi i ich planety. 

Gdy widze, że dany film mieści się w ramach gatunku Sci-fi uciekam gdzie pieprz rośnie. Pewnie tak byłoby i w przypadky "Interstellar", gdybym wiedziała, że należy on właśnie do tego gatunku. Byłabym naprawdę głupia, gdybym go nigdy nie obejrzała. Produkcja okazała się dla mnie przełomowa i sprawiła, że nieco bardziej odważnie będe teraz sięgac po filmy Sci-fi. Doskonale skonstruowana i zrealizowana fabuła. Potrafiłam się przy nim wzruszyć, kibicowałam głównym bohaterom, a to wszystko po to, aby dojść do fantastycznego finału, który okazał się jak najbardziej zaskakujący. Matthew McConauhey po raz kolejny udowadnia, że zaczyna robić coraz większą furore grając główne role. Okazuje się, że jest doskonałym aktorem. Naprawdę warto zapoznać się z tym filmem, nawet jeżeli tak jak ja sceptycznie podchodzicie do tego typu produkcji! 

CZARNY KRUK POLECA! 


Wszystkie opisy fabuły poszczególnych filmów pochodzą z filmwebu jak i również plakaty produkcji. Natomiast zwiastuny pochodzą z youtube. 


ZACHĘCAM RÓWNIEŻ DO WSTAWIANIU BANNERÓW NA SWOJEGO BLOGA, KTÓRE MAJĄ NA CELU SZERZYĆ INFORMACJE O POTRZEBNEJ POMOCY DLA ZUZI
https://www.siepomaga.pl/f/fundacja-siepomaga/c/2324/widgets

piątek, 24 kwietnia 2015

Gabriel Grula "Szmaciane lalki" - opowiadania grozy


AUTOR: Gabriel Grula
TYTUŁ: Szmaciane lalki
WYDAWNICTWO: NovaeRes
ILOŚĆ STORN: 325
GATUNEK: opowiadania grozy
DATA WYDANIA: luty 2015 rok
CENA: 33 zł
OCENIAM: 3/10

Po zakończeniu mojej przygody z tą książką czuję się nieco oszukana. Spowodowane jest to moim rozczarowaniem jaki pojawił się zaraz po skończeniu lektury, a co prawda to nawet towarzyszyło mi w trakcie poznawania tej pozycji. Opis z okładki sugerował zbiór opowiadań grozy, które nie pozwolą mi w szybki sposób powrócić do rzeczywistości. Miałam nadzieję, że tym razem natrafiłam na opowiadania, które pokażą mi nowy wymiar strachu. Oczywiście tak się nie stało i po raz kolejny uświadomiłam sobie, że jedynym i nie powtarzalnym mistrzem grozy zawsze już będzie Stephen King. To właśnie od jego twórczości zaczęła się moja przygoda z literackim horrorem. Trudno było mi porzucić jego dzieła i dać szanse innym, ale w końcu się przełamałam. Myślałam, że "Szmaciane lalki" dadzą mi nadzieję na to, że nasi polscy twórcy choć w niewielkim stopniu dorównują wspomnianemu pisarzowi. Niestety po raz kolejny zawiodłam się. 

"Szmaciane lalki" według opisu z okładki mają być nie lada gratka dla miłośników krótkich form z pogranicza realizmu magicznego, thrillera, horroru i grozy. I faktycznie znajdziemy w tym tytule mieszankę gatunków, jednak ten misz masz w dużym stopniu został nieudolnie skonstruowany o czym przekonywałam się za każdym razem, gdy zaczynałam i kończyłam poszczególne opowiadanie. 
Muszę jednak przyznać, że pierwsze opowiadanie o tytule "Miejsce X" jest dobrym początkiem ku rozpoczęciu tej całej antologii grozy o której dzisiaj jest mowa. Mamy tutaj zapożyczony pomysł opuszczonego miasteczka, w którym rzecz jasna chadzają zombie, czyli to co Czarny Kruk lubi najbardziej. Przyznam, że choć cały pomysł był po prostu zerżnięty z innego opowiadania innego autora z innego zbioru opowiadań to dałam się ponieść atmosferze jaką wytworzył w tym i w kilku innych opowiadaniach Gabriel Grula. To chyba największy atut tego autora - atmosfera, klimat. Pomimo tej zalety początkujący pisarz ma problem z scaleniem w całość fabuły. Zazwyczaj było tak, że najpierw dane opowiadania bardzo mnie wciągnęło, byłam ciekawa co będzie dalej. Następnie autor mnie zanudzał, czekałam na jakiś punkt kulminacyjny, który mnie zachwyci. Zaś na samym końcu dostawałam rozczarowanie. Gabriel Grula ma ogromny problem z pisaniem zakończeń swoich opowiadań. Są one jak dla mnie zbyt przewidywalne i oczywiste, a przez to rzecz jasna traci na jakości cały pomysł jaki autorowi udało się wymyślić. 

Pomimo początkowego zachwytu opowiadania okazały się być nudne i przeciętne, a do tego niczym nie zaskakiwały. Były wręcz przewidywalne i z perspektywy czasu myślę, że nie warte przeczytania. Na tle innych dzieł tego typu wypadają naprawdę źle i od siebie raczej bym nie polecała. 
Czy należy nadal krytykować tą książkę? Myślę, że nie. Nie widzę sensu w dalszym pogrążaniu autora i jego dzieła. Myślę, że Gabriel Grula musi po prostu popracować nad sposobem przelewania swoich wizji na kartki papieru, ponieważ pomysły miał jak najbardziej ciekawe i klimatyczne, jednak ich wykonanie zostawia wiele do życzenia. 


Za możliwość zapoznania się z tą pozycją serdecznie dziękuję Wydawnictwu NovaeRes
Pragnę zaznaczyć, że nie miało to żadnego wpływu na treść  recenzji. 

Recenzje przeczytasz również na; 

sobota, 21 lutego 2015

American Horror Story: Murder House


 Nareszcie coś skrobie! Nareszcie piszę recenzje American Horror Story, czyli serialu, który jest dla mnie naprawdę wyjątkową produkcją. Musicie mi wybaczyć, miałam napisać tą opinię zaraz po obejrzeniu ostatniego odcinka, jednak coś mnie zatrzymywało, a czas leciał. Ale postanowiłam zrobić to dzisiaj i w końcu wyrazić swoją opinie, a być może równocześnie zachęcić chociaż jednego czytelnika Kruczego Gniazda do zapoznania się z tym tytułem. Już nie mogę doczekać się, aż puszcze swoje wodzę fantazji i podzielę się z Wami moimi wrażeniami. Mam nadzieję, że jesteście równie podekscytowani jak ja. Ale dość już mojego wstępnego gadania. Zapraszam do zapoznania się co takiego skrywa Murder House. 



"American Horror Story" opowiada o losach rodziny Harmonów, która przenosi się z Bostonu do Los Angeles, by zamieszkać w starej rezydencji, skrywającej w swoich murach, mroczne tajemnice. Harmonowie na pierwszy rzut oka są idealną, amerykańską rodziną, jednak to wrażenie jest mylne. Członkowie rodziny zmagają się z wieloma problemami: zdradą, poronieniem i skłonnościami do samookaleczeń nastoletniej córki Violet. Po zdradzie, na jakiej zostaje przyłapany przez żonę Vivien (byłą wiolonczelistkę, w tej roli Connie Britton), Ben (z zawodu psychiatra, w tej roli Dylan McDermott), chcąc zostawić złe wspomnienia z przeszłości za sobą i zacząć wszystko od nowa przeprowadza się z rodziną do Los Angeles. Jednak ich nowy dom (stara rezydencja o złowieszczej historii), początkowo wydaje się być idealnym miejscem na nowy start. Nawet tajemnicze zabójstwo, do którego doszło w tym miejscu wiele lat temu, nie zniechęca rodziny do przeprowadzki.
Pomimo mrocznych tajemnic, które skrywa dom, rodzina stara się rozpocząć nowe życie. Ben przyjmuje nowych pacjentów w tym Tate'a – nastoletniego chłopca ze skłonnościami do przemocy i psychotycznymi fantazjami. Violet – nastoletnia córka Harmonów stara się odnaleźć w nowej szkole, a Vivien cały swój czas poświęca na odkrywanie tajemniczego malowidła ściennego, przykrytego pod grubą warstwą tapety. Tymczasem Violet i Tate, pomimo dezaprobaty ojca, odkrywają, że mają ze sobą wiele wspólnego. Ben poznaje byłego lokatora ich obecnego domu, który przekazuje mu, ku przestrodze, swoją tragiczną historię. Vivien zatrudnia starszą gospodynię domową, która prowadziła dom poprzednim mieszkańcom, a cała rodzina poznaje sąsiadkę – Constance, cierpiącą na kleptomanię (Jessica Lange) oraz z jej córkę Adelaidę (chorą na zespół Downa), które wydają się być dobrze zaznajomione z tajemniczym domem i jego mroczną historią.

  Postanowiłam umieścić właśnie ten opis serialu, ponieważ moim zdaniem skutecznie oddaje to o czym on tak naprawdę opowiada nie zdradzając jednocześnie wszystkiego, a jedynie zostawiając potencjalnego widza z ogromną chęcią na zapoznanie się z pierwszym odcinkiem.


   To może zacznijmy od tego jak zaczęła się moje przygoda z American Horror Story. Pewnego wieczoru szukałam czegoś co mnie po prostu przerazi. Jako osoba posiadająca mroczną duszę często sięgam po kino grozy. Akurat tak się złożyło, że mój brat oglądał kilka odcinków owego serialu i postanowiłam chociaż spróbować, bo nie oczekiwałam zbyty wiele. W ogóle niczego nie oczekiwałam od tej produkcji, mało tego bałam się, że mnie zawiedzie z racji tego, że po seriale sięgam naprawdę rzadko. Jakież było moje zdziwienie, gdy zakochałam się w Murder House już od pierwszego kadru, który przedstawia sytuacje, w której dziewczynka z zespołem Downa, mówi, że wszyscy tam umrzecie wskazując na jak się pewnie domyślanie wspomniany już przeze mnie Dom Morderstw. Do tego intrygująca czołówka i wiecie co? Wiedziałam już, że to jest coś dla mnie, że to są moje klimaty i chciałam więcej! Tak narodziła się moja obsesja na punkcie American Horror Story. 

  W każdej produkcji kluczową role odkrywają aktorzy, gdyż to oni odpowiedzialni są za budowanie napięcia, czy też odpowiednich emocji. Jeżeli obsada nie spełnia wymagań to dany serial czy też film skazany jest na klęskę i nie uratuje go tu nawet świetna i nietuzinkowa fabuła. A jak było tym razem? Muszę przyznać, że nie najgorzej, chociaż byli aktorzy, którzy obniżali jakość całości, ale koniec, końców, na główny plan wysuwają się Ci bohaterowie, którzy przyciągają wzrok odbiorcy i sprawiają, że niemal automatycznie zostajemy przez nich zamknięci w sidłach historii. Taką postacią dla mnie był Tate wykreowany przez nieznanego mi aż dotąd autora o nazwisku Evan Peters.


 Jeżeli przeczytaliście powyższy opis to z pewnością wiecie, że jest on nastolatkiem, który nieco ma nie po kolei w głowie. Chodzi do psychiatry i zakochuje się w Violet. Obserwując rozgrywający się wątek miłosny pomyślałam sobie, że takie coś mogłoby mnie spotkać w życiu jeżeli jesteśmy już w temacie znienawidzonej przeze mnie miłości. Ale nie o niej tu mowa. Chcę Wam jak najlepiej przybliżyć postać tajemniczego Tate, który za każdym razem widziany przeze mnie na ekranie, wzbudzał  gozę, strach i przerażenie, bo naprawdę nie wiedziałam co mu zaraz odpali. Ma bardzo ciekawą przeszłość, o której z pewnością dowiecie się jeżeli postanowicie dać szansę temu serialu. Mam nadzieję, że kojarzycie kim jest Kurt Cobain. Powiązanie: Nirvana. Podczas obserwowania Tate wyłapałam wiele podobieństw i zdecydowanie był on kreowany na nieżyjącego już Cobaina. Nikt mi nie wmówi, że tak nie było. Świadczy o tym przede wszystkim wygląd zewnętrzny bohatera. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ dla mnie to jest naprawdę ważne, ale z jakiego powodu - niech to już zostanie moją mroczną tajemnicą. Jak dla mnie bez Tate ten serial naprawdę nie był by tym serialem, który wzbudził we mnie aż tyle skrajnych emocji. Myślę, że bardzo mocno utożsamiłam się z tą postacią i dlatego jest ona dla mnie aż taka wyjątkowa.  Zbyt mocno brałam sobie do serca to co działo się w jego głowie. Udzieliło mi się jego szaleństwo, które trudno jest pojąć, gdy kierujemy się jedynie znaną nam rzeczywistością.
   Pragnę również zwrócić uwagę na Jessice Lange grającą Costance. Gdy zobaczyłam tą autorkę byłam zafascynowana tym jaką jest osobą. Po raz pierwszy o niej usłyszałam i bardzo żałuję, że nie jest ona znana wśród większości producentów, bo moim zdaniem jest naprawdę świetną aktorką. 
  W zupełności nie udało się Connie Briton wykreować grającej przez nią postaci, gdyż była ona odebrana przeze mnie jako postać wymuszona, sztuczna i napompowana zbyt wieloma nienaturalnymi odruchami. Powiem jedno: nie mogłam na nią patrzeć, a każda scena z jej udziałem była dla mnie katorgą. Dla zobrazowania Wam sytuacji, była to matka Violet. A jeżeli już wspomniałam o Violet to również zasługuje na swoje pięć minut w mojej opinii. 


Uwielbiam scenę, w której ona idzie przez szkolny korytarz, ma na głowie kapelusz i papierosa pomiędzy palcami. Zobaczycie ja już w pierwszym odcinku. Nie pytajcie mnie czemu akurat ją tak mocno zapamiętałam. To dla mnie tak oczywiste, jak dla Ciebie to,że nad naszymi głowami jest niebo. Są takie rzeczy, które po prostu coś w nas ruszają i tak scena zdecydowanie do nich się zalicza. Violet jest nastolatką z problemami radząca sobie z nimi za pomocą żyletki. Izoluje się od rówieśników, tak jak jej ojciec powiedział "jest zbudowana z innej gliny". Widziałam w niej siebie. Zagubioną, nieznającą do końca swojej tożsamości, szukającą swojego życia w brutalnej na swój sposób rzeczywistości. 

   Nie chcę Was już zanudzać obsadą tego serialu, bo zdaje sobie sprawę, że mogłabym o nich pisać przez niemal całą recenzję, ale po co, skoro sami możecie przekonać się o ich wyjątkowości? Powiem Wam jeszcze tylko tyle, że wszystkie postacie mają coś w sobie. Zdecydowanie nie są bezosobowe. Je się po prostu lubi, albo nie. Utożsamia, albo wręcz przeciwnie. Wielbi lub nienawidzi. Jednak największym atutem jest to, że wspólnie tworzą tak niesamowitą produkcje jaką niezaprzeczalnie jest American Horror Story. 


   Zdawać się może, że Murder House jest całością poskładanych ze sobą, niezwiązanych z przypadku wątków, które niekiedy ciężko jest pojąć i zrozumieć. Ale czy nie o to głownie chodziło po głowie samym twórcom? Retrospekcje, cofanie się w przeszłość oraz poznanie minionych już zbrodni jakie miały miejsce w Domu Morderstw tworzą ten niesamowity klimat, który sprawia, że ja czuję, że ten serial naprawdę żyje. Pełno tu nie wypowiedzianych słów, niedokończonych spraw, które jednak będą chciały zostać zrealizowane przez duchy przeszłości. Byłam pod wrażeniem wątku, który przedstawiał pokojówkę w dwóch odsłonach: jako seksowna pomoc domowa oraz jako starsza kobieta, która trzyma w sobie dawny niewybaczony ból. Zaznaczę, że to jedna i ta sama osoba. I broń Boże nie jest to żaden spojler, a jedynie zachęcenie do zapoznania się z produkcją, którą wychwalam niemal ponad same niebiosa. Nie mogę się po prostu oprzeć, bo jako osoba, która nie ma wszystkich klepek na swoim miejscu jestem nadal uwieziona w Murder House, jakbym była kolejnym zamieszkałym tam duchem. 

  Warto też wspomnieć o to, że słowo Horror w nazwie serialu, nie powinno Wam przynosić na myśl jedynie krwi, flaków, makabrycznych zbrodni, które oczywiście są, ale jednak nie na pierwszym planie za co jestem twórcą bardzo wdzięczna. Wszystkie te okropne rzeczy podpiera wątek psychologiczny, który sprawia, że serial jest naprawdę intrygujący i zdecydowanie szybko nie da się o nim zapomnieć. Przyznam się sama do tego, że ja po tych kilku miesiącach, gdy teraz to piszę sama mam ochotę na to, aby ponownie odwiedzić Murder House, ponieważ wydaje mi się, że wszystkiego nie odkryłam, coś mi przeoczyło. No i w końcu chcę przeżyć to jeszcze raz. 



"Murder House" czyli pierwszy sezon American Horror Story swoim klimatem, atmosferą, muzyką, która brzmi naprawdę świetnie i  zgrywa się z tym chorym i porąbanym miejscem, a zwłaszcza aktorami, którzy naprawdę wykonali kawała świetnej roboty po prostu mną zawładną, połknął, opętał czy co tam jeszcze chcecie. Serial dołącza do grona moich ulubionych seriali i zdecydowanie wysuwa się przy tym na prowadzeniu. Aktorzy sprawili, że chcę więcej, więcej i jeszcze więcej. Ku mojemu zaskoczeniu dowiedziałam się o tym, że w kolejnym sezonie jest niemal taka sama obsada z niewieloma zmianami, jednak grająca całkiem świeże postacie.

Czy się wystraszyłam, czy też przeraziłam oglądając te 12 odcinków? Oczywiście, że tak! Jednak w taki inny sposób. Taki psychologiczny sposób. W taki niekonwencjonalny sposób. W taki sposób, który paraliżował mnie całą od stóp do głów nie podając mi żadnych flaków czy też krwi. Niewiele produkcji to potrafi, więc ta zdecydowanie jest perełką w swoim gatunku. Ale czy Ty odważysz się na tą podróż? Czy odważysz się odwiedzić Dom Morderstw i poznać jego mroczne tajemnice? Mam nadzieje, ze nie stchórzy po pierwszym odcinku. A jeżeli tak.. No cóż ... ONI sami Cię odnajdą! 


Jeżeli jeszcze nie czujesz się przekonany, mój Drogi Czytelniku zapraszam Cię do rzucenia okiem na zwiastun:
A bardziej zainteresowanych odsyłam do zobaczenia czołówki [TUTAJ] 


TYTUŁ: American Horror Story
Sezony: Murder House| Asylum | Sabat | Freak Show| 
Czas trwania jednego odcinka: 42 minuty
 GATUNEK: HORROR / DRAMAT 
TWÓRCY: Ryan Murphy, Brad Falchuk
MOJA OCENA: 10/10

Nareszcie się rozgrzeszyłam i mogę zabierać się za sezon drugi!