Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dramat. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 stycznia 2016

Johan Wolfgang Goethe "Cierpienia młodego Wertera"


AUTOR: Johan Wolfgang Goethe
TYTUŁ: Cierpienia młodego Wertera
TYTUŁ ORYGINALNY: Leiden des jungen  Werthere 
LICZNA STRON: 112
GATUNEK: literatura piękna, literatura romantyczna 
CENA: ok. 10 zł 

"O! Jakże trudno na tym świecie człowiekowi zrozumieć drugiego człowieka"

J.W. Goethe
"Cierpienia młodego Wertera"

  Od zawsze zastanawiałam się jak wygląda prawdziwa miłość. Nigdy nie miałam okazji jej doświadczyć i z pewnością to właśnie stąd wzięły się moje rozmyślania na ten temat. Myślę, że we współczesnych czasach niezwykle trudno jest zdefiniować miłość. Czasy, w których żyjemy są bardzo chaotyczne i coraz mniej w nich miłości, szacunku, a w końcu samego człowieka w ludzkości. Po lekturze "Cierpienia młodego Wertera", która była dla mnie wprowadzeniem w świat literatury romantycznej dostrzegam różnice jakie zostały wykreowane od czasów stworzenia tego działa przez Goethego do naszej dekady. Według mnie Werter jest doskonałym przykładem bohatera, który obdarzył kogoś miłością fanatyczną, chorobliwą. Można by rzec, że swoje ogromne uczucia obsadził w nie właściwej osobie. Co było tego skutkiem? O tym moi drodzy musicie przekonać się sami sięgając po książkę, którą w dniu dzisiejszym zaprezentuje. 

"Nie wiem, doprawdy, całkiem, po co się budzę, po co idę spać"

j.w
49 str. 

   "Cierpienia młodego Wertera" jest powieścią obowiązkową w klasie drugiej licealnej. Stanowi wprowadzenie do epoki romantyzmu, która charakteryzowała się występowaniem takich motywów jak nieszczęśliwa miłość, śmierć, cierpienie, samobójstwo, nostalgia, smutek, tęsknota, poszukiwanie sensu życia, duchowa walka, indywidualizm, tajemniczość, bunt oraz nadwrażliwość głównego bohatera. Wszystkie cechy, które przed chwilą wymieniłam posiada Werter i nie ukrywam, że w ich posiadanie wraz ze swoimi narodzinami weszła także i ja. Literatura romantyczna jest dla mnie pewnością, oraz pociechą, że tacy ludzie jak ja, którzy inaczej widzą świat i więcej czują istnieli. Dlatego z uporem maniaka poszukuje kolejnych wybitnych książek z tejże epoki, gdyż mam nadzieję, że pozwolą mi one odnaleźć spokój ducha. 



"Sto razy chwytałem nóż, by ulżyć zbolałemu sercu. Podobne konie szlachetnej rasy, gdy są zdenerwowane biegiem i prze drażnione, instynktownie nagryzają sobie żyłę, by upuścić krwi i przyjść do siebie. I ja też, często, rady bym sonie otworzyć żyłę, by uzyskać wolność wieczysta"

j.w
52 str

   Dzieło Goethego jest powieścią epistolarną co oznacza, że narracja prowadzona jest z perspektywy głównego bohatera, który przelewa swoje myśli na papier, tworząc formę listu adresowanego do swojego przyjaciela Wilhelma. Dzięki takiemu zabiegowi, autor pozwolił czytelnikowi spojrzeć na dane wydarzenia z perspektywy młodego Wertera. Początkowo główny bohater wydaje się być zwyczajnym młodym mężczyzną, który cieszy się życiem, uwielbia przebywać na łonie natury i fascynuje się literaturą. Sytuacja ulega diametralnej zmianie po poznaniu przez niego Lotty, która od tej pory staje się obiektem jego westchnień. Miłość, którą darzy swoją sympatie młodzieniec jest na tyle mocna, że tak młody i wręcz nadwrażliwy Werter nie potrafi sobie z nią poradzić. Okazuje się, że Lotta posiada już swojego ukochanego, który zwie się Albert. Tytułowy bohater zdaje sobie sprawę z tego, że nie może być z Lottą, że ta miłość jest niedozwolona, zakazana, gdyż jej serce należy do kogoś innego. Z tego powodu traci sens życia i nawet uwielbiana przez niego przyroda przypomina mu o ukochanej. Staje przed wyzwaniem: cóż w takiej sytuacji ma uczynić? Czy poświęcić całe swoje życie na bezcelowym wielbieniu Lotty, jednocześnie umierając z miłości? A być może jedynym wyjściem jest (jak to sam Werter określa) "uwolnienie się z więzienia duszy"?


" Bóg świadkiem, że kładę się często z pragnieniem, a nawet czasem nadzieją niezbudzenia się wcale. A rano otwieram oczy, spostrzegam słońce i czuję się nieszczęśliwy. Szkoda, ze nie jestem kapryśny, że nie mogę złożyć winy na pogodę, na kogoś innego, czy na nieudane przedsięwzięcie.Wówczas owo straszne brzemię zniechęcenia gniotłoby mnie jeno przez połowę. Tymczasem...czuję wyraźnie, że winien jestem tylko ja sam. Nawet nie jest to wina, ale we mnie bierze początek cała obecna niedola, jak ongiś ja sam byłem źródłem własnego szczęścia"

j.w
62 str 

   "Cierpienia młodego Wertera" jest powieścią bardzo osobistą dla samego autora, gdyż opiera się na jego biografii. Bardziej pozytywna część odnosi się do przyjazdu Goethego do pewnego miasta, gdzie poznał miłość swojego życia. Natomiast pesymizm wziął się stąd, iż przyjaciel pisarza o imieniu Wilhelm Jeruzalema nieszczęśliwie zakochał się w pewnej damie, ale nie mógł z nią być z powodu swojego niskiego pochodzenia. Zarówno Wilhelm, który jest postacią prawdziwą jak i Werter podzielili taki sam tragiczny finał swojego życia...



   Sam Werter jest postacią niezwykle zagadkową, wrażliwą, subtelną. Jeżeli kocha robi to całym swoim sercem, całą swoją duszą. Przez to tak silne uczucie jakim jest miłość wypala go zewnętrznie. Żyje marzeniami, które prowadzą go do idealizacji rzeczywistości, która okazuje się dla młodzieńca niezwykle brutalna i niesprawiedliwa, stąd bierze się jego bunt wobec świata, nie zgoda z prawami jakie obowiązują na ziemi. Poetyzuje świat pod wpływem wielu lektur, a obiekt swoich westchnień idealizuje, pozbawia jakichkolwiek wad. Przez cały czas towarzyszy mu przerażająca samotność, która doprowadza go do poczucia izolacji od reszty ludzkości, do osamotnienia duchowego i poczucia braku jakiegokolwiek wsparcia. Werter przyznaje się do tego, że odczuwa "ból świata". Traci sens życia, czuje się odrzucony, zbędny.  Tak oto przedstawia się postać młodego Wertera.


   Johan Wolfgang Goethe pisząc "Cierpienia młodego Wertera" nie zdawał sobie sprawy, że jego dzieło odbije się tak głośnym echem wśród ówczesnych młodych ludzi. Zapanowała moda na tzw. werteryzm. Terminem tym określa się postawę romantyczna, charakteryzującą się pesymizmem, melancholia poczuciem wyjątkowego osamotnienia, wyobcowania i nie zrozumienia prze otoczenie oraz wielka, tragiczną miłość. Ponadto obowiązywała wtedy moda na strój werterowski. na który składał się niebieski frak i żółta kamizelka w przypadku panów. Natomiast panie podobnie jak Lotta ubierały sukienki z różowymi kokardami. Opisane przeze mnie powyżej zjawiska być może nie okazują swojej toksycznej natury. Jednak pod wpływem werteryzmu wielu młodych ludzi na przełomie XIII i XIX wieku podobnie jak Werter popełniało samobójstwo, głównie z powodu nieszczęśliwej miłości. 



   "Cierpienia młodego Wertera" często jest określana "powieścią duszy", charakteryzującą się miłosnymi wyzwaniami bohatera, przepełnionymi niezwykle mocnymi emocjami i uczucia. W dziele napotkacie się także na liczne refleksję i zadumę nad życiem. Dzieło Goethego spotkało się z liczną krytyką za równo ze strony specjalistów, jak i zwykłych czytelników. Po dziś dzień dramat ten zbiera pozytywne i negatywne emocje, jednakże faktem jest iż opowieść o Werterze to książka, która spotkała się z bardzo dużym niezrozumieniem ze strony odbiorców, dlatego uważam, że jest to książka jedynie dla tych, którzy czuja się podobni do tytułowego bohatera, a także odnajdują się w epoce romantyzmu. Mnie osobiście książka przypadła do gustu i ogłaszam ją arcydziełem, który będę wielbić do końca moich dni. Takich historii nie spotyka się na odzień. Tak szczerych.. refleksyjnych.. po protu pięknych. Sam Werter jest postacią nietuzinkową, oznaczającą się przeogromnym tragizmem. Dla pesymistów książka idealna. 

" (...) smutne koleje jego życia wycisnąć muszą łzę z oczu. Zacna duszo, odczuwająca te same co on tęsknoty, niechże ci z cierpień jego spłynie w duszę pociecha i jeśli los zawistny lub wina własna nie pozwoliły ci pozyskać przyjaciela bliższego, niechże ci książka ta przyjacielem się stanie"

j.w
zw wstępu do książki 



sobota, 30 maja 2015

"Juno" reż. Jason Reitman | 2007 |


TYTUŁ: Juno
GATUNEK: dramat, komedia
PRODUKCJA: Kanada, USA
PREMIERA: 2007 rok (świat)
2008 rok (Polska)
WYSTĘPUJĄ:
Ellen Page - Juno
J.K Simmons - ojciec Juno
i inni. 


Nastolatka Juno przechodzi inicjację seksualną z najlepszym przyjacielem Bleekerem. Wkrótce okazuje się, że dziewczyna jest w ciąży. Za radą swojej najlepszej przyjaciółki Lei decyduje się oddać dziecko do adopcji jakiejś miłej rodzinie, która zapewni mu wspaniały dom. Szybko znajduje ludzi odpowiadających jej życzeniom - małżeństwo Loringów, Vanessę i Marka. Ciąża staje się dla Juno nieoczekiwanie szybką podróżą w dorosłość. Nastolatka przeradza się w kobietę i zaczyna doceniać przyjaźń i miłość, a także doceniać to co ma i odnajdywać w swoim życiu najważniejsze wartości.
(opis pochodzi z filmwebu)


Mając naście lat z chęcią sięgam po filmy, które opowiadają o perypetiach nastolatków. Ciekawi mnie to jak inni w moim wieku radzą sobie z dorastaniem, jakie prowadzą życie. O "Juno" nigdy przedtem nie słyszałam, ale gdy zobaczyłam, że gra w nim lubiana przeze mnie Ellen Page, którą znam z roli w grze "Beyond: Two Souls" wiedziałam, że muszę obejrzeć ten film choćby tylko dla niej. Jak wypadła Ellen i czy czymś mnie zaskoczyła? 


Fabuła filmu nie jest skomplikowana. Mamy nastolatkę, która zachodzi w ciążę. Całe szczęście nie usuwa jej tylko postanawia oddać nienarodzone jeszcze maleństwo rodzinie zastępczej. Nie jest to produkcja, która jest drętwa, poważna ze względu na tematykę. Postać jaką jest Juno to niepokorna nastolatka nie myśląca o konsekwencjach, odważna i kontrowersyjna w swoich wypowiedziach. Jest po prostu sobą i mówi to co jej ślina na język przyniesie. Ciąża ją nie dołuję, a wręcz przeciwnie, sprawia, że poznaje prawdziwe uroki życia i docenia to co w nim ważne. Nie muszę chyba pisać, że postać wykreowana przez Ellen Page jest jedyna w swoim rodzaju. Aktorka ma dar do kreowania bohaterów w sposób w stu procentach prawdziwy. Szkoda tylko, że Ellen Page jest znana w tak niewielu produkcjach, ponieważ uważam, że jej talent niestety się marnuje. Na tle współczesnych młodych aktorek wypada bezkonkurencyjnie, ale i tak niewielu widzów chociażby ją kojarzy nad czym ubolewam. 


W filmie świetnie zostały przedstawione poszczególne relacje: rodzic-dziecko, dziewczyna-chłopak, Juno-rodzice zastępczy, którzy są do bólu perfekcyjni. W szczególności przyszła matka zastępcza dziecka Juno, co stanowi pewien kontrast w przedstawieniu skrajnych osobowości.


Podobało mi się podejście do tematu. "Juno" to film, który jest bardzo humorystyczny, pełen żartów, radości, ale także stanowi obserwacje młodej dziewczyny, która pod wpływem doświadczeń życiowych nabiera dojrzałości i pokory. Produkcja jest naprawdę ciekawa, inna od wszelkiego rodzaju znanych nam młodzieżówek. Z tego powodu bardzo chciałabym Wam polecić ten film na weekend. Jest to kino, które nie wymaga od Was żadnego wysiłku umysłowego, ale dający pozytywnego kopa, ponieważ patrząc na Juno nie sposób się smucić. Jeżeli lubicie filmy oparte na historiach wziętych z życia z inteligentnym humorem na czele to ten film zdecydowanie jest dla Was! Po troszku podkolorowany, przerysowany, jednak z zamierzonym celem, aby uczyć, wzruszać i dawać nadzieje. 


wtorek, 5 maja 2015

"Przebudzenie" reż. Penny Marshall


TYTUŁ: Przebudzenie
| Awakenings | 
REŻYSERIA: Penny Marshall
CZAS TRWANIA: 2 godz. 1 min 
GATUNEK: Dramat obyczjowy
PRODUKCJA: USA
PREMIERA: 1990 rok 
GŁÓWNA OBSADA: 
Robert De Niro
Robin Williams 

FILM OPARTY NA FAKTACH.

Gdy napotykam na swojej drodze produkcje filmowe, które są ekranizacjami wydarzeń, które miały miejsce w prawdziwym życiu zawsze towarzyszy mi uczucie rosnącego zaciekawienia. Jak do tej pory miałam okazję obejrzeć jedynie horrory, które zostału umotywowane historiami realnymi. Tym razem przyszło mi zmierzyć się z dramatem. Jeżeli chodzi o dramat to pierwsze co nam wszystkim zapewne kojarzy się z tym gatunkiem to z pewnością historia, która być może zmusi nas do refleksji, a już z pewnością poruszy. Czy "Przebudzeniu" udało się osiągnąć taki efekt?

Film "Przebudzenia" to oparta na autentycznych wydarzeniach poruszająca opowieść o lekarzu, który na zawsze zmienił życie swych pacjentów. W rolach głównych wystąpił nominowany do Oscara Robert De Niro i Robin WilliamsWilliams gra rolę dr Malcolma Sayera, naukowca, który wykorzystuje eksperymentalny lek, by przywrócić do pełnej świadomości pogrążonych w katatonii pacjentów. De Niro gra Leonarda, pierwszego pacjenta, który przechodzi kontrowersyjną terapię. Zachęcony powodzeniem eksperymentu dr Sayer decyduje się podać lek pozostałym pacjentom. "Przebudzenia" to opowieść o niezwykłej przyjaźni, sile ludzkiego ducha i mocy czynienia cudów.
źródło



Przyznać się muszę, że nigdy nie słyszałam o tej jakże dziwnej historii i z pewnością długo jeszcze bym o niej nie słyszała, gdyby nie "Przebudzenie". Moim zdaniem film doskonale obrazuje to w jaki sposób ta historia się rozwijała wraz z upływem czasu oraz dokąd od początku zmierzała. Z tego powodu produkcja naładowana jest bardzo wieloma emocjami, które widz doświadcza. Prawdę powiedziawszy bardzo długo już po seansie nie mogłam uwierzyć w to, że ta historia zdarzyła się naprawdę. Niezwykle wzruszające i dziwne jest to, że Ci wszyscy pacjenci dr. Sayera w rzeczywistości przebudzili się naprawdę dla świata zaledwie na kilka dni, aby po tym wspaniałym dla nich czasie znów powrócić do stanu katatonii i życia niczym roślinka. Po zakończeniu filmu widz zadaje sobie pytanie: dlaczego eksperyment się nie powiół? Dlaczego w jednej chwili Ci wszyscy ludzie znowu zamienili się w istoty przypominające zombie?




Na szklanym ekranie zachywca fantastyczny duet Robert De Niro oraz Robin Williams. De Niro miał przed sobą nie lada wyzwanie. Musiał zagrać człowieka, który choruję na nierozpoznawalną chorobę. Wiadomo, że takie rolę zawsze się ceni, jednak ta wydaje mi się być naprawde wyjątkowa, jakby stworzona wprost specjalnie dla De Niro. Ukazał w niej swój dar aktorski, swoją umiejetność do wcielania się w postacie, które są trudnymi i skomplikowanymi osobowościami. Niewielu aktorów potrafiłoby zrobić to w tak wielkim stylu jak zrobił to Robert De Niro.  Od teraz zawsze będę kojarzyła go właśnie z tą rola, ponieważ zrobiła na mnie pioronujące wrażenie i jestem zdecydowana stwierdzić, ze bezkonkurencyjnie jest to jedna z najlepszych ról jakie zagrać mógł tak wspaniały aktor jakim jest De Niro.



W tym całym zachwycie nie zapomnę też wspomnieć o Robinie Williamsie, któremu to przyszło zagrać doktora Sayera. Williams ma ten dar, że do niemal każdej jego roli mam słabość, a musze przyznac, ze nigdy nie należał on do grona moich ulubionych aktorów. Ten człowiek ma po prostu coś w sobie, że od samego patrzenia na niego robi sie smutno. Może to ten smutek w oczach? Niemniej jednak, uważam, że Robin stworzony był do takich właśnie ról. Bardzo prostych, ale równie ważnych.




"Przebudzenie" jest filmem prostym, ale jakże ujmującym w swojej prostocie. Naszemu światu brakuje produkcji o fanatsycznej i dajacej do myślenia fabule. Teraz stawia się niestety na efekty specjalne gubiąc przy tym wartość jaką powinien mieć film pod względem fabularnym. Dlatego tak czesto sięgam po stare dobre kino, kiedy to dla twórców liczyło sie to jaką historię chcą opowiedziec, a nie jak to zrobią.

Film powinien spodobać się dosłownie każdemu. Dzięki niemu zyskacie wiedze o, wydaje mi się zapomnianej histori która wydarzyła sie w latach 60- siątych. Mnie cieszy to, że "Przebudzenie" w ogóle powstało, bo jest to film po którym bardzo mocno płakałam i długo nie mogłam dojść do siebie. Nawet teraz, kiedy o tym wszystkim myślę siada koło mnie przygnębienie i wyobraźcie sobie, ze za nic w świecie nie chce sobie pójść. "Przebudzenie" nauczyło mnie jeszcze bardziej doceniać to co mam, to co jest tak niewielkie, że dla niektórych wprost nie widoczne.

środa, 1 kwietnia 2015

Przez szpony wyrwane - filmy, które ostatnio kruczysko widziało cz.2


 Witajcie!
Kilka tygodniu temu obiecywałam Wam, że przyfrunę do Was z drugą częścią odsłon filmowych. Więc jestem :)
Ponadto muszę przyznać, że mam teraz coraz więcej czasu na nadrabianie zaległości filmowych w związku z chorobą, a także wolnym od szkoły no i pogodą, która nie zachęca do wyjścia na dwór. W związku z tym możecie spodziewać się trzeciej części tego oto cyklu. Póki co zapraszam Was do zapoznania się z tym, co dzisiaj dla Was przyszykowałam.


TYTUŁ: Sierota
| Orphan | 
CZAS TRWANIA: 2 godz.  3 min
GATUNEK: Thriller
PRODUKCJA: Francja, Kanada, Niemcy, USA
PREMIERA: 21 lipca 2009 rok
MOJA OCENA: 8/10
GŁÓWNE ROLE:
Vera Farmiga 
Isabelle Fuhrman 

Młode małżeństwo przeżywa dramat po stracie nienarodzonego dziecka. Chcąc przywrócić życiu namiastkę normalności, decydują się na adopcję. W pobliskim sierocińcu zaprzyjaźniają się z dziewięcioletnią Ester. Jej pojawienie się daje początek niecodziennym zdarzeniom. Kate odkrywa niebezpieczeństwo i usiłuje zwrócić na nie uwagę innym. Niestety jej ostrzeżenia zostają wysłuchane w momencie, gdy dla wszystkich jest już za późno… Dziewięcioletnia Esther zmienia życie Kate i Johna w koszmar.

Wybór tego filmy był czysto spontaniczny. Najpierw obejrzałam jego fragment w telewizji, a następnie zaintrygowana postanowiłam obejrzeć go w całości. Jak dla mnie "Sierota" była odkryciem. Już dawno nie obejrzałam równie dobrego i trzymającego w napięciu thrillera. Nie wiem czy jest jednym z najlepszych w swoim gatunku, bo nie mnie to oceniać, ale zdecydowanie ma w sobie coś co nie pozwala przejść obok niego obojętnie. Myślę, że ta produkcja aż prosi się o oddzielny post. Czy Wy również tego chcecie? Czekam na odpowiedź w komentarzu lub w sondzie, ktora znajduje się po Waszej prawej stronie ---->

CZARNY KRUK POLECA!

***

TYTUŁ: Iluzjonista
| The Ilusionist | 
CZAS TRWANIA: 1 godz.  50 min
GATUNEK: Fantasy, Kostiumowy
PRODUKCJA: Czechy, USA
PREMIERA: 30 marca 2007 (Polska)
27 kwiecień 2006 (świat)
MOJA OCENA: 6/10
GŁÓWNE ROLE:
Edward Norton
Jessica Biel

Eisenheim (Edward Norton), człowiek znikąd, wystawia w Wiedniu zdumiewające magiczne spektakle. Swoją pracą przykuwa uwagę pretendenta do tronu – księcia Leopolda. Pewien, że iluzjonista jest jedynie mistrzem konfabulacji i oszustem, książę zjawia się na jednym z przedstawień mężczyzny celem zdemaskowania jego występu. By osiągnąć cel, wysyła na scenę swoją narzeczoną Sophie (Jessica Biel: "Siódme niebo", "Elizabethtown"). Rozpoczyna się wielka potyczka pomiędzy iluzją a rzeczywistością. Czy talent magika wystarczy by przekroczyć granicę między życiem i śmiercią?

O filmie nigdy wcześniej nie słyszałam, a jego obejrzenie zawdzięczam mojemu bratu, który lubuje się w produkcjach mówiących o czarach, iluzji.. 
Wątek miłosny jest tu bardzo uwidoczniony i zdecydowanie gra głowną rolę w całym tym filmie. Jeżeli miałabym oceniać całość to wyszła ona nieźle. Ciekawa gra aktorska, ciekawe pomysły na wykorzystywanie iluzji, którą władają magicy. Jednak fabuła nie do końca przypadła mi do gustu, a przez to produkcja nie wywarła na mnie dużego wrażenia. Obejrzałam, ale bezjakichkolwiek emocj, stąd też moja ostateczna ocena. Polecam osobom, które lubią historię romantyczne nawet te najbardziej banalne oraz tym, których na co dzień fascynuje iluzja. Nie polecam widzom, którzy spodziewają się niezwykłego widowiska, bo możecie się mocno zawieść. 


***

TYTUŁ: Zaginiona dziewczyna
| Gone Girl | 
CZAS TRWANIA:  2 godz.  29 min
GATUNEK: Dramat, Thriller 
PRODUKCJA: USA
PREMIERA:  10 październik 2014 rok (Polska)
26 wrzesień 2014 rok (świat)
MOJA OCENA: 7/10
GŁÓWNE ROLE:
Ben Affleck
Rosamund Pike

Wizjonerski thriller w reżyserii mistrza gatunku Davida Finchera, nominowanego do Oscara twórcy: "Social Network", "Ciekawego przypadku Benjamina Buttona", "Podziemnego kręgu", "Gry" i "Dziewczyny z tatuażem", ekranizacja bestsellerowej powieści Gillian Flynn. Młoda kobieta znika bez śladu w przededniu piątej rocznicy ślubu. Wszystkie podejrzenia padają na męża, który wspierany przez swą siostrę postanawia dowieść swojej niewinności i rozwiązać zagadkę. W rolach głównych: nagrodzony Oscarem Ben Affleck ("Armageddon"), Rosamund Pike ("Śmierć nadejdzie jutro"), Neil Patrick Harris ("Smerfy"), Missi Pyle ("Charlie i fabryka czekolady") i Kim Dickens ("Kod Merkury").

Sama nie wiem cojest ze mną nie tak, ale nie rozumiem fenomenu i powszechnego zachwytu tą historią. Nie miałam dostępu do książki, więc postanowiam obejrzec film, bo bardzo mnie ciekawiła sama fabuła i jej rozwiązanie. I jak wyszło? A wyszło tak, że uważam, że film jest JEDYNIE dobry. Po tak licznych zachęcających rekomendacjach pierwowzoru jak i ekranizacji spodziewałam sie niemal arcydzieła. A co dostałam? Film - niebanalny, jednak mało ralistyczny. Tak go odebrałam. Ponadto gra aktorska dwóch głównych aktorów zupełnie mnie do siebie nie przekonała.
Polecam tym, którzy tak jak ja są ciekawi tej historii. Ja już się z nią zapoznałam i szczerze? Nie mam ochoty brnąć w książkę.


***


TYTUŁ: Przeznaczenie
| Predestination | 
CZAS TRWANIA:  1 godz.  37 min
GATUNEK: Thriller, Sci-fi
PRODUKCJA: Australia
PREMIERA:  8 marzec 2014 rok 
MOJA OCENA: 8/10
GŁÓWNE ROLE:
Ethan Hawke
Sarah Snook
Noah Taylor 

"Przeznaczenie" to film opartych na motywach opowiadania "Wszyscy wy zmartwychwstali..." Roberta A. Heinleina. Jest to swoista kronika życia Agenta (Ethan Hawke) wysłanego w serię trudnych podróży w czasie, które mają zapewnić mu kontynuację kariery stróża prawa. Podczas ostatniego zadania Agent musi zwerbować młodszego siebie w pogoni za przestępcą, który wymyka się w czasie.

Mówią, że zaczynać i kończyć należy w wielkim stylu. I wedle tej zasady tak i ja postanowiłam zacząć i zakończyć ten post dwoma filmami, które zrobiły na mnie naprawdę mocne wrażenie. 
"Przeznaczenie" to film z gatunku tych, które lubię najbardziej. Dostałam skomplikowaną fabułę, do której rozwikłania potrzeba cierpliwości no i obejrzenia z wielką uwagą filmu od początku do końca. Dostałam wspaniałą grę aktorską, która sprawiła, ze film stoi na naprawdę wysokim poziomie. Warto obejrzeć choćby dla samej fabuły, która jak dla mnie okazała się być jak najbardziej oryginalna. Aż się chce napisać, że to film jedyny w swoim rodzaju.
Gorąco polecam! 


CZARNY KRUK POLECA! 

***

To tyle nowości na dziś. Dajcie znać, którym filmem jesteście najbardziej zainteresowani. Być może chcecie osobną recenzję któregoś z nich? Jestem otwarta na wszelkie propozycje.
Tymczasem dziękuję Wam za uwagę. 
Pozdrawiam.
Czarny Kruk

Wszystkie opisy fabuły poszczególnych filmów pochodzą z filmwebu jak i również plakaty produkcji. Natomiast zwiastuny pochodzą z youtube. 

piątek, 6 marca 2015

"Funny Games" | reż. Michael Haneke

TYTUŁ: Funny Games
CZAS TRWANIA:  1 godz. 51 min.
GATUNEK: Dramat
PRODUKCJA: Austria, Francja, Niemcy, USA, Wielka Brytania, Włochy
PREMIERA: 20 październik 2007 rok 
REŻYSERIA: Michael /Haneke

MOJA OCENA: 8/10


GŁÓWNA OBSADA: 
Naomi Watts - Ann Farber 
Tim Roth - George Farber
Michael Pitt - Paul 
Brady Corbet - Peter
Devon Gearhat - Geogrie Farber


   Psychopaci zawsze budzili w normalnych ludziach grozę, przerażenie, strach. Niedorozumienia jest sytuacja, w której człowiek, drugiemu człowiekowi jest w stanie wyrządzić rzeczy bestialskie, które pojąć jest trudno, a nawet zaliczałbym to do zadań niewykonalnych. Dzisiaj przychodzę do Was z filmem, który taką zwykłą produkcją z pewnością nie jest. Budzi wiele kontrowersji, oskarżany jest o krzywienie psychiki ludziom, a także o niecenzurowaną brutalność. Jakie na mnie wrażenia wywarło to widowisko? Przekonajcie się sami. 


Anna (Naomi Watts), jej mąż George (Tim Roth) i ich kilkuletni syn Georgie, wyjeżdżają poza miasto swoim nowym samochodem, ciągnąc na przyczepie śliczną drewnianą łódź. Gdy docierają do swojego gustownie urządzonego domku nad jeziorem, szybko i z ulgą zapominają o zgiełku i problemach wielkiego miasta. Sielankowe wakacje kończą się z chwilą, gdy rozlega się pukanie do drzwi. Ich próg przekracza Peter (Brady Corbet), młody chłopak o nienagannych manierach, ubrany w nieskazitelny strój. Nikomu z domowników nawet nie przechodzi przez myśl, że ten uroczy młodzian z pomocą swego kolegi Paula (Michael Pitt) wkrótce zamieni ich życie w piekło. Rozpoczynając okrutną zabawę, napastnicy w białych rękawiczkach terroryzują swoje ofiary, znęcając się nad nimi psychicznie i fizycznie przez długie godziny. Ta bezlitosna gra ma zakończyć się o 9 rano. Kto zostanie zwycięzcą? 

opis filmu pochodzi z filmwebu

   Film ma jeden znaczący i niezwykły atut, który z pewnością wyróżnia go na tle innych. Wydaje się nie trzymać żadnych zasad kultury i oferuje widzowi niezapomniane widowisko. Zresztą, oglądając czujemy się jak gdybyśmy przebywali w tym samym pomieszczeniu co głównie bohaterowie i obserwowali brutalne wydarzenia rozgrywające się na naszych oczach. Przez niemal cały seans czułam się tak jak gdybym była w całkiem innym miejscu niż w rzeczywistości tkwiłam. Muszę przyznać, że rzadko kiedy doznaję podobnego uczucia. Czułam strach, niepewność, ponieważ zachowanie dwóch psychopatów było nieprzewidywalne. Nie wiedziałam co zaraz zrobią, co w ich chorych mózgach się zrodzi i czym będą chcieli terroryzować tą niewielką rodzinę.


  Nadzwyczaj dobrze zostały przedstawione relacje pomiędzy rodziną jak i psychopatami. Wydaje mi się, że taki główny zamiar obrał sobie sam reżyser i udało mu się to w sposób w jaki niemal nigdy nie widziałam. Co oczywiście opiera się na grze aktorskiej, która stoi tutaj na naprawdę dobrym poziomie. Ukrywać nie będę, że największe pozytywne wrażenie wyrwała na mnie Naomi Watts którą obejrzałam niewiele filmów i nie wiedziałam na takim poziomie stoi jej talent aktorski. Ponadto bardzo podobało mi się to w jaki sposób została wydrążona wizja dwóch psychopatów, którzy z pozoru nie budzą uczucia zagrożenia. Ot tak dwa chłopaczki przyszli pożyczyć od sąsiadki jajka. Wydawało się, że żyją w całkiem innej rzeczywistości, że nie trzymają się tego co tu i teraz. Cała tą brutalna sytuacje traktowali jako zwykłą grę stąd wziął się też sam tytuł filmu. Wydawać się może, że posiadali mózg dziecka, które nigdy nie chcę dorosnąć. Jednak przez cały czas nie wiemy dlaczego to sprawia im taką przyjemność, dlaczego to robią. 

   Ruch kamery oraz nakręcone zdjęcia także budzą podziw. Jest w tym coś oryginalnego, bowiem gdy psychopaci ze sobą rozmawiają, kamera "patrzy" na zasłuchaną, otępiałą przez rozgrywające się na ich oczach wydarzeniami rodzinę. Lub także coś co bardzo mnie zaintrygowało i wytrąciło z równowagi. Wielokrotnie nie możemy zobaczyć co robią psychopaci z rodziną, gdyż kamera wędruje w stronę jednego z nich robiącego sobie kanapkę i  w rezultacie możemy tylko usłyszeć i ewentualnie domyśleć się jakie wydarzenia mają miejsce w sąsiednim pokoju. 
To wszystko sprawia, że widz nie pojmuje co tak naprawdę dzieje się w danym miejscu. Wzbudza niepewność i wszelkie emocje, które budzą dyskomfort spowodowany strachem. 


   Minimalizm to dobre określenie całej tej produkcji jaką jest "Funny Games". Zaczynając od kreacji psychopatów, a kończąc na ich chorych zagrywkach, które być może nie są skomplikowane i łatwe, ale z pewnością należą do brutalnych i niegodziwych rzeczy. 
   "Funny Games" to film, który może Tobą wstrząsnąć, może wprowadzić  Cię w stan osłupienia. Nie polecam widzom wrażliwym, ponieważ może to nieść ze sobą niepożądane konsekwencje. Natomiast wbrew wszelkim kontrowersja i podzielnością zdań, uważam, że film o którym dzisiaj piszę należy do produkcji, które warto zobaczyć, bo na swój własny sposób jest jedyny w swoim rodzaju. Nigdy wcześniej nie widziałam podobnej realizacji i z tego też powodu postanowiłam napisać o niej na moim blogu. Jak widać minęło sporo czasu odkąd go obejrzałam, a te same emocje nadal we mnie siedzą. 
  
 Po obejrzeniu filmu zaczęłam zastanawiać się czy w rzeczywistości istnieją tacy ludzie jakich przedstawił nam Haneke i wydaje mi się, że istnieje ku temu bardzo duże prawdopodobieństwo. I wydaje mi się, że nie należy winić psychopatów za to jacy są, ponieważ z czegoś musiało się to wziąć. Nikt sam z siebie nie rodzi się zły. Wszyscy rodzimy się dziećmi, czyli jesteśmy istotami niewinnymi. Dopiero środowisko, w którym dorastamy "psuje" nam psychikę, kształtuje osobowość i w rezultacie doprowadza do tego kim jesteśmy i jakich czynów jesteśmy w stanie się dopuścić. Przed obejrzeniem tego filmu warto o tym pamiętać. 
  Od siebie polecam, ale tylko od Ciebie będzie zależały czy zdecydujesz się zagrać w "Funny Games"


   Pragnę też zaznaczyć, że istnieje wcześniejsza wersja tego filmu o tym samym tytule pochodząca z 1997 roku. Nie miałam przyjemności jej zobaczenia, więc nie wiem czym one tak naprawdę się różnią. Zainteresowanych zapraszam do poszukania jej pod poniższym plakatem:


sobota, 21 lutego 2015

American Horror Story: Murder House


 Nareszcie coś skrobie! Nareszcie piszę recenzje American Horror Story, czyli serialu, który jest dla mnie naprawdę wyjątkową produkcją. Musicie mi wybaczyć, miałam napisać tą opinię zaraz po obejrzeniu ostatniego odcinka, jednak coś mnie zatrzymywało, a czas leciał. Ale postanowiłam zrobić to dzisiaj i w końcu wyrazić swoją opinie, a być może równocześnie zachęcić chociaż jednego czytelnika Kruczego Gniazda do zapoznania się z tym tytułem. Już nie mogę doczekać się, aż puszcze swoje wodzę fantazji i podzielę się z Wami moimi wrażeniami. Mam nadzieję, że jesteście równie podekscytowani jak ja. Ale dość już mojego wstępnego gadania. Zapraszam do zapoznania się co takiego skrywa Murder House. 



"American Horror Story" opowiada o losach rodziny Harmonów, która przenosi się z Bostonu do Los Angeles, by zamieszkać w starej rezydencji, skrywającej w swoich murach, mroczne tajemnice. Harmonowie na pierwszy rzut oka są idealną, amerykańską rodziną, jednak to wrażenie jest mylne. Członkowie rodziny zmagają się z wieloma problemami: zdradą, poronieniem i skłonnościami do samookaleczeń nastoletniej córki Violet. Po zdradzie, na jakiej zostaje przyłapany przez żonę Vivien (byłą wiolonczelistkę, w tej roli Connie Britton), Ben (z zawodu psychiatra, w tej roli Dylan McDermott), chcąc zostawić złe wspomnienia z przeszłości za sobą i zacząć wszystko od nowa przeprowadza się z rodziną do Los Angeles. Jednak ich nowy dom (stara rezydencja o złowieszczej historii), początkowo wydaje się być idealnym miejscem na nowy start. Nawet tajemnicze zabójstwo, do którego doszło w tym miejscu wiele lat temu, nie zniechęca rodziny do przeprowadzki.
Pomimo mrocznych tajemnic, które skrywa dom, rodzina stara się rozpocząć nowe życie. Ben przyjmuje nowych pacjentów w tym Tate'a – nastoletniego chłopca ze skłonnościami do przemocy i psychotycznymi fantazjami. Violet – nastoletnia córka Harmonów stara się odnaleźć w nowej szkole, a Vivien cały swój czas poświęca na odkrywanie tajemniczego malowidła ściennego, przykrytego pod grubą warstwą tapety. Tymczasem Violet i Tate, pomimo dezaprobaty ojca, odkrywają, że mają ze sobą wiele wspólnego. Ben poznaje byłego lokatora ich obecnego domu, który przekazuje mu, ku przestrodze, swoją tragiczną historię. Vivien zatrudnia starszą gospodynię domową, która prowadziła dom poprzednim mieszkańcom, a cała rodzina poznaje sąsiadkę – Constance, cierpiącą na kleptomanię (Jessica Lange) oraz z jej córkę Adelaidę (chorą na zespół Downa), które wydają się być dobrze zaznajomione z tajemniczym domem i jego mroczną historią.

  Postanowiłam umieścić właśnie ten opis serialu, ponieważ moim zdaniem skutecznie oddaje to o czym on tak naprawdę opowiada nie zdradzając jednocześnie wszystkiego, a jedynie zostawiając potencjalnego widza z ogromną chęcią na zapoznanie się z pierwszym odcinkiem.


   To może zacznijmy od tego jak zaczęła się moje przygoda z American Horror Story. Pewnego wieczoru szukałam czegoś co mnie po prostu przerazi. Jako osoba posiadająca mroczną duszę często sięgam po kino grozy. Akurat tak się złożyło, że mój brat oglądał kilka odcinków owego serialu i postanowiłam chociaż spróbować, bo nie oczekiwałam zbyty wiele. W ogóle niczego nie oczekiwałam od tej produkcji, mało tego bałam się, że mnie zawiedzie z racji tego, że po seriale sięgam naprawdę rzadko. Jakież było moje zdziwienie, gdy zakochałam się w Murder House już od pierwszego kadru, który przedstawia sytuacje, w której dziewczynka z zespołem Downa, mówi, że wszyscy tam umrzecie wskazując na jak się pewnie domyślanie wspomniany już przeze mnie Dom Morderstw. Do tego intrygująca czołówka i wiecie co? Wiedziałam już, że to jest coś dla mnie, że to są moje klimaty i chciałam więcej! Tak narodziła się moja obsesja na punkcie American Horror Story. 

  W każdej produkcji kluczową role odkrywają aktorzy, gdyż to oni odpowiedzialni są za budowanie napięcia, czy też odpowiednich emocji. Jeżeli obsada nie spełnia wymagań to dany serial czy też film skazany jest na klęskę i nie uratuje go tu nawet świetna i nietuzinkowa fabuła. A jak było tym razem? Muszę przyznać, że nie najgorzej, chociaż byli aktorzy, którzy obniżali jakość całości, ale koniec, końców, na główny plan wysuwają się Ci bohaterowie, którzy przyciągają wzrok odbiorcy i sprawiają, że niemal automatycznie zostajemy przez nich zamknięci w sidłach historii. Taką postacią dla mnie był Tate wykreowany przez nieznanego mi aż dotąd autora o nazwisku Evan Peters.


 Jeżeli przeczytaliście powyższy opis to z pewnością wiecie, że jest on nastolatkiem, który nieco ma nie po kolei w głowie. Chodzi do psychiatry i zakochuje się w Violet. Obserwując rozgrywający się wątek miłosny pomyślałam sobie, że takie coś mogłoby mnie spotkać w życiu jeżeli jesteśmy już w temacie znienawidzonej przeze mnie miłości. Ale nie o niej tu mowa. Chcę Wam jak najlepiej przybliżyć postać tajemniczego Tate, który za każdym razem widziany przeze mnie na ekranie, wzbudzał  gozę, strach i przerażenie, bo naprawdę nie wiedziałam co mu zaraz odpali. Ma bardzo ciekawą przeszłość, o której z pewnością dowiecie się jeżeli postanowicie dać szansę temu serialu. Mam nadzieję, że kojarzycie kim jest Kurt Cobain. Powiązanie: Nirvana. Podczas obserwowania Tate wyłapałam wiele podobieństw i zdecydowanie był on kreowany na nieżyjącego już Cobaina. Nikt mi nie wmówi, że tak nie było. Świadczy o tym przede wszystkim wygląd zewnętrzny bohatera. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ dla mnie to jest naprawdę ważne, ale z jakiego powodu - niech to już zostanie moją mroczną tajemnicą. Jak dla mnie bez Tate ten serial naprawdę nie był by tym serialem, który wzbudził we mnie aż tyle skrajnych emocji. Myślę, że bardzo mocno utożsamiłam się z tą postacią i dlatego jest ona dla mnie aż taka wyjątkowa.  Zbyt mocno brałam sobie do serca to co działo się w jego głowie. Udzieliło mi się jego szaleństwo, które trudno jest pojąć, gdy kierujemy się jedynie znaną nam rzeczywistością.
   Pragnę również zwrócić uwagę na Jessice Lange grającą Costance. Gdy zobaczyłam tą autorkę byłam zafascynowana tym jaką jest osobą. Po raz pierwszy o niej usłyszałam i bardzo żałuję, że nie jest ona znana wśród większości producentów, bo moim zdaniem jest naprawdę świetną aktorką. 
  W zupełności nie udało się Connie Briton wykreować grającej przez nią postaci, gdyż była ona odebrana przeze mnie jako postać wymuszona, sztuczna i napompowana zbyt wieloma nienaturalnymi odruchami. Powiem jedno: nie mogłam na nią patrzeć, a każda scena z jej udziałem była dla mnie katorgą. Dla zobrazowania Wam sytuacji, była to matka Violet. A jeżeli już wspomniałam o Violet to również zasługuje na swoje pięć minut w mojej opinii. 


Uwielbiam scenę, w której ona idzie przez szkolny korytarz, ma na głowie kapelusz i papierosa pomiędzy palcami. Zobaczycie ja już w pierwszym odcinku. Nie pytajcie mnie czemu akurat ją tak mocno zapamiętałam. To dla mnie tak oczywiste, jak dla Ciebie to,że nad naszymi głowami jest niebo. Są takie rzeczy, które po prostu coś w nas ruszają i tak scena zdecydowanie do nich się zalicza. Violet jest nastolatką z problemami radząca sobie z nimi za pomocą żyletki. Izoluje się od rówieśników, tak jak jej ojciec powiedział "jest zbudowana z innej gliny". Widziałam w niej siebie. Zagubioną, nieznającą do końca swojej tożsamości, szukającą swojego życia w brutalnej na swój sposób rzeczywistości. 

   Nie chcę Was już zanudzać obsadą tego serialu, bo zdaje sobie sprawę, że mogłabym o nich pisać przez niemal całą recenzję, ale po co, skoro sami możecie przekonać się o ich wyjątkowości? Powiem Wam jeszcze tylko tyle, że wszystkie postacie mają coś w sobie. Zdecydowanie nie są bezosobowe. Je się po prostu lubi, albo nie. Utożsamia, albo wręcz przeciwnie. Wielbi lub nienawidzi. Jednak największym atutem jest to, że wspólnie tworzą tak niesamowitą produkcje jaką niezaprzeczalnie jest American Horror Story. 


   Zdawać się może, że Murder House jest całością poskładanych ze sobą, niezwiązanych z przypadku wątków, które niekiedy ciężko jest pojąć i zrozumieć. Ale czy nie o to głownie chodziło po głowie samym twórcom? Retrospekcje, cofanie się w przeszłość oraz poznanie minionych już zbrodni jakie miały miejsce w Domu Morderstw tworzą ten niesamowity klimat, który sprawia, że ja czuję, że ten serial naprawdę żyje. Pełno tu nie wypowiedzianych słów, niedokończonych spraw, które jednak będą chciały zostać zrealizowane przez duchy przeszłości. Byłam pod wrażeniem wątku, który przedstawiał pokojówkę w dwóch odsłonach: jako seksowna pomoc domowa oraz jako starsza kobieta, która trzyma w sobie dawny niewybaczony ból. Zaznaczę, że to jedna i ta sama osoba. I broń Boże nie jest to żaden spojler, a jedynie zachęcenie do zapoznania się z produkcją, którą wychwalam niemal ponad same niebiosa. Nie mogę się po prostu oprzeć, bo jako osoba, która nie ma wszystkich klepek na swoim miejscu jestem nadal uwieziona w Murder House, jakbym była kolejnym zamieszkałym tam duchem. 

  Warto też wspomnieć o to, że słowo Horror w nazwie serialu, nie powinno Wam przynosić na myśl jedynie krwi, flaków, makabrycznych zbrodni, które oczywiście są, ale jednak nie na pierwszym planie za co jestem twórcą bardzo wdzięczna. Wszystkie te okropne rzeczy podpiera wątek psychologiczny, który sprawia, że serial jest naprawdę intrygujący i zdecydowanie szybko nie da się o nim zapomnieć. Przyznam się sama do tego, że ja po tych kilku miesiącach, gdy teraz to piszę sama mam ochotę na to, aby ponownie odwiedzić Murder House, ponieważ wydaje mi się, że wszystkiego nie odkryłam, coś mi przeoczyło. No i w końcu chcę przeżyć to jeszcze raz. 



"Murder House" czyli pierwszy sezon American Horror Story swoim klimatem, atmosferą, muzyką, która brzmi naprawdę świetnie i  zgrywa się z tym chorym i porąbanym miejscem, a zwłaszcza aktorami, którzy naprawdę wykonali kawała świetnej roboty po prostu mną zawładną, połknął, opętał czy co tam jeszcze chcecie. Serial dołącza do grona moich ulubionych seriali i zdecydowanie wysuwa się przy tym na prowadzeniu. Aktorzy sprawili, że chcę więcej, więcej i jeszcze więcej. Ku mojemu zaskoczeniu dowiedziałam się o tym, że w kolejnym sezonie jest niemal taka sama obsada z niewieloma zmianami, jednak grająca całkiem świeże postacie.

Czy się wystraszyłam, czy też przeraziłam oglądając te 12 odcinków? Oczywiście, że tak! Jednak w taki inny sposób. Taki psychologiczny sposób. W taki niekonwencjonalny sposób. W taki sposób, który paraliżował mnie całą od stóp do głów nie podając mi żadnych flaków czy też krwi. Niewiele produkcji to potrafi, więc ta zdecydowanie jest perełką w swoim gatunku. Ale czy Ty odważysz się na tą podróż? Czy odważysz się odwiedzić Dom Morderstw i poznać jego mroczne tajemnice? Mam nadzieje, ze nie stchórzy po pierwszym odcinku. A jeżeli tak.. No cóż ... ONI sami Cię odnajdą! 


Jeżeli jeszcze nie czujesz się przekonany, mój Drogi Czytelniku zapraszam Cię do rzucenia okiem na zwiastun:
A bardziej zainteresowanych odsyłam do zobaczenia czołówki [TUTAJ] 


TYTUŁ: American Horror Story
Sezony: Murder House| Asylum | Sabat | Freak Show| 
Czas trwania jednego odcinka: 42 minuty
 GATUNEK: HORROR / DRAMAT 
TWÓRCY: Ryan Murphy, Brad Falchuk
MOJA OCENA: 10/10

Nareszcie się rozgrzeszyłam i mogę zabierać się za sezon drugi!