środa, 28 czerwca 2017

"Kroniki wiecznego królestwa" Artrur Danilczuk [ recenzja przedpremierowa ]

 Niezależnie od tego czy jesteś katolikiem, ateistą czy wyznajesz jakąkolwiek inną religię zapewne znasz historię biblijną opowiadającą wizję stworzenia świata przez Boga. Artur Danilczuk w swojej debiutanckiej książce pt. "Kroniki wiecznego królestwa" porusza tematykę stworzenia świata, lecz przedstawia ją w całkiem innej formie niż kiedykolwiek wcześniej. Pokazuję życie pierwszych ludzi i początkowe funkcjonowanie świata z całkiem innej niż dotąd perspektywy. Stanowiło to odważne posuniecie, jednak wizja świata, którą przedstawił Artur Danilczuk wzbudziła we mnie wiele emocji.

Akcja powieści toczy się 170 000 lat p.n.e. Są to czasy, w których Bóg dopiero stworzył świat i aby jego misja dobiegła końca, a nowo powstały świat trwał nienaruszony Bóg powołał do służby archaniołów i aniołów, którzy mają strzec boskiego planu i ochraniać pierwszych ludzi. W ich zadaniu będzie przeszkadzał im wróg wszelkiego porządku - Chaos. Jego głównym celem jest unicestwienie dopiero co powołanej do życia rasy ludzkiej, albowiem to właśnie człowiek zajmuje szczególne miejsce w boskim planuje. W walce ze złem modlitwa i błogosławieństwo jest potęgą równie skuteczną, a nawet bardziej niszczycielska niż miecz czy miotacz ognia.

Przyznam się, że podjęłam się recenzji tej książki z pewną obawą i niemałym ryzykiem. Nie wiedziałam czego się spodziewać, gdyż opis z okładki, którego tu nie zamieściłam, niewiele mi mówił. Cieszył mnie jednak fakt, że książka pochodzi z gatunku fantasy oraz to, że akcja powieści rozgrywa się w bardzo dalekiej przeszłości. Nie miała co do tej pozycji żadnych oczekiwań, jedynie wiele obaw, które na szczęście nie miały swojego odzwierciedlenia w rzeczywistości.

"Nie giń dzisiaj, byś mógł walczyć jutro"
"Kroniki wiecznego królestwa"
Artur Danilczuk 
131 str 

"Kroniki wiecznego królestwa" zaskoczyły mnie już na samym początku. Nie była to zwykła opowieść o stworzeniu świata, którą autor trochę zmienił. Było to całkiem inne spojrzenie na tą część historii ludzkości. Cieszył mnie fakt, iż swoje miejsce w akcji utworu znalazł Adam wraz z  Ewa i choć w późniejszej książce nie było o nich mowy, to ten wątek jak najbardziej mi się spodobał. Zwłaszcza kuszenie przez węża. Choć nie zmieniono w historii Adama i Ewy zbyt wiele to autor poświęcił im należyty czas i nieco poszerzył opis ich życia. Dzięki temu stali się oni bardziej ludzcy.

Największym jednak zaskoczeniem były dla mnie elementy pochodzące z gatunku science fiction. Nie było o nich mowy w opisie książki. Jako, że jestem osobą, która niestety nie przepada za książkami i filmami z tego gatunku na początku byłam rozczarowana, bo obawiałam się, że lektura tej książki będzie mi się niemiłosiernie dłużyć. I po części tak było. Nudziły mnie opisy sytuacji jakie miały miejsce na statku kosmicznym. Po rewelacyjnym pierwszym rozdziale książki nadszedł czas na zwolnienie akcji i na bardzo długie opisy radzenia sobie załogi w kosmicznym statku widmo. Pewna jestem, że wynika to z mojego uprzedzenia co do wszelkiego rodzaju motywów sci-fi, więc zdaje sobie sprawę, że te odczucia są całkowicie subiektywne.

Już sam fakt obecności w powieści aniołów i archaniołów był dla mnie dość nowatorski. Nie miałam jeszcze okazji czytać książki, która wprowadzałaby ten motyw. Byłam tym pozytywnie zaskoczona i zdałam sobie sprawę z tego, że w przyszłości będę chciała przeczytać podobnych książek więcej. Uważam, że "Kroniki wiecznego królestwa" były dla mnie świetnym wprowadzeniem do tematyki jakiej są aniołowie i archaniołowie.

Istnieje jedna bardzo ważny i uderzający mankament tej książki. Mianowicie postacie jakie zaprezentował nam Artur Danilczuk są bardzo powierzchownie i płytko opisane. Przez ten fakt czytelnik nie może nawet spamiętać wszystkich imion i cech bohaterów, a co dopiero się z nimi identyfikować czy zwyczajnie zżyć.  Przez cały czas nie wiedziałam kto jest kim, kto powinien być głównym bohaterem. Wydaje mi się, że po prostu głównego bohatera w tej książce nie było. Choć na pierwszy plan przy końcu powieści wysunął się Gabriel. Niestety los bohaterów był mi obojętni, gdyż nie wzbudzali we mnie żadnych uczuć. Oprócz Lucyfera, którego obecność nie była podkreślona w późniejszym stadium fabuły.

Warto napisać też o odwiecznej walce dobra ze złem, która jest prowadzona również w tej książce. To co zasługuje na pochwałę, to fakt, że autor potrafił zaskoczyć czytelnika i sprawić, że to co z pozoru dobre nie musiało wcale takie być. Dostarczyło mi to wiele emocji i sprawiało, że momentami nie mogłam oderwać się od książki, gdyż chciałam wiedzieć jak zakończy się wojna między Chaosem a Bogiem, między archaniołami a emisariuszami.

Musze jeszcze wspomnieć o stylu pisania autora, który wywarł na mnie duże wrażenie. Jak na debiutanta dysponuje on nie małym warsztatem pisarskim. Sprawiał, że książkę pomimo mojej niechęci czytało się sprawnie i w miarę ciekawie. Widać, że zna się na powieściach sci-fi, gdyż opisy zawarte w książce były bardzo wiarygodne. Nie mogę doczekać się kolejnej powieści tego autora i radzę Wam, abyście również mieli nazwisko tego pisarza na uwadze.

"Kroniki wiecznego królestwa" były dla mnie czymś zupełnie nowym, odkrywczym i dla wielu czytelników również ta książka będzie stanowiła wprowadzenie do zupełnie nowego spojrzenia na wydarzenia biblijne. Autor zgrabnie połączył ze sobą wydarzenia jakie miały miejsce podczas stworzenia świata z elementami science fiction i  ze swoją własną wizją, którą chciał przedstawić. Pozytywnie oceniam debiut, gdy jest to jeden z najlepszych jakie ostatnio czytałam. Warto zwrócić na tą książkę uwagę zwłaszcza ze względu na fabułę jak i na styl pisania, który jest na bardzo wysokim poziomie.  Czekam niecierpliwie na kolejną powieść Artura Danilczuka, a Was zachęcam do przeczytania książki.

AUTOR: Artur Danilczuk
TYTUŁ: Kroniki Wiecznego Królestwa
GATUNEK: fantasy, fantastyka, science fiction
WYDAWNICTWO: Novae Res
ILOŚĆ STRON: 300
CENA: 32 zł
PREMIERA: 03.07.2017 
MOJA OCENA: 8/10
REKOMENDACJA: Bardo dobra 




Wady:
- dużo opisów walk
- płytko. powierzchownie opisani bohaterowie
- opisy scen sci-fi (wydarzenia na statku kosmicznym)
- obojętność wobec losów bohaterów


Zalety
 - daleka przeszłość
- powieść nowatorska (oryginalna fabuła)
- nowe spojrzenie na wydarzenia biblijne (początek świata) 
- aniołowie i archaniołowie 
- walka dobra ze złem
- warsztat pisarski autora



Polecam!
Martwy Kruk

czwartek, 22 czerwca 2017

Hobbit: Niezwykła podróż - reż. Peter Jackson


Swego czasu Hobbit był jednym z najbardziej oczekiwanych filmów nie tylko przez fanów prozy Tolkiena. Jak wielu z Was zapewne wie, Hobbit: Niezwykła podróż jest pierwszą z trzech ekranizacji dzieła, które poprzedza wydarzenia zawarte we Władcach Pierścieni. Pamiętam jak dziś kolejki do kin, niekończące się kolejki. Ludzie mieli tylko jeden cel: ponownie wybrać się w podróż do Śródziemia. Po latach film możemy zobaczyć w telewizji, a że stacja TVN postanowiła wyemitować w pierwszej kolejności ekranizację Hobbita, a następnie Władców Pierścieni postanowiłam nadrobić zaległości i zrecenzować dla Was wszystkie części, choć obejrzałam je już wielokrotnie i znam je niemal na pamięć. 

Wiele lat temu krasnoludy utraciły swoją ojczyznę w Samotnej Górze. Ziemie te brutalnie odebrał im potężny smok, który zniszczył nie tylko dobytek, ale i odebrał życie wielu krasnoludom.  Po latach trzynastu krasnoludów wyrusza na wyprawę, której celem jest odzyskanie dawnego domu. Pomaga im w tym czarodziej Gandalf i spokojny, prowadzący poukładane życie hobbit Bilbo Baggins. Niziołek wbrew wszystkiemu zostaje wciągnięty w niebezpieczną wyprawę i zdaję sobie sprawę, że życie to nie tylko książki i mapy, że świat stoi przed nim otworem, wystarczy tylko po niego sięgnąć

Wielu fanów Władców Pierścieni obawiało się tego, jak finalnie wypadnie Hobbit. Wiązano z tym filmem duże obawy i nadzieję. Obawiano się, że nie zostanie ukazany dawny klimat Śródziemia, jednak w końcu reżyserią zajmował się ten sam człowiek czyli Peter Jackson i wypadałoby zaufać mu w kwestii wykreowania poprzedzających wydarzeń z Władców Pierścieni. Jak faktycznie to wyglądało i czy Jackson podołał? 


Głównym bohaterem ma być w założeniu Bilbo Bagins - w końcu hobbit jest tytułem zarówno filmu jak i książki. W początkowej fabule można by powiedzieć, że nie odgrywa on zbytniej roli. Zostaje przyćmiony przez tak wielkie osobliwości jak Gandlaf czy Thorin. Z pewnością jest to zamierzony zabieg, ale ... no właśnie jest jakieś ale... Jeżeli chodzi o mnie przez cały film interesowały mnie jedynie losy Thorina, gdyż jest on dla mnie najbardziej wartościową postacią w tym filmie. Uważam, że odegrał on olbrzymią rolę w kreacji krasnoludów we Śródziemiu i jestem pewna, że gdyby ta kraina istniała naprawdę, Thorin byłby jedną z tych postaci o których nigdy się nie zapomina. Aktor, który go gra jest dobrany idealnie i nie wyobrażam sobie nikogo innego na jego miejscu. Od wykreowanej przez niego postaci aż bije duma, poświęcenie, żal po utracie swoich kompanów i ojczyzny. Oddał on trudną przeszłość z jaką Thorin musiał się zmierzyć, jak i skomplikowany i trudny charakter Thorina, który początkowo wydaje nam się być egoistą, jednak odnajdujemy  w nim dużo aspektów dobra.  Dla mnie stanowi niepowtarzalną ozdobę dla całej fabuły Hobbita. Za każdym razem, gdy widzę go na szklanym ekranie wypływa ze mnie ogromny szacunek, którego nigdy jeszcze do nikogo nie poczułam. Szczerze powiedziawszy, gdyby nie postać Thorina sama nie wiem czy miałabym chęć po raz kolejny obejrzeć Hobbita, gdyż poza nim inne postacie wypadają w moim mniemaniu bardzo słabo nawet aktor, który gra Bilbo Bagginsa. 

Zdaje sobie sprawę z tego, że bardzo dużo widzów podziwia to w
jaki sposób Martin Freeman wykreował swoją postać. Niestety ja nie jestem aż tak bardzo zachwycona Freemanem. Rozumiem, że postać Bilbo miała wprowadzać elementy komizmu, lecz ja czegoś takiego po prostu nie popieram. Zresztą w Hobbicie niestety dużo jest scen, które próbują wprowadzić w całość pewnego rodzaju humor, który niestety mnie nie odpowiada. Być może to dlatego tak bardzo polubiłam Thorina, gdyż on jako jedyny wydaje mi się być zdystansowany, oddany swojej misji i nie ma u niego miejsca na jakiekolwiek żarty, gdyż swoje zadanie traktuje z należytą powagą. Pozostałym krasnoludom tego brakuje. Nawet w postaci Gandalfa odnalazłam pewne próby wzbudzenia uśmiechu u widza. Niestety, nie ze mną te numery. Ten zabieg czyni Hobbita gorszym od Władców Pierścieniu - według mojego spostrzegania. 

Natomiast zaletą pozostałych krasnoludów jest z pewnością ich różnorodność, gdyż różnią się od siebie nie tylko wyglądem, ale również poglądami, stylem bycia. Wszyscy są natomiast bardzo odważni. Cieszy mnie to, że reżyser w taki sposób wykreował te postacie, gdyż dzięki temu możemy zapamiętać każdego z osobna, zżyć się z każdym z nich i opłakiwać ich ewentualną śmierć. Moim mankamentem jest fakt iż nadal nie przeczytałam ani Hobbita ani Władców Pierścieni, więc nie mam porównania i tym samym nie mogę opisać wam różnic pomiędzy książką a filmem, gdyż papierowej wersji jeszcze nie znam. Musicie mi to póki co wybaczyć, ale gdy już przeczyta obie z wymienionych powyżej książek z pewnością podzielę się z Wami moimi co do nich odczuciami. 

Każdy kto obejrzał chociaż raz Hobbita wie, że w jego wnętrzu znajdują się przepiękne krajobrazy zapierające dech w piersiach. Chciałoby się na nie tak patrzeć i patrzeć i choć wyobrazić, że one naprawdę istnieją. Kraina elfów, sama kopalnia krasnoludów zasługują na olbrzymią pochwałę, gdyż jest to nietuzinkowe widowisko i każdy fan światów nierzeczywistych powinien na własne oczy zobaczyć piękno jakim raczy nas Peter Jackson i inni twórcy tego filmu.

Ponadto muzyka! Muzyka, która wywołuje we mnie ciarki i łzy. Nie znam słów żeby oddać jej piękno tak jak nie oddam i nie opisze Wam piękna tych wszystkich krajobrazów. Najbardziej podoba mi się wykonanie pieśni przez krasnoludów w chatce Bilbo Bagginsa. Sami posłuchajcie: 



Napisanie recenzji tego filmu stanowiło dla mnie dużą trudność, ponieważ nie potrafię oddać tego co tak naprawdę mnie w nim zachwyca - nawet tego nie chcę, ponieważ jest to moje prywatne piękno nie dostępne dla każdego. 

Zarówno Hobbit jak i Władcy Pierścieni mają w sobie coś czego inne filmy z tego gatunku nie mają, dlatego zostaną one w pamięci widzów na bardzo długo. Nie wątpię również w to, że kolejne pokolenia będą się tymi dziełami zachwycać - i tak wciąż na nowo. 

TYTUŁ: Hobbit: Niezwykła podróż
TYTUŁ ORYGINALNY: The Hobbit: Unexpected Journey
REŻYSERIA: Peter Jackson 
GATUNEK: fantasy, przygodowy
PRODUKCJA: Nowa Zelandia, USA
PREMIERA: listopad/grudzień 2012 rok  
OBSADA:
Martin Freeman 
Ian McKellen
Richard Armitage 
i inni 
NA PODSTAWIE KSIĄŻKI: J.R.R Tolkien "Hobbit, czyli tam i z powrotem"
OCENA: 9/10
REKOMENDACJA: Rewelacyjny 




piątek, 16 czerwca 2017

Bronisław Lemur "Bestia" - recenzja przedpremierowa -

  Bestia najczęściej kojarzy nam się z upiorami z horrorów, czy też z bajek, które rodzicie czytali bądź opowiadali nam kiedy byliśmy jeszcze dziećmi. Wtedy to wiele rzeczy i zjawisk przybierało postać potwora. Gdy dorośliśmy zniknął ślad po dawnych bestiach lecz pojawiły się nowe, jeszcze bardziej straszniejsze i przerażające niż te, których obawialiśmy się w dzieciństwie.

   Bolesław Lemur ma swoją własną wizję bestii, którą odważył się przedstawić w książce, której recenzję przeczytacie dzisiaj. Podstawowym pytaniem, które widnieje nawet na odwrocie książki jest wątpliwość lęku dotyczącego mroku wokół nas czy w samym środku naszej duszy. Uważam, że to prosto sformułowane pytanie idealnie pasuje do przedstawionej nam przez autora fabuły. I co ważniejsze zachęca do sięgnięcia po zaproponowaną nam przez autora wizję świata, który zawiera w sobie opis rzeczywistości przeplatającej się z elementami świata fantastycznego. 


O czym jest książka? Krótkie przybliżenie fabuły. 

   Główny bohater, którego imię początkowo zostaje nam nie znane, przeżył wypadek po którym wybudził się ze śpiączki. Problem polega głównie na tym, że nie pamięta nic ze swojej przeszłości, a mało tego nie wie nawet kim jest.  Z całych sił próbuje przypomnieć sobie w jaki sposób doszło do wypadku. W ten sposób chcę odzyskać swoją tożsamość i cenne dla niego wspomnienia.  Gdy udaje mi się odzyskać część wspomnień okazują się być bardziej bolesne niż bohater mógł się spodziewać.  Pogrąża się w mroku, co ostatecznie popycha go ku tajemniczym siłą Polanki, gdzie czeka na niego Bestia. Główny bohater ma nadzieje, że dzięki jego pomocy odzyska tam ważne dla niego poprzednie życie. Okazuje się, że podróż w nieznane sprawia, że nic nie jest już takie jakie być powinno. 

  Co prawda opis z tyłu książki, którą dostałam jest nieco inny, ale nie lubię cytować słowo w słowo. Pomimo tego muszę przyznać, że do podjęcia się tej lektury najbardziej zachęciła mnie właśnie fabuła, którą po premierze, będziecie mogli przeczytać z tyłu okładki "Bestii". Historie z odzyskiwaniem pamięci i z grzebaniem w przeszłości zawsze mnie bardzo intrygowały. Jest to pierwsza tego typu książka jaką czytam od dawna, gdyż nie robiłam tego od wielu, wielu lat. Jak wypadł mój powrót do historii o podobnej fabule? I czy byłam zadowolona? 

   Przed każdym rozdziałem znajduje się krótkie wiersze. Niestety nie wiem czy były one napisane przez Bronisława Lemura czy też po prostu pełniły one funkcję cytatów, które miały nas intrygować i które zostały zapożyczone z innych dzieł. Rozpoznałam jeden cytat, który pochodził z piosenki, którą bardzo sobie cenie. Mam nadzieję, że w finalnej wersji tej książki zostanie to poprawione. Nie jest to duża wada, ale należy pamiętać, że diabeł tkwi szczegółach, a że ja zwracam na nie uwagę i jestem bardzo ciekawska, dlatego też zwróciłam na to uwagę. Pomimo tego przyznam, że lubię takie wprowadzenia do rozdziałów, gdyż zawsze zastanawiam się co autor miał na myśli dodając dany cytat. Wzbudza to z pewnością ciekawość i zmuszą do wracania do danej sentencji po skończeniu poszczególnego rozdziału.

Co nieco o głównym bohaterze. 

Główny bohater zyskał moją sympatię na początku książki, gdyż w dużym stopniu przypominał mi moje codzienne zachowania. Bohater, którego imienia na początku nie znamy stroni od ludzi, ma psa Burka, który też odgrywa swoją rolę, co prawda nie dużą, lecz jego obecność jest zaznaczana. Oprócz tego mężczyzna jest zagubiony w zaistniałej sytuacji, jest biedny, ledwo wiąże koniec z końcem. Ponadto ludzie uważają go za niepełnosprawnego umysłowo, dlatego pracuje jako stróż nocny, gdyż ma przyznany stopień niepełnosprawności. Jest samotnikiem, który pod wpływu swojej bezradności i ciekawości natrafia na Bestię, która daje mu nadzieję na lepsze życie. Główny bohater uważa siebie za istotę wyższą od innych, sam nazywa siebie wybrańcem, bo jest posłannikiem ważnej misji wyznaczonej mu przez Polankę i Bestię. Polubiłam go na początku opowieści, lecz w kolejnej części książki zaczął mnie irytować, a potem znowu uległo to pozytywnej zmianie. Osobiście oceniam go jako postać pozytywną, choć bardzo zagubioną. Nie ma się co dziwić, w końcu utrata pamięci może zmienić człowieka i przyprawić go o niechęć do wszystkiego, więc jestem w stanie go zrozumieć i jego zachowania po części również. 

Monolog... Czy to źle?

   W książce bardzo mało jest dialogów. Nazwałabym ją raczej monologiem głównego bohatera, który o dziwo czytało mi się w miarę przyjemnie. Jeżeli powieść pisana jest w ten sposób to zazwyczaj mnie ona nudzi i irytuje, jednak w tym przypadku było nieco inaczej. Większość myśli i rozterek bohatera poznawałam z rosnącą przyjemnością. Oczywiście zdarzały się momenty, które omijałam, gdyż miałam wrażenie, że autor piszę jedno i to samo, ale były to naprawdę rzadkie chwile i niewielkie fragmenty. W połowie książki mieliśmy szansę poznać wydarzenia z dwóch perspektyw, gdyż mamy szansę zapoznania się z punktem widzenia niejakiego Dozorcy. Takie zabiegi ze strony pisarzy zawsze sobie cenie. W tym przypadku przerwało to pewnego rodzaju rutynę i dzięki temu czytelnik mógł się cieszyć z poznania wydarzeń z dwóch, moim zdaniem ciekawych perspektyw. Ze strony autora było to bardzo dobre zagranie, które wprowadziło świeżość do tej książki. 

Nuda? Irytacja? Chęć zaprzestania czytania? 
Nie w tej książce!

  Akcja książki początkowo wydaje się balansować w równo wyważonym tempie jednak od jej połowy przyśpiesza. Nie oznacza to, że na pierwszych stronach tej powieści wkradnie nam się monotonia, bo w tej książce nie ma na to miejsca. Ani razu nie miałam ochoty na odłożenie tej książki, ani razu nie miałam jej dosyć. Ba! Z ciekawością śledziłam kolejne perypetie i wydarzenia w życiu głównego bohatera. Realności opisywanych wydarzeń dodaje czas teraźniejszy, a ciekawości podróże w czasie, których ku mojemu rozczarowaniu jest niewiele, gdyż lubię motywy cofania się w czasie. Patrząc oczami czytelników uważam, że zbyt wiele tego typu wydarzeń mogłoby zepsuć całość i sprawić, że skupilibyśmy się jedynie na tym aspekcie do czego (wydaje mi się)  autor nie chciał dopuścić. 

Kim jesteś, Marto? 

  Nie wspomniałam jeszcze o Marcie - tajemniczej narzeczonej, której bohater z pewnych względów nie darzy sympatią. Jest ona ważną postacią w tej książce, która nadaję całości rozpędu. Były momenty, w których uważałam, że jej życie zasługuje na osobną książkę, choć początkowo czytelnik nie zważa na nią zbytniej uwagi. Ogólniej rzecz biorąc bardzo mało w tej książce jest różnorodności postaci. Może to i dobrze,  bo czytelnik się przynajmniej nie gubi. Sama nie wiem czy uznać to za wadę czy też zaletę. Zostawiam to waszej ocenie. 

A co ze stylem pisania? 

   Styl pisania autora uważam za przyzwoity. Nie jest on szczególnie piękny, ale uważam, ze taki miał właśnie być. W końcu poznajemy tok wydarzeń z perspektyw bohaterów, które mają być ludźmi z krwi i kości. Często używany jest język potoczny co nadaję naturalności tej pozycji. Nie podobało mi się jedynie to, w jaki sposób Bestia przemawiała, gdyż powinna to robić bardziej dostojnie, ale oprócz tego wszystko mi się zgadzało. 

 Kim tak naprawdę jesteś, bohaterze?

   Największą ciekawość wzbudzało we mnie to, w jaki sposób Bolesław Lemur opiszę proces odzyskiwania pamięci przez głównego bohatera i muszę Wam powiedzieć, że wyszło mu to całkiem dobrze. Początkowo zarówno główny bohater jak i czytelnik byli zagubieni we wspomnieniach, jednak pod koniec książki jak i w jej trakcie wszystko zgrabnie się ze sobą łączy i bywają też chwile, w których czytelnik jest zdumiony tym, ze sam tego nie odkrył. 

Zbrodnia. I kara? 

  W powieści poruszono również motyw zbrodni.  Niestety nie zostało temu poświęcone zbyt dużo stron, gdyż narrator sam mówi, że nie chcę nas tym zadręczać. Szkoda, bo byłam ciekawa jak autor poradzi sobie z opisami zbrodni i tym co po niej następuje, jednak nie ma w tej książce na to miejsca. 

Czy to aby na pewno jest rzeczywiste?


   Jako, że jest to po części historia fantastyczna to pojawiają się w opowieści zwidy, postacie nierzeczywiste, momentami groza i przeszłość, która tak naprawdę nie istnieje.  Odbieram to jako plus całości, gdyż jestem fanką wszelkiego przerażania, strachu i tego co dziwne i niewytłumaczalne. Nie spodziewałam się po opisie, że książka pójdzie właśnie w tym kierunku i było to dla mnie duże, choć oczywiście pozytywne zaskoczenie. 

A ja już wiem, co stać się ma. 


    Musze wspomnieć też o tym, że gdy poświęcamy książce maksimum uwagi i czytamy ją z dużym zrozumieniem to możemy spodziewać się co nastąpi na kolejnej stronie. To sprawia, że historia momentami była dla mnie niestety przewidywalna, ale uważam, że nie dla wszystkich dalsze wydarzenia będą tak oczywiste jak dla mnie. Mam to niestety do siebie, że potrafię przewidzieć czy to w książce czy to w filmie co nastąpi. Jednak w tym przypadku zupełnie jakoś mi to nie przeszkadzało, gdyż byłam zadowolona z późniejszych konsekwencji działań poszczególnych postaci. Te przeczucia pojawiły się we mnie dopiero pod koniec książki. Na początku tej historii wszystko było mi nieznane i nie potrafiłam przewidzieć dalszych kolei losów bohatera. 

PODSUMOWANIE

   Autor nie zostawia w swojej powieści cienia wątpliwości, gdyż wszystko co początkowo wydawało nam się być wielką nieznaną zostaje wyjaśnione w finale opowieści. Są czytelnicy, którzy lubią znać wszystkie przyczyny i skutki wydarzeń, a są tez tacy, którzy lubią zostawać z pewnym niedosytem po przeczytaniu danej książki. 
  Ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolona z lektury "Bestii", gdyż było to coś dla mnie nowego. Bardzo podobało mi się połączenia świata rzeczywistego z fantastycznym, choć zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy przepada za takim zabiegiem. Jestem usatysfakcjonowana z przeczytanej lektury i mam nadzieję, ze zapamiętam ją na długo. Czytało mi się ją szybko  i przyjemnie, a tego właśnie teraz potrzebowałam. Czas, który przy niej spędziłam nie był czasem straconym, a to wydaje mi się jest jedną z tych lepszych rekomendacji jaką czytelnik może dać czytelnikowi. 


 AUTOR: Bronisław Lemur
TYTUŁ: Bestia
LICZBA STRON: 282
GATUNEK: thriller, fantastyka
PREMIERA: ??.??.2017
MOJA OCENA:  8/10
REKOMENDACJA:  BARDZO DOBRA




PLUSY:
- połączenie świata rzeczywistego z fantastycznym
- poznanie wydarzeń z dwóch perspektyw
- nietuzinkowa fabuła
- opis procesu  odzyskiwania pamięci
- cytaty przed każdym rozdziałem
- szybkość czytania
- stały rozwój akcji 
- groza, postacie przerażające, zwidy,
- podróże w czasie
- brak monotonii, nudy
- postać Marty
- wyjaśnienie wszystkich poruszonych w książce wydarzeń 

MINUSY
- momentami przewidywalna
- mało dialogów, monolog
- język potoczny w wypowiedziach Bestii
- opis zbrodni ( a raczej jego brak) 

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje Wydawnictwu Novae Res
 Fakt ten nie miał wpływu na moją recenzję.



MARTWY KRUK POLECA!

BRONISŁAW LEMUR
"BESTIA" 

czwartek, 8 czerwca 2017

Myślenie jest erotyczne. Obrazki. - recenzja przedpremierowa

                                                                         
                       PREMIERA: LIPIEC 2017

AUTOR: nieznany 
TYTUŁ:  Obrazki 
ILOŚĆ STRON:  108
GATUNEK: literatura kobieca
CENA: 23 zł

                                                             
Istnieją na świecie takie książki, do których czytelnik musi dorosnąć. Są ona specyficzne, nie dla każdego. Gdyby rok temu zaproponowano mi zrecenzowanie książki, która zawiera w sobie erotyzm z pewnością nie odważyłabym się po nią sięgnąć. Jednak ostatnie 365 dni zmusiły mnie do szybkiego dorośnięcia, co spowodowało, że obecnie nie obawiam się tematów tabu, gdyż żyję w myśl zasady: wszystko co ludzkie nie jest mi obce.

Była to moja pierwsza przeczytana książka z gatunku literatury kobiecej, która dotyka tematów seksu, pożądania, erotyzmu, namiętności. Nie była ona długa, więc wydawać się może, że idealna aby rozpocząć swoją przygodę z książkami pochodzącymi z tego właśnie gatunku. A jak naprawdę wypadła? 

"Obrazki" to książka, która jest zbiorem krótkich form literackich. Nie można nazwać ich jednak opowiadaniami, gdyż są to fragmenty jak gdyby wyrwane z kontekstu, opisują jedynie jakaś część danej sytuacji. Czytelnik nie ma okazji poznać bohaterów poszczególnych fragmentów, gdyż nie są one rozbudowane. To była jak dla mnie jedna z niewielu wad, jakie odnalazłam w tej pozycji, gdyż większość z tych opowieści była godna tego, aby napisać o niej nieco więcej niż kilkanaście zdań. Ubolewałam nad tym, ponieważ bywały momenty, w których dana sytuacja  dość mocno mnie zainteresowała i była urywana w tzw. środku zdania. 

Te krótkie formy literackie o których wspomniałam powyżej stylizowane są na zwięzłe blogowe wpisy różnych osób. Narracja prowadzona jest w perspektywie obserwatora danego wydarzenia, które je opowiada, ale także zdarzają się fragmenty, w których to bohater biorący udział w danej sytuacji opisuje czytelnikowi co się z nim dzieję. Jest to o tyle ciekawy zabieg, ponieważ dzięki temu ta krótka książka staję się różnorodna. Ponadto zaciekawia i pokazuję pożądanie i erotyzm z różnych stron co wpływa na pozytywny odbiór całości. 

Autor nie koncentruje się na fabule, lecz na emocjach jakie towarzyszą nieznanym nam bohaterom. Takie podejście do tematu jak najbardziej przypadło mi do gustu, gdyż zawsze gdy czytam książkę, koncertuje swoją uwagę na emocjach oraz na tym jak autor je oddał. W tym przypadku anonimowy pisarz spisał się dobrze. Wykonał swoje zadanie poprawnie, jednak momentami czułam niedosyt i czegoś mi zabrakło. Przeczytałam w internecie, że ma w planach napisanie drugiej części "Obrazków", więc jestem bardzo ciekawa jak poradzi sobie tym razem. Mam nadzieję, że mój niedosyt zostanie przez niego odkupiony. 

"Kadruje rzeczywistości bohaterów i zatrzymuje obrazy w słowach" -  te słowa doskonale oddają to w jakich sposób autor przedstawił nam życie bohaterów ich perypetie, żądze i pożądanie. Czyni to tą książkę nietuzinkową. Wyróżnia się na tle innych właśnie tym, że jest bardzo emocjonalna, niebanalna i zarówno autor jak i jego dzieło skrywają w sobie tajemnice, która wzbudza zachwyt i niepokój.

To co mi się jeszcze podobało to piękno słów i pomimo tego, że książka nie jest poezją nie mogłam uwolnić się od wrażenie, że gdyby inaczej zapisać słowa, gdyby zapisać je w innej budowie powstały by z tych opowiadań piękne wiersze. Fakt ten ostatecznie wpłynął na moje pozytywne odebranie całego tego dzieła.

Wadą o której muszę napisać jest to iż autor mógł napisać w rogu każdego z tytułów opowiadań datę i godzinę co uwiarygodniłoby fakt iż te krótkie opowiadania są blogowymi wpisami i wpływałoby na bardziej intensywny odbiór całości przez czytelnika. Z drugiej strony nie wydaje mi się, aby była to aż tak ogromną wada, jednak chciałam o tym napomknąć. 



PODSUMOWANIE

Na początku książki miałam trudności w zrozumieniu zamysłu autora i w pełnym zatraceniu się w opowiadaniach, gdyż była to dość dziwna na pierwszy rzut oka forma. Gdy już zatraciłam się w tej pozycji okazało się, że dobiega ona końca i już musiałam ją odłożyć. Czuję niedosyt, lecz pociesza mnie fakt iż autor ma w planach kolejną część "Obrazków", którą niewątpliwie będę chciała przeczytać. Zastanawiając się dochodzę jednak do wniosku, że to być może dobrze, że autor nie napisał więcej stron, nie rozwinął fragmentów, ponieważ wtedy całość mogłaby stracić swój urok i narzekałabym jeszcze bardziej. 

Ogólnie rzecz biorąc książka wypadła w moich oczach pozytywnie. Nie jest to być może książka dla każdego, bo dla niektórych z Was może wydać się trudna w zrozumieniu, ale zdecydowanie jest warta poświęcenia chwili swojej uwagi. 


PLUSY
- nietuzinkowe podejście do tematu
- ciekawe opisy scen seksu
- krótkie formy literackie
- szybko się czyta 
- stylizacja na blogowe wpisy 
- narracja prowadzona z różnej perspektywy 
- skupienie się na emocjach bohaterów
- anonimowy autor 
- niebanalna, emocjonalna 
- tajemniczość 

MINUSY
- pozycja nie dla każdego
- dotyka tematów tabu
- niedosyt po przeczytaniu krótkich fragmentów

/OCENA: 7/10


Za możliwosć przeczytania książki serdecznie dziękuje Wydawnictwo Novae Res.
Fakt ten nie miał wypływu na moją recenzję.