TYTUŁ: Przebudzenie
| Awakenings |
REŻYSERIA: Penny Marshall
CZAS TRWANIA: 2 godz. 1 min
GATUNEK: Dramat obyczjowy
PRODUKCJA: USA
PREMIERA: 1990 rok
GŁÓWNA OBSADA:
Robert De Niro
Robin Williams
FILM OPARTY NA FAKTACH.
Gdy napotykam na swojej drodze produkcje filmowe, które są ekranizacjami wydarzeń, które miały miejsce w prawdziwym życiu zawsze towarzyszy mi uczucie rosnącego zaciekawienia. Jak do tej pory miałam okazję obejrzeć jedynie horrory, które zostału umotywowane historiami realnymi. Tym razem przyszło mi zmierzyć się z dramatem. Jeżeli chodzi o dramat to pierwsze co nam wszystkim zapewne kojarzy się z tym gatunkiem to z pewnością historia, która być może zmusi nas do refleksji, a już z pewnością poruszy. Czy "Przebudzeniu" udało się osiągnąć taki efekt?
Film "Przebudzenia" to oparta na autentycznych wydarzeniach poruszająca opowieść o lekarzu, który na zawsze zmienił życie swych pacjentów. W rolach głównych wystąpił nominowany do Oscara Robert De Niro i Robin Williams. Williams gra rolę dr Malcolma Sayera, naukowca, który wykorzystuje eksperymentalny lek, by przywrócić do pełnej świadomości pogrążonych w katatonii pacjentów. De Niro gra Leonarda, pierwszego pacjenta, który przechodzi kontrowersyjną terapię. Zachęcony powodzeniem eksperymentu dr Sayer decyduje się podać lek pozostałym pacjentom. "Przebudzenia" to opowieść o niezwykłej przyjaźni, sile ludzkiego ducha i mocy czynienia cudów.
źródło
Przyznać się muszę, że nigdy nie słyszałam o tej jakże dziwnej historii i z pewnością długo jeszcze bym o niej nie słyszała, gdyby nie "Przebudzenie". Moim zdaniem film doskonale obrazuje to w jaki sposób ta historia się rozwijała wraz z upływem czasu oraz dokąd od początku zmierzała. Z tego powodu produkcja naładowana jest bardzo wieloma emocjami, które widz doświadcza. Prawdę powiedziawszy bardzo długo już po seansie nie mogłam uwierzyć w to, że ta historia zdarzyła się naprawdę. Niezwykle wzruszające i dziwne jest to, że Ci wszyscy pacjenci dr. Sayera w rzeczywistości przebudzili się naprawdę dla świata zaledwie na kilka dni, aby po tym wspaniałym dla nich czasie znów powrócić do stanu katatonii i życia niczym roślinka. Po zakończeniu filmu widz zadaje sobie pytanie: dlaczego eksperyment się nie powiół? Dlaczego w jednej chwili Ci wszyscy ludzie znowu zamienili się w istoty przypominające zombie?
Na szklanym ekranie zachywca fantastyczny duet Robert De Niro oraz Robin Williams. De Niro miał przed sobą nie lada wyzwanie. Musiał zagrać człowieka, który choruję na nierozpoznawalną chorobę. Wiadomo, że takie rolę zawsze się ceni, jednak ta wydaje mi się być naprawde wyjątkowa, jakby stworzona wprost specjalnie dla De Niro. Ukazał w niej swój dar aktorski, swoją umiejetność do wcielania się w postacie, które są trudnymi i skomplikowanymi osobowościami. Niewielu aktorów potrafiłoby zrobić to w tak wielkim stylu jak zrobił to Robert De Niro. Od teraz zawsze będę kojarzyła go właśnie z tą rola, ponieważ zrobiła na mnie pioronujące wrażenie i jestem zdecydowana stwierdzić, ze bezkonkurencyjnie jest to jedna z najlepszych ról jakie zagrać mógł tak wspaniały aktor jakim jest De Niro.
W tym całym zachwycie nie zapomnę też wspomnieć o Robinie Williamsie, któremu to przyszło zagrać doktora Sayera. Williams ma ten dar, że do niemal każdej jego roli mam słabość, a musze przyznac, ze nigdy nie należał on do grona moich ulubionych aktorów. Ten człowiek ma po prostu coś w sobie, że od samego patrzenia na niego robi sie smutno. Może to ten smutek w oczach? Niemniej jednak, uważam, że Robin stworzony był do takich właśnie ról. Bardzo prostych, ale równie ważnych.
"Przebudzenie" jest filmem prostym, ale jakże ujmującym w swojej prostocie. Naszemu światu brakuje produkcji o fanatsycznej i dajacej do myślenia fabule. Teraz stawia się niestety na efekty specjalne gubiąc przy tym wartość jaką powinien mieć film pod względem fabularnym. Dlatego tak czesto sięgam po stare dobre kino, kiedy to dla twórców liczyło sie to jaką historię chcą opowiedziec, a nie jak to zrobią.
Film powinien spodobać się dosłownie każdemu. Dzięki niemu zyskacie wiedze o, wydaje mi się zapomnianej histori która wydarzyła sie w latach 60- siątych. Mnie cieszy to, że "Przebudzenie" w ogóle powstało, bo jest to film po którym bardzo mocno płakałam i długo nie mogłam dojść do siebie. Nawet teraz, kiedy o tym wszystkim myślę siada koło mnie przygnębienie i wyobraźcie sobie, ze za nic w świecie nie chce sobie pójść. "Przebudzenie" nauczyło mnie jeszcze bardziej doceniać to co mam, to co jest tak niewielkie, że dla niektórych wprost nie widoczne.
Film "Przebudzenia" to oparta na autentycznych wydarzeniach poruszająca opowieść o lekarzu, który na zawsze zmienił życie swych pacjentów. W rolach głównych wystąpił nominowany do Oscara Robert De Niro i Robin Williams. Williams gra rolę dr Malcolma Sayera, naukowca, który wykorzystuje eksperymentalny lek, by przywrócić do pełnej świadomości pogrążonych w katatonii pacjentów. De Niro gra Leonarda, pierwszego pacjenta, który przechodzi kontrowersyjną terapię. Zachęcony powodzeniem eksperymentu dr Sayer decyduje się podać lek pozostałym pacjentom. "Przebudzenia" to opowieść o niezwykłej przyjaźni, sile ludzkiego ducha i mocy czynienia cudów.
źródło
Przyznać się muszę, że nigdy nie słyszałam o tej jakże dziwnej historii i z pewnością długo jeszcze bym o niej nie słyszała, gdyby nie "Przebudzenie". Moim zdaniem film doskonale obrazuje to w jaki sposób ta historia się rozwijała wraz z upływem czasu oraz dokąd od początku zmierzała. Z tego powodu produkcja naładowana jest bardzo wieloma emocjami, które widz doświadcza. Prawdę powiedziawszy bardzo długo już po seansie nie mogłam uwierzyć w to, że ta historia zdarzyła się naprawdę. Niezwykle wzruszające i dziwne jest to, że Ci wszyscy pacjenci dr. Sayera w rzeczywistości przebudzili się naprawdę dla świata zaledwie na kilka dni, aby po tym wspaniałym dla nich czasie znów powrócić do stanu katatonii i życia niczym roślinka. Po zakończeniu filmu widz zadaje sobie pytanie: dlaczego eksperyment się nie powiół? Dlaczego w jednej chwili Ci wszyscy ludzie znowu zamienili się w istoty przypominające zombie?
Na szklanym ekranie zachywca fantastyczny duet Robert De Niro oraz Robin Williams. De Niro miał przed sobą nie lada wyzwanie. Musiał zagrać człowieka, który choruję na nierozpoznawalną chorobę. Wiadomo, że takie rolę zawsze się ceni, jednak ta wydaje mi się być naprawde wyjątkowa, jakby stworzona wprost specjalnie dla De Niro. Ukazał w niej swój dar aktorski, swoją umiejetność do wcielania się w postacie, które są trudnymi i skomplikowanymi osobowościami. Niewielu aktorów potrafiłoby zrobić to w tak wielkim stylu jak zrobił to Robert De Niro. Od teraz zawsze będę kojarzyła go właśnie z tą rola, ponieważ zrobiła na mnie pioronujące wrażenie i jestem zdecydowana stwierdzić, ze bezkonkurencyjnie jest to jedna z najlepszych ról jakie zagrać mógł tak wspaniały aktor jakim jest De Niro.
W tym całym zachwycie nie zapomnę też wspomnieć o Robinie Williamsie, któremu to przyszło zagrać doktora Sayera. Williams ma ten dar, że do niemal każdej jego roli mam słabość, a musze przyznac, ze nigdy nie należał on do grona moich ulubionych aktorów. Ten człowiek ma po prostu coś w sobie, że od samego patrzenia na niego robi sie smutno. Może to ten smutek w oczach? Niemniej jednak, uważam, że Robin stworzony był do takich właśnie ról. Bardzo prostych, ale równie ważnych.
"Przebudzenie" jest filmem prostym, ale jakże ujmującym w swojej prostocie. Naszemu światu brakuje produkcji o fanatsycznej i dajacej do myślenia fabule. Teraz stawia się niestety na efekty specjalne gubiąc przy tym wartość jaką powinien mieć film pod względem fabularnym. Dlatego tak czesto sięgam po stare dobre kino, kiedy to dla twórców liczyło sie to jaką historię chcą opowiedziec, a nie jak to zrobią.
Film powinien spodobać się dosłownie każdemu. Dzięki niemu zyskacie wiedze o, wydaje mi się zapomnianej histori która wydarzyła sie w latach 60- siątych. Mnie cieszy to, że "Przebudzenie" w ogóle powstało, bo jest to film po którym bardzo mocno płakałam i długo nie mogłam dojść do siebie. Nawet teraz, kiedy o tym wszystkim myślę siada koło mnie przygnębienie i wyobraźcie sobie, ze za nic w świecie nie chce sobie pójść. "Przebudzenie" nauczyło mnie jeszcze bardziej doceniać to co mam, to co jest tak niewielkie, że dla niektórych wprost nie widoczne.