Gdybym sama miała wybrać film do obejrzenia, z pewnością nigdy nie
wybrałabym żadnej produkcji z gatunku science fiction. Choć nie
obejrzałam zbyt wielu takich filmów mam co do nich pewien dystans,
którego trudno jest mi się pozbyć. Nie wybrałam tego filmu, obejrzałam
go przypadkowo. Ktoś inny podjął za mnie tę decyzję. Czy była słuszna?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sci-fi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sci-fi. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 22 sierpnia 2017
środa, 28 czerwca 2017
"Kroniki wiecznego królestwa" Artrur Danilczuk [ recenzja przedpremierowa ]
Niezależnie od tego czy jesteś katolikiem, ateistą czy wyznajesz jakąkolwiek inną religię zapewne znasz historię biblijną opowiadającą wizję stworzenia świata przez Boga. Artur Danilczuk w swojej debiutanckiej książce pt. "Kroniki wiecznego królestwa" porusza tematykę stworzenia świata, lecz przedstawia ją w całkiem innej formie niż kiedykolwiek wcześniej. Pokazuję życie pierwszych ludzi i początkowe funkcjonowanie świata z całkiem innej niż dotąd perspektywy. Stanowiło to odważne posuniecie, jednak wizja świata, którą przedstawił Artur Danilczuk wzbudziła we mnie wiele emocji.
niedziela, 27 września 2015
"Więzień Labiryntu: Próby ognia" reż. Wes Ball
TYTUŁ: Więzień labiryntu. Próby ognia
TYTUŁ ORYGINALNY: Maze Runner. The Scorch Trials.
PRODUKCJA: USA
GATUNEK: thriller, akcja, sci-fi
PREMIERA: 18 września 2015 rok
WYSTĘPUJĄ:
Dylan O'Brien
Ki Hong Lee
Kaya Scodelario
i inni
Druga z cyklu ekranizacji bestsellerowych powieści Jamesa Dashnera, thriller science fiction, którego akcja rozgrywa się w świecie dotkniętym wielkim kataklizmem. Znalezienie wyjścia z Labiryntu miało być końcem. Żadnych więcej niespodzianek, żadnych puzzli. I żadnego uciekania. Thomas był przekonany, że jeśli Streferzy zdołają się wydostać, odzyskają swoje dawne życie. W Labiryncie życie było łatwe. Było jedzenie, schronienie i względne bezpieczeństwo. Ale w świecie poza Labiryntem koniec został zapoczątkowany już dawno temu…
Po obejrzeniu pierwszej części ekranizacji trylogii Więzień Labiryntu nie wyobrażałam sobie, że mogłoby zabraknąć dla mnie miejsca w kinie. Co prawda na moim blogu nie pojawiła się recenzja pierwszej części, ale musicie wiedzieć, że byłam nią bardzo zachwycona. Ze względu na to, że nie czytałam ani pierwszej, ani drugiej części kompletnie nie wiedziałam co spotka mnie w Próbach Ognia. Po zapoznaniu się z powyższą produkcją śmiało mogę stwierdzić, ze jest ona lepsza od poprzedniczki. O wiele więcej się dzieje, a pytania, które zostały zadane przeze mnie w pierwszej części zostają odkryte. Ponadto końcowa decyzja głównego bohatera zostawia widza w tęsknocie za kolejną już ostatnią częścią o tytule Lek na Śmierć. Jednak na tą będziemy musieli jeszcze poczekać aż dwa lata!
Obsada aktorska była mi od początku w zupełności nieznana. Całkiem nowe nazwiska, a muszę przyznać, że cenie, gdy młode pokolenie przejmuje stery. Nowe twarze i nowe talenty obserwowałam z godną sokoła uwagą. Według mnie na wyróżnienie zasługuje Dylan O'Brien, który wcielił się w postać Thomasa, głównego bohatera, a który według mnie zagrał fenomenalnie. Wróżę mu bardzo owocną karierę jeżeli będzie wybierał ciekawe propozycje filmowe. Kaya Scodelario zawiodła mnie swoją rolą i według mnie to ona zasługuje na największe bęcki w tej recenzji. Zagrała sztucznie, nie realnie jakby była lalką. Do reszty nie mam zastrzeżenia, gdyż spisali się na medal. Nie będę się tu o nich rozpisywać wystarczy, że zobaczysz to na własne oczy.
Więzień Labiryntu: Próby ognia miejscami przypominało mi Igrzyska Śmierci. Według mnie to dobre porównanie, gdyż w obu tych historiach bohaterami są nastolatkowie, którzy na swoje barki biorą ciężar nowego, lepszego świata, Podczas seansu również dostrzegłam podobieństwo do mojej ulubionej gry pt. "The Last of Us". Miejscami film przeraża, gdyż Poparzeni nie należą do najpiękniejszych postaci. Dlatego też nie polecałabym dzieciom tej produkcji. "Próby ognia" to pełne napięcia, grozy i niespodziewanych zwrotów akcji widowisko, które warto sobie zaoferować.
CZARNY KRUK POLECA!
MOJA OCENA: 8/10
czwartek, 23 lipca 2015
Joanna Patrzylas "Virion"
AUTOR: Joanna Patrzylas
TYTUŁ: Virion
WYDAWNICTWO: Novae Res
ROK WYDANIA: 2015
ILOŚĆ STRON: 260
GATUNEK: fantasy,fantastyka, przygodówka,science fiction
SUGEROWANA CENA: 29 zł
Fantastyka stanowi gatunek literacki, który jest bardzo bliski mojemu sercu.
Pamiętam te dziecięce marzenia, wyobrażenia i sny, w których główną
rolę odkrywały postacie, istoty i miejsca nie z tego świata. Myślę, że
to właśnie przez te dziecięce fantazje do dziś została we mnie tak
wielka sympatia, którą darzę fantastykę. Nie dziwne więc, że tak chętnie
po nią sięgam i z wielkim zapałem podchodzę do lektury danego tytułu z
tego gatunku. Musze niestety przyznać się
do
tego, że coraz rzadziej mam przyjemność sięgać po coś co lubię stąd tak
duże zaległości jeżeli chodzi o ten gatunek. Dlatego bardzo ucieszyła
mnie wiadomość możliwości zrecenzowania książki pt. "Virion". Oczekiwałam pasjonującego powrotu do świata magii, cudownych istot. Czy to dostałam? Recenzja pokaże.
"(..) każdy z Was jest częścią Wszechświata, w każdym z Was cały Wszechświat się mieści"
- Joanna Patrzylas-
"Virion"
str.19
Akcja powieści toczy się w osadzie o nazwie Thymen. Mamy trzecie millenium po Chrystusie. Jest to czas, w którym to ludzkość, z powodu tragicznej zakłady sprzed tysiącami lat, cofnęła się cywilizacyjnie do wieków średnich. Gród, stanowi społeczność pełną spokojnych i życzliwych sobie Thymeńczyków. Z niewiadomych dla nikogo powodów atmosfera w grodzie zaczyna się zmieniać. Zmiany te objawiają się niespotykanymi zachowaniami tutejszej ludności m.in. kradzieże, agresja, wzajemna wrogość. Jak się okazuje powodem tych niepokojących wydarzeń jest tytułowy virion czyli zielona mgła, która wydziela się z głębi ziemi, obezwładniając ludzkie umysły i wydobywając z człowieka okrutna stronę jego natury.
"Nadzieja rozbudzona ptasim trelem przytłoczona została przygnębiającą aurą"
-Joanna Patrzylas-
"Virion"
222 str
Archeni - prastary lud, który jako jedyny nadal żyję w harmonii z naturą i w zgodzie ze Źródłem stanowi ostatnią deskę ratunku. Grupa
dzielnych, mężnych i prawych Thymeńczyków pod wodzą syna władcy grodu -
Kenrila - udaje się w niebezpieczną, pełną zaskakujących przygód
wędrówkę by odnaleźć Archenów i poprosić ich o pomoc. Czy dotrą do celu? Czy uda im się powstrzymać szerzące się w zastraszającym tempie zło pod postacią virionu? Odpowiedzi na te pytania znajdują się w debiutanckim dziele Joanny Patrzylas pt. "Virion".
Jakież
było moje zdziwienie, gdy po przeczytaniu zalewie kilku pierwszych zdań
wykreowany przez Joanne Patrzylas świat całkowicie mnie pochłaniał i
nie dał wrócić do rzeczywistości przez parę dobrych dni. Ten mały
sukces jaki autorka osiągnęła może zawdzięczać tylko i wyłącznie samej
sobie i swojemu talentowi pisarskiemu, który bądź co bądź z
przymknięciem oka na niektóre błędy mnie zachwycił. Styl pisania Joanny Patrzylas określę jako plastyczny, klimatyczny, prosty, aczkolwiek nie prymitywny.
Poszczególne postacie miały swój własny sposób wypowiadania się, co
świadczy o niezwykle kreatywnym myśleniu i postrzeganiu świata fantasy
przez autorkę. Dodatkowym atutem tej pozycji jest używanie przez
debiutującą pisarkę pojęć, które już wyszły z mody, a które nadmiernie
używane były w średniowieczu. Ponadto zachwyciły mnie starożytne nikomu
nie znane języki, którymi posługiwały się istoty nie z tej ziemi. Nie
mogę zapomnieć również o barwnych postaciach, które podbiły moje serce.
Ale o nich nieco więcej przeczytacie w kolejnych akapitach mojej
recenzji.
"Czar magicznej chwili zamknęła w swym sercu jak drogocenną pamiątkę, po którą sięga się w chwilach samotności"
-Joanna Patrzylas-
"Virion"
238 strr.
Z
niespotykana już ciekawością i ze szczegółami zostały opisane
krajobrazy oraz widoki, które wpływały na wyobrażenie sobie przez
czytelnika świata fantastycznego jaki chciała nam przedstawić autorka.
W książce przeważają dwa wątki: wyprawa Kenrila i załogi, której celem
jest odnalezienie starożytnego ludu Archenów, oraz wyprawa jego
młodszego brata i jego przyjaciela w celu zniszczenia zielonej poświaty
jaką jest Virion. Wątki prowadzone są równolegle na płaszczyźnie
różnorakich krain takich jak wspaniała kraina zamieszkiwana przez
wspomnianych Archenów. Akcja rozgrywa się również w osadzie Thymen oraz w
grodzie księżniczki Jewiry, której to ojciec zniknął w tajemniczych
okolicznościach. Nie zabraknie też wątku romantycznego, który to
na szczęście nie zajmuje dużo miejsca w książce i nie jest on wysunięty
na pierwszy plan. Cieszę się, że autorka stworzyła książkę fantasy z
krwii i kości, dodając tematycznie miłość, ale osadzając ją nie na
drugim, lecz na trzecim planie. Stanowi to urozmaicenie szczególnie dla
tych, którzy lubują się w podobnych klimatach.
"Virion"
jest nie tylko świetną literaturą fantasy, ale również znakomicie
odnajduję się w znanych i lubianych przez dzieci i młodzież
przygodówkach. Tutaj cały czas coś się dzieje, nie ma miejsca na
znużenie się poznawanymi treściami. Bohaterów spotykają niebezpieczne
przygody, które na szczęście brzmią w tym wszystkim realistycznie. Nie
są naciągane, są dobrze przemyślane i skonstruowane. Niejednokrotnie
autorce udało się zbudować napięcie, ponieważ nie byłam do końca pewna
czy bohaterom uda się wyjść z opresji bez szwanku. To co mnie zdziwiło,
to fakt, że w książce przeważały postacie, które były dobre. Nie
napotkałam się na żaden czarny charakter, którego mogłabym podziwiać i
zapamiętać. Prawda jest taka, że uwielbiam czarne charaktery i
najbardziej to zawsze ich poszukuję w książkach. Jednak to spostrzeżenie
jest czysto subiektywne i zależy od preferencji danego czytelnika.
Absolutnie nie wpływa to na gorszy odbiór przeze mnie tej pozycji. W
książkach fantasy jak i zarówno w przygodówkach zazwyczaj jest tak, że
występuje dobro i zło i przeważnie to właśnie dobro wygrywa a zło
przegrywa. Tutaj również mamy zło w postaci virionu, jednak książka ma
otwarte zakończenie i tak naprawdę czytelnik nie dowiaduje się czy
wygrało zło czy też dobro, co jeszcze bardziej mnie zaintrygowało i
sprawiło, że z niecierpliwością czekam na kontynuacje "Virionu".
Na
koniec wspomnę jeszcze o szkicach, które być może nie są dziełami
sztuki, a stanowią naprawdę miły i przyjemny dodatek do pozycji.
Prawdopodobnie są one autorstwa Joanny Patrzylas co sprawia, że książka
nabiera jeszcze bardziej osobistego kształtu.
Jestem z tej pozycji naprawdę bardzo zadowolona.
Już dawno tak dobrze nie spędziłam czasu przy książce. Przypomniała mi
ona jak dobra rzeczą jest fantastka i napomniała mnie, żebym częściej
sięgała po ten gatunek. Z czystego serca polecam tą książkę dosłownie
każdemu. Przypuszczam, że spodoba się nie tylko młodzieży i dorosłym
osobnikom, ale również i dzieciom, ze względu na to iż w książce
pojawiają się przedstawiciele młodego pokolenia. Jeszcze raz polecam
szczególnie tym, którzy lubują się w książkach o charakterze
fantastycznym i przygodowym. Z pewnością się nie zawiedziecie!
MOJA OCENA: 8/10
(bardzo dobra)
Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res
Fakt ten nie miał żadnego wpływu na treść powyższej recenzji.
Recenzja dostępna również na:
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Przez szpony wyrwane czyli co kruczysko ostatnio widziało cz. 3 + pomóż Zuzi, dziewczynce ze skóry utkanej z cierpienia!
Witajcie!
Ale miałam ostatnio zastuj na moim blogu. Napisałam dość szczery i pesymistyczny post, a potem znikłam. Bałam sie, że ktoś z Was pomyśli, że nie wytrzymałam presji rzeczywistości i że z niknełam z tego świata. Ale nic z tych rzeczy - jestem wciąż wśród żywych. Moja obecność spowodowała była po prostu brakiem czasu. Póki co mam za dużo na głowie i poświęcam się pomocy pewnej starszej osoby.
Jeżeli o pomocy już mowa to mam do Was ogromną prośbe. Przeczytałam na jednym z blogów informacje o Zuzi, która potrzebuje natychmiastowej pomocy finansowej. Pomóc może jej nawet 10 zł, ponieważ współnymi siłamy możemy uzbierać te 2 697 115 35 zł na niezbędną dla jej dalszego funkcjonowania operacji. Dziewczynka cały czas cierpi, bez względu na to co w danej chwili robi.Jej skóra jest źródłem całego cierpienia. Możemy temu zapobiec i pozwolić jej żyć bez bólu. Jest możliwosć przeprowadzenia kosztownej operacji w Stanach Zjednoczonych, na którą rzecz jasna potrzebne są finanse. Być może Ty nie będziesz mógł bezpośrednio pomóc, ale możesz przekazać tą informacje dalej. Wklejam link: https://www.siepomaga.pl/nomorepain, na którym znajdują się dokładne informacje o chorobie Zosi, a także reportarz, który pojawił się na atnenie TVP 1. Poprzez tą stronkę możecie również wesprzeć akcje i wpłacić obojętnie jaką sumę na rzecz operacji. Nie bądź obojetny! Mam nadzieję, że ktoś z Was ktokolwiek weźme sobie los Zosi do serca i zrobi wszystko co w jego mocy, aby ulżyć jej cierpieniu.
***
TYTUŁ: King Kong
REŻYSERIA: Peter Jackson
CZAS TRWANIA: 3 godz. 7 min
GATUNEK: fantasy, melodramat, przygodowy
PRODUKCJA: Niemcy, Nowa Zelandia, USA
PREMIERA: 5 grudzień 2005 rok
PREMIERA: 5 grudzień 2005 rok
MOJA OCENA: 8/10
GŁÓWNE ROLE:
Naomi Watts
Jack Black
Adrien Brody
Czas Wielkiego Kryzysu w Stanach Zjednoczonych. Aktorka Ann Darrow nie ma pracy i pieniędzy nawet na jedzenie. Z pomocą przychodzi jej filmowiec Carl Denham. Carl jest sfrustrowany, bo producenci chcą obciąć budżet jego nowego, jeszcze nie niedokończonego filmu. Reżyser wykrada więc jedyną istniejącą kopię swojego filmu i kompletuje ekipę tak, by zdążyć na statek "S.S. Venture", odchodzący wieczorem z portu. Denham chce udać się na owianą legendą Wyspę Czaszek, położoną na Pacyfiku. Tam chce znaleźć atrakcyjne plenery do filmu. Wraz z nim na statek wsiadają m.in. Ann, która dostała główną rolę i scenarzysta Jack Driscoll. Kiedy w końcu udaje się im dotrzeć na wyspę, okazuje się, że nie bez powodu jest ona owiana mgłą tajemnicy. Żyją tam bowiem stwory, które powinny już dawno wyginąć - olbrzymie tyranozaury i wielki, liczący 9 m wysokości, goryl.
Na film natrafiłam w pewną leniwą niedziele. Emitowano go na jednym z kanałów. Co prawda ominął mnie początek, ale zdecydowaną większość filmu obejrzałam i muszę przyznac, że całkiem mi się podobał. Za każdym razem odpychałam od siebie chęć obejrzenia tego filmu, ponieważ nigdy jego fabuła mnie do siebie zwyczajnie nie przekonywała. Teraz żałuje, że nie obejrzałam go wcześniej. Jest to jak najbardziej udany film przygodowy, w którym akcja ciągla gna do przodu. Myślę, że jest to kino dla cąłej rodziny, gdyż nawet mój 5-letni brat zainteresował się, być może nie samym King- Kongiem a dinozaurami, które mają swoje pięć minut.
Pretekstem do obejrzenia tego filmu był również sam Peter Jackson,, którego znam i podziwiam głównie za niesamowitych i widowiskowych "Władców Pierścieni" oraz za "Hobbita". Oczywiście te dwa ostanie dzieła są o wiele lepsze niż "King-Kong", ale naprawdę przyjemnie spędziłam czas przy seansie.
Spodobała mi się rola Naomi Watts, jednak bardzo chcę równiez obejrzeć nieco starszą wersje "King-Konga", w której gra uwielbiana przeze mnie Jessica Lange. Jeżeli ktoś z Was oglądał tą starszą wersję to bardzo prosze o napisanie czy jest warta obejrzenia. Tymczasem jak najbardziej polecam Wam "King- Konga" z 2005 roku. Ciekawe rozwiązanie na nudne, niedzielne popołudnia.
***
TYTUŁ: Zgromadzenie
| The Gathernig |
REŻYSERIA: Brian Gilbert
CZAS TRWANIA: 1 godz. 32 min
GATUNEK: horror
PRODUKCJA: Wielka Brytania
PREMIERA: 2003 rok - Świat
PREMIERA: 2003 rok - Świat
2004 rok - Polska
MOJA OCENA: 6/10
GŁÓWNA ROLA:
Christina Ricci
W ruinach starego kościoła z I w.n.e., przypadkowo odkryto niesamowite rzeźby i malowidła przedstawiające Ukrzyżowanie z zupełnie innej perspektywy . Zamiast figury Jezusa Chrystusa, wyrzeźbiono kilkanaście postaci, które przyglądały się tamtym wydarzeniom. Co dziwniejsze, te same osoby widziano przez ostatnich 2000 lat zawsze tam, gdzie działo się coś złego. Teraz pojawiają się znowu. Widzi je tylko młoda Amerykanka - Cassie. Czy oznacza to, że Cassie ma halucynacje czy jest to raczej zwiastun kolejnej tragedii?
Pamietam ten film z dzieciństa. Moi rodzice bardzo czesto oglądali swego czasu horrory, a ja byłam zbyt ciekawska żeby nie spojrzeć. Strach miał dla mnie wtedy znaczenie moblizujące. Nadal lubię się bać. Pewnego dnia przypomniałam sobie o tej produkcji i pomyślałam sobie, że miło byłoby odświeżyć sobie wspomnienie z okresu beztroskich lat. Przypominam sobie, że gdy go pierwszy raz oglądałam byłam nim zachwycona. Drugim razem niestety już tak nie było. Jako horroromaniaczka mam corz większe oczekiwania co do filmów grozy i również krytycznym okiem patrze na takie produkcje. Jednego "Zgromadzeniu" nie mogę odmówić. Nadal posiada ten sam klimat, który pamiętam z czasów dzieciństwa. Jest naprawdę intrygujący od pierwszej sceny. Fabua również na dzień dzisiajszy wydaje mi się naprawdę ciekawa i pod jakimś względem orginalna, jednak ostatecznie czegoś zabrakło. Z pewnością jest to wina Christine Ricci, która wcieliła się w główną bohaterkę. Poprzez tą rolę udowodniła, że nie jest aktorką o dużych umiejętnościach. Bywała irytująca. Niestety wydaje mi się, że to właśnie ona miała znaczny wpływ na moją ostateczną ocenę, choć muszę przyznać, że bardzo intrryguje mnie jej osoba pod względem wyglądu zewnętrznego.
Niemniej jednak nie żałuję, że odświeżyłam sobie tą produkcję. Bardzo wiele momentów po prostu zapamiętałam i efekt nie był już taki jak za pierwszym razem, ale bardzo polecam zainteresowanych , bo ma ona coś co naprawdę intryguję. Pragnę zaznaczyć, że nie jest to horror z krwi i kości. Powiedziałabym, że jest to raczej thriller z nutką grozy w tle.
***
TYTUŁ: Między piekłem a niebem
| What Dreams May Come |
REŻYSERIA: Vinvcent Ward
CZAS TRWANIA: 1 godz. 53 min
GATUNEK: fantasy, melodramat
PRODUKCJA: Nowa Zelandia, USA
PREMIERA: 1998 rok - świat
PREMIERA: 1998 rok - świat
1999 rok - Polska
MOJA OCENA: 9/10
GŁÓWNA ROLA:
Robin Williams
Ile trzeba uczucia, by pokonać Piekło - oto pytanie, które stawiają sobie widzowie oglądając "Między piekłem a niebem", Niezwykle sugestywną i wzruszającą zarazem wizję życia po życiu, wyróżnioną Oscarem za niesamowite wprost efekty specjalne. Po tragicznej śmierci dzieci w wypadku samochodowym Chris Nielsen (Robin Williams) skupia się na ratowaniu żony Annie (Annabella Sciorra), która popadła w manię samobójczą. Niestety, on również ginie w wypadku drogowym. Niebo, do którego się dostał, skomponowane jest z plastycznych wizji Annie. Wędrując po świecie jej obrazów odnajduje nie tylko wspomnienia szczęśliwych dni, ale i dusze. Tkwi teraz na samym dnie piekła, pogrążona w głębokim letargu. Czy Chris zdoła ją wyrwać z mrocznej odchłani?
I oto kolejny film, który już raz kiedyś obejrzałam, ale czułam, że wtedy jeszcze nie dojrzałam, aby w pełni przeżyć tą historię, która po latach wywarł na mnie ogromne wrażenie. Wizja życia po życiu w tym filmie została moim zdaniem przedstawiona genialnie, jedynie zakończenie nie przypadło mi do gustu, ale patrząc na całość mysle, że moge wybaczyć to twórcą. Wydaje mi się, że jest to film, który koniecznie każdy powinienen obejrzeć. Wielokrotnie nie mogłam powstrzymac płaczu, a oglądając to widowisko towarzyszyła mi nadzieje, że być może to wszytko co widzę jest prawdą i po śmierci spotkam osoby, na których bardzo mi zależało, a których już nie ma. Dająca nadzieję produkcja o piorunującym podłoży emocjonalnym z fantastycznym Robinem Williamsem w roli głównej. Zanany głównie z roli komediowych, w dramacie zagrał naprawdę mistrzowsko.
CZARNY KRUK POLECA!
***
TYTUŁ: Interstellar
REŻYSERIA: Christopher Nolan
CZAS TRWANIA: 2 godz. 49 min
GATUNEK: Sci - fi
PRODUKCJA: USA, Wielka Brytania
PREMIERA: 2014 rok
PREMIERA: 2014 rok
MOJA OCENA: 9/10
GŁÓWNA ROLA:
Matthew McConauhey
Anne Hathaway
Na skutek błędów popełnionych przez ludzkość w XX w. Ziemia staje na krawędzi zagłady. Nastąpił upadek państw, a ich rządy straciły władzę. Szczątkowo funkcjonująca gospodarka nie jest w stanie zapewnić ludziom nawet żywności. Gdy jednak odkryta zostaje możliwość podróżowania w czasoprzestrzeni, naukowcy wywodzący się z resztek organizacji NASA podejmują się jej zbadania, tym samym stając się ostatnią deską ratunku dla ludzi i ich planety.
Gdy widze, że dany film mieści się w ramach gatunku Sci-fi uciekam gdzie pieprz rośnie. Pewnie tak byłoby i w przypadky "Interstellar", gdybym wiedziała, że należy on właśnie do tego gatunku. Byłabym naprawdę głupia, gdybym go nigdy nie obejrzała. Produkcja okazała się dla mnie przełomowa i sprawiła, że nieco bardziej odważnie będe teraz sięgac po filmy Sci-fi. Doskonale skonstruowana i zrealizowana fabuła. Potrafiłam się przy nim wzruszyć, kibicowałam głównym bohaterom, a to wszystko po to, aby dojść do fantastycznego finału, który okazał się jak najbardziej zaskakujący. Matthew McConauhey po raz kolejny udowadnia, że zaczyna robić coraz większą furore grając główne role. Okazuje się, że jest doskonałym aktorem. Naprawdę warto zapoznać się z tym filmem, nawet jeżeli tak jak ja sceptycznie podchodzicie do tego typu produkcji!
CZARNY KRUK POLECA!
Wszystkie opisy fabuły poszczególnych filmów pochodzą z filmwebu jak i również plakaty produkcji. Natomiast zwiastuny pochodzą z youtube.
ZACHĘCAM RÓWNIEŻ DO WSTAWIANIU BANNERÓW NA SWOJEGO BLOGA, KTÓRE MAJĄ NA CELU SZERZYĆ INFORMACJE O POTRZEBNEJ POMOCY DLA ZUZI
https://www.siepomaga.pl/f/fundacja-siepomaga/c/2324/widgetsśroda, 1 kwietnia 2015
Przez szpony wyrwane - filmy, które ostatnio kruczysko widziało cz.2
Witajcie!
Kilka tygodniu temu obiecywałam Wam, że przyfrunę do Was z drugą częścią odsłon filmowych. Więc jestem :)
Ponadto muszę przyznać, że mam teraz coraz więcej czasu na nadrabianie zaległości filmowych w związku z chorobą, a także wolnym od szkoły no i pogodą, która nie zachęca do wyjścia na dwór. W związku z tym możecie spodziewać się trzeciej części tego oto cyklu. Póki co zapraszam Was do zapoznania się z tym, co dzisiaj dla Was przyszykowałam.
TYTUŁ: Sierota
| Orphan |
CZAS TRWANIA: 2 godz. 3 min
GATUNEK: Thriller
PRODUKCJA: Francja, Kanada, Niemcy, USA
PREMIERA: 21 lipca 2009 rok
PREMIERA: 21 lipca 2009 rok
MOJA OCENA: 8/10
GŁÓWNE ROLE:
Vera Farmiga
Vera Farmiga
Isabelle Fuhrman
Młode małżeństwo przeżywa dramat po stracie nienarodzonego dziecka. Chcąc przywrócić życiu namiastkę normalności, decydują się na adopcję. W pobliskim sierocińcu zaprzyjaźniają się z dziewięcioletnią Ester. Jej pojawienie się daje początek niecodziennym zdarzeniom. Kate odkrywa niebezpieczeństwo i usiłuje zwrócić na nie uwagę innym. Niestety jej ostrzeżenia zostają wysłuchane w momencie, gdy dla wszystkich jest już za późno… Dziewięcioletnia Esther zmienia życie Kate i Johna w koszmar.
Wybór tego filmy był czysto spontaniczny. Najpierw obejrzałam jego fragment w telewizji, a następnie zaintrygowana postanowiłam obejrzeć go w całości. Jak dla mnie "Sierota" była odkryciem. Już dawno nie obejrzałam równie dobrego i trzymającego w napięciu thrillera. Nie wiem czy jest jednym z najlepszych w swoim gatunku, bo nie mnie to oceniać, ale zdecydowanie ma w sobie coś co nie pozwala przejść obok niego obojętnie. Myślę, że ta produkcja aż prosi się o oddzielny post. Czy Wy również tego chcecie? Czekam na odpowiedź w komentarzu lub w sondzie, ktora znajduje się po Waszej prawej stronie ---->
CZARNY KRUK POLECA!
***
TYTUŁ: Iluzjonista
| The Ilusionist |
CZAS TRWANIA: 1 godz. 50 min
GATUNEK: Fantasy, Kostiumowy
PRODUKCJA: Czechy, USA
PREMIERA: 30 marca 2007 (Polska)
PREMIERA: 30 marca 2007 (Polska)
27 kwiecień 2006 (świat)
MOJA OCENA: 6/10
GŁÓWNE ROLE:
Edward Norton
Edward Norton
Jessica Biel
Eisenheim (Edward Norton), człowiek znikąd, wystawia w Wiedniu zdumiewające magiczne spektakle. Swoją pracą przykuwa uwagę pretendenta do tronu – księcia Leopolda. Pewien, że iluzjonista jest jedynie mistrzem konfabulacji i oszustem, książę zjawia się na jednym z przedstawień mężczyzny celem zdemaskowania jego występu. By osiągnąć cel, wysyła na scenę swoją narzeczoną Sophie (Jessica Biel: "Siódme niebo", "Elizabethtown"). Rozpoczyna się wielka potyczka pomiędzy iluzją a rzeczywistością. Czy talent magika wystarczy by przekroczyć granicę między życiem i śmiercią?
O filmie nigdy wcześniej nie słyszałam, a jego obejrzenie zawdzięczam mojemu bratu, który lubuje się w produkcjach mówiących o czarach, iluzji..
Wątek miłosny jest tu bardzo uwidoczniony i zdecydowanie gra głowną rolę w całym tym filmie. Jeżeli miałabym oceniać całość to wyszła ona nieźle. Ciekawa gra aktorska, ciekawe pomysły na wykorzystywanie iluzji, którą władają magicy. Jednak fabuła nie do końca przypadła mi do gustu, a przez to produkcja nie wywarła na mnie dużego wrażenia. Obejrzałam, ale bezjakichkolwiek emocj, stąd też moja ostateczna ocena. Polecam osobom, które lubią historię romantyczne nawet te najbardziej banalne oraz tym, których na co dzień fascynuje iluzja. Nie polecam widzom, którzy spodziewają się niezwykłego widowiska, bo możecie się mocno zawieść.
***
TYTUŁ: Zaginiona dziewczyna
| Gone Girl |
CZAS TRWANIA: 2 godz. 29 min
GATUNEK: Dramat, Thriller
PRODUKCJA: USA
PREMIERA: 10 październik 2014 rok (Polska)
PREMIERA: 10 październik 2014 rok (Polska)
26 wrzesień 2014 rok (świat)
MOJA OCENA: 7/10
GŁÓWNE ROLE:
Ben Affleck
Ben Affleck
Rosamund Pike
Wizjonerski thriller w reżyserii mistrza gatunku Davida Finchera, nominowanego do Oscara twórcy: "Social Network", "Ciekawego przypadku Benjamina Buttona", "Podziemnego kręgu", "Gry" i "Dziewczyny z tatuażem", ekranizacja bestsellerowej powieści Gillian Flynn. Młoda kobieta znika bez śladu w przededniu piątej rocznicy ślubu. Wszystkie podejrzenia padają na męża, który wspierany przez swą siostrę postanawia dowieść swojej niewinności i rozwiązać zagadkę. W rolach głównych: nagrodzony Oscarem Ben Affleck ("Armageddon"), Rosamund Pike ("Śmierć nadejdzie jutro"), Neil Patrick Harris ("Smerfy"), Missi Pyle ("Charlie i fabryka czekolady") i Kim Dickens ("Kod Merkury").
Sama nie wiem cojest ze mną nie tak, ale nie rozumiem fenomenu i powszechnego zachwytu tą historią. Nie miałam dostępu do książki, więc postanowiam obejrzec film, bo bardzo mnie ciekawiła sama fabuła i jej rozwiązanie. I jak wyszło? A wyszło tak, że uważam, że film jest JEDYNIE dobry. Po tak licznych zachęcających rekomendacjach pierwowzoru jak i ekranizacji spodziewałam sie niemal arcydzieła. A co dostałam? Film - niebanalny, jednak mało ralistyczny. Tak go odebrałam. Ponadto gra aktorska dwóch głównych aktorów zupełnie mnie do siebie nie przekonała.
Polecam tym, którzy tak jak ja są ciekawi tej historii. Ja już się z nią zapoznałam i szczerze? Nie mam ochoty brnąć w książkę.
***
TYTUŁ: Przeznaczenie
| Predestination |
CZAS TRWANIA: 1 godz. 37 min
GATUNEK: Thriller, Sci-fi
PRODUKCJA: Australia
PREMIERA: 8 marzec 2014 rok
PREMIERA: 8 marzec 2014 rok
MOJA OCENA: 8/10
GŁÓWNE ROLE:
Ethan Hawke
Sarah Snook
Noah Taylor
"Przeznaczenie" to film opartych na motywach opowiadania "Wszyscy wy zmartwychwstali..." Roberta A. Heinleina. Jest to swoista kronika życia Agenta (Ethan Hawke) wysłanego w serię trudnych podróży w czasie, które mają zapewnić mu kontynuację kariery stróża prawa. Podczas ostatniego zadania Agent musi zwerbować młodszego siebie w pogoni za przestępcą, który wymyka się w czasie.
Mówią, że zaczynać i kończyć należy w wielkim stylu. I wedle tej zasady tak i ja postanowiłam zacząć i zakończyć ten post dwoma filmami, które zrobiły na mnie naprawdę mocne wrażenie.
"Przeznaczenie" to film z gatunku tych, które lubię najbardziej. Dostałam skomplikowaną fabułę, do której rozwikłania potrzeba cierpliwości no i obejrzenia z wielką uwagą filmu od początku do końca. Dostałam wspaniałą grę aktorską, która sprawiła, ze film stoi na naprawdę wysokim poziomie. Warto obejrzeć choćby dla samej fabuły, która jak dla mnie okazała się być jak najbardziej oryginalna. Aż się chce napisać, że to film jedyny w swoim rodzaju.
Gorąco polecam!
CZARNY KRUK POLECA!
***
To tyle nowości na dziś. Dajcie znać, którym filmem jesteście najbardziej zainteresowani. Być może chcecie osobną recenzję któregoś z nich? Jestem otwarta na wszelkie propozycje.
Tymczasem dziękuję Wam za uwagę.
Pozdrawiam.
Czarny Kruk
Wszystkie opisy fabuły poszczególnych filmów pochodzą z filmwebu jak i również plakaty produkcji. Natomiast zwiastuny pochodzą z youtube.
sobota, 29 listopada 2014
"If we burn, you burn with us" - Kosogłos cz.1 -
TYTUŁ: Igrzyska Śmierci. Kosogłos cz.1
( The Hunger Games: Mockingjay Part 1)
CZAS TRWANIA: 2 godz. 3 min
GATUNEK: Akcja, Science - Fiction
PRODUKCJA: USA
PREMIERA: 10 listopada 2014 (świat)
PREMIERA: 10 listopada 2014 (świat)
21 listopada 2014 roku (Polska)
REŻYSERIA: Francis Lawrence
OCENA SPOŁECZEŃSTWA: dobry
GŁÓWNA OBSADA:
Jeniffer Lawrence - Katniss Everdeen
Josh Hutcherson - Peeta Mellark
Liam Hemsworth - Gale
Woody Harrelson - Haymitch
Donald Sutherland - Prezydent Snow
Philip Seymour Hoffman - Plutarch
Jullianne Moore - Prezydent 13 Dystryktu
"Igrzyska Śmierci" to trylogia, którą pokochałam całym sercem. Przeczytałam wszystkie trzy części, obejrzałam poprzednie ekranizacje i ciągle chcę więcej! Dlatego też nie mogłam odpuścić sobie wybrania się do kina na pierwszy skrawek ostatniej już części, w której główną rolę gra niezwykle odważna Katniss Everdeen (Jenniffer Lawrence). Jak to ja, jak zwykle miałam duże pokłady nadziei dotyczących tego filmu. Czy czuje się usatysfakcjonowana? Przekonajcie się sami. Zapraszam do zapoznania się z moimi przemyśleniami na temat filmu pt. "Kosogłos cz.1"
Katniss pomimo wydarzeń na arenie zostaje uratowana i umieszczona w Dystrykcie 13, który wbrew pozorom istnieje. Do tej pory funkcjonował w ukryciu i przez lata gromadził broń, przygotowując się w ten sposób do walki z Kapitolem. Prezydent Coin (Jullianne Moore) pragnie skorzystać z okazji i chce aby Katniss stała się symbolem rebelii, czyli Kosogłosem. Katniss zgadza się, ale ma swoje warunki. Chce uwolnić Peete z rąk Kapitolu. Tymczasem kolejne dystrykty przyłączają się do buntu.
Nie da się ukryć, że ta część jest takim trochę wprowadzeniem do wydarzeń, które zdarzą się już w kolejnej osłonie Kosogłosa. Przez to niektóre momenty były dla mnie nużące. Na szczęście nie było ich zbyt wiele, ponieważ jak wiemy jest to film akcji i niejednokrotnie trzyma w napięciu. Czytałam Igrzyska Śmierci już jakiś czas temu i muszę przyznać, że niewiele pamiętam z ostatniej części, ale to dobrze, ponieważ wiele razy film mnie zaskakiwał. Wspaniale była tutaj pokazana tzw. wojna propagandowa, gdzie Katniss musiała zagrzewać ludzi do buntu i zapewniać ich, że są w stanie wygrać i obalić władze Kapitolu. Oczywiście Prezydent Snow nie patrzył na to wszystko bezczynnie. Jako postać negatywna bez jakichkolwiek uczuć mógł zabić cywila i nie omieszkał się tego robić.
Nie da się ukryć, że ta część jest takim trochę wprowadzeniem do wydarzeń, które zdarzą się już w kolejnej osłonie Kosogłosa. Przez to niektóre momenty były dla mnie nużące. Na szczęście nie było ich zbyt wiele, ponieważ jak wiemy jest to film akcji i niejednokrotnie trzyma w napięciu. Czytałam Igrzyska Śmierci już jakiś czas temu i muszę przyznać, że niewiele pamiętam z ostatniej części, ale to dobrze, ponieważ wiele razy film mnie zaskakiwał. Wspaniale była tutaj pokazana tzw. wojna propagandowa, gdzie Katniss musiała zagrzewać ludzi do buntu i zapewniać ich, że są w stanie wygrać i obalić władze Kapitolu. Oczywiście Prezydent Snow nie patrzył na to wszystko bezczynnie. Jako postać negatywna bez jakichkolwiek uczuć mógł zabić cywila i nie omieszkał się tego robić.
Muszę pochwalić tu obsadę aktorską. Nie wybaczyłabym twórcą, gdyby na miejsca tych wszystkich postaci obsadzili kogoś innego. Zaczynając od samej Jennifer Lawrence, która podobnie jak w poprzednich częściach odegrała swoją role perfekcyjnie co jest tylko i wyłącznie dowodem na to, że jest ona jedną z najlepszych młodych aktorek ówczesnego świata. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Josh Hutcherson, który zagrał Peete. Nigdy nie darzyłam go jakąś specjalną sympatią, ale ten film pokazał zdolności jakie nie wątpliwie ma ten aktor. Woody Harrelson (Haymitch) oraz Elizabeth Banks (Effie) ofiarowali widzą tyle świetnego humoru w tej dość dramatycznej fabule. Potrafili rozbawić widza do łez. Cieszę się, że w filmie, którego fabuła dotyka okrutnych wydarzeń jest miejsce dla iinteligentnych żartów.
Od zawsze Donald Sutherland (Prezydent Snow) mnie przerażał. Jest genialnym aktorem i wystarczy jedynie jeden krótki kadr z nim, a oglądający czuję dziwne emocje, wprowadzające strach. Świetnie odegrana rola.
Film był dla mnie naprawdę emocjonalny i wielokrotnie łezka kręciła się w oku. Tak bardzo wsiąknęłam do tego świata, że wydawało mi się jak gdyby te wydarzenia dotyczyły mnie. Jakby cały ten bagaż doświadczeń należał do mnie. Tego uczucia bardzo rzadko doświadczam, dlatego też cała trylogia jest dla mnie niezwykle ważna. Jednym z takich najbardziej lubianych przeze mnie momentów jest wtedy gdy Katniss zaczyna śpiewać znaną Wam już może piosenkę "The Hanging Tree" czyli w naszym języku "Drzewo Wisielców"
Znałam tą muzykę już wcześniej. Zobaczcie sobie tłumaczenie, wspaniale współgra z melodią i fabułą filmu.
Podsumowując: Nie żałuję, że wybrałam się na ten film do kina, choć momentami miałam wrażenie, że poszczególne sceny trwają za długo. Nie mogę się doczekać finalnej części Kosogłosa, gdzie wydarzenia będą już przesiąknięte całą akcją. No i do tego ten finał! Niestety przykra wiadomość - musimy czekać na to wydarzenie cały rok!
CZARNY KRUK POLECA!
OCENA: 9/10
Od zawsze Donald Sutherland (Prezydent Snow) mnie przerażał. Jest genialnym aktorem i wystarczy jedynie jeden krótki kadr z nim, a oglądający czuję dziwne emocje, wprowadzające strach. Świetnie odegrana rola.
Film był dla mnie naprawdę emocjonalny i wielokrotnie łezka kręciła się w oku. Tak bardzo wsiąknęłam do tego świata, że wydawało mi się jak gdyby te wydarzenia dotyczyły mnie. Jakby cały ten bagaż doświadczeń należał do mnie. Tego uczucia bardzo rzadko doświadczam, dlatego też cała trylogia jest dla mnie niezwykle ważna. Jednym z takich najbardziej lubianych przeze mnie momentów jest wtedy gdy Katniss zaczyna śpiewać znaną Wam już może piosenkę "The Hanging Tree" czyli w naszym języku "Drzewo Wisielców"
Podsumowując: Nie żałuję, że wybrałam się na ten film do kina, choć momentami miałam wrażenie, że poszczególne sceny trwają za długo. Nie mogę się doczekać finalnej części Kosogłosa, gdzie wydarzenia będą już przesiąknięte całą akcją. No i do tego ten finał! Niestety przykra wiadomość - musimy czekać na to wydarzenie cały rok!
CZARNY KRUK POLECA!
OCENA: 9/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)