czwartek, 22 czerwca 2017

Hobbit: Niezwykła podróż - reż. Peter Jackson


Swego czasu Hobbit był jednym z najbardziej oczekiwanych filmów nie tylko przez fanów prozy Tolkiena. Jak wielu z Was zapewne wie, Hobbit: Niezwykła podróż jest pierwszą z trzech ekranizacji dzieła, które poprzedza wydarzenia zawarte we Władcach Pierścieni. Pamiętam jak dziś kolejki do kin, niekończące się kolejki. Ludzie mieli tylko jeden cel: ponownie wybrać się w podróż do Śródziemia. Po latach film możemy zobaczyć w telewizji, a że stacja TVN postanowiła wyemitować w pierwszej kolejności ekranizację Hobbita, a następnie Władców Pierścieni postanowiłam nadrobić zaległości i zrecenzować dla Was wszystkie części, choć obejrzałam je już wielokrotnie i znam je niemal na pamięć. 

Wiele lat temu krasnoludy utraciły swoją ojczyznę w Samotnej Górze. Ziemie te brutalnie odebrał im potężny smok, który zniszczył nie tylko dobytek, ale i odebrał życie wielu krasnoludom.  Po latach trzynastu krasnoludów wyrusza na wyprawę, której celem jest odzyskanie dawnego domu. Pomaga im w tym czarodziej Gandalf i spokojny, prowadzący poukładane życie hobbit Bilbo Baggins. Niziołek wbrew wszystkiemu zostaje wciągnięty w niebezpieczną wyprawę i zdaję sobie sprawę, że życie to nie tylko książki i mapy, że świat stoi przed nim otworem, wystarczy tylko po niego sięgnąć

Wielu fanów Władców Pierścieni obawiało się tego, jak finalnie wypadnie Hobbit. Wiązano z tym filmem duże obawy i nadzieję. Obawiano się, że nie zostanie ukazany dawny klimat Śródziemia, jednak w końcu reżyserią zajmował się ten sam człowiek czyli Peter Jackson i wypadałoby zaufać mu w kwestii wykreowania poprzedzających wydarzeń z Władców Pierścieni. Jak faktycznie to wyglądało i czy Jackson podołał? 


Głównym bohaterem ma być w założeniu Bilbo Bagins - w końcu hobbit jest tytułem zarówno filmu jak i książki. W początkowej fabule można by powiedzieć, że nie odgrywa on zbytniej roli. Zostaje przyćmiony przez tak wielkie osobliwości jak Gandlaf czy Thorin. Z pewnością jest to zamierzony zabieg, ale ... no właśnie jest jakieś ale... Jeżeli chodzi o mnie przez cały film interesowały mnie jedynie losy Thorina, gdyż jest on dla mnie najbardziej wartościową postacią w tym filmie. Uważam, że odegrał on olbrzymią rolę w kreacji krasnoludów we Śródziemiu i jestem pewna, że gdyby ta kraina istniała naprawdę, Thorin byłby jedną z tych postaci o których nigdy się nie zapomina. Aktor, który go gra jest dobrany idealnie i nie wyobrażam sobie nikogo innego na jego miejscu. Od wykreowanej przez niego postaci aż bije duma, poświęcenie, żal po utracie swoich kompanów i ojczyzny. Oddał on trudną przeszłość z jaką Thorin musiał się zmierzyć, jak i skomplikowany i trudny charakter Thorina, który początkowo wydaje nam się być egoistą, jednak odnajdujemy  w nim dużo aspektów dobra.  Dla mnie stanowi niepowtarzalną ozdobę dla całej fabuły Hobbita. Za każdym razem, gdy widzę go na szklanym ekranie wypływa ze mnie ogromny szacunek, którego nigdy jeszcze do nikogo nie poczułam. Szczerze powiedziawszy, gdyby nie postać Thorina sama nie wiem czy miałabym chęć po raz kolejny obejrzeć Hobbita, gdyż poza nim inne postacie wypadają w moim mniemaniu bardzo słabo nawet aktor, który gra Bilbo Bagginsa. 

Zdaje sobie sprawę z tego, że bardzo dużo widzów podziwia to w
jaki sposób Martin Freeman wykreował swoją postać. Niestety ja nie jestem aż tak bardzo zachwycona Freemanem. Rozumiem, że postać Bilbo miała wprowadzać elementy komizmu, lecz ja czegoś takiego po prostu nie popieram. Zresztą w Hobbicie niestety dużo jest scen, które próbują wprowadzić w całość pewnego rodzaju humor, który niestety mnie nie odpowiada. Być może to dlatego tak bardzo polubiłam Thorina, gdyż on jako jedyny wydaje mi się być zdystansowany, oddany swojej misji i nie ma u niego miejsca na jakiekolwiek żarty, gdyż swoje zadanie traktuje z należytą powagą. Pozostałym krasnoludom tego brakuje. Nawet w postaci Gandalfa odnalazłam pewne próby wzbudzenia uśmiechu u widza. Niestety, nie ze mną te numery. Ten zabieg czyni Hobbita gorszym od Władców Pierścieniu - według mojego spostrzegania. 

Natomiast zaletą pozostałych krasnoludów jest z pewnością ich różnorodność, gdyż różnią się od siebie nie tylko wyglądem, ale również poglądami, stylem bycia. Wszyscy są natomiast bardzo odważni. Cieszy mnie to, że reżyser w taki sposób wykreował te postacie, gdyż dzięki temu możemy zapamiętać każdego z osobna, zżyć się z każdym z nich i opłakiwać ich ewentualną śmierć. Moim mankamentem jest fakt iż nadal nie przeczytałam ani Hobbita ani Władców Pierścieni, więc nie mam porównania i tym samym nie mogę opisać wam różnic pomiędzy książką a filmem, gdyż papierowej wersji jeszcze nie znam. Musicie mi to póki co wybaczyć, ale gdy już przeczyta obie z wymienionych powyżej książek z pewnością podzielę się z Wami moimi co do nich odczuciami. 

Każdy kto obejrzał chociaż raz Hobbita wie, że w jego wnętrzu znajdują się przepiękne krajobrazy zapierające dech w piersiach. Chciałoby się na nie tak patrzeć i patrzeć i choć wyobrazić, że one naprawdę istnieją. Kraina elfów, sama kopalnia krasnoludów zasługują na olbrzymią pochwałę, gdyż jest to nietuzinkowe widowisko i każdy fan światów nierzeczywistych powinien na własne oczy zobaczyć piękno jakim raczy nas Peter Jackson i inni twórcy tego filmu.

Ponadto muzyka! Muzyka, która wywołuje we mnie ciarki i łzy. Nie znam słów żeby oddać jej piękno tak jak nie oddam i nie opisze Wam piękna tych wszystkich krajobrazów. Najbardziej podoba mi się wykonanie pieśni przez krasnoludów w chatce Bilbo Bagginsa. Sami posłuchajcie: 



Napisanie recenzji tego filmu stanowiło dla mnie dużą trudność, ponieważ nie potrafię oddać tego co tak naprawdę mnie w nim zachwyca - nawet tego nie chcę, ponieważ jest to moje prywatne piękno nie dostępne dla każdego. 

Zarówno Hobbit jak i Władcy Pierścieni mają w sobie coś czego inne filmy z tego gatunku nie mają, dlatego zostaną one w pamięci widzów na bardzo długo. Nie wątpię również w to, że kolejne pokolenia będą się tymi dziełami zachwycać - i tak wciąż na nowo. 

TYTUŁ: Hobbit: Niezwykła podróż
TYTUŁ ORYGINALNY: The Hobbit: Unexpected Journey
REŻYSERIA: Peter Jackson 
GATUNEK: fantasy, przygodowy
PRODUKCJA: Nowa Zelandia, USA
PREMIERA: listopad/grudzień 2012 rok  
OBSADA:
Martin Freeman 
Ian McKellen
Richard Armitage 
i inni 
NA PODSTAWIE KSIĄŻKI: J.R.R Tolkien "Hobbit, czyli tam i z powrotem"
OCENA: 9/10
REKOMENDACJA: Rewelacyjny 




18 komentarzy:

  1. Mój mąż uwielbia wszystkie części. Ja jakoś nie za bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książki nie czytałam, ale widziałam wszystkie części filmu. Mnie się bardzo podobały. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach, Thorin <3 Ja też go wielbię, choć moim Tolkienowym ideałem pozostaje Aragorn <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam książkę i dobrze ją wspominam i zawsze bardzo się dziwiłam, jak z jednej książki można nakręcić kilka filmów. :) Nie mam przekonania do tej produkcji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie jestem zwolenniczką takiej tematyki, ale muzyka jest naprawdę dobra :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Co do wersji książkowej to na razie próbuję ją przeczytać, ale ogólnie z całości dla mnie chyba najlepsze będą dobre fanfiki.

    OdpowiedzUsuń
  7. ogladlam i przyznam ze bardziej wciagajace od ksiazki ale wiem ze jest niezgodne z drugiej strony jakos psecjlanieusper ten film nie jest. nadal elpszy od ksiakzi :P wiec tak czy siak z laku braku bym ogladala :D pozdrawiam i zapraszam! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama nie wiem czemu do tej pory nie obejrzałam filmu :) Jakiś czas temu wróciłam jednak do książki i to była świetna przygoda :) Ciekawa jestem tej kreacji Thorina w filmie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z trzech części obejrzałam zaledwie tę. Podobało mi się, ale nie tak bardzo, jak Tobie. "Władca Pierścienia" budzi we mnie większą sympatię.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oglądałam wszystkie części i bardzo mi się podobały, najpiękniejsza była ta sceneria :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja bardzo nie lubię filmów i książek bardzo fantastycznych, a niestety, Tolkien właśnie taki jest. Na dwóch częściach byłam w kinie razem z moją klasą i akurat jeszcze tę część w miarę oglądałam ;) Nie za wiele pamiętam, ale pamiętałam, że oczekiwałam na sceny z Gollumem i Legolasem (żeby móc do niego powzdychać ;) )

    OdpowiedzUsuń
  12. Oglądałam, ale nie ukrywam, że ja się na tych filmach trochę nudzę ;) To kompletnie nie dla mnie, choć doceniam wszystkie atuty :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hobbita jeszcze nie oglądałam, z braku czasu, ale Władcę uwielbiam i oglądałam już kilkanaście razy. No i kocham Frodo Bagginsa ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. ja chyba dziwna jestem, bo oni Władcy nie oglądałam, ani Hobbita i w sumie w ogóle mnie nie kusi ani jedno, ani drugie xD

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja mam olbrzymi sentyment do "Hobbita". Choć moja przygoda z nim nie zaczęła się jakoś wyjątkowo dobrze. Pamiętam, że najpierw przeczytałam książkę, która zbytnio nie przypadła mi do gustu. Krótko po tym wszedł film, który niemiłosiernie mi się nudził. Dopiero jak obejrzałam drugą część, która bardzo mi się podobała, to wróciłam do pierwszej i spojrzałam na nią jakoś z całkiem innej perspektywy... Odtąd po prostu ubóstwiam całe to uniwersum, Petera Jacksona i muzykę. Co prawda nie obejrzałam jeszcze ostatniej części "Władcy Pierścieni", ale w te wakacje mam zamiar to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie jakoś nie kręcą takie filmy, ale mój mąż uwielbia Hobbita. Dwa razy go oglądał i był zachwycony.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kocham Hobbita! Książkę pochłonęłam cała sobą i podobnie jak ty, byłam zauroczona krajobrazami w pierwszej części filmu. Dwóch następnych niestety nie obejrzałam i strzeliłam sobie w kolano, bo przecież mogłam obejrzeć jak TVN je emitowało. Co do Thorina się zgodzę. W książce byłam nim zaintrygowana, choć moim ulubieńcem był Bilbo i jego przemiana przez całą wędrówkę. W książce komizmu troszkę było i jest to raczej proporcjonalność co do pierwszej cześci filmu :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie mogę powiedzieć, że jestem wielką fanką Tolkiena (przeczytałam tylko "Hobbita" i to też tak jakiś czas temu). Do tej pory nie obejrzałam też trylogii "Władcy Pierścieni"- tak naprawdę tylko pierwszą część obejrzałam od początku do końca, nawet kilka razy. Za to na każdym "Hobbicie" byłam w kinie i nie przeczę, że bawiłam się dobrze. Zwłaszcza na drugiej części, która o wiele bardziej do mnie przemówiła niż dwie inne. Niemniej jednak wydaje mi się, że warto poświęcić trzy razy te dwie-trzy godzinki, choćby dla bardzo ładnych obrazków, całkiem wciągającej akcji i magicznej ścieżki dźwiękowej (co z tego, że popłuczyny z "Władcy Pierścieni?! Dobre popłuczyny nie są złe XD).

    OdpowiedzUsuń

Witaj w Kruczym Gnieździe!

The moon is my sun,
the night is my day.
Blood is my life,
and you are my prey.