czwartek, 1 stycznia 2015

"Hobbit. Bitwa pięciu armii" | reż. Peter Jackson

TYTUŁ: Hobbit. Bitwa pięciu armii.
The Hobbit: The Battle of the Five Armies
CZAS TRWANIA: 2 godz. 24 min
GATUNEK: Fantasy, przygodowy
PRODUKCJA: Nowa Zelandia, USA
PREMIERA: 1 grudnia 2014 roku  (świat) 
25 grudnia 2014 roku (Polska)
REŻYSERIA: Peter Jackson
lektor/napisy/dubbing
3D/2D
GŁÓWNA OBSADA: 
Martin Freeman - Bilbo Baggins
Ian McKellen - Gandalf Szary
Richard Armitage - Thorin Dębowa Tarcza
Luke Evans - Bard
Orlando Bloom - Legolas
Evangeline Lilly - Tauriel
Lee Pace - Król Thranduil
Cate Blanchett - Garadriela
Hugo Wearning - Elrond
Christopher Lee - Sauron Biały 

   Wraz z końcem 2014 roku nadszedł czas na zakończenie ekranizacji książki Tolkiena pt. "Hobbit". Nie mogę uwierzyć, że to już po prostu koniec. Moja radość owiana jest ogromnym smutkiem, bo dla kogo ja teraz będę żyć jak nie ma już Bilbo, oraz kampanii Dębowej Tarczy? Od pierwszej części zakochałam się w tej historii. Sprostowanie: od pierwszego kadru. Czuje jak moje serce wypełnia żal, którego nie mogę się pozbyć. Nie tylko z powodu zakończenia tej niesamowitej serii ale również dlatego, że wiem, że moje słowa nie są w stanie oddać tego co widziałam na szklanym ekranie. Nie są w stanie przedstawić tak jakbym tego chciała swoich własnych emocji. Po prostu jest to niewykonalne. Jednocześnie czuję, że muszę napisać coś o tym filmie, żeby choć w niewielkim stopniu przekazać Wam oddziaływanie tej produkcji na widza. To w jaki sposób ten film porusza jak nas pochłania tak jak gdybyśmy to my byli uczestnikami danych wydarzeń. I to jest cud. 

Po wyzwoleniu ojczyzny spod jarzma Smauga, kompania Thorina Dębowej Tarczy nieświadomie ściąga na świat śmiertelne niebezpieczeństwo. Smok kieruje swój gniew przeciwko bezbronnym mieszkańcom Miasta na Jeziorze. Zaślepiony odzyskanym skarbem Thorin poświęca przyjaźń i honor, aby napawać się bogactwem. Jednak największe zagrożenie dopiero nadchodzi. Wróg, którego widział jedynie Gandalf, wysyła legiony orków, aby przeprowadziły niespodziewany atak na Samotną Górę. Rasy krasnoludów, elfów i ludzi muszą zdecydować: zjednoczyć się, by stawić czoło nadchodzącej ciemności czy pozwolić jej zwyciężyć. 

Jestem pełna podziwu dla Petara Jacksona i niemal codziennie dziękuję losowi za to, że to właśnie on wyreżyserował słynnych już "Władców Pierścieni", a następnie "Hobbita". To niesamowite jak z tak stosunkowo krótkiej książki można wyciągnąć i ożywić tyle wspaniałych rzeczy, które w końcu tworzą zapierającą dech w piersiach całość. Dlatego niech nikt się nie dziwi, że na podstawie owego Tolkienowskiego dzieła powstał film, który musiał zostać podzielony na trzy części, a każda z nich zawiera nowe emocje, które nie pozwalają nigdy zapomnieć widzowi o całej tej historii. Bo jest w niej coś co przyciąga. Wydaje mi się,że dla każdego z nas jest to coś nowego. Dla mnie jest to tęsknota, ponieważ od dawien dawna chciałam żyć w podobnym świecie i przeżywać takie przygody z jakimi musieli mierzyć się na każdym kroku bohaterowie. 

Jackson tworząc "Hobbita" chciał użyć jak najmniej efektów specjalnych. Czy mu się udało? Trudno to jednoznacznie sprecyzować. Z jednej strony mamy zapierające w dech piersiach krajobrazy pochodzące z Nowej Zelandi. Jednak to ostatecznie nie wystarczyło. Gołym okiem widzimy naniesione efekty specjalnie, szczególnie widoczne jest to w scenie, w której swój udział ma Garadriela, oraz kiedy Legolas robi swoje tak zwany wojenne wygibasy. Owszem robi to wrażenie, aczkolwiek nie da się ukryć, że z pomocą przyszły tu komputerowe poprawki. Nie jest to żadna wada ekranizacji, w końcu teraz filmy tak właśnie wyglądają. Jednak, co muszę przyznać, większość sytuacji wygląda nadzwyczaj bajecznie. 

Akcja filmu jest niezwykle dynamiczna i spowalnia jedynie wtedy kiedy Thorin toczy potyczki ze swoim własnym "ja". Oślepiony przez bogactwo nie chcę pomóc swojemu kuzynowi i jego armii w toczącej się niemal pod jego nosem bitwie. Trudno jest się dziwić takiemu tempu wydarzeń, gdyż od niemal pierwszej sekundy filmu widz zostaje rzucony w wir wydarzeń. Otóż trzeba rozprawić się z niedokończonymi w drugiej części porachunkami ze smokiem. 
 Sama bitwa zajmuje większą połowę filmu, więc reżyser musiał zadbać o to, żeby było nie tylko brutalnie, ale również i ciekawie, co udało mu się w pełni zrealizować. Ani przez chwile nie nudziłam się podczas trwania potyczek. Kamera doskonale ujeła rozgrywające się wydarzenia rejestrując swoim optycznym okiem pełne pole bitwy, żeby zaraz zrobić zbliżenie na poszczególne jednostki, które są kluczowymi postaciami w produkcji. 

O samych bohaterach mogłabym rozpisywać się miesiącami. Wszyscy, dosłownie wszyscy zrobili na mnie ogromne wrażenie. Warto wspomnieć tu o samym Thorine, który prezentuje się niezwykle dumnie i od razu widać, że jest bardzo odważny i uparty niczym osioł. Król elfów był niezwykle dostojny i budził podziw. Sam Biblbio potrafił rozładować atmosferę w najbardziej napiętych emocjami scenach. Aktorzy zrobili naprawdę kawał dobrej roboty i chwała im za to! 
Nie chciałabym już więcej pisać o stornie technicznej tego filmu, bo nie ma to najmniejszego dla mnie znaczenia. Ważniejsze są emocje, które wzbudził we mnie , a były one ogromne. Przez pół filmu płakałam, ponieważ przejełam się losami bohaterów. Tym trudniej było mi się z nimi rozstać. Dla mnie to widowisko mogłoby trwać wieczność. Mogłabym siedzieć w fotelu kinowym i tam umrzeć. Płakałam w domu, gdy już byłam po seansie, bo nie mogłam wybaczyć światu tego, że nie będzie już więcej części oraz, że to wszystko jest tylko i wyłącznie fikcją. Trudno jest powrócić po tym filmie do normalnego trybu życia. Zamykając oczy wciąż mam w swojej świadomości Kampanie Dębowej Tarczy,a historia zdaje się zaczynać od nowa.  Myślę, że Moi Czytelnicy wiedza co to jest kac książkowy. Tak samo miałam po obejrzeniu tego filmu.

I pomimo tego, że wiem, że cała ta historia jest fikcją, to jednak jestem szczęśliwa ponieważ mam świadomość istnienia takiego dzieła, które ożywia moje wszelkie senne marzenia. I najpiękniejsze jest to, że będę mogła odwiedzić to miejsce, kiedy tylko będę chciała.
Nie mam pojęcia jaka jest definicja arcydzieła filmowego i czy taka w ogóle istnieje. Ale wydaje mi się, że tak nazywana produkcja musi być przepełniona wspaniałymi postaciami,  musi posiadać naukę, którą można wykorzystać we własnym życiu, muszą być w niej obecne emocje, które sprawiają, że zaczynamy wierzyć w to, że przedstawiony świat jest inną, lepszą rzeczywistością. A w końcu musi mieć tą jedną jedyną rzecz, która sprawi, że nigdy przenigdy o niej nie zapomnimy. Że będziemy za nią tęsknić i wracać swoimi marzeniami. Panie i Panowie. Przedstawiam Wam produkcje, która posiada te wszystkie wymienione wyżej cechy. Przedstawiam Wam "Hobbita". 

CZARNY KRUK POLECA!
MOJA OCENA: 100/10
FILM Z WYRÓŻNIENIEM! 

HOBBIT: NIEZWYKŁA PODRÓŻ
HOBBIT: PUSTKOWIE SMAUGA
HOBBIT: BITWA PIĘCIU ARMII




24 komentarze:

  1. Ten film mam w planach, bo dwie poprzednie części były rewelacyjne ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też nie mogłam uwierzyć, że moja przygoda z Hobbitem dobiegła końca. Taki wielki smutek mnie ogarną, że już nie będę w kinie na żadnej ekranizacji twórczości Tolkiena. Film jest wspaniale zrobiony, z chęcią bym się jeszcze raz wybrała. Pozdrawiam i Szczęśliwego Nowego Roku.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja niestety nie mogę się przekonać do Hobbita. Miałam się wybrać na film, ale fantastyka w połączeniu z bitwami mnie niestety nie ciekawi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mogę się doczekać chwili kiedy to zasiądę w nieco niewygodnym fotelu, założę okulary i wreszcie oglądnę ''Hobbita'' ;)

    namalowac-swiat-slowami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jednak się skusiłam i również wyruszyłam do kina ;) Nie oceniam go jako coś przegenialnego, ale uważam, że jest naprawdę bardzo dobry, nawet nie wiedziałam, gdzie minęło mi te dwie godziny, jednak odrobiny czegoś mi brakowało, ale nie mniej jednak kiedyś stworzę sobie w domowym zaciszu maraton :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł z maratonem jak najbardziej popieram. Sama mam zamiar sobie taki zorganizować. Czytałam właśnie wiele recenzji, w których pisano, że czegoś zabrakło. Po wyjściu z kina nie miałam takiego wrażenia, może było za krótko mogło być więcej o danych postaciach, ale ostatecznie jestem jak najbardziej zadowolona :)

      Usuń
  6. A ja nie przepadam za ekranizacjami Tolkiena. Już Władca nie zrobił na mnie większego wrażenia, bardziej raczej irytując. Na pierwszej części Hobbita zasnęłam w kinie. :( Pozostałe dwie odpuściłam. :) A samego Tolkiena baaaardzo lubię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trochę dziwne, ale szanuje Twoje zdanie. Co prawda ja zaczynałam od "Hobbita" i "Władców Pierścieni" jeżeli chodzi o ekranizacje mam przed sobą, ale dobrze się składa, bo dzisiaj w tv emitują pierwszą część Władców i będę się przy niej rozkoszować. Mam nadzieję, ze spodoba mi się równie mocno jak było to w przypadku "Hobbita:.

      Usuń
  7. Chociaż nie jestem jakąś wielką fanką twórczości Tolkiena, to z pewnością Bitwę pięciu armii również obejrzę, gdyż poprzednie 2 części były rewelacyjne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chciałam iść na ten film, ale plany mi się trochę pozmieniały i nie wyszło. Na pewno jednak obejrzę. Nie można tego przegapić :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Strasznie mi się film podobał. Cudowne ujęcia krajobrazów w ogóle! A w ostatniej części ta bitwa też świetna :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja spasuję, gdyż nie jestem fanką Hobbita i innych fantastycznych produkcji, ale polecę ten film mojemu mężowi, bo on wprost kocha takie klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  11. Obejrzałam dopiero pierwszą część Władcy Pierścieni i jeszcze nie złapałam tolkienowskiego bakcyla :) do książki podchodziłam trzy razy i nie dałam rady przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przed samym pójściem do kina zrobiłam sobie mały maraton pozostałych części :) Ja oceniam film jako bardzo dobry, choć wydaje mi się, że na tle pozostałych wypada najsłabiej :) Co absolutnie nie zmienia faktu, że ta historia skradła moje serce (no i oczywiście sam Thorin :) I uwielbiam Jacksona za jego geniusz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tu zdania są podzielona, ponieważ wychodząc z kina słyszałam wiele podobnych opinii, że ta część była najsłabsza. Natomiast mój brat mówi, ze była najlepsza. Ja sama nie lubię takiego wyróżniania. Seria to seria, tak jak trylogia to trylogia i wiadomo, że one oddzielnie będą miały swoje lepsze i gorsze strony, ale razem ostatecznie tworzą coś pięknego.
      Thorin podbił moje serce. Samo patrzenie na niego było jak dotknięcie nieba :)

      Usuń
  13. Uwielbiam ten film! Choć raz się śmiałam jak któryś z bohaterów mówił "No", a przetłumaczyli to na "Tak" :P Ale naprawdę warto pójść na to do kina, u mnie w mieście jeszcze tak pełnych sal nie widziałam

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj dokładnie - szkoda, że koniec, ale teraz można się rozczulać i z sentymentem wracać do Hobbita. Nie był to najlepszy film i zmiany fabularne średnio mi do gustu przypadły, z kina jednak wyszłam z kacem. I chyba wiem, jak czuł się Bilbo po powrocie do Shire - ja tak się czułam, jak tylko wróciłam do rzeczywistości. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oglądałam i przyznaję, że było całkiem dobrze. Niektóre tylko, dodatkowo wprowadzone, wątki mnie drażniły...

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie oglądałam ani jednej części, ale mam w planach na 2015 książkę i filmy. Oby mi się udało :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Muszę nadrobić poprzednie części i lecieć do kina! Uwielbiam fantastykę. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Już się nie mogę doczekać, kiedy będę mogła obejrzeć ostatnią część ;) Jestem jej strasznie ciekawa ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Z filmami mam poważne zaległości, ale póki chce przeczytać Hobbita, dopiero później pomyślę o filmie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Całkiem niedawno oglądałam drugą część i - że się tak wyrażę - niczego mi nie urwało. Ale nie ukrywam, że 3 część chcę zobaczyć. Przynajmniej dla tych pięknych, cudownych, najlepszych krajobrazów.

    OdpowiedzUsuń

Witaj w Kruczym Gnieździe!

The moon is my sun,
the night is my day.
Blood is my life,
and you are my prey.