Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bardzo doba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bardzo doba. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 września 2017

Racja stanu. Tom I trylogii "Wielki układ" - Hubert "Hunter" Gruszczyński


„Tak widać wygląda koniec świata. 
Po prostu twój zegar przestaje odmierzać czas.”

Są książki, które swoim blaskiem potrafią już na wstępie oczarować czytelnika. Jest to wartość najcenniejsza, której autorzy pożądają. Chcą ją okiełznać, posiąść i stworzyć coś, co zostanie w pamięci czytelnika na wieczność. Są też takie, które przeglądamy bezmyślnie, wobec których nie potrafimy wykrzesać ikry zainteresowania. Ten czarno — biały schemat pomaga czytelnikowi w odbiorze danej powieści, w ocenie jej zawartości. Rozwiązuję wszelkie rodzące się wątpliwości i pozwala zakwalifikować dzieło do jednej szufladki. Ale co jeśli, książka balansuję gdzieś pomiędzy? Co, jeśli czerpie jednocześnie z czerni i bieli? W jaki sposób ją spamiętać, w jaki ocenić, jak do niej podejść? Wierzę w to, że każdy czytelnik zmierzył się kiedyś z podobnym dylematem. Nie ukrywam, że mnie takie wątpliwości naszły po raz pierwszy, a to za sprawą „Wielkiego układu”, o którym trudno powiedzieć cokolwiek jednoznacznego.


niedziela, 3 września 2017

"Prawdziwa miłość" Krystyna Mirek


„Prawdziwa miłość” jest trzecią, a zarazem ostatnią częścią Sagi rodu Cantendorfów. Książka była dla mnie wyzwaniem z tego powodu, że nie zaznajomiłam się z poprzednimi częściami. Nie zrobiłam tego, gdyż opowieść snuta przez Krystynę Mirek nigdy nie intrygowała mnie na tyle, abym pragnęła jej skosztować. Jednak kiedy nadarzyła się okazja zapoznania się z twórczością autorki, bez wahania podjęłam się tej próby. Głównie ze względu na to, iż jestem otwarta na gatunki, których nie darzę szczególną sympatią. Ponadto po twórczość rodaków sięgam z przyjemnością, więc nie widziałam przeciwwskazań, aby Krystynie Mirek nie dać szansy, na którą każdy autor zasługuję. Nieświadoma tego, co czynie zabrałam się za lekturę powieści i przyznaję — przepadłam.