Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 sierpnia 2017

Zacisze filmowe: LIFE


Gdybym sama miała wybrać film do obejrzenia,  z pewnością nigdy nie wybrałabym żadnej produkcji z gatunku science fiction. Choć nie obejrzałam zbyt wielu takich filmów mam co do nich pewien dystans, którego trudno jest mi się pozbyć. Nie wybrałam tego filmu, obejrzałam go przypadkowo. Ktoś inny podjął za mnie tę decyzję. Czy była słuszna?

czwartek, 22 czerwca 2017

Hobbit: Niezwykła podróż - reż. Peter Jackson


Swego czasu Hobbit był jednym z najbardziej oczekiwanych filmów nie tylko przez fanów prozy Tolkiena. Jak wielu z Was zapewne wie, Hobbit: Niezwykła podróż jest pierwszą z trzech ekranizacji dzieła, które poprzedza wydarzenia zawarte we Władcach Pierścieni. Pamiętam jak dziś kolejki do kin, niekończące się kolejki. Ludzie mieli tylko jeden cel: ponownie wybrać się w podróż do Śródziemia. Po latach film możemy zobaczyć w telewizji, a że stacja TVN postanowiła wyemitować w pierwszej kolejności ekranizację Hobbita, a następnie Władców Pierścieni postanowiłam nadrobić zaległości i zrecenzować dla Was wszystkie części, choć obejrzałam je już wielokrotnie i znam je niemal na pamięć. 

sobota, 30 maja 2015

"Juno" reż. Jason Reitman | 2007 |


TYTUŁ: Juno
GATUNEK: dramat, komedia
PRODUKCJA: Kanada, USA
PREMIERA: 2007 rok (świat)
2008 rok (Polska)
WYSTĘPUJĄ:
Ellen Page - Juno
J.K Simmons - ojciec Juno
i inni. 


Nastolatka Juno przechodzi inicjację seksualną z najlepszym przyjacielem Bleekerem. Wkrótce okazuje się, że dziewczyna jest w ciąży. Za radą swojej najlepszej przyjaciółki Lei decyduje się oddać dziecko do adopcji jakiejś miłej rodzinie, która zapewni mu wspaniały dom. Szybko znajduje ludzi odpowiadających jej życzeniom - małżeństwo Loringów, Vanessę i Marka. Ciąża staje się dla Juno nieoczekiwanie szybką podróżą w dorosłość. Nastolatka przeradza się w kobietę i zaczyna doceniać przyjaźń i miłość, a także doceniać to co ma i odnajdywać w swoim życiu najważniejsze wartości.
(opis pochodzi z filmwebu)


Mając naście lat z chęcią sięgam po filmy, które opowiadają o perypetiach nastolatków. Ciekawi mnie to jak inni w moim wieku radzą sobie z dorastaniem, jakie prowadzą życie. O "Juno" nigdy przedtem nie słyszałam, ale gdy zobaczyłam, że gra w nim lubiana przeze mnie Ellen Page, którą znam z roli w grze "Beyond: Two Souls" wiedziałam, że muszę obejrzeć ten film choćby tylko dla niej. Jak wypadła Ellen i czy czymś mnie zaskoczyła? 


Fabuła filmu nie jest skomplikowana. Mamy nastolatkę, która zachodzi w ciążę. Całe szczęście nie usuwa jej tylko postanawia oddać nienarodzone jeszcze maleństwo rodzinie zastępczej. Nie jest to produkcja, która jest drętwa, poważna ze względu na tematykę. Postać jaką jest Juno to niepokorna nastolatka nie myśląca o konsekwencjach, odważna i kontrowersyjna w swoich wypowiedziach. Jest po prostu sobą i mówi to co jej ślina na język przyniesie. Ciąża ją nie dołuję, a wręcz przeciwnie, sprawia, że poznaje prawdziwe uroki życia i docenia to co w nim ważne. Nie muszę chyba pisać, że postać wykreowana przez Ellen Page jest jedyna w swoim rodzaju. Aktorka ma dar do kreowania bohaterów w sposób w stu procentach prawdziwy. Szkoda tylko, że Ellen Page jest znana w tak niewielu produkcjach, ponieważ uważam, że jej talent niestety się marnuje. Na tle współczesnych młodych aktorek wypada bezkonkurencyjnie, ale i tak niewielu widzów chociażby ją kojarzy nad czym ubolewam. 


W filmie świetnie zostały przedstawione poszczególne relacje: rodzic-dziecko, dziewczyna-chłopak, Juno-rodzice zastępczy, którzy są do bólu perfekcyjni. W szczególności przyszła matka zastępcza dziecka Juno, co stanowi pewien kontrast w przedstawieniu skrajnych osobowości.


Podobało mi się podejście do tematu. "Juno" to film, który jest bardzo humorystyczny, pełen żartów, radości, ale także stanowi obserwacje młodej dziewczyny, która pod wpływem doświadczeń życiowych nabiera dojrzałości i pokory. Produkcja jest naprawdę ciekawa, inna od wszelkiego rodzaju znanych nam młodzieżówek. Z tego powodu bardzo chciałabym Wam polecić ten film na weekend. Jest to kino, które nie wymaga od Was żadnego wysiłku umysłowego, ale dający pozytywnego kopa, ponieważ patrząc na Juno nie sposób się smucić. Jeżeli lubicie filmy oparte na historiach wziętych z życia z inteligentnym humorem na czele to ten film zdecydowanie jest dla Was! Po troszku podkolorowany, przerysowany, jednak z zamierzonym celem, aby uczyć, wzruszać i dawać nadzieje. 


wtorek, 5 maja 2015

"Przebudzenie" reż. Penny Marshall


TYTUŁ: Przebudzenie
| Awakenings | 
REŻYSERIA: Penny Marshall
CZAS TRWANIA: 2 godz. 1 min 
GATUNEK: Dramat obyczjowy
PRODUKCJA: USA
PREMIERA: 1990 rok 
GŁÓWNA OBSADA: 
Robert De Niro
Robin Williams 

FILM OPARTY NA FAKTACH.

Gdy napotykam na swojej drodze produkcje filmowe, które są ekranizacjami wydarzeń, które miały miejsce w prawdziwym życiu zawsze towarzyszy mi uczucie rosnącego zaciekawienia. Jak do tej pory miałam okazję obejrzeć jedynie horrory, które zostału umotywowane historiami realnymi. Tym razem przyszło mi zmierzyć się z dramatem. Jeżeli chodzi o dramat to pierwsze co nam wszystkim zapewne kojarzy się z tym gatunkiem to z pewnością historia, która być może zmusi nas do refleksji, a już z pewnością poruszy. Czy "Przebudzeniu" udało się osiągnąć taki efekt?

Film "Przebudzenia" to oparta na autentycznych wydarzeniach poruszająca opowieść o lekarzu, który na zawsze zmienił życie swych pacjentów. W rolach głównych wystąpił nominowany do Oscara Robert De Niro i Robin WilliamsWilliams gra rolę dr Malcolma Sayera, naukowca, który wykorzystuje eksperymentalny lek, by przywrócić do pełnej świadomości pogrążonych w katatonii pacjentów. De Niro gra Leonarda, pierwszego pacjenta, który przechodzi kontrowersyjną terapię. Zachęcony powodzeniem eksperymentu dr Sayer decyduje się podać lek pozostałym pacjentom. "Przebudzenia" to opowieść o niezwykłej przyjaźni, sile ludzkiego ducha i mocy czynienia cudów.
źródło



Przyznać się muszę, że nigdy nie słyszałam o tej jakże dziwnej historii i z pewnością długo jeszcze bym o niej nie słyszała, gdyby nie "Przebudzenie". Moim zdaniem film doskonale obrazuje to w jaki sposób ta historia się rozwijała wraz z upływem czasu oraz dokąd od początku zmierzała. Z tego powodu produkcja naładowana jest bardzo wieloma emocjami, które widz doświadcza. Prawdę powiedziawszy bardzo długo już po seansie nie mogłam uwierzyć w to, że ta historia zdarzyła się naprawdę. Niezwykle wzruszające i dziwne jest to, że Ci wszyscy pacjenci dr. Sayera w rzeczywistości przebudzili się naprawdę dla świata zaledwie na kilka dni, aby po tym wspaniałym dla nich czasie znów powrócić do stanu katatonii i życia niczym roślinka. Po zakończeniu filmu widz zadaje sobie pytanie: dlaczego eksperyment się nie powiół? Dlaczego w jednej chwili Ci wszyscy ludzie znowu zamienili się w istoty przypominające zombie?




Na szklanym ekranie zachywca fantastyczny duet Robert De Niro oraz Robin Williams. De Niro miał przed sobą nie lada wyzwanie. Musiał zagrać człowieka, który choruję na nierozpoznawalną chorobę. Wiadomo, że takie rolę zawsze się ceni, jednak ta wydaje mi się być naprawde wyjątkowa, jakby stworzona wprost specjalnie dla De Niro. Ukazał w niej swój dar aktorski, swoją umiejetność do wcielania się w postacie, które są trudnymi i skomplikowanymi osobowościami. Niewielu aktorów potrafiłoby zrobić to w tak wielkim stylu jak zrobił to Robert De Niro.  Od teraz zawsze będę kojarzyła go właśnie z tą rola, ponieważ zrobiła na mnie pioronujące wrażenie i jestem zdecydowana stwierdzić, ze bezkonkurencyjnie jest to jedna z najlepszych ról jakie zagrać mógł tak wspaniały aktor jakim jest De Niro.



W tym całym zachwycie nie zapomnę też wspomnieć o Robinie Williamsie, któremu to przyszło zagrać doktora Sayera. Williams ma ten dar, że do niemal każdej jego roli mam słabość, a musze przyznac, ze nigdy nie należał on do grona moich ulubionych aktorów. Ten człowiek ma po prostu coś w sobie, że od samego patrzenia na niego robi sie smutno. Może to ten smutek w oczach? Niemniej jednak, uważam, że Robin stworzony był do takich właśnie ról. Bardzo prostych, ale równie ważnych.




"Przebudzenie" jest filmem prostym, ale jakże ujmującym w swojej prostocie. Naszemu światu brakuje produkcji o fanatsycznej i dajacej do myślenia fabule. Teraz stawia się niestety na efekty specjalne gubiąc przy tym wartość jaką powinien mieć film pod względem fabularnym. Dlatego tak czesto sięgam po stare dobre kino, kiedy to dla twórców liczyło sie to jaką historię chcą opowiedziec, a nie jak to zrobią.

Film powinien spodobać się dosłownie każdemu. Dzięki niemu zyskacie wiedze o, wydaje mi się zapomnianej histori która wydarzyła sie w latach 60- siątych. Mnie cieszy to, że "Przebudzenie" w ogóle powstało, bo jest to film po którym bardzo mocno płakałam i długo nie mogłam dojść do siebie. Nawet teraz, kiedy o tym wszystkim myślę siada koło mnie przygnębienie i wyobraźcie sobie, ze za nic w świecie nie chce sobie pójść. "Przebudzenie" nauczyło mnie jeszcze bardziej doceniać to co mam, to co jest tak niewielkie, że dla niektórych wprost nie widoczne.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Przez szpony wyrwane czyli co kruczysko ostatnio widziało cz. 3 + pomóż Zuzi, dziewczynce ze skóry utkanej z cierpienia!




Witajcie!
  Ale miałam ostatnio zastuj na moim blogu. Napisałam dość szczery i pesymistyczny post, a potem znikłam. Bałam sie, że ktoś z Was pomyśli, że nie wytrzymałam presji rzeczywistości i że z niknełam z tego świata. Ale nic z tych rzeczy - jestem wciąż wśród żywych. Moja obecność spowodowała była po prostu brakiem czasu. Póki co mam za dużo na głowie i poświęcam się pomocy pewnej starszej osoby. 
  Jeżeli o pomocy już mowa to mam do Was ogromną prośbe. Przeczytałam na jednym z blogów informacje o Zuzi, która potrzebuje natychmiastowej pomocy finansowej. Pomóc może jej nawet 10 zł, ponieważ współnymi siłamy możemy uzbierać te 2 697 115 35 zł na niezbędną dla jej dalszego funkcjonowania operacji. Dziewczynka cały czas cierpi, bez względu na to co w danej chwili robi.Jej skóra jest źródłem całego cierpienia. Możemy temu zapobiec i pozwolić jej żyć bez bólu. Jest możliwosć przeprowadzenia kosztownej operacji w Stanach Zjednoczonych, na którą rzecz jasna potrzebne są finanse. Być może Ty nie będziesz mógł bezpośrednio pomóc, ale możesz przekazać tą informacje dalej. Wklejam link: https://www.siepomaga.pl/nomorepain, na którym znajdują się dokładne informacje o chorobie Zosi, a także reportarz, który pojawił się na atnenie TVP 1.  Poprzez tą stronkę możecie również wesprzeć akcje i wpłacić obojętnie jaką sumę na rzecz operacji. Nie bądź obojetny! Mam nadzieję, że ktoś z Was ktokolwiek weźme sobie los Zosi do serca i zrobi wszystko co w jego mocy, aby ulżyć jej cierpieniu. 


***


TYTUŁ: King Kong
REŻYSERIA: Peter Jackson
CZAS TRWANIA:  3 godz.  7 min
GATUNEK: fantasy, melodramat, przygodowy
PRODUKCJA: Niemcy, Nowa Zelandia, USA
PREMIERA: 5 grudzień 2005 rok
MOJA OCENA: 8/10
GŁÓWNE ROLE:
Naomi Watts
Jack Black
Adrien Brody 

Czas Wielkiego Kryzysu w Stanach Zjednoczonych. Aktorka Ann Darrow nie ma pracy i pieniędzy nawet na jedzenie. Z pomocą przychodzi jej filmowiec Carl Denham. Carl jest sfrustrowany, bo producenci chcą obciąć budżet jego nowego, jeszcze nie niedokończonego filmu. Reżyser wykrada więc jedyną istniejącą kopię swojego filmu i kompletuje ekipę tak, by zdążyć na statek "S.S. Venture", odchodzący wieczorem z portu. Denham chce udać się na owianą legendą Wyspę Czaszek, położoną na Pacyfiku. Tam chce znaleźć atrakcyjne plenery do filmu. Wraz z nim na statek wsiadają m.in. Ann, która dostała główną rolę i scenarzysta Jack Driscoll. Kiedy w końcu udaje się im dotrzeć na wyspę, okazuje się, że nie bez powodu jest ona owiana mgłą tajemnicy. Żyją tam bowiem stwory, które powinny już dawno wyginąć - olbrzymie tyranozaury i wielki, liczący 9 m wysokości, goryl.

Na film natrafiłam w pewną leniwą niedziele. Emitowano go na jednym z kanałów. Co prawda ominął mnie początek, ale zdecydowaną większość filmu obejrzałam i muszę przyznac, że całkiem mi się podobał. Za każdym razem odpychałam od siebie chęć obejrzenia tego filmu, ponieważ nigdy jego fabuła mnie do siebie zwyczajnie nie przekonywała. Teraz żałuje, że nie obejrzałam go wcześniej. Jest to jak najbardziej udany film przygodowy, w którym akcja ciągla gna do przodu. Myślę, że jest to kino dla cąłej rodziny, gdyż nawet mój 5-letni brat zainteresował się, być może nie samym  King- Kongiem a dinozaurami, które mają swoje pięć minut.
Pretekstem do obejrzenia tego filmu był również sam Peter Jackson,,  którego znam i podziwiam głównie za niesamowitych i widowiskowych "Władców Pierścieni" oraz za "Hobbita". Oczywiście te dwa ostanie dzieła są o wiele lepsze niż "King-Kong", ale naprawdę przyjemnie spędziłam czas przy seansie. 
Spodobała mi się rola Naomi Watts, jednak bardzo chcę równiez obejrzeć nieco starszą wersje "King-Konga", w której gra uwielbiana przeze mnie Jessica Lange. Jeżeli ktoś z Was oglądał tą starszą wersję to bardzo prosze o napisanie czy jest warta obejrzenia. Tymczasem jak najbardziej polecam Wam "King- Konga" z 2005 roku. Ciekawe rozwiązanie na nudne, niedzielne popołudnia. 


***



TYTUŁ: Zgromadzenie
| The Gathernig | 
REŻYSERIA: Brian Gilbert
CZAS TRWANIA:  1 godz.  32 min
GATUNEK: horror
PRODUKCJA: Wielka Brytania
PREMIERA: 2003 rok - Świat
2004 rok - Polska
MOJA OCENA: 6/10
GŁÓWNA ROLA:
Christina Ricci

W ruinach starego kościoła z I w.n.e., przypadkowo odkryto niesamowite rzeźby i malowidła przedstawiające Ukrzyżowanie z zupełnie innej perspektywy . Zamiast figury Jezusa Chrystusa, wyrzeźbiono kilkanaście postaci, które przyglądały się tamtym wydarzeniom. Co dziwniejsze, te same osoby widziano przez ostatnich 2000 lat zawsze tam, gdzie działo się coś złego. Teraz pojawiają się znowu. Widzi je tylko młoda Amerykanka - Cassie. Czy oznacza to, że Cassie ma halucynacje czy jest to raczej zwiastun kolejnej tragedii? 

Pamietam ten film z dzieciństa. Moi rodzice bardzo czesto oglądali swego czasu horrory, a ja byłam zbyt ciekawska żeby nie spojrzeć. Strach miał dla mnie wtedy znaczenie moblizujące. Nadal lubię się bać. Pewnego dnia przypomniałam sobie o tej produkcji i pomyślałam sobie, że miło byłoby odświeżyć sobie wspomnienie z okresu beztroskich lat. Przypominam sobie, że gdy go pierwszy raz oglądałam byłam nim zachwycona. Drugim razem niestety już tak nie było. Jako horroromaniaczka mam corz większe oczekiwania co do filmów grozy i również krytycznym okiem patrze na takie produkcje. Jednego "Zgromadzeniu" nie mogę odmówić. Nadal posiada ten sam klimat, który pamiętam z czasów dzieciństwa. Jest naprawdę intrygujący od pierwszej sceny. Fabua również na dzień dzisiajszy wydaje mi się naprawdę ciekawa i pod jakimś względem orginalna, jednak ostatecznie czegoś zabrakło. Z pewnością jest to wina Christine Ricci, która wcieliła się w główną bohaterkę. Poprzez tą rolę udowodniła, że nie jest aktorką o dużych umiejętnościach. Bywała irytująca. Niestety wydaje mi się, że to właśnie ona miała znaczny wpływ na moją ostateczną ocenę, choć muszę przyznać, że bardzo intrryguje mnie jej osoba pod względem wyglądu zewnętrznego. 
Niemniej jednak nie żałuję, że odświeżyłam sobie tą produkcję. Bardzo wiele momentów po prostu zapamiętałam i efekt nie był już taki jak za pierwszym razem, ale bardzo polecam zainteresowanych , bo ma ona coś co naprawdę intryguję. Pragnę zaznaczyć, że nie jest to horror z krwi i kości. Powiedziałabym, że jest to raczej thriller z nutką grozy w tle. 



***


TYTUŁ: Między piekłem a niebem
| What Dreams May Come | 
REŻYSERIA: Vinvcent Ward 
CZAS TRWANIA:  1 godz.  53 min
GATUNEK: fantasy, melodramat 
PRODUKCJA: Nowa Zelandia, USA
PREMIERA: 1998 rok - świat
1999 rok - Polska
MOJA OCENA: 9/10
GŁÓWNA ROLA:
Robin Williams 

Ile trzeba uczucia, by pokonać Piekło - oto pytanie, które stawiają sobie widzowie oglądając "Między piekłem a niebem", Niezwykle sugestywną i wzruszającą zarazem wizję życia po życiu, wyróżnioną Oscarem za niesamowite wprost efekty specjalne. Po tragicznej śmierci dzieci w wypadku samochodowym Chris Nielsen (Robin Williams) skupia się na ratowaniu żony Annie (Annabella Sciorra), która popadła w manię samobójczą. Niestety, on również ginie w wypadku drogowym. Niebo, do którego się dostał, skomponowane jest z plastycznych wizji Annie. Wędrując po świecie jej obrazów odnajduje nie tylko wspomnienia szczęśliwych dni, ale i dusze. Tkwi teraz na samym dnie piekła, pogrążona w głębokim letargu. Czy Chris zdoła ją wyrwać z mrocznej odchłani? 

I oto kolejny film, który już raz kiedyś obejrzałam, ale czułam, że wtedy jeszcze nie dojrzałam, aby w pełni przeżyć tą historię, która po latach wywarł na mnie ogromne wrażenie. Wizja życia po życiu w tym filmie została moim zdaniem przedstawiona genialnie, jedynie zakończenie nie przypadło mi do gustu, ale patrząc na całość mysle, że moge wybaczyć to twórcą. Wydaje mi się, że jest to film, który koniecznie każdy powinienen obejrzeć. Wielokrotnie nie mogłam powstrzymac płaczu, a oglądając to widowisko towarzyszyła mi nadzieje, że być może to wszytko  co widzę jest prawdą i po śmierci spotkam osoby, na których bardzo mi zależało, a których już nie ma. Dająca nadzieję produkcja o piorunującym podłoży emocjonalnym z fantastycznym Robinem Williamsem w roli głównej. Zanany głównie z roli komediowych, w dramacie zagrał naprawdę mistrzowsko. 

CZARNY KRUK POLECA! 


***

TYTUŁ: Interstellar
REŻYSERIA: Christopher Nolan
CZAS TRWANIA:  2 godz.  49 min
GATUNEK: Sci - fi
PRODUKCJA: USA, Wielka Brytania
PREMIERA: 2014 rok
MOJA OCENA: 9/10
GŁÓWNA ROLA:
Matthew McConauhey
Anne Hathaway

Na skutek błędów popełnionych przez ludzkość w XX w. Ziemia staje na krawędzi zagłady. Nastąpił upadek państw, a ich rządy straciły władzę. Szczątkowo funkcjonująca gospodarka nie jest w stanie zapewnić ludziom nawet żywności. Gdy jednak odkryta zostaje możliwość podróżowania w czasoprzestrzeni, naukowcy wywodzący się z resztek organizacji NASA podejmują się jej zbadania, tym samym stając się ostatnią deską ratunku dla ludzi i ich planety. 

Gdy widze, że dany film mieści się w ramach gatunku Sci-fi uciekam gdzie pieprz rośnie. Pewnie tak byłoby i w przypadky "Interstellar", gdybym wiedziała, że należy on właśnie do tego gatunku. Byłabym naprawdę głupia, gdybym go nigdy nie obejrzała. Produkcja okazała się dla mnie przełomowa i sprawiła, że nieco bardziej odważnie będe teraz sięgac po filmy Sci-fi. Doskonale skonstruowana i zrealizowana fabuła. Potrafiłam się przy nim wzruszyć, kibicowałam głównym bohaterom, a to wszystko po to, aby dojść do fantastycznego finału, który okazał się jak najbardziej zaskakujący. Matthew McConauhey po raz kolejny udowadnia, że zaczyna robić coraz większą furore grając główne role. Okazuje się, że jest doskonałym aktorem. Naprawdę warto zapoznać się z tym filmem, nawet jeżeli tak jak ja sceptycznie podchodzicie do tego typu produkcji! 

CZARNY KRUK POLECA! 


Wszystkie opisy fabuły poszczególnych filmów pochodzą z filmwebu jak i również plakaty produkcji. Natomiast zwiastuny pochodzą z youtube. 


ZACHĘCAM RÓWNIEŻ DO WSTAWIANIU BANNERÓW NA SWOJEGO BLOGA, KTÓRE MAJĄ NA CELU SZERZYĆ INFORMACJE O POTRZEBNEJ POMOCY DLA ZUZI
https://www.siepomaga.pl/f/fundacja-siepomaga/c/2324/widgets

piątek, 6 marca 2015

"Funny Games" | reż. Michael Haneke

TYTUŁ: Funny Games
CZAS TRWANIA:  1 godz. 51 min.
GATUNEK: Dramat
PRODUKCJA: Austria, Francja, Niemcy, USA, Wielka Brytania, Włochy
PREMIERA: 20 październik 2007 rok 
REŻYSERIA: Michael /Haneke

MOJA OCENA: 8/10


GŁÓWNA OBSADA: 
Naomi Watts - Ann Farber 
Tim Roth - George Farber
Michael Pitt - Paul 
Brady Corbet - Peter
Devon Gearhat - Geogrie Farber


   Psychopaci zawsze budzili w normalnych ludziach grozę, przerażenie, strach. Niedorozumienia jest sytuacja, w której człowiek, drugiemu człowiekowi jest w stanie wyrządzić rzeczy bestialskie, które pojąć jest trudno, a nawet zaliczałbym to do zadań niewykonalnych. Dzisiaj przychodzę do Was z filmem, który taką zwykłą produkcją z pewnością nie jest. Budzi wiele kontrowersji, oskarżany jest o krzywienie psychiki ludziom, a także o niecenzurowaną brutalność. Jakie na mnie wrażenia wywarło to widowisko? Przekonajcie się sami. 


Anna (Naomi Watts), jej mąż George (Tim Roth) i ich kilkuletni syn Georgie, wyjeżdżają poza miasto swoim nowym samochodem, ciągnąc na przyczepie śliczną drewnianą łódź. Gdy docierają do swojego gustownie urządzonego domku nad jeziorem, szybko i z ulgą zapominają o zgiełku i problemach wielkiego miasta. Sielankowe wakacje kończą się z chwilą, gdy rozlega się pukanie do drzwi. Ich próg przekracza Peter (Brady Corbet), młody chłopak o nienagannych manierach, ubrany w nieskazitelny strój. Nikomu z domowników nawet nie przechodzi przez myśl, że ten uroczy młodzian z pomocą swego kolegi Paula (Michael Pitt) wkrótce zamieni ich życie w piekło. Rozpoczynając okrutną zabawę, napastnicy w białych rękawiczkach terroryzują swoje ofiary, znęcając się nad nimi psychicznie i fizycznie przez długie godziny. Ta bezlitosna gra ma zakończyć się o 9 rano. Kto zostanie zwycięzcą? 

opis filmu pochodzi z filmwebu

   Film ma jeden znaczący i niezwykły atut, który z pewnością wyróżnia go na tle innych. Wydaje się nie trzymać żadnych zasad kultury i oferuje widzowi niezapomniane widowisko. Zresztą, oglądając czujemy się jak gdybyśmy przebywali w tym samym pomieszczeniu co głównie bohaterowie i obserwowali brutalne wydarzenia rozgrywające się na naszych oczach. Przez niemal cały seans czułam się tak jak gdybym była w całkiem innym miejscu niż w rzeczywistości tkwiłam. Muszę przyznać, że rzadko kiedy doznaję podobnego uczucia. Czułam strach, niepewność, ponieważ zachowanie dwóch psychopatów było nieprzewidywalne. Nie wiedziałam co zaraz zrobią, co w ich chorych mózgach się zrodzi i czym będą chcieli terroryzować tą niewielką rodzinę.


  Nadzwyczaj dobrze zostały przedstawione relacje pomiędzy rodziną jak i psychopatami. Wydaje mi się, że taki główny zamiar obrał sobie sam reżyser i udało mu się to w sposób w jaki niemal nigdy nie widziałam. Co oczywiście opiera się na grze aktorskiej, która stoi tutaj na naprawdę dobrym poziomie. Ukrywać nie będę, że największe pozytywne wrażenie wyrwała na mnie Naomi Watts którą obejrzałam niewiele filmów i nie wiedziałam na takim poziomie stoi jej talent aktorski. Ponadto bardzo podobało mi się to w jaki sposób została wydrążona wizja dwóch psychopatów, którzy z pozoru nie budzą uczucia zagrożenia. Ot tak dwa chłopaczki przyszli pożyczyć od sąsiadki jajka. Wydawało się, że żyją w całkiem innej rzeczywistości, że nie trzymają się tego co tu i teraz. Cała tą brutalna sytuacje traktowali jako zwykłą grę stąd wziął się też sam tytuł filmu. Wydawać się może, że posiadali mózg dziecka, które nigdy nie chcę dorosnąć. Jednak przez cały czas nie wiemy dlaczego to sprawia im taką przyjemność, dlaczego to robią. 

   Ruch kamery oraz nakręcone zdjęcia także budzą podziw. Jest w tym coś oryginalnego, bowiem gdy psychopaci ze sobą rozmawiają, kamera "patrzy" na zasłuchaną, otępiałą przez rozgrywające się na ich oczach wydarzeniami rodzinę. Lub także coś co bardzo mnie zaintrygowało i wytrąciło z równowagi. Wielokrotnie nie możemy zobaczyć co robią psychopaci z rodziną, gdyż kamera wędruje w stronę jednego z nich robiącego sobie kanapkę i  w rezultacie możemy tylko usłyszeć i ewentualnie domyśleć się jakie wydarzenia mają miejsce w sąsiednim pokoju. 
To wszystko sprawia, że widz nie pojmuje co tak naprawdę dzieje się w danym miejscu. Wzbudza niepewność i wszelkie emocje, które budzą dyskomfort spowodowany strachem. 


   Minimalizm to dobre określenie całej tej produkcji jaką jest "Funny Games". Zaczynając od kreacji psychopatów, a kończąc na ich chorych zagrywkach, które być może nie są skomplikowane i łatwe, ale z pewnością należą do brutalnych i niegodziwych rzeczy. 
   "Funny Games" to film, który może Tobą wstrząsnąć, może wprowadzić  Cię w stan osłupienia. Nie polecam widzom wrażliwym, ponieważ może to nieść ze sobą niepożądane konsekwencje. Natomiast wbrew wszelkim kontrowersja i podzielnością zdań, uważam, że film o którym dzisiaj piszę należy do produkcji, które warto zobaczyć, bo na swój własny sposób jest jedyny w swoim rodzaju. Nigdy wcześniej nie widziałam podobnej realizacji i z tego też powodu postanowiłam napisać o niej na moim blogu. Jak widać minęło sporo czasu odkąd go obejrzałam, a te same emocje nadal we mnie siedzą. 
  
 Po obejrzeniu filmu zaczęłam zastanawiać się czy w rzeczywistości istnieją tacy ludzie jakich przedstawił nam Haneke i wydaje mi się, że istnieje ku temu bardzo duże prawdopodobieństwo. I wydaje mi się, że nie należy winić psychopatów za to jacy są, ponieważ z czegoś musiało się to wziąć. Nikt sam z siebie nie rodzi się zły. Wszyscy rodzimy się dziećmi, czyli jesteśmy istotami niewinnymi. Dopiero środowisko, w którym dorastamy "psuje" nam psychikę, kształtuje osobowość i w rezultacie doprowadza do tego kim jesteśmy i jakich czynów jesteśmy w stanie się dopuścić. Przed obejrzeniem tego filmu warto o tym pamiętać. 
  Od siebie polecam, ale tylko od Ciebie będzie zależały czy zdecydujesz się zagrać w "Funny Games"


   Pragnę też zaznaczyć, że istnieje wcześniejsza wersja tego filmu o tym samym tytule pochodząca z 1997 roku. Nie miałam przyjemności jej zobaczenia, więc nie wiem czym one tak naprawdę się różnią. Zainteresowanych zapraszam do poszukania jej pod poniższym plakatem: